czwartek, 23 lutego 2017

Kontrola u dietetyczki. Francuska codzienność. Część 73.




 

Bardzo fajna ta kontrola bo sobie pogadałyśmy miło. Wyjaśniłam kilka wątpliwości, zrobiłam kolejne pomiary. Stéph stracił 1 kg wagi więcej niż ja, ale to podobno normalne ze względu na płeć.

 

Moje straty wyglądają następująco : 2 kg masy tłuszczowej mniej, 2 kg wody mniej razem 4 kg z groszami w ciągu ostatniego miesiąca. Masa mięśniowa nie drgnęła, ale za jakiś czas powinna pójść w górę. Jeszcze na nią nie pora. Przy okazji zgubiłam też centymetrów trochę po 1,5 cm w strategicznych zonach z wyjątkiem obwodu bioder – tutaj nic nie ubywa i 1 cm w obwodzie ramion. Dietetyczka była z nas bardzo zadowolona, z postępów jakie poczyniliśmy.

Kolejny miesiąc diety zapowiada się jednak trudniej… bo będę chudnąć wolniej… maksymalnie 2 kg w nadchodzącym miesiącu i będzie to teraz tylko tkanka tłuszczowa.

Ryzykiem też są nadchodzące wakacje… musimy się pilnować by utrzymać tę osiągniętą wagę a na wakacjach w hotelu all inclusive wiadomo jak jest. Poleciła nam 3 posiłki przyjemności – jemy i pijemy ile chcemy ale też dużo więcej sportu, po 2 godziny dziennie nie by schudnąć ale tylko po to by nie przytyć.

 

Z tym odchudzaniem i dążeniem do zdrowia i do zdrowej sylwetki wcale nie jest tak łatwo jak myślałam. Wręcz przeciwnie. Łatwo to to wyglądało miesiąc temu. Teraz zaczynają się schody z balansem kwasowo-zasadowym, tryptophanem na zdrowy sen, sztucznymi witaminami czy propolisem, mieszaniem strączkowych z kaszami… nie taka to prosta sprawa jak się okazuje. Badania krwi trzeba będzie przed kolejną, marcową kontrolą zrobić.

 

Ta dieta będzie nie dietą za jakiś czas a po prostu naszym sposobem żywienia, niezbędnym do utrzymania zdrowia, będzie mniej restrykcyjna, mniej pod kontrolą ale ten sposób odżywiania dla naszego dobra wejdzie nam w nawyk. Mieliśmy poważny problem z ilością spożywanego jedzenia, teraz nad nim panujemy ale pod kontrolą… z czasem ma się to stać naturalne.

Samopoczucie mamy dużo lepsze, wyglądamy lepiej, i pewnie nasze ciało nam za to podziękuje. Zresztą już dziękuje.

 

Teraz rozumiem dlaczego tyle milionów osób próbuje w swoim życiu tyle razy schudnąć… ileż to diet nie wymyślono, ileż pieniędzy na tym nie zarobiono… a rozwiązanie jest tylko JEDNO – nauczyć się zdrowo i w odpowiednich ilościach jeść, wszystko jeść.

 

Tym optymistycznym akcentem kończę dziś pisanie, wieczorem wybieramy się do kina… a ja dalej teraz do pracy.

1 komentarz:

  1. Nie jest łatwo, nie jest. Po swoich znajomych widziałem, że zrzucanie kilogramów było gorsze, niż moje tworzenie masy mięśniowej na siłowni.

    Jak udało się 2 kg to bardzo dobry wynik, choć ja jestem przeciwnikiem wielkich zmian w organizmie na raz (skóra potrzebuje troche czasu na zmniejszenie, właśnie częste sprawdzanie się u dietetyka i trudności ze zdrowiem jak się coś spaprze). W każdym razie GRATULUJĘ ;)))

    OdpowiedzUsuń