sobota, 10 stycznia 2015

Postanowienia ? Nie !!! Decyzje !


I nie będzie to wpis tylko o tych noworocznych, ale też o wspomnieniach i dotykającej nas boleśnie aktualności.







Minęły Święta… wspaniałe bo obchodze z tymi, których się kocha. Byliśmy w Polsce i wróciliśmy zadowoleni. Ta radość pomimo otaczającego nas smutku trwa bo chyba wszyscy, w mojej rodzinie, zrozumieliśmy a może zdaliśmy sobie sprawę z tego, że Święta są piękne jak jesteśmy razem. Mój Antek wciąż mówi o powrocie do Polski, mąż też ustala już kiedy by tam wracać a ja miło wspominam te chwile świąteczne, sportowe, zakupowe, spotkaniowe i nawet te nudnawe przed telewizorem też. Dostaliśmy i znaleźliśmy to czego we Francji nam brakuje.







Leżałam dzisiaj sobie po obiedzie i czytałam Tygodnik Powszechny, w którym natrafiłam na takie, powtórzone w moim tytule myśli…



“Postanowienia, obietnice… nie liczą się ani na tym ani na tamtym świecie. Liczą się tylko decyzje. A między decyzją a postanowieniem rozciąga się przepaść głębsza niż Rów Mariański. Posytanowienia są miękkie o rozlazłe; niby podszyte dobrymi chęciami, ale… Decyzje są twarde i kategoryczne.”







Felioton pana Marka Zająca – wielce inspirujący! I tak sobie zaczęłam rozmyślać… Tata mój, dzisiaj na zdjęciach, w Sylwestrowy wieczór powiedział do mnie: “Ty robisz jakieś postanowienia?”



Odpowiedziałam, że oczywiście, że tak, w kalendarzu je zapisuję i sprawdzam co jakiś czas jak tam z realizacją… Na to mój ojciec ze stoickim spokojem stwierdził, że on takowych nie robi i nigdy nie robił…



Czy aby nie ma racji…?







Postanowienia są flegmatowate, niby coś a tak właściwie nic. Za to decyzje, to jest coś!



Wyciągnęłam więc kalendarz… wyrwałam kartkę z postanowieniami i porwałam ją na drobne kawałeczki. Na kolejnej, czyściutkiej i nowej zaczęlam zapisywać DECYZJE:







Ta numer 1 to spędzać Święta Bożego narodzenia z moimi… oni już będą wiedzieli o kogo chodzi…



Ta numer dwa – zapisana we wrześniu wiążąca się z numerem 1 – kupić BILETY… wiadomo na jaki lot.






Ta numer 3 wiąże się z moją obecną chorobą a mianowicie przechodzonym od miesiąca kaszlem, który zaatakował mi prawe płuco jak wykazały wczorajsze badania w klinice Świętego Augustyna. Choroba kosztuje mnie aż 5 dni zwolnienia i ponad 2 tygodnie leków i to korbiastych, plus kontrole… Pracowitości i chęci bycia w szkole całymi dniami bo uczniowie, bo zebrania, bo rady, bo programy nie należy mylić z głupotą własną czyli moją! Zaczyna się choroba, nawet katar, od razu – lekarz i zwolnienie… moje zdrowie na miejscu numer 1!







Ta numer 4 zaczyna swoje aplikację już dzisiaj – zapraszać przynajmniej raz w miesiącu przyjacioł do domu na jedzonko. Kiedyś to była norma u nas. Przez ostatnie dwa ciężkie lata zredukowana do kilku zaproszeń w roku. Teraz ma być częściej. Dziś wieczorem moje dwie przyjaciółki będą gościć u nas na kolacji. Co prawda forma moja nienajlepsza ale… dam radę. Menu dopasowałam i zamierzam cudowny wieczór spędzić wspomagając się medycyną.







