poniedziałek, 25 maja 2015

Komunijni goście – czyli pewien absurd




 

Trudno mi to nazwać inaczej. W ubiegłą środę byłam na obiedzie z koleżanką w naszym klubie tenisowym. Sylvie jest mamą Antka kolegi z klasy, który wraz z nim przystępuje teraz do Pierwszej Komunii. I tak plotukując sobie przyjemnie dotarło do mnie w jak absurdalnej sytuacji znajdujemy się obie i w jak absurdalnej sytuacji same siebie stawiamy.

 

Powód ?

Tylko jeden… wrodzone poczucie obowiązku, odpowiedzialności, a nade wszystko respekt konwenansów ! Bo jak to na Komunię rodziny czy któregoś z chrzestnych nie zaprosić ? Nie wypada !!! Zagrzmią silnie moralizatorskie głosy !

 

A ja ?

 

Nieśmiało zapytuję… dlaczego ?

 

Przyjedzie do nas 10 osób. Dziadkowie Antosia czyli rodzice mojego męża, z nimi akurat Antek ma dobry kontakt choć nie chce już do nich jeździć na wakacje. Przyjedzie też brat mojego męża, który jest Antka chrzestnym. Przyjedzie z rodziną czyli panią (piszą brutalnie) z którą żyjś i dwójką dzieci. Mój mąż ze swoim bratem nie rozmawia. Jego brat nie rozmawia z nim. Widzimy się średnio 1 raz w roku… Nie ma więc między nami ani zażyłości ani specjalnej sympatii ani nawet znajomości naszego życia, problemów czy radości.

Dalej przyjedzie Antka chrzestna z rodziną, moja była przyjaciółka, z którą nie widzieliśmy się przez ostatnie 4 lata a przez telefon zdarza nam się dwa razy w roku kilka zdań wymienić. Antek widział ją w swoim życiu 3 razy przez ponad 9 lat… On jej nie zna, po prostu.

 

Wiem, wiem…

Sama jestem sobie winna bo złych chrzestnych wybrałam to i tak mam. A raczej Antek tak ma a my z nim.

 

I tak rozmawiając z Sylvie ( ma jeszcze bardziej skomplikowaną sytuację od mojej bo w rodzinie jest kilka rozwodów) stwierdziłam, że wolałabym, o mój Boże! Wolałabym zaprosić zupełnie kogo innego… przyjaciół, osoby bliskie Antkowi, które on tutaj kocha i które kochają niego, dbają o niego, pamiętają o nim, spędzają z nim czas, zabierają go na plażę itd, itd… Wolałabym widzieć moją rodzinę z Polski, szczególnie moich rodziców… będzie ich bardzo brakowało w niedzielę…

A tak… cóż… będzie jak będzie. Mam nadzieję, że będzie poprawnie, miło czyli zgodnie z konwenansami i z zasadami savoir vivre’u… na więcej nie liczę. Później? I tak każdy pójdzie swoją drogą…


Wczoraj wracając z mszy świętej Antek mnie zapytał:

“Mamo a kto w dniu mojej Pierwszej Komunii pójdzie do Komunii oprócz ciebie i mnie?”

 

Musiałam odpowiedzieć, że nikt… przygniótł mnie absurd tej sytuacji.


11 komentarzy:

  1. Pamiętam komunie moich córek, podczas których towarzyszyły mi identyczne dylematy. Pewne osoby trzeba zaprosić, a tych których by się chciało czasem już nie ma wśród nas albo po prostu mają za daleko. Życzę Wam mimo wszystko pięknej, komunijnej niedzieli!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękujemy! I mam nadzieje, ze jak najbardziej pozytywnie przeżyjemy.

    OdpowiedzUsuń
  3. My mamy mądrego proboszcza. Brat mojego męża jest ateistą. A nie chcieliśmy proponować tego znajomym bo po pierwsze zaraz ktoś już jest proszony ze swojej rodziny a po drugie więzi z czasem się mogą osłabić. Probosz powołał się na zapis ze chrzestnym ma być przynajmniej jedna osoba i mój syn ma tylko matkę chrzesną ale praktykująca
    ana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasem moze lepiej miec jednego chrzestnego ale zaangazowanego niz dwoje obojetnych... masz racje.

