środa, 28 września 2016

Terroryzm i nasze szkoły. Francuska codziennosc. Czesc 34




 

Nie pamiętam jeszcze początku roku szkolnego, który byłby tak silnie zdominowany  problematyką terroryzmu. Zaczęlo się od pierwszej rady pedagogicznej, 31 sierpnia… na której problem ten był gorąco dyskutowany. Najpierw przedstawiono nam aktualny stan zagrożenia. Ostatni stopień. I podano do wiadomości informacje o tym, że szkoły jak i szpitale stanowią we Francji i w moim regionie uprzywilejowane cele terrorystów. Następnie poddano nas ćwiczeniom. Od wiosny miałam też ćwiczenia i próbne alarmy w szkołach, w których uczyłam z leżeniem w salach po godzinie włącznie ! Nie należy to do przyjemności. Uczniowie mają zachowywać całkowitą ciszę czego oczywiście nie czynią a my nauczyciele leżąc tak pokotem z nimi nie mamy możliwości i narzędzi by towarzystwo uspokoić.

 

Zagrożenie jest tak duże, że wydano i respektuje się gdzie niegdzie specjalne rozporządzenia co do otwierania i zamykania drzwi i bram oraz zgromadzeń przed budynkami szkolnymi. W Antka szkole rodzice nie mogą już zbierać się przed barmą i czekać na wyjście dzieci, musimy czekać na ulicach obok. Co oczywiście łatwo zrozumieć. Wszelkie skupiska większej ilości osób są zabronione i niebezpieczne. Dzieci nie mogą wejść do szkoły ot tak, panowie kontrolują każdego z osobna… Gorzej, kontrolują również przy wychodzeniu co jest przyczyną sporych opóźnień. Na przykład Antek kończy o 15h45 ale zdoła wyjść z budynku szkolnego o 16 albo i o 16h05, a ja czekam na ulicy obok… nie mogę iść czy podjechać pod szkołę. Nie wiem czy we wszystkich regionach jest podobnie, ale w Bordeaux tak właśnie jest.

 

W moim liceum brama wejściowa jest zamknięta, drzwi automatyczne do budynku szkolnego zamknięte. Dozorca ze swej loży, każdego ogląda z osobna na ekranie zanim nie zdecyduje się nacisnąć guzika by zwolnić zamek.

 

Nie muszę chyba zbyt wiele się wywnętrzać co do opisu atmosfery i tego jak się czuję czy czujemy. Napięcie jest wyczuwalne, wisi w powietrzu każdego dnia… A skoro wiadomo, że wszystko jest tylko kwestią czasu i miejsca to strach jest moim codziennym towarzyszem, strach o siebie, o uczniów, o syna. Niezbyt łatwo pracuje się w takiej atmosferze. I cała ta sytuacją zaczyna mi poważnie ciążyć. Człowiek ma oczy dookoła głowy, wytęża słuch, uważa non stop…

 

By tego było mało, dyrketor liceum, w którym uczę ostrzegł nas również, nie identyfikując nikogo, że są w liceum uczniowie posiadający dossier “S” czyli podejrzani, w procesie radykalizacji… tak jest podobno w każdej średniej francuskiej szkole w dniu dzisiejszym. Prosił więc o nieustanną uwagę i czujność, unikanie tematów trudnych i zapobieganie wszelkim polemicznym dyskusjom… Buuuu… łatwo powiedzieć! Uczenie jednak w klasach, w których może ktoś z tendencjami terrorystycznymi siedzi w pierwszej ławce i się miło uśmiecha jest dla mnie osobiście niezwykle trudne… Mam wrażenie, że zamiast głowy mam radar.

Zaczęlam nawet czytać i artykuły i ostatnie książki o terroryźmie we Francji itd… I jeszcze bardziej się bać. Nikt już wokół mnie nie banalizuje zagrożenia ani sobie z niego nie żartuje i chyba ta zmiana piętnuje naszą codzienność najbardziej.

1 komentarz:

  1. Współczuję Ci bardzo! Wiele osób mówi o tym, że atmosfera we Francji zagęszcza się coraz bardziej. Do tej pory widoczne było to w Paryżu, teraz zaczyna ogarniać cały kraj. Musi Wam być ciężko, to jak życie w stanie nieustannej wojny.

    OdpowiedzUsuń