środa, 3 grudnia 2014

Sfrustrowana mamusia.

Opowiem wam historię, której końca nie mogę przewidzieć, a która zdarzyła mi się w szkole, w gimnazjum.  Otóż mamy koniec pierwszego trymestru. Do 27 listopada mieliśmy wystawić wszystkie oceny oraz oceny opisowe. Jeden z moich uczniów, Jeremiasz, otrzymał jedno 0, 0 na 20, gdyż przez cały miesiąc listopad, od 3 do 27, nie oddał mi zadania domowego z Wos'u.



W ubiegły piątek, gdy tylko weszłam do szkoły naskoczyły na mnie dwie wuefistki, z przerażeniem w oczach uprzedzały mnie o gromach, które miały zwalić się na moją głowę. Mama Jeremiasza była w szkole ! Był 28 listopad… Miałam się stawić u dyrektora. Energicznym krokiem weszłam do jego gabinetu.



Kobieta, w moim wieku, z rozwianym włosem siedziaia przed jego biurkiem. Jak tylko przestąpiłam próg i nie zdążyłam nawet powiedzieć « bonjour » podskoczyła na krześle, stanęla na przeciwko mnie i wykrzyknęła

« Comment osez-vous ?! » czyli « Jak pani śmie ?! »



Dyrektor wstał również i zaczął ją uspokajać prosząc by usiadła. Kobieta trzęsła się ze złości, drgawki pobudzały jej policzki do rytmicznego i chyba nikontrolowanego ruchu. W oczach złość, frustracja, wściekłość. Na kilka sekund przestała mówić. Dyrektor zażądał ode mnie wyjaśnień co do tego « 0 ».

Wytłumaczyłam w kilka sekund, zdziwiona tą niespodziewaną « wojną ». Szef szkoły w tym czasie otworzył odpowiednie strony naszego elektronicznego dziennika i zaprosił, gdy skończyłam, trzęsącą się mamusię za biurko. Zaczął jej pokazywać palcem – kiedy było zadane, co, kiedy należało oddać. Pokazał jej również listy obecności…

Mamusia Jeremiasza nie dawała jednak za wygraną. Przestała krzyczeć… patrząc mi jednak prosto w oczy wycedziła, że moim obowiązkiem jest przypominanie uczniom o nieoddanych zadaniach domowych…



Spytałam więc ile mam dzieci ?

Odpowiedziała, że jedno i że tak w ogóle to nie moja sprawa…

Odpowiedziałam jej, że jam am 176… I że gdybym miała każdemu z osobna przypominać przez 4 tygodnie z rzędu to… hm… nie przeprowadziłabym żadnej lekcji.



Mamusia ruszyła do ataku… ściskała pięści twierdząc, że nie potrafię lekcji prowadzić, że nie znam metod, że mam “gdzies” jej syna. Trwało to kilkanaście sekund.

Dyrektor nie wytrzymał i poprosił ją o wyjście z jego gabinetu… po prostu ją wyrzucił sugerując by więcej się w szkole nie pokazywała jeśli nie potrafi kulturalnie dyskutować.



Mamusia z rozdziawioną buzią, perorując pogróżki wyszła.

Uf… odetchnęliśmy.

Na krótko niestety…

 Wczoraj przylazła jeszcze raz. W sekretariacie dobijała się spotkania ze mną i z dyrektorem. Zeszłam więc na dół. Była dużo spokojniejsza… gdy tylko zaczęła mówić  po jej twarzy popłynęły łzy… tatuś Jeremiasza ją zostawia. Kolejny rozwód. Jeremiasz stał się nadaktywny. Ona sobie nie radzi… przyszła to opowiedzić jak do gabinetu psychoterapeuty…

Konsternacja.



Myślę sobie, że zbyt dużo, za dużo się od nas wymaga, od nas nauczycieli. Nie jesteśmy cyborgami. Nie możemy nieść wszystkich problemów społecznych, międzyludzkich, medycznych… ja przynajmniej nie mogę. Nie chcę, mam swoje, mam swoje życie… Dobrze by było gdyby niekórzy rodzice to zrozumieli.

9 komentarzy:

  1. w której klasie jest Jeremiasz?

    w takiej Szwecji no końca szóstej nie ma prawie zadań domowych... ani ocen... ani punktów...

    wolę system francuski

    OdpowiedzUsuń
  2. 2 klasa gimnazjum czyli ma 12 lat.

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas tez jest projekt wycofania ocen punktowych do matury i zastapienia ich ocenami opisowymi... teraz funkcjonuja dwa systemy rownolegle, na kazdym sprawdzianie po 2 oceny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wydaje mi się, że naprawdę coś w tym jest - za dużo oczekuje się od nauczycieli. Czasem myśli się, że powinno być rodzicami, nauczycielami i psychoterapeutami w jednym, a przecież tak się nie da. Oczywiście, można powiedzieć nauczycielowi, że w rodzinie ostatnio są problemy, jednak należy to zrobić nieco wcześniej, zanim powstaną bardzo poważne kłopoty w nauce, a także już nie robić z tego takiej spowiedzi, bo co nauczyciel ma z tym zrobić, no co? Współczuję, że musiałaś być postawiona w takiej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  5. Scena prawie jak z serialu pep's...

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam kiedyś praktyki w polskiej szkole (jako polonistka), rodzice czasami przechodzą sami siebie, więc rozumiem i podziwiam, ze wysluchalas... Ja bym chyba powiedziała wprost to co jest ważniejsze dziecko, czy rozpaczanie bo facecie? Czasami trzeba się ogarnąć...

    OdpowiedzUsuń
  7. Whiness calkowicie sie zgadzam... i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mustasza czasem ma sie takie checi... wywalic kawe na lawe... niestety trzeba byc dyplomatycznym tez.

    OdpowiedzUsuń