niedziela, 29 maja 2016

Francuska codzienność – WYCIECZKI SZKOLNE i… podatki (przy okazji). Część 20.




Antoni wybiera się ze swoją klasą i pozostałymi dwoma klasami, ostatniego poziomu w jego podstawówce, na tzw : zieloną szkołę czyli na wycieczkę szkolną. Wyjazd został przewidziany na 13 czerwca i będzie trwał cały tydzień do 17 czerwca. Powrót jest przewidziany późno wieczorem.

 

Zgodnie z programem nauczania w tej klasie, dzieci jadą do Owerni czyli krainy, francuskich, wygasłych wulkanów. W sumie dobrze się składa bo byliśmy tam w ubiegłym roku latem więc Antek zna teren. 5-dniowa wycieczka została zaplanowana wiosną, ubiegłego roku, podana do wiadomości rodziców na zebraniu we wrześniu. We Francji to normalny proces, gdyż wszystko organizuje się z dużym wyprzedzeniem.  

 

Dzieci będą przebywać w centrum wakacyjnym, w pokojach 2-osobowych z łazienkami. Przewidziano osobne piętro dla dziewczyn i osobne dla chłopaków. Z Bordeaux wyruszą 2 autokary bo są 3 klasy po 32 uczniów w klasie. W centrum zakwaterowania mają zapewnione śniadania, codziennie dostaną pinkik na obiad – bo obiady są w drodze, przy zwiedzaniu, kolacje na miejscu w centrum.

Program przygotowany przez nauczycieli jest bogaty bo dzieci zwiedzają non stop, praktycznie całymi dniami, wyjeżdżają z kwatery o 8h30 rano a wracają na 19h. W czwartek przewidziano BOOM czyli coś w rodzaju potańcówki.

 

Co wolno?

-          zabrać aparat fotograficzny ale ten papierowy czyli “jetable” jednorazowy

-          zabrać gry planszowe, karty (piłki, pinkpong i badminton są w ośrodku)

-          przygotować koperty ze znaczkami – będą wysyłać kartki do najbliższych

-          zabrać cukierki – ale będą one wrzucone do wspólnej puli i rozdawane codziennie po kolacji w ilościach ograniczonych. Nie ma, że każdy dla siebie, w walizce, po kryjomu.

Co jest zakazane?

-          telefony komórkowe, tablety i gry elektroniczne

-          zabieranie pieniędzy – suma została ustalona na 10 euro kieszonkowego na jedno dziecko maksymalnie. Ta suma ma być w kopercie z imieniem i nazwiskiem dziecka, oddana nauczycielowi na tydzień przed wyjazdem. Nauczyciele zarządzają pieniędzymi i dają je dzieciom, gdy te chcą coś zakupić.

Tak więc nie mamy bezpośredniego kontaktu z dziećmi podczas wycieczki. Co wieczór za to na specjalnej “czerwonej linii” zostawią oni nam wiadomość do odsłuchania… co się wydarzyło w ciągu dnia, co robili… Uważam, że to bardzo mądre. Zresztą co roku prawie się z tym stykam.

 

Koszt wycieczki 325 euro od dziecka. Wszystkie dzieci jadą, gdyż nawet jeśli rodzice mają problem z finansami i uprzedzili o tym we wrześniu szkoła zorganizowała pomoc i dofinansowanie. W Antka szkole czy na chórze nie dopuszcza się w ogóle takiej możliwości by jakieś dziecko nie jechało z powodu braku pieniędzy. Szuka się rozwiązań i zapewnia wyjazd każdemu dziecku.

 

 

I tym sposobem dochodzę do podatków… Właśnie Stéph podliczał i robił deklarację przez internet… I przerażenie mnie ogarnęło bo mamy do zapłacenia kilka tysięcy euro we wrześniu choć już pierwszą 1/3 żeśmy zapłacili… Koszmar, ile to kosztuje buuuu….  A ja sobie myślałam, że na wakacjach trochę powydaję. Nic z tego. Zdzierają z nas, he, he choć w sumie skoro się je płaci to znaczy przecież, że się też zarabia… jednak mimo wszystko te sumy są wysokie i trochę stresujące. Na Antka przysługuje nam 50% osoby podatkowej to zawsze coś. Mamy też trochę upustu ze względu na datki charytatywne, związkowe (zawodowe) i inne właśnie na szkołę, wycieczki dzieci…

Muszę ochłonąć…

2 komentarze:

  1. Hej! bardzo fajna książka uwielbiam francuski styl i klimat, prowadzę swoją działalność gospodarczą w Polsce, ale cały czas marzę o tym, żeby wyjechać do Francji!

    OdpowiedzUsuń
  2. Francuzi potrafią pisać książki wszak często zaglądają do poezji i zaawansowanej literatury.

    OdpowiedzUsuń