środa, 1 kwietnia 2015

Francuski laik i polski katolik

Zbliżają się Święta Wielkanocne, największe i najważniejsze Święta dla chrześcijan. Dla mnie, osobiście to okres szczególny: czas skupienia, refleksji, modlitwy ale też radosnych przygotowań. Tegoroczna Wielkanoc nie przypada jednak na okres szkolnych wakacji we Francji. Mamy więc wolną tylko sobotę, niedzielę i poniedziałek. Dla większości Francuzów nie stanowi to problemu, gdyż zaledwie 16% francuskiego społeczeństwa określa siebie jako chrześcijan. Większość jest po prostu niewierząca i niepraktykująca.







Święta w tych warunkach i w tym klimacie zapowiadają się… jakby to powiedzieć niemalże akrobatycznie ! Dlaczegoż akrobatycznie ? Bo cała moja rodzina musi czynić niezłą gimnastykę by w ogóle móc te Święta obchodzić.



Zaczęło się od rozkładu meczów tenisowych dla Antka. Nie wystarcza, że gra w lidze praktycznie w każdy weekend, i często w niedzielę rano, przez co nie chodzi na mszę świętą. Kilkanaście dni temu okazało się, że ma turniej tenisowy w Wielkanoc rano, w niedzielę.



Tym razem jednak… odmówiliśmy jego udziału w zawodach ku wielkiemu zdziwieniu trenera. Antoś zagra w wielkanocną sobotę rano – na drodze kompromisu – ale nie będzie grał w Święta.







Jutro, Wielki Czwartek… nie możemy iść na celebracje Tridum Paschalnego bo Antek ma koncert w Konserwatorium, cały wieczór od 18h30. Musimy go zabrać tez 2 h wcześniej ze szkoły by mógł się przygotować.







Musimy ? Zbyt dużo powiedziane ! Mój mąż musi bo w moim Gimnazjum nie znaleziono lepszych dat na próbny egzamin kończący Gimnazjum czyli Brévet de Collège jak właśnie Wielki Czwartek i Wielki Piątek. Egzaminuję uczniów  te dwa dni do 17 godziny… Z czego ogromnie się cieszę bo mam gości na Święta – sami będą musieli się w domu oporządzić i sami sobą zająć. Jednym słowem odnoszę wrażenie, że moja Wielkanoc, Święto, które tak lubię odpłynie w natłoku zajęć, stresu, nerwów w niebyt.







Wszystko byłoby do zaakceptowania bo moi rodzice też tak pracowali i też pracując Święta szykowali i jakoś, w nerwach bo w nerwach ,dawali radę… gdyby nie dyskusje moich kolegów - belfrów w pokoju nauczycielskim.



Napięcie rośnie !



W ubiegły poniedziałek, w przerwie obiadowej dwie matematyczki bardzo ostro wypowiadały swoje zdanie, że skoro Reublika Francuska jest laicka, a jest, to należy usunąć z kalendarza wszystkie Święta mające cokolwiek wspólnego z chrześcijaństwem : Boże Narodzenie, Wielkanoc, Wniebowstąpienie, wolne niedziele… Powinniśmy zmienić całość.



Gdy, zdumiona zapytałam :



-          Czy zostaną nam jakieś Święta wtedy w kalendarzu ?



Usłyszałam :



-          mamy przecież 1 maj, 11 listopad, 14 lipca i tylko to powinniśmy świętować.



Zdumiona, pytam więc dalej:



-          czy aby to “tylko to” nie jest narzuceniem w imię laickości Świąt, których ja na przykład nie chę obchodzić?



Okazało, się, że coś narzucić trzeba… drogą dyktatury laickości, z której w tym kraju czyni się kolejną RELIGIE.







Pamiętam kilka tygodni temu mój szok, gdy mój kolega historyk pochylił się i spod koszuli wystawał mu około 1 centymetrowy złoty krzyżyk… Oburzenie moich kolegów nauczycieli, ostre polecenie by “TO” schował!







Niesamowitym jest fakt, że laickość w 1905 roku, ograniczająca prawa kościołów i odseparowująca je od państwa, prawie wiek później stała się prawdziwą społeczną barykadą, miejscem walki, konfliktów, zakazów i tego dziwnego napięcia, które nie ma już nic wspólnego z szacunkiem i wolnością religijną a jest narzuceniem innego, rzekomo lepszego systemu wiary w “laickość lat 2000”.



Marzy mi się kanadyjski czy brytyjski system w tej dziedzinie. Niestety laickiemu Francuzowi jest do niego niezwykle daleko.







