niedziela, 26 marca 2017

Francuskie wybory…Francuska codzienność. Część 76.




 

Nie wiadomo czy pisać przez duże czy przez małe « W » ?

 

W ubiegły piątek znalazłam w mojej skrzynce dwie karty wyborcze. Nasze, nowe karty wyborcze. I tym sposobem temat wyborów powrócił jak bumerang choć w mojej przestrzeni osobistej i publicznej jest go ostatnio mnóstwo.

 

Dzisiaj dostałam maila od dawnej znajomej, nawołującej do udziału w « Politycznych Café » by niejaki François Fillon, czy prawicowy oskarżony o oszustwa kandydat mógł wygrać. A wczoraj przyjaciele dzownili i nawoływali do głosowania na lewicę czyli socjalistów jako jedynych uczciwych w tej kampanii.

Przed chwilą Stéph pokłócił się ze swoimi rodzicami bo oni głosują na oskarżoną prawicę bo jest prawicą a jak nie na niego to na skrajną prawicę czyli lokalnych nazistów.

 

Wybory za miesiąc i z całego serca mam nadzieję, że będą one okazją do wymiany całej tej naszej skorumpowanej, kłamliwej i bezczelnej klasy politycznej. Oczywiście nie o totalnej wymianie tutaj mowa, bo każdy z kandydatów ma już od kilku jak nie o kilkudziesięciu lat palce umaczane w politycznej brei. Ale są tacy, którzy poznali smak innej kariery niż tylko ta polityczna i mają w swych ekipach ludzi spoza określonych kręgów.

 

Ja mam jednak z tymi wyborami inny problem, bardziej osobistej natury. A związany on jest z moim niezrozumieniem, niepojęciem, nieogarnięciem umysłowym, intelektualnym i duchowym tego faktu, że czarne można nazwać białym nie cierpiąc na daltonizm, oszustwo można nazwać działniem zgodnym z określonymi normami i standardami przy czym mianować siebie katolikiem; być oskarżonym ale głosić przed kamerami, że to Spisek czarnego gabinetu popierając jednocześnie bez mrugnięcia okiem jeden z najbardziej dyktatorskich reżimów i finansując swoje kampanie jego brudnymi pieniędzmi – ostatnie afery w Rosji. Tego wszystkiego nie pojmuję i opinie ludzi, którzy legitymują tego typu zachowania mam w pogardzie.

Wybór pozostał mi niewielki…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz