piątek, 14 listopada 2014

Powrót do « stalinizmu »




 

A w każdym razie do zamierzchłych i wydałoby sie już przebrzmiałych czasów…

Miałam zrobić bardzo pozytywny wpis, ze zdjęciami. Jednakże okoliczności sprawiły, że podzielę się dzisiaj z wami moim smutkiem.

 

Jestem « młodym » choć już starym nauczycielem we Francji. Z powodu owej młodości mam przypisaną pewną liczbę punktów. Mam punkty za męża, za dziecko, za szczebel kariery na którym się znajduję, za kilka lat pracy. Wciąż mam jednak tych punktów za mało by pracować na stałe w jakimś gimnazjum czy liceum, w jednym mieście. Co roku więc zmieniam szkołę, kolegów, uczniów. Jest to dość frustrujące, ale dopóki odbywało się w okolicach Bordeaux mogłam to bez problemów znieść.

 

Wczoraj jednak, na kolejnym ze szkoleń, na które muszę co jakiś czas się udawać ( w tym roku są to 4 pełne dni) dowiedziałam się, że niestety… liczba wymaganych punktów na pozostanie w okolicach Bordeaux w przyszłym roku przerasta znacznie tę, którą dysponuję. Zaproponowano mi więc pracę w naszej Akademii ( Francja podzielona jest na akademie – prawie synonym w regionami, zarządzane kuratoriami) czyli w Akwitani tyle, że w innym departamencie, gdyż na Akwitanię składa się 5 departamentów. Tudzież mogę wybrać inną Akademię, gdzie liczba wymaganych do “wejścia” punktów jest w moim zasięgu czyli na przykład Nord Pas de Calais albo poparsykie Créteil.

 

W mojej akademii zaproponowano mi jakieś miejsce w Lot-et-Garonne czyli od 2 do 3 h jazdy samochodem od mojego domu.

Jest więc ewidentnym fakt, że pracując tam będę musiała i tam w tygodniu zamieszkać: może od poniedziałku do piątku a może przy odrobinie szczęścia do czwartku jak ktoś się zgodzi zgrupować moje lekcje…

 

Nie ukrywam, że sytuacja sprawia, że nie śpię… a raczej nie śpimy wraz z mężem głowiąc się nad tym jak to strategicznie rozegrać i rozwiązać z jak najmniejszą szkodą dla rodziny???

 

Mój mąż pracy poza wielką metropolią nie dostanie. On więc raczej musi zostać w Bordeaux. Sytuacja Antosia też jest tutaj dość stabilna i jego zaangażowanie w tenisie, w golfie, w konserwatorium i w szkole… jakoś nie mogę, sama sobie, dać prawa do zniszczenia tego. Zadecydowania o przeprowadzce na rok?, na dwa lata? I odsunięcia go od tego wszystkiego w czym jest znakomity i w czym tak dobrze się czuje…

 

Co więc pozostaje? Moje mieszkanie osobno, ich tutaj w Bordeaux i widzenia w weekendy. Antek bardzo źle na to wczoraj zareagował twierdząc, że będzie widywał mamę w soboty i w niedziele jak dzieci z rozwiedzionych rodzin.

Utknęły mi tego jego słowa jak ość w gardle…

 

Jest jednak pewien szkopuł i w tej sytuacji. Mój mąż, średnio raz w tygodniu wyjeżdża na kilka dni do Paryża, do Amiens… do klientów… a tutaj nie mamy nikogo, nikogusieńko… kto wtedy zajmie się Antkiem? Da mu jeść, zaprowadzi do szkoły, zawiezie do konserwatorium?

 

Trzeba będzie kogoś zatrudnić, co oznacza spore koszty! Moje mieszkanie w pokoju poza domem to kolejne koszty, dalekie dojazdy to kolejne koszty a pensja nauczyciela czy nad Wisłą czy nad Sekwaną? Cóż wiadomo jaka jest…

Jednym słowem obawy, stres, napięcia i sporo znaków zapytania i kilka nieprzespanych nocy już za mną…

I wściekłość na system… nakaz pracy w danym miejscu i nie w innym, odgórny, nieludzki, nie biorący pod uwagę sytuacji rodzinnych nauczycieli…

Dlaczego więc się dziwić, że poziom spada na łeb na szyję, Francja jest 24 w klasyfikacji PISA a Polska 13? Dlaczego się dziwić, że tylu nauczycieli na zwolnieniach siedzi miesiącami? Skoro jesteśmy tylko pionkami, wartymi liczbę punktów…?

3 komentarze:

  1. a myslisz ze ta praca jest warta tej wyprowadzki, rozumiem ze trudno byloby Tobie znalezc prace w Bordeaux w innym zawodzie? a jakbys nie przyjela tej propozycji, nie wiem jak jest we Francji ale w Danii nie moga Tobie zaproponoac pracy gdzie dojazd dluzej niz godzine w jedna strone jak masz dziecko

    OdpowiedzUsuń
  2. ps dzieci bardzo wbrew pozorom bardzo szybko asymiluja sie do nowych sytuacji, mam na mysli zmiane szkoly antka, choc z 2 strony zamieszkanie 2 lata w nowym miejscu tez moze byc ciekawe dla takiego chlopca, rozumiem ze po 2 latach zdobylabyc te punkty

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie zastanawia jedno, czym sa motywowane coroczne zmiany placowek?
    Jesli dobrze pamietam w tym roku od wrzesnia tez zmienilas szkole.

    Mnie problem bedzie dotyczyl z drugiej strony, jako rodzica. I coraz intensywniej mysle o prywatnej szkole wlasnie po to zeby nie bylo zbyt czestych zmian nauczycieli, nie mowiac juz o nieobecnosciach czy zastepstwach.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń