czwartek, 4 maja 2017

Pijana uczennica na lekcji ; polityczne francuskie bagno ; praca, sporty – taki codzienny misz-masz ! Francuska codzienność : Część 82




 

We wtorek rano z wielką ochotą wróciłam do pracy, do liceum. Lubię, bardzo lubię być z moimi uczniami, prowadzić lekcje, dyskutować i żartować, a czasem się wzruszać też! A tutaj niespodzianka… Dzień miałam ciężki bo lecje od 8 do 18 non stop z 2 godzinną przerwą na obiad od 12 do 14h, jak to zazwyczaj jest we Francji. I na ostatniej godzinie… lekcja od 17 do 18, wchodzi jedna bardzo dobra uczennica, rozweselona na maksa, chichocząca… Ja tam lubię wesołych ludzi, więc coś jej powiedziałam tylko delikatnie, żeby nieco ciszej bo jak mam ich 36 to trudno coś zrobić w ogólnym rozgardiaszu.

To była geografia… robili uczniwoie moi schematy geograficzne na podstawie fotografii więc krążyłam między nimi i odpowiadałam na pytania. Aż tu nagle słyszę “bum”. Lecą piórniki, wszystko rozsypane. Uczennica, którą roznosiło poległa na ławce. Pytam czy coś konsumowała… nie i chichot. Wysłałam ją z gospodarzem klasy do pielęgniarki. I… sporo alkoholu we krwi choć po zapachu nic nie wyczułam. Zawołali pogotowie, rodziców delikwentki… I tak oto po raz pierwszy w mojej karierze zaliczyłam incident związany z pijaństwem…

 

 

Głupi wybryk, jak to bywa w wieku lat 16… wczoraj przyszła z przeprosinami… eh…

W pracy ostro… końcówka roku. 7 rad pedagogicznych mam w ostatnim tygodniu maja. Lekcje oficjalnie do 9 czerwca, ale sporo wolnych długich weekendów pomiędzy. Od 14 czerwca matury, plus ustne plus poprawki. Koniec maratonu 13 lipca. Od przyszłego tygodnia zaczynam egzaminowanie na Naukach Politycznych i mam kilka tematów do przygotowania. A 30 i 31 laja mam matury ustne z historii-geografii po rosyjsku w innym liceum.

Bedę też zdawać kolejny egzamin z polskiego do klas międzynarodowych więc muszę w czerwcu przygotować pisemne dossier… ale zrobi się.

Jednocześnie wychodzi moja książka, więc też jest nad czym pracować.

Moi uczniowie też zdają matury więc się trochę angażuję… a jedna z moich uczennic zdała pisemny konkurs na Nauki polityczne! Dumna jestem strasznie!!!!!!!!!!

 

Antek też zasuwa. Kończy pierwszą klasę gimnazjum 23 czerwca. Pracuje po kilka albo i kilkanaście godzin dziennie by wszystko ogarnąć no i przede wszystkim mieć znakomite  stopnie, takie jak on lubi. Na początku czerwca Antek zdaje kolejny egzamin Cambridge, kolejny pułap z angielskiego więc ostro codziennie powtarza.  We wtorek był w szkole od 8 do 18:30 a później pracował w domu, wczoraj 5 godzin lekcji, 2,5 h pracy w domu, 2 h treningu… Z tego co widzę to tzw: dobrych francuskich rodzin z jego szkoły to zupełnie nie dziwi, uważają, że to norma by 11-12 latek do 22 pracował.  Może mają rację? Nie wiem myślę nad tym… Widzę jednak, że on całkowicie akceptuje, jakby to było oczywiste, jasność najjaśniejsza… koledzy tak robią, przyjaciele, takie jest ich życie.

 

W tym całym pędzie znajduję czas na sport. Możś nie codziennie ale tak 3-4 razy w tygodniu. Mam coraz lepsze wyniki w bieganiu… moje ciało wygląda coraz lepiej, masa mięśniowa mi się wciąż powiększa. Nawet Antek tak wysporotowany sprawdza twardość moich mięśni brzucha pięścią i z zadowoleniem kiwa głową he, he…

 

Stéph też pędzi. Ostatnie dwa dni go nie było bo po dróżkaż Cantal’u jeździ. Kontrakty podpisuje a ja się cieszę razem z nim.

 

Tymczasem w moim kraju polityczne bagno…Wczorajsza debata pomiędzy dwoma kandydatami w prezydenty nie pozostawia złudzeń. Jest tylko jeden POWAZNY kandydat między złodziejami i ekstremizmami. Zniesmaczona byłam całkowicie. I chyba pod tym względem nie ma we mnie krzyty tolerancji dla ekstremizmów wszelkiej maści a już tym bardziej dla tych, których finansuje pan Putin morderca. W niedzielę idę głosować I trzymam kciuki do wieczora by głupota i nienawiść nie przeszły. Choć to nie koniec boju… w czerwcu wybory prlamentarne więc jeszcze tutaj będzie ostro bo prezydent sam niewiele może albo tyle co nic.

 

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz