środa, 3 kwietnia 2013

Kto się boi polonizacji ?


 
 


Wczoraj pobyt moich teściów dobiegał końca w naszym domu. Miałam nawet nadzieję, że wyjadą rano bo jednak te 48 h to maksymalna granica wspólnego przebywania w pokojowych warunkach, nic z tego jednak, postanowili zostać jeszcze na obiedzie… Robiłam więc dodatkowy obiad dla czterech osób. Było to Al ragu bolognese chyba z 2 litry mi sosu wyszły i penne i sałatka z młodego szpinaku… miałam nawet nadzieję, że cosik zostanie dla Antka na kolację. Pomyliłam się. Po dwie-trzy dokładki i cała masa jedzenia zniknęła.

Problem w tym, że przed obiadem, w godzinach porannych doszło do kolejnego spięcia, niestety dobijaliśmy tych 48 godzin ! Choć właściwie wszystko zaczęło się już o 8 rano.

 

Otóż pomagałam Antkowi się ubierać, byłam po prostu w jego pokoju i z nim sobie dyskutowałam… po polsku ! Śmialiśmy się z dziurki w skarpetkach. Po czym wychodząc do szkoły Antek przy drzwiach obejmując mnie za szyję, to znaczy uwieszając się powiedział : «  do widzenia, mama kochana, do widzenia ». Wczoraj wyjątkowo do szkoły szedł z dziadkiem.

Kilka godzin później zaczęło się :

« Dlaczego on tyle mówi po polsku ? Czy ja uważam, że to jest dobrze? Bo przecież będzie miał problemy w szkole? Przecież wystarczyło by jakby mówił po polsku jak tam jedzie na wakacje, ale tylko raz w roku, bo przecież po co więcej…”

Teść siedział obok mnie na kanapie i uderzał w te tony.

Nie ukrywam… działa to na mnie jak płachta na byka, z pewnością nie reaguję naturalnie i spokojnie, bo za każdym razem to słyszę, albo jeśli chodzi o język polski albo jeśli chodzi o wiarę i praktykę.

Dolałam więc oliwy do ognia… wysuwając coś o czym myślę od dawna i co mam zamiar zrealizować, choć nie wiem czy się uda. Jako nauczyciel chcę prosić o przeniesienie mnie, na jakiś czas do francuskiego liceum w Warszawie, by Antoś mógł choć przez jeden semester chodzić do polskiej szkoły. Chcę go otworzyć na inny system edukacyjny, inne dzieci, trochę inny świat… Ta więc dolewam tej oliwy i mowię po raz pierwszy teściom o tym planie.

 

I w tym momencie myślałam, że się rozsypią na kawałeczki. Na ich twarzach widoczny był strach i wściekłość. Po kilku sekundach myślałam, że mnie rozszarpią… zaczęli prawie krzyczeć: “ że przecież nie mogę tego zrobić, że ich syn tego nie przeżyje i się ze mną rozwiedzie, że to nieszczęście dla Antka itd, itd”…

Sama się jednak nie dałam ponieść już emocjom. Gdy skończyli powiedziałam im stanowczo: “że wiem, że od lat nie mogą zaakceptować faktu, że ich syn ożenił się z Polką. Niestety tego już nie zmienią, jak i nie zmienią kolejnego faktu, że ich wnuk jest w połowie Polakiem i że ma prawo korzystać z tej polskości na równi z francuskością, czyli przebywać w Polsce, tam żyć, mówić w tym języku…”

 

 

Ta rozmowa z wczoraj po raz kolejny uświadomiła mi skąd bierze się moje złe samopoczucie w tej rodzinie. Dlaczego te nasze relacje choć powierzchownie poprawne nigdy nie będą ani prawdziwie życzliwie ani bliskie. Moi teściowie odrzucają to KIM JESTEM, moją głęboką tożsamość związaną z krajem mojego pochodzenia, krajem, który kocham, językiem, który kocham. Oni się tego BOJA! Dlaczego? Czy im to w jakiś sposób zagraża? Myślę, że nie… jednakże oni, odczytują to jako zagrożenie, chcą mieć rękę na wszystkim, kontrolę i nie są w stanie zaakceptować inności, żyć z nią w sposób normalny, w dialogu, w pokoju. Tym samym odrzucają mnie, to co we mnie najgłębsze, najdroższe dla mnie nie jest ani uznane ani szanowane… Wiem, to bardzo osobisty wpis… ale wczoraj zrozumiałam coś dla mnie kluczowego, zasadniczego i to jest dla mnie ważne.

 

6 komentarzy:

  1. Stefane, jak dobrze Cie rozmumiem, mam podobny problem z moimi tesciami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo sie cieszę, ze rozumiesz....

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny pomysł z tą szkołą w Polsce!!!!!!!!!!! Dla Antosia może to być przygoda życia. Stefane - to dzięki Tobie Twój synek mówi po polsku i może rozmawiać ze swoimi dziadkami z Polski. Jesteś dzielna, podziwiam Cię. Od dawna Cię czytam, zaglądam na Twoje strony codziennie. Trzymaj się ciepło. Pozdrawiam z zaśnieżonego Poznania. Beata

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuje Basiu.... Ja pozdrawiam z deszczowego dzisiaj Bordeaux.

    OdpowiedzUsuń
  5. Stefane- naprawdę świetnie że dużo Antek mówi po polsku. Sama wiesz (i ja wiem jako dwujęzyczna od dziecka osoba), że w język kraju zamieszkania NIGDY nie ucierpi, zawsze szkoła, koledzy powodują że ten język ma się opanowany tak jak inne dzieci; natomiast zbyt mały nacisk na język drugiego z krajów powoduje że w tym języku mówi się coraz mniej i gorzej. Dla mojego taty było to podobnie ważne jak dla Ciebie i teraz ja zarabiam na życie ucząc jego (i mojego drugiego) języka i robiąc tłumaczenia! Tak więc nigdy nie wiadomo jak się ułoży. Masz zresztą absolutną rację, że dziecko ma prawo do korzystania z obydwu tradycji, kultur (a do kultury należy język), i w tym wymiarze bycie dzieckiem z małżeństwa mieszanego jest bardzo wzbogacające.
    A z takimi problemami nie jesteś sama- kuzyn mojego męża mieszka w Kanadzie i jego własna żona wkurza sie gdy on mówi z dzieckiem po polsku..ogranicza też kontakty z polską babcią również tam mieszkająca albo zmusza ją do mówienia z dzieckiem po angielsku. przykre.
    A jeśli faktycznie będziesz w Warszawie z Antosiem to marzę o tym aby Was poznać osobiście!

    OdpowiedzUsuń
  6. Natalijko w Warszawie jestem co roku, chciałabym kiedyś zagościc na dłużej. Spotkanie z Tobą sprawilo by mi wielka przyjemność. Antek nie mówi dobrze po polsku. We Francji nie mówi prawie wcale, kilka słów ze mną a reszta to odpowiedzi po francusku na moje polskie pytania. Zaczyna mówić po przyjeździe do Polski ale tez zależy z kim, z dorosłymi ma problem, z dziećmi dogadają sie. Musiałbym znacznie konsekwentniej z nim współpracować w tej dziedzinie.

    OdpowiedzUsuń