niedziela, 12 lipca 2015

O tym jak ciężko być (czasami !) katolikiem we Francji…




 

Temat, o którym już kiedyś pisałam kilkakrotnie, ale znów mi się nasunęło. Przy niedzieli.

Kilka dni temu podpisałam petycję by pewien projekt nie został przegłosowany przez francuski parlament. A chodzi o oddanie części kościołów katolickich, mało używanych muzułmanom. Otóż katolików praktykujących to znaczy we Francji chodzących do świątyni 1 raz w miesiącu ( nie, nie w tygodniu!) jest około 10 %. Muzułmanów praktykujących jest już ponad 12%. Oni nie mają meczetów, często modlą się w salkach osiedlowych albo na ulicy. My mamy kościoły ale księży i wiernych brak!

 

Imam wielkiego paryskiego meczetu czyli pan Boubaker stwierdził nawet, że nasze obrządki są podobne… cóż nie tę dyskusję chciałam dziś prowadzić.

 

Wybrałam się dzisiaj na mszę świętą jak przy niedzieli często mi się zdarza. Nawet sukienkę i balerinki założyłam i radośnie idę przez całkiem całkiem puste uliczki miasta. Był kwadrans po dziesiątej. Zbliżam się do kościoła i odczuwam niepokój. Nikogo nie ma. Samochody nie jadą, rowerów brak, ludzi brak tylko jakaś starsza kobieta wyszła z chlebem z piekarni nieopodal. Podchodzę pod kościelne drzwi… zamknięte na głucho. Na murach, przed swiatynia, dwie szklane gabloty a w nich ogłoszenia. Stanęłam i czytam a raczej wpatruję się w lipcowy kalendarz z pokolorowanymi datami i godzinami mszy. Przestudiowałam i dowiedziałam się, że na 5 parafii w sektorze moim czyli Bordeaux-boulvards msza dzisiaj w jednym, JEDYNYM kościele o godzinie 11, u świętego Migdała czyli saint Amand. Popatrzyłam na zegarek. Dojadę? Dojadę!

 

Frunęłam w tych moich balerinkach z góry do domu. Wpadłam do środka po kartę do samochodu. Mój wielce zdziwiony mąż krzyknął z góry “ co? już?!”

Odkrzyknęłam, że “mszy nie ma i jadę do tego Migdała świętego”!

Na to mój zrezygnowany małżonek: “ chce ci się? znowu jechać trzeba… a może tam też nie ma?”

 

I rzeczywiście… pamiętam jak w dniu Wniebowstąpienia, które zawsze w czwartek przypada z Antosiem jeździliśmy od kościoła do kościoła całując klamki… zaliczyliśmy 3 kościoły i nic a dalej było już za późno jechać np aż do katedry bo zdążylibyśmy na ostatni kwadrans mszy. Później okazało się, że te zamknięte kościoły związane były z tzw: długim week-endem, wtedy 4 dniowym…

 

Teraz są wakacje więc znów z mszą problem… a mieszkam przecież w 5-tej co do wielkości francuskiej aglomeracji, z ponad 800 000 mieszkańców! Sic!

 

Dzisiaj byłam więc w Saint Amand. Średnia wieku grubo ponad 70 lat i 4 rodziny z dziećmi. Jak na jedyną mszę w niedzielę na 5 miejskich parafii to rzeczywiście sporo! Kobieta prowadząca śpiew wyła niesamowicie, organista grał co chciał a babcie za mną mniej więcej do ewangelii prowadziły taką o to rozmowę:

     - Wie pani prawo jazdy straciłam.
- Co też pani powie? A dlaczego?
- Ręce proszę pani, ręce. Tak mnie strasznie bolą i to obie, że mi prawo jazdy odebrali. Syn stwierdził, że tak będzie rozsądniej. Wie pani co to za ból?-
-Wiem, wiem, kochana moja. Tzręsą się i bolą, rwą tak. A lekarz co na to?
-Pomagają mi leki i zabiegi mam.-
A to dobrze.
- A gdzie pani mieszka kochana?
- A przy Mérignac.
- To niech się pani nie martwi ja panią odwiozę, mam samochód.
- A może syn po mnie przyjedzie…
- Po co mu głowę zawracać, ja dobrze prowadzę… 


W tym momencie odwróciłam głowę do tyłu bo bardzo wścibska jestem ! Za mną dwie Madame, lat 90 na oko, w kapelusikach i perełkach. Uśmiechnęłam się do nich. One odwzajemniły serdeczność.
  •  
    I tak całą mszę skupic się nie mogłam… czasami wolę zamiast tej niedzielnej gonitwy z przygodami posiedzieć na wydmie i się pomodlić nie mówiąc już o marszu w górach bo on sam w sobie jest uwielbieniem STWORCY. Wiem, wiem to nie to samo, to nie jest sakrament eucharystii, ale… czasem wolę inaczej, bez sakramentu.
     
    Z całej mszy jedno zdanie zostało mi tylko w głowie: Celem i sensem naszego życia jest życie i wzrastanie, duchowe i fizyczne, w miłości Chrystusa. Staram się więc wzrastać wszędzie, nawet w piekarni czy we własnej kuchni, nie tylko na eucharystii wyszukanej  i dostępnej z trudnościami.
     

20 komentarzy:

  1. Dawno nie zaglądałam na blogi, więc nie pogniewaj się ale skomentuję kilka tematów tutaj, w jednym :)
    Odnośnie powyższego wpisu- na pewno przykre jest to co opisujesz, zwłaszcza że taka sytuacja to błędne koło- im trudniej znaleźć otwarty kościół, mszę, tym mniej ludzi będzie tego szukać. Bo wielu ludzi nie jest gotowych podjąć jakiś wysiłek. W Polsce (oprócz wielu niewątpliwie żarliwie wierzących katolików) jest na pewno sporo ludzi, którzy chodzą regularnie do kościoła, bo jest na każdym rogu, z 5-6 mszami w każdą niedzielę. Ja jestem ewangeliczką i co niedzielę jadę do jednego naszego kościoła w centrum, a co piątek wożę tam dzieci na lekcje religii (katolicka jest w szkole). I już wiele razy spotkałam się ze stwierdzeniem "mnie by się tak nie chciało, jeździć itd.".
    Co do chóru Antkowego-fantastyczne te koncerty, tournee, super że śpiewa.
    A propos dwujęzyczności. Sama jestem dwujęzyczna. Mój tata jako jedyny z kilkorga swoich kolegów osiągnął tą dwujęzyczność- tylko i wyłącznie swoją żelazną konsekwencją i pomocą mojej mamy, która nauczyła się hiszpańskiego. i tak w domu mówiliśmy tylko po hiszpańsku- po polsku tylko z mamą gdy byłyśmy same. Kiedy zaczęła się szkoła, mój tata prowadzil ze mną szkołę w domu, z podręcznikami itd. po hiszpańsku. dzięki temu nie utknęłam w "domowym" słownictwie. Co więcej, jako nastolatka bardzo narzekałam na taki "reżim", a gdy dorosłam, zrobiłam najbardziej zaawansowany certyfikat i obecnie zarabiam ucząc tego języka. Ale na pewno nie jest to łatwe i mnie by nie stać było chyba na taką konsekwencję. w każdym razie, powodzenia. może warto wprowadzić z Antkiem jakieś Twoje i jego "polskie" wyjścia- kiedy mówicie po polsku i robicie coś fajnego? żeby mu się to zaczęło fajnie kojarzyć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj... czekalam na twoj odzew, zachodzilam na twoj blog a tam nic... zgadzam sie co do kosciolow... jest coraz gorzej a ich zamykanie jeszcze sprawe pogarsza! Dwujezycznosc... nie bede z Antkiem lekcji robila jakos nie lezy to w moim charakterze by go jeszcze obciazac ale moze to blad? Natomiast od wczoraj jak wrocil to ja z marszu do nieog po polsku i narazie te polskie zdania przyjmuje, nie buntuje sie, odpowiada po francusku ale widze wyraznie, ze zrozumialam o co pytalam! Po polsku dzis gramy w karty i dobrze nam idzie! pozdrawiam!

