sobota, 14 marca 2015

Polki we Francji

Polki we Francji




Są różne. Poznałam ich przez całe lata życia tutaj bardzo wiele. Od 1992 roku do 2015… kawał czasu i tyle dziesiątek napotkanych Polek. Twarze, charaktery, zawody, problemy, dzieci, małżeństwa i rozwody, dramaty i szczęśliwe chwile.





W ubiegłą niedzielę wybrałam się na Polski Dzień Kobiet zorganizowany przez stowarzyszenie Polskie Bordeaux. Stowarzyszenie to istnieje od kilku lat, prowadzi polską szkołę sobotnią « Kleks » i organizuje różne polskie imprezy. Ta ostatnia była świętem z rozmachem. Nie przypuszczałam, że spotkam w tym dniu 70 Polek… mieszkających w Bordeaux i w jego okolicach. Jak do tej pory i przez ostatnie 10 lat znałam tutaj tylko 3 panie z nadwiślańskiego kraju.











Jest nas tutaj jednak bardzo dużo.





Dzień Kobiet był wyjątkowo pięknie zorganizowanym popołudniem i wieczorem. Wokół kobiecych tematów kręciłyśmy się z marchewkowymi koktajlami i z kanapeczkami z bratkami. Były więc porady pani kosmetyczki – Polki, mającej tutaj swój własny gabinet. Już się tam wybieram… do pani Żanety Sergot. Były porady instruktorki fitness, też Polki, jak i znakomity wykład o makijażu i obecnych tendencjach Polki pani Karoliny Popczyk, laureatki 3 miejsca w The Voice of Poland w 2014 roku, która to dała nam wieczorem koncert… Śpiewa przepięknie piosenki cudze i własne. Gra również pięknie na pianinie. I choć mieszka w Tuluzie dołączyła do nas do Bordeaux – na zdjęciu to druga pani od prawej w środkowym rzędzie.





Z niecierpliwością czekam na kolejne spotkanie…





 I tak wspominając ubiegłą niedzielę i patrząc na te lata spędzone we Francji z dość długiej już perspektywy jestem pod ogromnym wrażeniem zmian jakie się dokonały i w samej Polonii i z pewnością w polskim społeczeństwie w ogóle.











Moje pierwsze spotkania z Polkami, jeszcze jako fille au pair, nasycone były tęsknotą, łzami i jakimś takim ogólnym poczuciem biedy i niedopasowania do Francji, Francuzek…











Lata spędzone w Rennes, studenckie lata to lata dysonansu pomiędzy mną Polką i Polkami studentkami a Polkami już dorosłymi kobietami ( ze naszej lokalnej Poloni), których życie było już znacznie bardziej zbliżone poziomem i stylem do tubylców znad Villaine. Choć i w tym środowisku nie brakowało Polek z problemami, bez pracy, z taką ciężkawą emigracyjną egzystencją.











Później był Paryż, pisanie doktoratu, stypendia, prace dla Nauk Politycznych i dla Ministerstwa spraw zagranicznych, wiele podróży nawet na krańce świata… Szokowało mnie wtedy i to bardzo polskie towarzystwo pod polskim kościołem… Czułam się obca, odstawałam, gdyż nie szukałam pracy; nie brakowało mi pieniędzy; nie sprzątałam ani też nie pilnowałam dzieci czy starszych osób by zarobić na chleb… żyłam pełnią życia, korzystałam z Paryża i ze świata. Niczym nie byłam ograniczona poza moimi własnymi wewnętrznymi słabościami. Któż nimi ograniczony nie jest? I to zawsze?











Przyszły lata Bordeaux i ciągłej pracy w Paryżu. Zostałam mamą. I Polek tutaj nie znałam oprócz jednej – Kasi, którą szczęśliwie w ostatnią niedzielę odnalazłam. Lata ciężkie bo ciągłej niepewności, braku pracy -  później jak synek dorastał, zdawania konkursów, pisania książek, publikowania ich i artykułów. Lata szczęścia i nieszczęścia. Rzadko jednak w tej dekadzie czułam, że jako Polka odstaję… raczej byłam i jestem dobrze zintegrowana.











I ta ostatnia niedziela… Polki… jakże jesteśmy różne od tych napotkanych w latach fille au pair i bretońskich Polek. Byłam pod niesamowitym wrażeniem waszej urody, waszych talentów, waszy profesjonalnych karier i osiągnięć i tego poczucia, że nie odstajemy, jesteśmy, po prostu jesteśmy… jakże inne od Polek z lat 1990…





Polki we Francji… panie psycholog; pani dyrektor projektow “Wybitny Polak we Francji”; panie rehabilitantki; panie tworzące własne marki mody znane we Francji, panie dekoratorki wnętrz z własnymi firmami; panie adiunkt i wykładowczynie; panie informatyk i inżynier,; panie nauczycielki… potrafimy wykonywać te wszystkie zawody nie tylko w Polsce ale też tutaj, na obcej ziemii, w obcym języku. Jesteśmy świetne! My POLKI!

2 komentarze:

  1. Swietny wpis. Polki przechodzą dużą mrtorfozę nie tylko we Francji. W Polsce także od 1990 roku. To gdzieś w tym wszystkim inny świat. W Polsce jednak wciąż bardzo zróżnicowany. Polki mimo świetnych nie raz kompetencji i wykształcenia, doświadczenia są niepewne i wycofane a z kolei inne co sie bardzo zmieniło na niekorzyść w porównaniu do lat ubieglych nadto drapieżne w gonitwie za karierą. Ale w Polsce się ciężko żyje. Bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie napisane, zwłaszcza ten koniec, myślę że w stosunku do Francuzek nie mamy już kompleksów, ale oprócz tej świetnej grupy są też zwykłe Polki i jest ich bardzo dużo, często jest im bardzo ciężko, więc myślę że my, te którym się nieco więcej udaje powinnyśmy je mieć je zawsze blisko serca, ot taka kobieco-polonijna solidarność.

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń