środa, 14 grudnia 2016

Płacz w mojej klasie. Francuska codzienność. Część 50.




Nie spodziewałam się takiego początku dnia. O 8 godzinie, jak zawsze w środy, rozpoczęłam jedną z moich lekcji Nauczania moralnego i cywilnego czyli coś w rodzaju naszego WOS-u z jedną z pierwszych klas liceum.

Te lekcje odbywają się w grupach, po pół klasy czyli było nas 18 osób w Sali. W tej grupie jednak mam uczennnicę o pięknym imieniu Shaam, która dotarła ze swoją rodziną do Francji pod koniec sierpnia prosto z Syrii.

 

Od wczoraj popłakiwałam sobie widząc w informacjach zdjęcia z Aleppo i słycząc o popełnionch tam zbrodniach przeci ludzkości. Myślałam o Aleppo i o Shaam. Kilka razy wcześniej już miałam okazję z nią rozmawiać.

To co wydarzyło się dzisiaj rano mocno nas dotknęło…

 

Shaam po prostu przyszła już z płaczem i płakała całą lekcję… my wraz z nią… opowiedziała nam o swoich dziadkach w Aleppo, o tym jak sama widziała wojnę w Damaszku i w Aleppo w poprzednich latach, o ich ucieczce. Oni mogli sobie na to w ludzkich warunkach pozwolić, ale zostawili za sobą sporą część rodziny, bliskich i przyjaciół… I ci dziadkowie mieli dziś rano wsiąść do wynegocjonowanych autobusów o 8 h rano ale o 10h te autobusy wciąż były jeszcze puste… Shaam była zrozpaczona… Mówiła też o egzekucjach dzieci, kobiet i mężczyzn, wiadomościach z Twitera…

 

Trudno było mi powstrzymać łzy, głos łamał mi sie non stop… Moja postawa nie miała nic wspónego z byciem neutralnym urzędnikiem państwowym reprezentującym V Republikę. Wiem, że tak nie powinnam reagować, ale niestety inaczej nie mogłam… nie wyszło!

Uczniowie wokół mnie, oprócz dwóh chłopaków to uczennice… wszyscy zalani łzami. Czuliśmy tak ogromną bezsilność i rozpacz…

Nie nalazłam odpowiednich słów.

 

Byłam nawet wściekła… na część francuskiej klasy politycznej będącej koleżkami Putina, na nieporandość ONZ, na veto Chin i Rosji, na naszą nieporadność dyplomatyczną i na nominację przez Trumpa kolejnego przyjaciela Putina na ministerialne stanowisko…

 

Czy ten świat się stacza? Czy tylko tak mi się wydaje pod wpływem emocji???

 

I w tym wszystkim… żyjemy każdego dnia, od nowa… radości i smutki, Święta, które mniej cieszą w tym kontekście, nasze małe życie pośrodku tych światowych rozgrywek i oceanów łez.

Być człowiekiem w tym wszystkim… to chyba ważniejsze niż być państwowym urzędnikiem?

Podpisalam petycje Lekarzy swiata o zaprzestanie bombardowan w Syrii i wyslanie tam wojsk ONZ... Link na mojej stronie Facebook... podpiszcie rowniez!

2 komentarze:

  1. Agnieszko, trudno to wszystko ogarnąć, zwłaszcza, że masz relację z pierwszej ręki. Informacje, które do nas docierają są przerażające. A najgorsze w tym wszystkim jest, że jak zwykle wojna jest kwestią polityczną. Czuję bezsilność, tak samo jak Ty.

    OdpowiedzUsuń
  2. To straszne co sie tam dzieje....Serce mi peka! Nie wiadomo jak pomoc.

    OdpowiedzUsuń