      Usuń
  2. Kilka, już chyba z 8 lat temu, pojechaliśmy samochodem na ślub taty kuzynki. Jak tylko dojechaliśmy do Francji, postanowiliśmy zatrzymać się przy pierwszym napotkanym kościele, wejść i podziękować za bezpieczna podroz. Krążyliśmy od kościoła do kościoła. Na każdym gruby łańcuch. Wszystko zamknięte. Podziękowaliśmy dopiero następnego dnia na mszy z okazji zaślubin. To było dla nas tak przykre doświadczenie, że sprawiło, iż szczerze pozalowalismy francuzow... Bardzo smutne. Bardzo :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oni sami siebie nie zaluja... wiekszosc Francuzow jest silnie zlaicyzowana i taki tez styl zycia prowadzi - patrz rodzina mojego meza np. Im to nie przeszkadza choc ja tego nie rozumiem... i wsrod moich przyjaciol Francuzow nie wiem zreszta jak to sie dzieje jest wiekszosc wierzacych i praktykujacych... samo sie jakos to tak uklada.

      Usuń
  3. No to może jednak będzie lepiej jak te kościoły muzułmanom oddadzą - oni przynajmniej naprawdę wierzą w Allaha i naprawdę się modlą...
    a jak tak dalej pójdzie to za parę lat o francuskiej Francji zapomnimy i tylko wykopaliska archeologiczne (pod warunkiem, że ich islamiści nie zniszczą) będą wskazywać, kto wcześniej zamieszkiwał te tereny.... Masakra, do czego francuski racjonalizm w połączeniu z konsumpcjonizmem doprowadziły :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze oddadza aczkolwiek wolalabym zeby tego nie robili. Bo ja jako mniejszosciowy katolik tez sie naprawde modle i tez naprawde wierze i tez naprawde potrzebuje miejsca kultu...

      Usuń
    2. Agnieszka, przecież z drugiej części mojego postu wynika, że pierwsze zdanie jest sarkazmem wobec całej tej paranoicznej sytuacji, choć nie ukrywam, że wg mnie Francuzi sami sobie są winni.

      Usuń
    3. I tak i nie trudno mi jest to jednoznacznie ocenić.

      Usuń
  4. Zgadzam sie z toba, wszystko to trudno objac i pojac - koscioly sa chyba czyjasc wlasnoscia dlatego panstwo chyba nie moze ta wlasnoscia rozporzadzac / ja tymczasem mam akademicki urlop aby uporzadkowac moje prywatne sprawy przed zakonczeniem moich studiow teologicznych -

    Znasz moja parafie to wiesz, ze jest duzo lepiej, wlasnie na spotkaniach biblijnym przerabiamy list Pawla Apostola do Rzymian - nie sa to glebokie teologiczne dyskusje w tej groupie tylko ja mam akademickie podstawy teologiczne. Ale za to inni maja glebokie wiare i przekonania a to wazniejsze jak wiedza i doswiadczenie. Nie przeraza mnie wizja islamska, to jednak wiara oparta na zupelnym sie
    poporzadkowamiu, po okresie wzrostu bedzie upadala - wiekszosc Afryki jest Chrzescijanska i Islam bedzie upadal jeszcze szybciej jak Inne religie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. French paradox! koscioly naleza do laickiego panstwa od 1905 roku i panstwo musi na lozyc duze pieniadze bo sa zabytkami.... Studiowalam 2 list Swietego Pawla do Rzymian kiedys z profesorka, ktora porownywala ten tekst i naswietlala jego znaczenie w trzech roznych jezykach. Niesamowite doswiadczenie! Tak chrzescijan jest na swiecie najwiecej to statystyczny fakt. I chyba dobrze by bylo by bylo nas jeszcze wiecej. Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Nie wiem, gdzie mieszkacie, ale z tegoco mi znajoma mieszkajaca we FRancji mowila, to jest tam calkiem prezna Polska Misja Katolicka. Znalazlam link i rzeczywiscie, nie w kazdej miejscowosci, ale sa: http://www.mission-catholique-polonaise.net/index.php?option=com_content&view=section&id=3&Itemid=37&lang=pl
    Pisalas ostatnio szwankujacej polszczyznie Antosia, moze kontakt z Polonia by go zmobilizowal, pomogl?
    Taka jest cena, jaka plcimy na emigracji: nie ma kosciola na kazdym rogu i pieciu mszy w niedziele, wiec musi byc determinacja. No i chyba jednak systematycznosc, bo jak sie chodzi od czasu do czasu, to jest tak jak piszesz: niespodzianka, kosciol zamkniety. A przeciez sa ogloszenia parafialne, wiec trudno mi sobie wyobrazic, ze nikt nic nie powiedzial w poprzednia niedziele, ze porzadek mszy bedzie zmieniony...
    Co do modlitwy zamiast mszy... no coz, podstawa wiary katoliskiej jest Eucharystia, czyli komunia swieta... przemieniania chleba i wina, w cialo krew sama nie dokonasz...
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Polska misja katolicka miałam styczność dwa razy. Pierwszy w Paryzu i ograniczałam sie do minimu, drugi tutaj w Bordeaux, byłam raz na polskiej mszy i jak usłyszałam, ze my Polacy mamy lepsza wiarę i praktykę i musimy to Francuzom pokazać to po prostu wyszłam... Nie dla mnie takie porównania i chore praktyki zakompleksionych rodaków znad Wisły. Co do mszy masz racje! Z pewnoscia było to ogłaszane ale my w ciagu roku szkolnego najcześciej chodzimy do kościoła w Antka szkole a nie do kościoła obok choc tez sie zdarza. Nie ma zreszta we Francji pojęcia parafii tylko sektory na kilka parafii, wynika to z braku księży bo nie w każdym kościele jest co niedziele msza nie mówiąc o innych obrządkach. Powinnam była sprawdzić na Internecie jakie msze i gdzie sa ale nie zrobiłam tego. Tak sakramenty oprócz chrztu nalezą tylko d kleru, sama ich nie dokonam.

      Usuń
    2. My mamy kościół polski niedaleko od domu, ale zdecydowanie wolę ten koło mnie. Podobnie jak Agnieszka nie lubię wywyższania się w sprawach wiary i dwulicowości a polski katolik (oczywiscie nie każdy) cechuje się głównie tym, że na mszę biega co niedzielę a pomiędzy ma sporo za uszami. Także wybieram bramkę nimer @
      U nas kościół jest otwarty cały rok, ale faktem jest, że w niedzielę jest tylko jedna msza. Jeśli więc zaśpimy na dzisiąta, co zdarza nam się często, pozostaje modlitwa na łonie natury ;)
      Francuzi są dziwnym narodem. Właśnie doszli do wniosku, że trzeba bronić tradycji i własnej kultury, ale na krzyczeniu i wytykaniu wszystkiego arabom się kończy, żadne czyny za tym nie idą. Czytałam właśnie książkę Patrycji Todo "Moja Francja" i aż mnie kłuje serce, kiedy odkrywam, jak bardzo prawdziwe ale też chwilami okrutne jest spojrzenie na francuski naród...

      Usuń
    3. Joanna nie wiem czy czytałaś książkę Bobkowskiego "Szkice piórkiem"? Juz w niej bowiem a opisuje ona wojenne lata we Francji 1940-1944 wyraznie widać, ze coś jest na rzeczy... Ze Francuzi maja sporo za tzw: uszami, ze nie sa w swej większości bo oczywiście wyjątki sa wszędzie, ani specjalnie odważni ani specjalnie zdeterminowani. Także i w tym narodzie jest wiele okrucieństwa, podstawowego rasizmu, sporo dumy i pogardy wobec innych. Ale jak i w pozostałych społeczeństwach społeczeństwo francuskie posiada tez cały ogrom pozytywnych cech i stać je na głębokie, ludzkie realizacje.
      Co do kościołów to u nas tez, w większości jest jedna msza w niedziele o 10 bądź 10.30 jak sie zaśpi, ma co innego w planach itd... To msza przepadła. A w okresie wakacyjnym bywa, ze nie we wszystkich kościołach ta msza jest. Co mnie uderzyło na polskiej mszy w Bordeaux to ta garstka ludzi może z 12-15 osób, polski ksiądz i te ciagle porównywania do gorszego katolicyzmu Francuzow. Nie chodziło mu bynajmniej o budowanie wspólnoty w tym jakby nie było francuskim kościele bo francuska msza była zaraz po polskiej a o odseparowywanie sie i podkreślanie różnic. Niestety z doświadczenia emigracyjnego wiem, ze wynika to zazwyczaj z kompleksów i frustracji. Bo ja nie muszę sie do nikogo porównywać, żyje swoim życiem jak i wiara i robie to najpełniej jak potrafię. Nie jestem ani lepsza ani gorsza tylko INNA. A jak od Polki siedzącej na tej mszy obok mnie usłyszałam, ze trzeba polski chleb sic! Z Paryża sprowadzać bo przecież tego francuskiego jeść sie nie da... To juz miałam gwóźdź do trumny. Nie dla mnie te klimaty! O polskim kościele przy Concorde nie wspomnę ale to w książce mej opisałam... Brud, smród, nieuczciwość, alkohol itd...

      Usuń
    4. Jestem emigrantką z wyboru i czuję się obywatelem świata. Chyba przez to łatwo zainstalowałam się we Francji i tak samo jak czuję się akceptowana, tak ja ją zaakceptowałam-z wszystkimi plusami i minusami. Dlatego właśnie polski kościół mnie draźni, z tego samego powodu, co Ciebie. Bo jeśli jakiś kraj, przygarnia nas pod swój dach, to powinnismy go szanować i chociaż próbowac się zintegrować. Temat polskiego chleba powalił mnie na łopatki, chociaż jak czasem widzę zdjęcia jakie drożdżówek, jakie wrzuca sklep na Nation, to aż mi w żołądku burczy :P lol.
      Jestem teraz na etapie czytania wszystkiego o Francji, ale polskich autorów-Twoja książka właśnie dzisiaj do mnie dotarła (przygotuj się na recenzję na blogu ;)) i chętnie odszukam tej, o której piszesz i ją również przeczytam :)

      Usuń
    5. Moja ksiazka to czytadło dla kobiet... Wiec wielkiej recenzji raczej nie napiszesz bo to taki tez gatunek, poczytny w Poslce. Ciekawa jestem twojego odbioru?

      Usuń
  6. kazdy ma inne potrzeby i Twoje chodzenie do kosciola to Twoj wybor oczywiscie. ale przyznam, ze dziwia mnie argumenty, ze sie nie chodzi, bo ksiadz cos tam powiedzial. raz, ze kazanie to raptem krotki wycinek mszy i nie najwazniejszy, a dwa, ze ksiadz to tez czlowiek i moze miec inne poglady, moze byc grubianski, leniwy, brzydki, otyly, tak jak lekarz, nauczyciel, czy kierowca autobusu;) to, ze stoi na oltarzu nie czyni go ani swietym, ani idealnym, ani madrzejszym. on tam odprawia msze. wiec to, ze ksiadz cos czasami powie, co nam nie pasuje, nie wydaje mi sie tak waznym, zeby rezygnowac z przynalezenia do jakiejs parafii, bo to o Boga chodzi i o wspolnote, ktora tworza inni parafianie. ja tez za naszym ksiedzem nie przepadam, ale ja ide na msze dla Pana Boga, a nie dla ksiedza. i ide tez, zeby miec kontakt z rodakami, bo jesli chce sie, zeby dziecko rozumialo nasza kulture, tradycje, jezyk, wiare, to trzeba byc konsekwentym...
    wszedzie mozna spotkac ludzi fajnych i niefajnych, ale przeciez nie z kazdym trzeba sie bratac;) w naszej misji spotkalam osoby, z ktorymi nam nie po drodze, ale znalazlam tez przyjaciol. i na tych pozytywach sie skupiam.
    ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie napisałam, ze nie chodzę bo ksiądz polski powiedział, ze Polacy góra w wierze. Napisałam, ze do polskiego nie chodzę bo tego typu przemowy jak i zachowanie niektorych parafian nie wzbudziło mojego ani zainteresowania ani pozytywnego nastawienia. Bo nie chodzę tez do kościoła dlatego by sie umartwiać, znosić nudne bądź ksenofobiczne kazania. To nie jest tez moja parafia, mieszkam w zupełnie innej dzielnicy miasta i jak gdzieś juz napisałam parafii we Francji nie ma, sa sektory grupujące kilka parafii od 3 do 6. Nie mogłabym wiec mowić sobie " dobra, ksiądz gada ksenofobiczne teksty ale jestem tutaj dla Pana Boga i na tym tylko sie skupie". Nie skupie sie wlasnie bo bycie wierzącym i praktykującym nie wiąże sie dla mnie z cotygodniowym, obowiązkowym rytuałem ani tez żadna konsekwencja a wynika przede wszystkim z RADOŚCI bycia. Z radości wolnosci do wiary i do praktyki, z tego wewnętrznego tak, poczucia, ze chce, pragnę, wybieram. I taka jest jak do tej pory udało mi sie zaobserwować wiara Antka. On był ostatnio u 1 komunii... Żadnej presji, zadnego muszę, zadnego klepania przykazań na pamiec ani kwiatów dla księdza czy katechetki. Nie ma tez poczucia winy, ze muszę, ze powinienem... To jego dziecięca głęboka ufność w radości... Nie, nie związana z gonieniem na msze a raczej z chęcią w niej uczestnictwa od czasu do czasu i niekoniecznie w niedziele. Tak, grzezki grunt... Niezgodny, przynajmniej nie do końca, z oficjalna nauka kościoła a jednak, według mnie, tak bardzo jej bliższy! I przykładów wokol mi nie brakuje. Przyjaciół mam wielu, w wielu środowiskach a Boga czuje najbliżej nie patrząc w niedziele na otyłego księdza, ani tez przy Podniesieniu ale czesto w zupełnie innych okolicznościach... Przedziwnych i za to codziennie Stwórcy dziękuje. Dziękuje za to, ze pozbawił mnie w końcu, poczucia wszędobylskiej POWINNOŚCI a otworzył na radość wolnosci i bycia z NIM wszędzie.

