piątek, 28 listopada 2014

Śmierć Mikołaja, obraza teściów i ogólne « mam dosyć » !!!




W ubiegły week-end dowiedzieliśmy się, że nasz 9 letni syn nie wierzy już w Mikołaja ! Był to naprawdę trudny moment… bo w mojej matczynej głowie wciąż jeszcze wierzył. Niestety koledzy, szkoła, sam proces powolnego dojrzewania i jak sam Antek przyznał – chęć zrobienia nam przyjemności. Otóż on od dawna miał podejrzenia, przestał wierzyć, tyle, że widział, że nam na tym zależy, że nie mówimy mu wprost co i jak i utrzymywał nas w błogiej i jakże słodkiej nieświadomości.

 

Dojrzałego mam syna… momentami. Ale wraz z tą wiarą coś prysnęło jak bańka mydlana, rozsypało się na kawałki… cudowny okres dzieciństwa, wiary, pomieszanej ze sporą dozą wyobraźni, poczucia siły, narcyzmu tego dziecięcego, wszechmocnego.

 

Teraz nie będzie już magicznego oczekiwania, modlitw w wieczór grudniowy do Świętego Mikołaja, dozy niepewności, radosnego krzyku w 25-cio grudniowy poranek bo tyle prezentów jest pod choinką… zacznie się powolne przyzwyczajanie do tego co jest, solidna rezygnacja z niemożliwych do spełnienia żądań, racjonalne tłumaczenia, że nie będzie i że będzie później, wcześniej, inaczej.

 

Żeby było mało rozczarowań… w ubiegły week-end poinformowani o naszym świątecznym wyjeździe do Polski teściowie… rzucili inwektywami w mojego męża a ich syna. No bo jak to !? Któż to słyszał !? Któż to widział !?

Kto ma z nimi spędzić wigilię?

Brat męża spędza ją z rodziną swojej towarzyszki życia, co roku i my od lat całe Święta z teściami. Teraz będzie jednak inaczej. I jest poważny problem z akceptacją z ich strony tego stanu rzeczy.

Ich pretensje zabrzmiały trochę jak : “Jak śmiecie wyjeżdżać i burzyć ustalony latami porządek? Jak śmiecie pozbawiać kuzynki Antka świątecznego spotkania?”

To, że moi rodzice nas na Świętach nie widzieli od 10 lat i kuzynki Antka w Polsce również… cóż to się nie liczy, jest nieważne, nie ma najmniejszego znaczenia…

Kołderkę naciągamy zawsze na tęsamą stronę…

 

I tak ogólnie panuje wielki stress, gigantyczne zmęczenie i napiszę szczerze mam wszystkiego dość! A objawem tego stanu był mój środowy incident – o mało nie miałam wypadku samochodowego – wjechał na chodnik nie zdjąc sobie z tego sprawy, samochodem solidnie zakołysało. Wyłączam się, mój mózg się wyłącza. Nie daję rady pracować tyle godzin w tygodniu w tym w soboty i w niedzielę. Nie daję rady panować nad wszystkim co mam zrobić. Mam coraz poważniejsze kłopoty ze spaniem, Antek zresztą też, mąż też. Warczymy na siebie. Stres nas zjada, pożera i perspektyw na  choćby 1, jedyny wolny dzień czy to sobotę czy niedzielę przed 25 grudnia nie ma. Obawiam się, że skończy się to chorobą i zwolnieniem…

 

5 komentarzy:

  1. Jesteś w bardzo niekomfortowej sytuacji, dążysz do ideału matki, żony i pracownika, a nie da się byc we wszystkim najlepszym. Trzeba coś poswięcić. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić stresu w jaki teraz żyjesz- mając świadomość, ze nie podołasz wszystkiemu. Może przystań na chwilę, zwolnij? Daj sobie prawo do popełniania błędu, odpuść sama sobie, bądź dla siebie bardziej tolerancyjna i pobłażliwa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczerze współczuję! Ale co robic. Szaleństwo przedświatecznych przygotowań już się zaczyna. Twój syn i tak długo w Mikołaja wierzył. Moje dzieciaki rezygnowały z tej wiary tak ze 2 lata wcześniej. I to nawet pomimo wielkiego zapału holenderskiego społeczeństwa do utrzymywania tej iluzji na dużą (narodową rzekłabym) skalę -pisałam o tym kilkukrotnie na moim blogu. Teraz za to Antek może sam zostać Mikołajem.
    Problem z rodzicami też zna od lat. Nam jest łatwiej, bo oboje mamy ich w Polsce. Ale nigdy nie jeździmy na Święta. Bo mamy takie wspomnienia i z czasów, gdy jeszcze mieszkaliśmy w pobkiżu i później: całe Święta w samochodzie, jeżdżąc od jednych do drugich, z małym dodatkiem innych członków rodziny, zero spokoju i odpoczynku. Teraz wolimy zostawać sami w domu, tylko nasza czwòrka. Też był płacz i zgrzytanie zębów, ale po paru latach protesty ustały. Nie można mieć wszystkiego.
    Życzę Ci dużo odporności i spokoju! No i żebyś się wyspała!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ruda masz całkowita racje i najgorsze w tym wszystkim jest to, ze nie umiem przestać. Ograniczyć swych chęci i zapędów. Pozbyć sie przy tym niekomfortowego uczucia, ze nie jest jak byc powinno. W piatek wieczorem padłam, zwolniłam. Wczoraj podobnie zrobiłam minimum. W domu brud, sterty prania nie w pralce. Lekcje na jutro nie przygotowane. Na msze nie chodzę bo nie mam czasu. Nastał za to czas -teraz ja i najpierw ja... Czyli zagniotlam ciasto na pierniczki bo zrobiło mi to przyjemność i zaraz wchodzę do wanny. Jakie będę konsekwencje tych działań?

    OdpowiedzUsuń
  4. Gosia raczej mam co roku podobnie... Zero spokoju i zero odpoczynku i pewnie dojedź tez do tego etapu, ze Swieta sami w górach, w domu, na Antylach byle odpocząć....

    OdpowiedzUsuń