poniedziałek, 19 maja 2014

Rasizm raz jeszcze

Na przerwie, około godziny 10 miałam do zrobienia kilka kopii ksero. Gdy kopiowałam dokumenty dla uczniów, do tego samego, małego pomieszczenia, weszła moja koleżanka po fachu, nauczycielka historii-geografii i Wos’u jak ja. Dzień dobry, dzień dobry, ça va ? ça va ?... i dalje ni z " gruchy ni z pietruchy" :



« Wiesz czytałam dzieciom bajkę w ten week-end napisaną przez Marlène Jobert. W bajce była wiedźma ( sorcière) i była Polką a na dodatek nazywała się Agnieszka. Tak naprawdę to ona była panią do sprzątania ale też wiedzmą »…







Przyznam, że mnie zatkało. Nie po raz pierwszy spotykam się z tego rodzaju złośliwymi, rasistowskimi a raczej xenofobicznymi uwagami – jeśli dokładnie przyjżeć się definicjom. Na początku nie wiedziałam co powiedzić, zmroziło mnie. Po kilku sekundach odpaliłam jednak:



“ Wiesz nie wszystkie Polki i nie wszystkie Agnieszki są sprzątaczkami i wiedźmami. A przykład stoi teraz przed twoimi oczami”…







Osoba ta nawet nie zaczęla przepraszać, uśmiechnęła się tylko cynicznie a ja po prostu wyszłam.







Prowadziłam dalej lekcje, jakby nigdy nic się nie stało… niestety w drodze powrotnej, w tramwaju dopadło mnie… Było mi najzwyczajniej przykro i to tak, że miałam ochotę się rozpłakać. Myślałam o tym zajściu porannym a w głowie jak stara rolka filmowa rozwijały mi się pytania:



-          Co trzeba zrobić by zostać zaakceptowanym przez “obcych”?



-          Jakie dyplomy, prace, osiągnięcia posiąść by przestano wspominać delikatnie o twoim akcencie? O twoim obco brzmiącym imieniu? By ta xenophobia bezpośrednia czy pośrednia przestała w naszym kierunku płynąć?



Kiedyś, niedawno bo kilka dni temu rozmawiałam z Agatą na ten temat, moja polską przyjaciółką tutaj, panią architekt… I ona też dzieliła się ze mną tą masą xenofobicznych uwag, które wysłuchuje od współpracowników i od klientów.



Reprezentanci innych krajów mają nad Sekwaną podobnie… jakieś 3 tygodnie temu przybyła do naszego liceum nowa nauczycilka języka niemieckiego – Węgierka, młoda, wspaniała dziewczyna. Od razu się zaprzyjaźniłyśmy, ale ile ona musi wysłuchiwać i od nauczycieli i od uczniów… a dlaczego Wegierka, a dlaczego uczy niemieckiego, a co ma za accent, a czy na pewno jest kompetentna, a może zawody jej się pomyliły????







Czasem mam ochotę tylko usiąść i zapłakać z bezsilności, z powodu tej ludzkiej głupoty, która nawet nie widzi, że rani…



Narazie nic nie powiedziałam mężowi… I nie wiem czy powiem. Jego boli to chyba bardziej niż mnie… za każdym razem widzę jak zaciska pięści, jak ociera ukradkiem oczy, jestem świadkiem jego bezsilności i tej przykrości już chyba dzisiaj nie zniosę.

2 komentarze:

  1. Mam pozytywną wieść w tym temacie...., głowa do góry!!!! napisałam przez FB ;-) pozdrawiam z Poznania, Ela

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Ela... nic na FB nie widzialam? Mozesz podac link?

    OdpowiedzUsuń