środa, 5 października 2016

Nowa szkoła, nowi uczniowie, nowe obowiązki, nowe stresy i nowe przyjemności ! Francuska codzienność Czesc 35.

Golf







 Oj zaczął się ten rok szkolny, oj zaczął, od… tego wszystkiego co wyżej.


Na początek zmiana szkoły dla Antka – jest w pierwszej klasie gimnazjum choć szkoła ta sama. Wymagania nie wzrosły jednak dwukrotnie a chyba z szesciokrotnie. Ostatnio dochodzi do sytuacji, że syn mój wylewa morze łez bo już nie może. Nie wiem czy będzie tak cały czas ? Jeśli potrwa to zbyt długo będę zmuszona zmienić mu szkołę po raz kolejny. Z wieloma praktykami pedagogicznymi się po prostu nie zgadzam i tym bardziej trudno mi jest skłonić go do tego by on sam je zaakceptował.


 


Antek ma po 2-3 godziny zadań domowych dziennie… co biorąc pod uwagę fakt, że wchodzi do szkoły o 8h rano a wychodzi o 17h jest wielce obciążające. Gdy dodać do tego chór, treningi itd… lekcje odrabiam z moim młodym 11 – latkiem późnym wieczorem. Skutek będzie marny. Nie dość tego, w soboty i w niedziele siedzimy po 3 czasem i 4 godziny by zdołać wszystko zrobić. Antek jest znakomitym uczniem – jak do tej pory był – niestety teraz skutecznie obrzydza mu się wszelką naukę i wszelkie poznanie. Weźmy, na rrzykład ubiegły wtorek… dla 11 latków przewidziano 3 sprawdziany w ten sam dzień, w tym jeden trwający 2 godziny z francuskiego. Należało przeczytać wszystkie bajki braci Grimm, opracować słownictwo, bohaterów, relacje… sama ta praca przygotowawcza zajęła nam kilka dni. Wymaga się wykucia wszystkiego na pamięć. Na przykład z matematyki sprawdziwny polegają na wypisaniu definicji, dwa słowa pomylone, cała definicja skreślona, 0 punktów.


Stresu z tym co niemiara…


 


Ja też zmieniła szkołę! Jestem w liceum, obok domu. Bardzo się z tego cieszę ale zamiast etatu mam 20,5 godziny, o które nie prosiłam i których nie chcę! Przez pierwsze 2 tygodnie miałam też okropny plan. Teraz uległ on poprawie. Do tych zajęć na 3 poziomach 2de, 1ère I Terminale muszę się ostro przygotowywać . Do tego dochodzą mi 2 h tygodniowo mojej pracy z migrantami, poprawianie egzaminów na Naukach politycznych, artykuły do napisania i do opublikowania. Jednym słowem mam dość mało czasu ale idzie mi coraz lepiej z zarządzaniem.


W stanie takiego zakręcenia zdecydowałam sie zapisać do SPA… Wożę mojego Antka na treningi golfowe w soboty i na granie w niedzielę popołudniu… a na golfie jest to bowiem Resort; jest hotel ze SPA. Nie byle jaki bo luksusowy 5*. Tak więc w ubiegłą sobotę zamiast na niego czekać, czy mu kibicować, czy spijać kawki z mamusiami, czy poprawiać sprawdziany moich uczniów postanowiłam ten czas wykorzystać w SPA. 75 euro na miesiąc, liczba wejść nieograniczona a jest tam i wodny rower, i basem, i hamam. Masaże też są, ale dodatkowo płatne, narazie mnie nie stać.


 


Tym bardziej mnie nie stać, że mój mąż po raz kolejny stracił pracę. Tak, tak… przepracował 6 miesięcy i teraz kolejna plajta firmy. A ponieważ znów nie chcą płacić i szukają winnych to mamy kolejny proces, znów jego adwokata, związki zawodowe i całą tę okropną procedurę na głowie, która ma rzekomo krócej trwać po wprowadzeniu nowego prawa pracy… No ale pracy znów trzeba szukać…  I przyznam, że strasznie mnie to męczy.


Nicea oddala się w zawrotnym tempie. Dobrze było pomarzyć…


Żyjemy więc na mocno rozbujanej huśtawce i ze sporą dozą stresu nacodzień i tego strukturalnego związanego z sytuacją pracową mojego męża.


 


Staram się nie zwariować w tym wszystkim, mocno trzymać ster. Ale wykonuję praktycznie 90% obowiązków w tym domu, włącznie z pilnowaniem szkolnych problemów Antka i czasem pękam, nie daję rady.


Także bilans wrześniowy dość mieszany. Czekam na wakacje, na 19 października by nadrobić zaległości, odtechnąć I jakoś tak uspokoić ten rozkołysany statek.

5 komentarzy:

  1. W Polsce dzieci też siedzą po 3 godziny dziennie nad lekcjami (moja bratanica 5 klasa szkoły podstawowej - wzorowa uczennica) do tego zajęcia dodatkowe, kółka. A rodzice pracują po 40 godzin tygodniowo plus dojazdy a nie 20 jak Ty (strasznie narzekasz). Co do męża - przecież sama pisałaś że we Francji zasiłek jest wysoki chyba 90 % wynagrodzenia więc chyba nie będzie aż tak źle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prosilabym o podpisanie komentarza... skoro ja sie przedstawiam z imienia i nazwiska chcialabym rowniez by moj rozmowca sie przedstawil... chocby ze wzgledu na zwykla ludzka grzecznosc.
      Tak, wiem, ze w Polsce jest bardzo duzo zadawane, corki mojego brata tez siedza godzinami nad lekcjami. Tyle, ze dzieci w Polsce maja mniej godzin lekcyjnych w tygodniu i krocej w tych szkolach z zasady siedza no chyba, ze w muzycznych, to insza inszosc. Jak chodzilam w Polsce do szkoly to zaczynajac o 8 okolo 14 bylam juz w domu. We Francji tak niestety nie jest. Moja praca to praca nauczyciela a ona nie konczy sie na 20 godzinach w szkole, trzeba jeszcze te 20 dolcizyc przygotowan, sprawdzania, zebran itd... Zasilku 90% tez tutaj nikt nie daje a 70% i to stalej pensji a nie jej czesci ruchomej. Poza tym w pracy przeciez nie chodzi tylko o FINANSE a o realizowanie siebie, swoich planow, ambicji, celi... to jest wazniejsze niz PENSJA. No przynajmniej dla nas. Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Dawno mnie tu nie było a dziś trafiłam na wpis łączący się z jednym z poprzednich w którym pisałaś o zmęczeniu Antka i dokonywaniu wyborów. I po raz kolejny utwierdzam się w zdaniu o ograniczaniu dziecku tzw aktywności szkolnej i poza szkolnej. To rodzice powinni to zrobić skoro dziecko nie chce/nie potrafi. A Ty nadal (mimo tego że wiesz o nadmiarze obowiązków) nawet nie próbujesz. No ale to twój wybór. Często się zdarza że dzieci nawet zdolne którym nauka przychodziła z łatwością po zmianie poziomu szkoły mają problemy. Bo i czasu trzeba więcej i sposób nauczania inny. Do tego oczekiwania rodziców. I dziecko sobie nie radzi. Więc tym bardziej należałoby skupić się na tematach najważniejszych aczkolwiek w ograniczonym zakresie. A siedzenie z 11latkiem przy pracach domowych dla mnie oznacza problem z samodzielnością szkolną. No ale to już tylko twój problem. Małgorzata

      Usuń
    3. Problemy powoli ustepuja... Antek lepiej sie organizuje, poprawia metodologie pracy. Wiec radzi sobie i to niezle. i wiem, ze pilnowanie jego edukacji i rozwoju jest moim problemem, trudno by byl to problem kogos innego. Po prostu jest to normalne. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. Och Agnieszko - my też ciągle siedzimy nad lekcjami, a weekendy są całkowicie podporządkowane szkole. Nawet nie wiesz jak bardzo zazdroszczę Wam tych wakacji w ciągu roku szkolnego!
    Wyobrażam sobie, że przygotowanie się do lekcji zajmuje sporo czasu, pewnie niewiele zostaje Ci go dla siebie. No i jeszcze praca Twojego Męża - wszystko rozhuśtane, tak jak piszesz.

    OdpowiedzUsuń