Ta numer 5 – nie reagować na gorąco, na teraz, na już. Mądry człowiek powinien zanim coś napisze czy powie nieco się zastanowić. Jest to wyjątkowo trudne. Bo jak nie zareagować na ostatnie ataki terrorystyczne w moim kraju???



Niemożliwe, prawie. Takie zbrodnie powodują nasze natychmiastowe potępienia – zupełnie słuszne i legitymne – ta kwestia nie podlega dyskusji. Jednakże sytuacja “wiadomości na gorąco, minuta po minucie, fala emocji, stan szoku, niedowierzania” nie sprzyjają raczej spojrzeniu na pewne fakty z dalszej i z szerszej perspektywy. Na to potrzeba właśnie czasu…







Tak JE SUIS CHARLIE… jestem tą ugodzoną w swoim człowieczeństwie kobietą, obywatelka Francji, Polski, Europy i Świata. Na moją wolnośc, na moje emocje, odczucia, wartości zrobiono zamach ale czy tylko w ubiegłą środę???







Nie! On dokonuje się codziennie bądź prawie, od pewnego czasu, z różnym natężeniem, różnymi skutkami. Żyjemy niestety w permanentnym stanie terroru i tego bezpośredniego i tego pośredniego.  Gdy 16 grudnia 2014 roku w Peszawarze zabito 145 osób, w szkole, w tym 132 dzieci!!! Nie czyciliśmy ich pamięci w naszym Gimnazjum minutą ciszy???!!! A przecież powinniśmy! Tak myślę… to byli uczniowie, podobni do tych, którzy siedzą każdego dnia w ławkach mojej klasy



Ile takich ataków znamy z mediów? Ile z nich dotyka naszej wrażliwości?







W środę, jedna z moich uczennic, Flora, lat 11, została hospitalizowana bo we wtorek przez prawie godzinę uciekała przez uliczki Saint-Médard-en-Jalles… gonił ją jakiś dorosły mężczyzna, który chiał ją porwać. Wiadomo w jakim celu… Płakałam razem z uczniami na lekcji tej klasy. Nie znalałam innej formy wyrazu tego co czułam po terrorze szleństwa, ogólnej znieczulicy obywateli, tych, którzy nie otworzyli jej drzwi ich domow – a pukała do wielu…







Jakie będą kolejne decyzje? Jeszcze nie wiem. Jakie są wasze na ten źle rozpoczęty nowy 2015 rok?



 Postanowienia ? Nie !!! Decyzje !

4 komentarze:

  1. piękna notka .. życzę zdrowia dla Ciebie i Twoich bliskich
    nie rozumiem tej znieczulicy wyobrażam sobię, że to mogłaby być moja córka ..
    czy załapano mężczyznę, który ją próbował porwać??

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze nie z tego co wiem. Rodzice zgłosili sprawę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Widze, ze podobnie rozpoczelysmy Nowy Rok, to znaczy choroba...
    To prawda, ze ostatnie wydarzenia sa tak straszne, ze trudno je zrozumiec na goraco. To rowniez jeden z powodow, dla ktorych ja sama wole ograniczyc potok slow , zadne nie wydaja mi sie adekwatne, brak mi tych wlasciwych i swiadomie ograniczylam sie do kilku prostych symboli w mej ostatniej notce na blogu.
    Zycze zdrowia. Pod tym twoim punktem powinnam podpisac sie obiema rekami, bo mam niestety ciagle tysiace "waznych" powodow, zeby przechodzic chorobe, a potem ciagnie sie takie niedoleczenie i ciagnie ...
    Pozdrawiam z Paryza i mimo wszystko ciesze sie, ze wlasnie tu jutro bede maszerowac.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja chwilami marzę o jakimś katarze, żeby mie c pretekst do zwolnienia i kilku dni odpoczynku. Mój organizm płata mi figle i... kompletnie nie choruje :) A ja już mocno zmęcozna jestem pracą. Życzę wytrwalości w realizacji swoich decyzji.

    OdpowiedzUsuń