poniedziałek, 9 stycznia 2017

« Katar jest wynikiem braku kultury » czyli refleksji o chorobach kilka. Francuska codzienność. Część 55.




 

Tak o katarze wypowiadała się moja babcia, Teresa, rodowita wilnianka. I trudno się z nią nie zgodzić choć przyznać też muszę, że cierpię od czasu do czasu na ten brak kultury swojej własnej i tej innych.

Wracając dzisiaj z pracy nasłuchałam się w polskim radiu o smogu i o chorobach dzieci i skłoniło mnie to do kilku przemyśleń.

 

Po pierwsze gdy byłam dzieckiem uczyłam się na lekcjach o « zgniłym Zachodzie i jego braku poszanowania dla natury ». Bo według nauczycielek i chyba też podręczników ( trzeba by to sprawdzić) najpiękniejsza natura, lasy, morze, plaże… wszystko to było właśnie w Polsce. Dopiero po latach przekonałam się na własne oczy, że jednak nie, zupełnie nie…

 

Po drugie, gdy byłam dzieckiem wychowanym do lat liceum w PRL chorowałam kilka razy w roku. Przeziębienia i katary męczyły mnie systematycznie a i zapalenia zatok, anginy i zapalenia uszu zdarzały się przynajmnie raz w roku. Tym sposobem znałam też smak i kształt antybiotyków a czasem też zastrzyków z penicyliny… o tym jak zwiałam z przychodni w swetrze, w pełni zimy, słysząc o zastrzykach już pewnie pisałam…

 

Po trzecie z tego co słyszałam w radiu dzisiaj i z tego co wiem z autopsji od rodziny i znajomych do dzisiaj dzieci w Polsce chorują dużo i często i spożywają antybiotyki, nie chodzą całymi dniami do szkoły albo i tygodniami, ( ja sama traciłam minimum 2 tygodnie roku szkolnego na chorowanie !)… Córki mojego brata to minimum raz rocznie mają je przepisywane…

 

A gdy spojrzeć na francuską stronę, tę mi najbliższą czyli na Antka to… w wieku szkolnym czyli od lat 3 do dnia dzisiejszego lat 11,5 opuścił 2 dni szkoły, raz w życiu dostał antybiotyki – na zapalenie ucha… I z tego co widzę wokół siebie i w moich szkołach dzieci mało chorują, rzadko są nieobecne..

 

I tak pomyślałam sobie : W czym rzecz ? Od czego to zależy?

Wątpię by zajwisko to dało się wytłumaczyć determinantami kulturowymi. Więc czym?

 

Jedzeniem? Ilością wakacji? Uprawianymi sportami? Profilaktyką? Myciem rąk?

 

Sama nie wiem… może tym wszystkim po trochu?
Ps: Trzeba tez wspomniec o zdrowiu zebow... Antek ani jednego ubtyku, dziureczki, aparatu... a ja w jego wieku juz litry lez na fotelu dentystycznym wylalam... Dlaczego? W czym rzecz?

11 komentarzy:

  1. Kulturą, tą szeroko pojętą. Kulturą żywienia, spędzania wolnego czasu. Polskie dzieci po pierwsze NIE jedzą surówek (wiem, co widzę na stołówce- nie jedzą), po drugie- nie są zahartowane, bo rodzice za grubo je ubierają, za mało czasu spędzają na świeżym powietrzu, nie uprawiają sportów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu pewnie coz w tym jest... Ja tylko z moich obserwacji stwierdzam, ze ogromna popularnoscia ciesza sie wszelkie slodkosci: ciasta, desery... Widac To wyraznie np Na blogach kulinarnych czy Na Facebooku. Ten czas Na swiezym powietrzu omawialam kiedys z Magda, ktora twierdzila, ze dzieci Na dwor podczas przerw w szkolenie wychodza u nas To jest obowiazkowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od razu przypomniała mi się burza na zebraniu z rodzicami w naszej szkolnej zerówce, gdy rodzice nie chcieli nawet słyszeć o codziennym spacerze, który wpisany jest w podstawę programową i jest wymagany! Część rodziców wymogło na szkole, by w chłodne dni ich dziecko poszło na świetlice, a nie na spacer!

      Usuń
    2. A u nas kazda przerwa, oprocz tych 5 minutowych, na zewnatrz. A w poludnie to bywa, ze dzieci I cala godzine sa Na podworzu bo przerwa obiadowa trwa od 12 do 14... Francuzi uwazaja, ze To naturalne. Nikt nie protestuje.

      Usuń
  3. Agnieszko, wszystko to prawda. Cieszę się, że moje córki nie chodzą do szkół rejonowych - dzięki temu mają nieco dalej. Obydwie chodzą na piechotę, więc codzienny spacer zaliczony. Ale mnóstwo dzieci dowożonych jest samochodami, przemieszczają się z budynku do budynku.
    Ja tego w Polsce nie znoszę - hołubienia ciepła i siedzenia w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez tego nie znosze, Alé jest To chyba jakos kulturowo uwarunkowane?

      Usuń
  4. Moim zdaniem to jest takie ruskie - wiesz te wszystkie zakutane baby po czubek głowy. Ale wiążę to też z postępem - jeśli jest ciepło, znaczy się mieszkamy w cywilizowanym kraju. Oczywiście, mylnie pojmowanym postępem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy tak o tym nie myslalam... Alé po przemysleniu raczej sie zgadzam!

      Usuń
  5. Agnieszko a czy nie myślisz ,że jest to po części sprawa klimatu kiedy ostatnio Twój Syn przebywał w minus 10 stopniach? Mój syn wychodził dziś rano do szkoły przy minus 13 (w nocy było -18) południe Polski pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłaby to być sprawa klimatu, gdyby dzieci w Skandynawii również siedziały ciągle w zamkniętych pomieszczeniach. A tak nie jest. W całej Europie Zachodniej świeże powietrze traktuje się jako coś, co pomaga zachować odporność, u nas przeciwnie.

      Usuń
    2. Gdyby To byla tylko sprawa klimatu Ja mieszkajac od 25 lat We Francji, w znacznie cieplejszym klimacie niz ten z mojego dziecinstwa w Polsce powinnam przestac chorowac. Tak jednak nie jest. Choruje nadal, mniej niz w Polsce Alé jednak. A wiele badan potwierdzilo tylko np zniszczenie moich tkanek w zatokach po masywnych antybioterapiach z dziecinstwa. Mysle, ze do kazdego klimatu mozna niejako przypisac pewnie choroby. Nie jest ich wcale mniej w tropikach, sa tylko Inne. I pozostaje przekonana, ze w klimatach umiarkowanych nasz styl zycia wplywa zasadniczo Na nasze zdrowie.
      Antek kilka razy w zyciu przebywal w ujemnych temperaturach a scislenie przebywa raz w roku jak jedziemy w Alpy czy w Pireneje Na narty. Wysoko w gorach temperatura spada znaczaco. Alé on I tak jezdzi caly dzien od 10 rano az do zmroku czyli do 17 godziny. Nie ma tego bowiem Na codzien.

      Usuń