      Usuń
  4. Trochę bez sensu taka sytuacja... Ja swoich dzieci już nie chrzciłam, do komunii w związku z tym też nie szły i nie mam takich dylematów. Uważam, że jeśli Bóg istnieje to nie mają dla niego znaczenia te wszystkie chrzty, komunie i itp. tylko to jakim jest się człowiekiem. To jest ważne. Tak uważam i tego się w życiu trzymam.
    Ja byłam ochrzczona i komunię tez miałam. Z rodzicami chrzestnymi nigdy nie utrzymywałam żadnego kontaktu, nigdy się mną specjalnie nie interesowali. Chrzestny już nie żyje, chrzestna żyje, ale nie ma między nami żadnej więzi. Jak widać z powyższych wpisów nie jestem jedyna. Instytucja chrzestnych to chyba przeżytek. Może dawniej było inaczej, ale w dzisiejszych czasach to się już chyba nie sprawdza. Pozostała tradycja czy też przyzwyczajenie, które często po prostu doprowadzją do krępujących sytuacji jak ta o której piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, ze jak ktos jest niewierzacy to i postepuje jak niewierzacy. Ja jestem wierzaca i moj syn tez wiec aspirujemy do takiego tez zycia... Chrzestna Antka gdy zostawala chrzestna byla wierzaca, zreszta w koscielnym srodowisku sie poznalysmi. Dzis juz taka nie jest. A brat meza nigy wierzacy nie byl wiec jest to po prostu zly wybor z naszej strony. Nie uwazam natomiast instytucji chrzestnych, jak piszesz, za przezytek. Raczej wrecz przeciwnie! W swiecie tak silnie zlaicyzowanym chrzestni powinni odgrywac znacznie bardziej znaczaca role niz przed dekadami. Powinni byc wsparciem w wierze, edukacji... niestety nie zawsze sa.

      Usuń
    2. Ale ja jestem wierząca tylko nie w taki sposób jak Ty ;-)
      I w 100% zgadzam się z tym co napisałaś, a mianowicie, że:
      "W swiecie tak silnie zlaicyzowanym chrzestni powinni odgrywac znacznie bardziej znaczaca role niz przed dekadami. Powinni byc wsparciem w wierze, edukacji... niestety nie zawsze sa."
      No właśnie w tym cały problem, że nie zawsze są, a nawet na podstawie tego co piszecie wnioskuję, że w większości, niestety, nie są. Przykre to :-/

      Usuń
  5. Pewnie osoby zaproszone też nie będą się czuły komfortowo bo zwykle działa to w obie strony: my czujemy się źle w towarzystwie osobów, które też czują się źle w naszym towarzystwie:-( One też nie odmawiają, bo nie wypada odmówić.
    Ale moze dzięki temu spotkaniu dojdzie do małego porozumienia? Zawsze to jakaś szansa:-)
    Pozdrawiam Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz z pewnoscia racje. Napiecie, gra spoleczna pozorow i konwenansow nie jest zbyt wygodna ani mila i jesli w zyciu profesjonalnym ja raczej bez oporow akceptujemy to w zyciu rodzinno-przyjacielskim, ja przynajmniej, chcialabym byc od niej wolna.

      Usuń
  6. Wiesz co, to jest nawet przykre, w jaki sposob piszesz o nich, o swojej jakby nie patrzec rodzinie, a potem zdjecia z komunii z nimi na twoim blogu, niby wszystko cacy. Mimo wszystko duzo w tym hipokryzji i udawania, rowniez z twojej strony. Wiele wymagasz od innych, ale co sama od siebie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę sie bardzo, ze sa na tym swiecie jeszcze osoby, które żyją w krainie " misiowych pocałunków" czyli z frc : bisounourse! W krainie słodkości i przytulania, gdzie wszystko jest cacy i nikt , broń Boże, niczego krytycznego o nikim innym nie mówi! Co za kraj szczęśliwości. Zazdroszcze ci Fifille! Ja niestety w takim kraju juz dawno nie mieszkam! Pozdrawiam.

      Usuń