poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Polska codzienność – przede wszystkim Agresja. Część 1.




 

Z wielką radością poleciałam z Antkiem 6 lipca, na wizytę rodzinną do Polski. Czekałam na ten moment od półtora roku bo bardzo brakowało mi osób, miejsc,  tego co rodzime, znane (jak mi się wydawało), lubiane.

 

7 lipca, gdy kładłam się spać byłam już zdeprymowana i zszokowana.

Czym zapytacie ?

 

Odpowiedź jest jednosłowna choć złożona – AGRESJA !

 

Niby nic. Agresja jest wszędzie, czasem prowadzi do zbrodni i unicestwienia czasem jest tylko nieprzyjaznym spojrzeniem. To co mnie uderzyło to jej wszechobecność i właściwie z każdym nowym dniem odkrywanie kolejnych jej rodzajów. Nie wiem czy winny jest tutaj mój styl życia, czy przyzwyczajenia ? Nie wiem czy to moja wizja rodziny, relacji międzyludzkich, zachowania na drodze, w szpitalu czy w mediach spowodowała, że ta agresja w polskim wydaniu uderzyła we mnie i w Antka z impetem i to w ciągu 24 godzin, dając nam wyraźnie odczuć, że nie jesteśmy u siebie, że znajdujemy się w innym obszarze odczuwania, postrzegania i rozumienia.

 

AGRESJA – tych, którzy dojeżdżają pierwsi…

Zaraz po wyjściu z lotniska, dojeżdżając do parkingowego szlabanu i wkładając do czytnika parkingowy bilet usłyszeliśmy z tyłu bardzo zdenerwowanego kierowcę pojazdu, który z pewnościa wykonałby tę czynność dużo szybciej.

A później to już była codzienność… niepoprawne wymijanie, trąbienie bez potrzeby, nagminne nie wypuszczanie aut z dróg podporządkowanych, nie przestrzeganie ograniczeń szybkości i głośne wyrażanie swojej wściekłości. Trochę po Polsce jeździliśmy więc sporo tego było.

Zapamiętaliśmy jednak szczególnie dwa przypadki :

-          pierwszy miał miejsce w autobusie PKS, rejs Koszalin – Wałcz w dniu 21 lipca. Zaczęlo się od tego, że opryskliwy kierowca nie chował bagażu do bagażników, bo rzekomo autobus ich nie miał ( ???) i kazał je wnosić na pokład autobusu co było kłopotliwe. Wybuch nastąpił jednak w Białogardzie. Do autobusu wsiadł młody chłopak, około 15-16 lat, jechał z plecakiem do Czaplinka. Miał zaświadczenie ze szkoły, że jest uczniem, ale nie miał szkolnej legitymacji. Kierowca nawet na nie nie spojrzał i zaczął wyzywać tego chłopaka od oszustów po czym wrzasnąl na niego – a trwało to kilka minut, że ma płacić za cały bilet a jak nie to « wypierdalać » - cytuję… w autobusie ludzie spojrzeli po sobie ale nikt nie zaprotestował. Mój Antek był w szoku. Chłopak zapłacił za cały bilet i wsiadł do wlekącego się 3 h przez 120 kilometrów busa…

My też mieliśmy do czynienia z tym kierowcą, ale o tym później.

-          drugi zapamiętany przypadek miał miejsce w Wałczu. Małe miasteczko, 25 czy 27 tys.  mieszkańców, nie pamiętam dokładnie. W miasteczku jest dosłownie kilka świateł drogowych bo to nie nowojorska metropolia. Idziemy z Antkiem i z moją ciocą do babci. Na światłach czekamy na zielone, a że nic nie jechało (blisko) to ja francuskim zwyczajem zaczęłam sobie powoli przechodzić z synem przez ulicę. To był odruch, naturalny dla nas odruch. Nadjechała ciężaróweczka z trzema robotnikami na pokładzie, gdy po drugiej juz stronie ulicy czekaliśmy na ciocię. Okna otwarte i jeden pan robotnik mówi do mnie «  a pani nam tutaj stówkę zapłaci za przechodzenie ». Uśmiechnęłam się i odpowiadam «  no pewnie, nawet dwie ». A ci jak nie zaczęli jeden przez drugiego… coś tam gadać ale nie wiem już co bo odeszliśmy od przejścia. Docierały też do moich uszu pouczenia stojącej obok cioci pani, która moralizowała.

