poniedziałek, 26 stycznia 2015

Polskie zęby

Wczoraj popołudniu było mi, a właściwie nam, do śmiechu. Zadzowniła moja przyjaciółka Agata i zdała mi relację z wizyty u mojej dentystki, którą to kiedyś jej poleciłam. Była zadowolona, usatysfakcjonowana faktem trafienia na kogoś dobrego, profesjonalnego i jeszcze sympatycznego.







Jednakże podczas tej wizyty, jej pierwszej wizyty dentystka i jej asystentka w pewnym momencie rzuciły jakby mimochodem: “Skąd Pani jest?”



Agata mówi, że z Polski… I one na to : "no tak ma Pani takie polskie zęby jak Agnieszka”.







Agata z lekka obruszona przerwała zabieg i mówi “ ja znam Agnieszkę Iizresztą to dzięki niej tutaj jestem”…



Panie zaczęły przepraszać, że sekret medyczny i w ogóle. Ale Agata nie była w najmniejszym stopniu urażona. Ja zresztą też nie jestem bo o tych polskich zębach już słyszałam kilkakrotnie…







A więc co to takiego polskie zęby pokolenia 30-sto i 40-sto latków dzisiaj? Zęby jak “masło” według mojej dentystki, z problemami, psujące się i część już w tym wieku – martwa.



Kiedyś pytałam jej dlaczego, skąd się to bierze… I dowiedziałam się, że po części jest to genetyczne – podobno Portugalczycy mają podobne do naszych; po części jest to wynik naszej diety zbyt ubogiej w składniki odżywcze ale też brak odpowiedniego leczenia w młodym wieku…







Któż nie pamięta gabinetów dentystycznych w naszych szkołach?







I tak z Agatą dyskutując wczoraj o polskich zębach próbowałyśmy przypomnieć sobie kto w naszych rodzinach, wśród znajomych ma piękne, zdrowe zęby… Ja znalazłam jedną osobę, koleżankę ze studiów, do której te polskie zęby by nie pasowały… Agata nikogo… każdy w mojej rodzinie miał i ma problemy z zębami, znajomi, przyjaciele… podobnie.







Pamiętam gdy kilkanaście lat temu marzyliśmy jeszcze o Antku czy o Antosi… z moim mężem mówiliśmy sobie, że chcemy by dziecko miało zęby po nim, po tacie… bo 43 lata i ani jednej dziury, protezy czy czegokolwiek w tym stylu, zdrowe, mocne, francuskie zęby… nie masło…



I udało się! Antek nie ma ubytków i mam nadzieję, że nigdy nie będzie ich miał…



W Polsce jest wiele znakomitych rzeczy... ale akurat nie zeby! hi, hi, hi

5 komentarzy:

  1. A ja myślałam, że będzie o kosztach leczenia :-) Jestem w trakcie ustalania leczenia ortodontycznego dla moich córek. Obydwie muszą nosić stałe aparaty, które nie są refundowane przez państwo. Państwo pokrywa jedynie koszty aparatów ruchomych, które są nieskuteczne. Nosiły je przez kilka lat, zupełnie niepotrzebnie. Teraz musimy zapłacić z własnej kieszeni za aparaty, które wyprostują im zęby i zapobiegną problemom w przyszłości. To jest taki koszt, że rozkłada się na raty. Może za dwa lata uda nam się je spłacić. Powiem szczerze - siedziałam w poczekalni u ortodonty i nie było mi do śmiechu. Bo na raty też musi Cię być stać, żeby w ogóle o nich myśleć :-(

    OdpowiedzUsuń
  2. Akurat te koszty leczenia nas juz we Francji tak bezposrednio nie dotycza... albo dotycza rzadko jak sie nie ma odpowiedniego ubezpieczenia. Niestety wiem, ze w Polsce to ogromny problem. Slysze od mojej rodziny i sama pamietam jak rodzice slono placili w naszym dziecinstwie za leczenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że ten problem z polskimi zębami tak szybko się nie skończy. To chyba kwestia kilku pokoleń, które nie dojadały albo nie dostarczały właściwych składników odżywczych - może moje wnuki będą miały mocniejsze zęby?

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam 54 lata, i nie mam problemow z zebami, chociaz to polskie zeby.

    OdpowiedzUsuń
  5. Też wielokrotnie słyszałem o "polskich zębach", więc coś w tym jest!

    OdpowiedzUsuń