W tym duchu, trafiłam na artykuł w TP z 15 marca mówiącym o polskim katoliku. Obserwuje się potężną sekularyzację polskiego społeczeństwa. 40% praktykuje jeszcze co niedzielę. Postępuje też radykalna indywidualizacja wiary i religijności Polaków oparta głównie na… niewiedzy bo jak pokazują badania CBOS 80% Polaków nie rozumie ani pojęć religijnych ani związków pomiędzy nimi. To tylko statystyka oczywiście. 20% jak z niej wynika rozumie.







Po francusku napisałabym “ mon Coeur balance” czyli moje serce waha się… gdybym miała wybierać?



Zostałabym sobą… z moją wiarą, często we Francji wyśmiewaną a w Polsce krytykowaną bo za mało polska, za mało niedzielna, taka … nijaka.  Ale moja.

6 komentarzy:

  1. U nas w Holandii może nie aż tak ostro, ale też mamy turniej tenisowy w niedzielę wielkanocną o 9:00. No bo co w końcu można robić w tym dniu? Wysłałam mejla, że Marcin nie przyjdzie. Odpowiedzi brak. Pewnie zachodzą w głowę, jaka może być przyczyna. Na szczęście nikt jeszcze nie wpadł na pomysł całkowitego wykasowania świąt z kalendarza. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko... myslalam, ze tylko u nas maja takie swietliste pomysly!? tak sie zastanawiam, ale moze to zbyt osobiste pytanie: Jak sie z tym czujesz? Bo ja przyznam, ze raczej zle... w takich momentach wlasnie czuje, ze nie jestem stad, ze odstaje i nie jest mi z tym dobrze, aczkolwiek przyjmujac laicka, francuska wizje tez dobrze by mi nie bylo... badz tu madry?

    OdpowiedzUsuń
  3. Piszesz, że obawiasz się o nerwówkę na Święta. Czym się będziesz denerwować? Mniejszą ilością potraw? Niedomytymi oknami? Bo nie do końca rozumiem. Większość Polaków w kraju będzie pracowało w czwartek i w piątek. Niejedna kasjerka padnie prawie ze zmęczenia w sobotnie popołudnie, bo Polacy w zakupowym szale oblegać będą w sobotę markety. I pewnie mało kto będzie zawracał sobie głowę triduum paschalnym (ciekawe, ilu wie, co to znaczy?), no może z koszykiem pójdą w sobotę.
    Ja pewnie będę miała brudne okna (nie myję w czasie wiatru i gdy jest zimno, bo szkoda mojego zdrowia) , ugotuję tyle, żeby rodzina głodna nie chodziła i tradycji stało się zadość. Ale będę czytać Biblię, jeśli pogoda pozwoli, pojadę nad morze, bo tam najlepiej mi się rozmyśla. Święta mają dla mnie wymiar duchowy i rodzinny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nerwowka zwiazana jest i bedzie z godzinami pracy... z oknami nie, z potrawami nie - bo dla mnie gotowanie to synonim szczescia doslownie i w przenosni. Zakupowego szalu tez ci u mnie brak. Wszystko zamowilam przez internet. Jutro wieczorem o 18 dostarcza do domu. Do supermarketow praktycznie nigdy nie jezdze, szkoda mi na nie czasu. W tridum bede uczestniczyc oprocz dzisiejszego dnia - niestety koncert Antka.

      Usuń
  4. U mnie dochodzi do tego jeszcze nieco brak zrozumienia u "mojej francuskiej" rodziny. Która niby akceptuje to, że jestem chrześcijanką i niby nie jest to problemem (prócz dziadków wszyscy są ateistami). Moja Teściowa stwierdziła, że zaprosi nas do siebie w Wielki Piątek (w Alzacji dzień wolny). Bo do Teścia idziemy w Niedzielę, więc "NIE MA" innego dnia, żeby się spotkać. Mówię no ok, tylko że mnie obowiązuje wtedy post ścisły. No ale jak to? I wielki problem "przeze mnie" bo ja nie jem wtedy mięsa... Ciekawe co by było, gdybym wypaliła z postem o wodzie i chlebie (co kiedyś praktykowałam) :P Najbardziej chciałabym móc spędzać Wielkanoc w Polsce...

    OdpowiedzUsuń
  5. Madou... oj, oj! skad ja to znam? Z wlasnego podworka! Moi tesciowie sa dokladnie tacy sami. Ilez awantur zaliczlam w kolejne spedzane tutaj Wigilie Bozego Narodzenia? Ilez slow uslyszalam zlych, brzydkich, nieprzyjemnych... A, ze burze porzadek posilku, a ze oni maja dosc tych moich ekstrawagancji... dlugo by pisac. Jedno slowo - NIE DAJ SIE! Rob swoje i tak jak ty uwazasz! pozdrawiam cieplo... moze nastepne Swieta u mnie?

    OdpowiedzUsuń