czwartek, 28 maja 2015

Chamstwo…




 

A jednak to prawda, że z rodziną to najlepiej na zdjęciu i może te nasze z komunii antkowej też będą piękne. Znacznie gorzej wygląda to co pod, obok, za… ale czyż ja tego już nie wiem ?

 

Wiem ! Wiem, ale z każdym przykrym wydarzeniem odkrywam na nowo. Uczę się niewiele, wnioski wyciągam zbyt wolno.

 

Kilkanaście dni temu nastąpił już pierwszy chamski atak na nasze rodzinne Święto. Brat mojego męża próbował narzucić moim teściom – nocującym w naszym domu, by przez całą sobotę wzięli na siebie opiekę nad dwójką ich dzieci : 4 i 2 (niespełna) latka bo… oni chcieli zwiedzać albo pojechać na plażę nad Ocean. Ponieważ żłobek miałby otworzyć swoje drzwi pod moim dachem w przeddzień Komunii a akurat w ten dzień mamy co robić to stanowczo acz grzecznie odmówiliśmy.

Teściowie raczej słabo zapatrywali się na przebywanie z dziećmi cały dzień poza domem więc też odmówili.

 

Wczoraj, w godzinach wieczornych nastąpił drugi atak chamstwa. Cwiczyłam właśnie, gdy zadzwonił telefon. W słuchawce głos podenerwowanej teściowej :

  • Bonjour
  • Bonjour
  • Masz łóżeczko dla niemowlaka ?
    Z lekka mnie zatkało.
    - Nie mam już, sprzedałam, a o co chodzi ?
    I tutaj nastąpił długi monolog teściowej, że musi przywieźć ze sobą z Bretanii: foteliki samochodowe dla dzieci Albana czyli brata mojego męża, butelki do mleka dla małego, wózek składany i jeszcze łóżeczko… bo ja nie mam!
    A przecież do samochodu jej się to nie zmieści wszystko! – moja teściowa miała zawsze problem z bagażnikiem samochodowym.
     
     
    Zaraz, zaraz… pomyślałam sobie, co ja  mam z tym wszystkim wspólnego?
     
    Teściowa ciągneła dalej, że brat męża mojego zadzownił do niej we wtorek wieczorem, nakazując im sic! Zabranie malucha zaraz po Komunii do nich na wieś i opiekę nad nim przez tydzień… a że oni w niedzielę wieczorem wracają do Paryża to maluch miałby spać u nas i jeszcze spędzić u nas poniedziałek bo maluch w samochodzie rzyga i można z nim podróżować tylko nocą jak śpi.
    Teściowa ciągnęła dalej i dalej, że ona się boi, że do Bretanii to minimum 6 godzin jazdy, że ona nie chce…
     
    We mnie wszystko się już gotowało, kipiało… w końcu, zapytałam:
  • Przepraszam, co ja mam z tym wszystkim wspólnego? Ja mam to rozwiązać? Jest to mój problem? Przecież mnie brat męża nawet nie zapytał czy może, czy ja mogę… czy cokolwiek… a rozmawialam z nim w niedziele czyli 2 dni temu...
     
    Zamanipulował swoimi rodzicami tak jak tylko on potrafi… I jeszcze wciągnął w to mnie i moją rodzinę nie informując nas nawet o tym.
     
    Rzuciłam do teściowej, że przekażę jej synowi, czyli mojemu mężowi i on oddzwoni bo ja mam inne sprawy na głowie po czym odłożyłam słuchawkę.
     
    Cała byłam podenerwowana, wkurzona i właściwie czuję jeszcze ten stress.
     
    Gdy wrócił mój mąż to myślałam, że wybuchnie jak Etna… kazałam mu usiąść, wypić szklankę wody i dopiero po tym zadzwonić do matki. Postawił kropki nad “I”, wściekły, ale w sumie to nie wiadomo czym się to wszystko skończy bo teściowa stwierdziła, że zobaczy. Stéph powiedział jej, że nie mam mowy o zostawaniu u nas w poniedziałek bo nikogo nie ma w domu – jakby jego brat nie zauważył to są ludzie, którzy w poniedziałki pracują itd, itd… eh długo by opisywać.
    Połowę nocy tłukłam myśli w głowie… bo jestem też zła na nas i na siebie samą… jak to się dzieje? Co takiego robimy, że ktoś może sobie pozwolić na takie chamskie zagrania, za naszymi plecami? W jaki sposób na to pozwalaliśmy a może i nadal pozwalamy… skoro takie sytuacje są w ogóle możliwe?