      Usuń
  7. rozumiem. ale czemu w takim razie piszesz, ze ciezko byc katolikiem we Francji? na podstawie Twoich komentarzy powoedzialabhm, ze po prostu katolicyzm Ci nie lezy, rytualy i tradycje katolickie, katechizm katolicki i w sumie tez po trochu Biblia, w ktorej znaczenie spowiedzi, komunii sw., swietowania dnia swietego jest jasno opisane, gdzie opisane jest jak ludzie powaznie traktuja tradycje i ze celem wiary nie jest jednak przyjemnosc... ja rozumiem, gdy ludzie mowia, ze im sie nie chce isc do kosciola, ze watpia w istnienie Boga, ze ksiedza nie lubia, ale dziwi mnie, gdy ''wine'' za np. trudny katolicyzm zrzuca sie na emigracje, konserwatyzm Watykanu, czy niewygodna godzine mszy. wiara i jej praktykowanie nie sluza rozrywce czy przyjemnosci, tylko dazeniu do swietosci. dla przyjemnosci to sie czyta fajna kskazke czy idzie do teatru...
    ewa

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlaczego jest trudno byc katolikiem we Francji - czasami- jak napisałam otóż dlatego, ze wlasnie w tym kraju jak i pewnie w wielu innych ponosi sie konsekwencje swojej wiary. Z przymrużeniem oka opisałam jedna z nich - trudno dostępna msza swieta. Jest ich jednak wiecej choc nie tak duzo jak np. W Egipcie gdzie chrześcijanom ucina sie nawet głowy czy w Korei płn gdzie mozna resztę zycia spedzic w obozie koncentracyjnym albo w Syrii, z której trzeba uciekać. Pisałam o tym wielokrotnie na tym blogu dlatego nie będę do tego kolejny raz powracać a nazywam to czesto tyrania laickości. Z tym sie wiec całkowicie zgodzę, wiara wymaga wysiłku, poświęceń czasem wręcz ofiary. Jednakże ten wysiłek czy to poświęcenie nie kształtują sie u mnie, w moim rozumieniu, w koleiny powinności ścisłego przestrzegania tradycji ani tez jednej i słusznej interpretacji tekstu biblijnego. Jak wiemy jest ich bardzo wiele i choc mówimy nawet o uniwersalnym katechizmie kościoła katolickiego to jego praktykowanie znacznie różni sie w poszczególnych krajach. Weźmy np spowiedź swieta. Czy ktoś w Polsce, domyślam sie, ze piszesz z Polski, ze tam mieszkasz, wyobraża sobie spowiedź inna od tej indywidualnej w konfesjonale? U nas wlasnie takiej praktycznie juz nie ma! Jest spowiedź grupowa na tzw nabożeństwie pokutnym na którym nikt swoich grzechów nie wymawia a rozgrzeszenie otrzymuje. Czy o takiej spowiedzi mówi Biblia??? Czy raczej mówi o drewnianej budce, pozycji na klęczkach i formułce do wypowiedzenia??? Otóż z tego co wiem Biblia nie mówi o żadnej z tych form... Forma jest wyborem i utrwalona tradycja w danej społeczności a liczy sie tak naprawdę tylko SEDNO - którym grzechy odpuścicie sa im odpuszczone a którym zatrzymacie... Nikt nie napisał jak maja byc odpuszczone, w jakiej formie, postawie... Mam nadzieje, ze odpowiedziałam na twoje obiekcje?

    OdpowiedzUsuń