Pomyślałam sobie wtedy… gdyby tak wszyscy Polacy zasad ruchu drogowego przestrzegali jak moralizują to wypadków w Polsce byłoby znacznie mniej niż we Francji a jest dokładnie na odwrót…

I po co ta agresja ????

 

AGRESJA – tych co leczą i tych co “chorują”

 

Tak się nieszczęśliwie złożyło, że podczas naszego pobytu mieliśmy sporo do czynienia z polską służbą zdrowia, którą ja osobiście nazywam polska sluzba śmierci bo ze zdrowiem to ona mi się nic a nic nie kojarzy. Moja mama choruje od wielu miesięcy, podczas naszego pobytu poważnie zapadł na zdrowiu ojciec mojej bratowej, a mój wujek leżał nieprzytomny 2 tygodnie w szpitalu po czym zmarł… Nie był i nie jest to wesoły, spokojny czas.

 

Z moją mamą byliśmy na badaniach w szpitalu na ulicy 28 czerwca w Poznaniu. Pamiętny dzień. Po kilku minutach moje dziecko pytało “ co to za AZYL?”. Mama wszystkie badania i wizyty lekarskie opłaca z własnych środków, gdyż nie od dziś wiadomo, że na NFZ nie można liczyć no chyba że w kwesti przyśpieszenia zgonu.  Była więc na tych badania za własne pieniądze ale w państwowej placówce – choć jak tego systemu i jego działania pojąć nie mogę. Kilkanaście minut wystarczyło by się wściec i dołączyć do grona agresorów.

Zero informacji, wszędzie kolejki, ławeczki obsadzone różnymi chorymi, którzy na siebie nawzajem non stop warczą “ a pani tu czego, a co pani myśli ,a pani tutaj!” jak za dobrego, starego PRLu… Wysyłają cię zapłacić do kasy za badania… przechodzisz wśród obitych lamperi z lat 1960 szukając budynku i kasy a tam – Kasa zamknięta!

Po korytarzach za to w rozwianych kitlach przechadza się z wolna personel z rękoma w kieszeniach… za to na rentgena za kilkaset złotych trzeba czekać ponad 2 godziny w upale I we wrzaskach agresywnych “chorych”…  Pani sekretarka zapisująca medyczne dossier stuka w klawiaturę komputera JEDNYM, JEDYNYM Palcem… taka kompetentna!!!

Wybiegliśmy stamtąd przerażeni…

W ciągu naszego pobytu opowiadano nam jednak sporo scen z NFZ… jak np w szpitalu Cegielskiego w Poznaniu, ojciec mojej bratowej ze złamną w kilku miejscach kościach udową czekał ponad 6 godzin… na rentgena… starszy, schorowany pan… a obok kobieta z krwią cieknącą z głowy przez kilka godzin przykładała sobie ligninę bo nie miał kto się nią zająć.

Potworny obrazek…

 

AGRESJA – w mediach

 

Miałam okazję spojrzeć kilka razy na polskie “Wiadomości”, TVP1, godzina 19h30… Niestety nie da się tego programu oglądać w całości. Dawny profesjonalny dziennik nie jest już dziennikiem a rozprawą sądową. Ci, tamci nam tyle I tak zrobili a my ich teraz rozliczymy. Taka jest mniej więcej treść “Wiadomości”. Nie ma bezstronności, obiektywizmu, dziennikarskiej rzetelności naświetlającej problem z wielu stron, jest filmowanie agresji jednych przeciw drugim. Tendencyjność i kłamstwa podawane jako papka  dla glupiej publiczności.

 

Dobrze, że zostało jeszcze “Szkło kontaktowe” z agresją niekiedy ale z przymrużeniem oka  “Tygodnik powszechny” czy strona “na temat” choć też nie zawsze… gdyby nie te źródła informacji to  nie wiem skad myslacy obywatel moglby czerpac wiadomosci? Z zagranicznych zrodel?

 

AGRESJA – nasza codzienna

Jest wszędzie, wystarczy pójść do sklepu Biedronka w Tulcach, albo kiosku z warzywami by doświadczyć na sobie nieprzyjaznego, taksującego wręcz wzroku obsługi czy innych obywateli. Jest po prostu bardzo nieprzyjemnie choć zdarzają się oczywiście wyjątki. Trudno się przed tą nawałnicą agresywności obronić bo nawet jak człowiek jest miły nie zawsze otrzyma miłą odpowiedź od swojego rozmówcy. Miło jest  restauracjach – bo tam zostawiamy pieniądze, w niektórych sklepach czy taksówkach.

Miło było, jak widać na ŚDM, co pokazały media… ale tak na codzień w polskiej rzeczywistości i mi i mojemu synowi jest bardzo nieprzyjemnie, czasem nawet we własnej rodzinie.

 

A w kościele? Miejscu wydawałoby się pełnym miłości i pokoju… bywa różnie. Pięknie było w Olsztynie ale już kazanie w parafi Świętego Mikołaja na mszy 24 lipca o godzinie 10h30 wspominam jako grozę… to był bardzo trudny dzień  i słowa księdza z ambony, że “skoro prosimy a Bóg nie spełnia naszych próśb są znakiem tego, że Bóg nam nie daje bo wie, że znów rozpoczniemy grzeszne życie”!!!! sic!!!! Uważam za całkowitą herezję! Podobnie słowa o “mentalności Boga”… nie wiem z jakiej teologii pochodzące… Modliliśmy się wtedy o zdrowie naszego wujka, nie wiedzieliśmy jeszcze, że on kilka minut temu odszedł… to było jak cios wymierzony w moją kochaną ciocię i nas wszystkich. Ja przynajmniej tak to odebrałam i byłam bliska wyjścia przed mikrofon i przerwania temu księdzu…

 

Agresja w kraju nad Wisłą… dla mnie jest jedną z charakterystycznych jego cech. Bardzo pragnęłabym by to się zmieniło… może ŚDM zostawią w tej kwestii pozytywny ślad? Nie wiem. dzisiejsze obchody rocznicy Powstania pokazuja znow bezmiar agresji i istniejacego miedzy Polakami zla...  
Przykro mi...

3 komentarze:

  1. A to co mnie smuci najbardziej to fakt, że ta agresja polukrowana jest w wielu miejscach dziwaczną pseudo pobożnością. Ten sam kierowca, wcale nie wykluczone,( co kazał chłopakowi "wypierdalać" jak nie zapłaci) chodzi do kościoła co niedzielę, zasiada w pierwszym rzędzie i czuje się dobrze ( sam ze sobą). Taka bezrefleksyjność. Oczywiście nie wszyscy, ale ja to coraz częściej dostrzegam. Rozbieżność.
    Pozdrawiam
    Dominika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominika mozliwe, ze tak wlasnie jest. Mam przyklady w swojej rodzinie agresywnego acz poboznego zachowania. Ja tez to dostrzegam bo pracujac na codzien w agresji - szkola, uczniowie, mam wlaczone radary... mysle, ze to stanowi niekiedy juz pewna norme zachowania, modus vivendi, na ktory nie zwraca sie uwagi.

      Usuń
  2. Jakiś czas było już lepiej , ludzie się do siebie uśmiechali,nie patrzyli na siebie z nieufnością i agrsją , ale od ostatnich wyborów jest coraz gorzej , a kościół nie pomaga niestety , od dawna nie słyszałam nic o szacunku dla bliźnich . Już raczej wypowiedzi w stylu tych co opisałaś.Obawiam się ,że będzie jeszcze gorzej . Pozdrawiam Hannamaria

    OdpowiedzUsuń