8 komentarzy:

  1. Jesteś poprostu jedynka!!!!!!!!! Bardzo dobrze powiedziałaś! " Nie daj se w kaszę napluć ! " co Cię to obchodzi, ze ktoś ma jakiś kaprys i znalazł sobie sposób na pozbycie się dzieciaka. Pozatym są syropki na " mal de transport" u dzieci i skoro dała się wrobić w chamski podstęp syna to niech teraz stanie na wysokości zadania a wam niech da spokój! Trzeba było zapytać się teściowej czy ty też tak beszczelnie ją wykorzystywałaś czy musiałaś sobie radzić sama.
    Ja też jestem za wyrozumiała, co moge to robię dla innych, sama się nie skarżę lecz często wychodzę jak Zabłocki na mydle! Ale jak ja coś potrzebuję, to nie ma, nie ma nikogo aby nade mną zapłakać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. eh, masz racje... chamstwo jednak nadal w natarciu - patrz wpis z dzisiaj.

      Usuń
  2. po co ty w ogóle ich zapraszasz na komunie antka? zapros miłych wam ludzi, którzy z wami bedą swietowac to religijne świeto. Poddałas sie głupim stereotypom i tak jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coz MEA CULPA... tak jak napisalam w ogole nie powinni byli zostac Antka chrzestnymi to raz i dwa w ogole nie powinnam ich zapraszac. I jest to OSTATNI RAZ... nie chce miec nic wspolnego z ta rodzina ani z jego chrzestna.

      Usuń
    2. powiem Tobie, że ja też źle wybrałam chrzestnych dla mojego syna, ale na komunie nawet nie próbowałam ich zaprosić, po co? to miał być radosne święto syna... Mam nadzieję, że mimo wszystko nie będzie drętwej atmosfery i we wspomnieniach antka zostaną same pozytywne wspomnienia.

      Usuń
  3. Agnieszka, w psychologii funkcjonuje tak model ofiara-kat. Poczytaj o tym. Być może coś masz z ofiary i ludzie to wykorzystują? Wiem z doświadczenia że tak jest. Czasami po prostu nie można być miłą wobec wszystkich, bo nie wszyscy potrafią to docenić i odwzajemnić. Postaraj otaczać się ludźmi, którzy Cię doceniają, a nie wykorzystują. Nawet jeśli to jest rodzina. Też mi to było trudno zrozumieć, a jeszcze trudniej wprowadzić w życie, ale odkąd zaczęłam to stosować to mam zdecydowanie lepsze relacje z ludźmi. Może powinnaś skorzystać z jakiejś porady psychologa specjalizującego się w tzw. terapii rodzinnej. Tylko poszukaj dobrego specjalisty, bo wśród psychologów jest wiele osób niekompetentnych, które nie powinny tego zawodu wykonywać. Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Specjaliste mam. Pracuje nad tym. Problem znam, niestety... Wolno idzie.

      Usuń
  4. A jesteś pewna, że masz dobrego psychoterapeutę?
    Nie zrozum mnie źle - to nie jest krytyka, bo nie znam ani Ciebie ani terapeuty do którego chodzisz, ale ja na swej drodze spotkałam sporo niekompetentnych pseudo psychologów, czy pseudo psychoterapeutów, dlatego jestem wyczulona na takie osoby, które bardziej myślą o stanie swego portfela niż o pomocy klientowi, który się do nich zgłosił.
    Szczerze mówiąc to więcej wyciągnęłam z lektury różnych ciekawych książek - np. polecam "Porozumienie bez przemocy" .
    Tu masz link: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/18304/porozumienie-bez-przemocy-o-jezyku-serca
    W psychoterapii jest złota zasada, o której warto wiedzieć i pamiętać - jeśli po kliku spotkaniach nie czujesz, aby następowała choćby bardzo delikatna zmiana to oznacza, że nie jest to dobry psychoterapeuta dla Ciebie ;-) Warto mieć to na uwadze, bo szkoda czasu i pieniędzy. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń