piątek, 16 czerwca 2017

Kuźwa mać czyli o moim bardzo parytetowym związku. Francuska codzienność : część 93.




 

Tak mnie dzisiaj coś napadło. No nie właściwie wczoraj koło północy, gdy po raz n-ty zasnąć nie mogłam ( a już było lepiej, było !).

 

Dzień jak codzień z początkiem maturalnego maratonu, zakupami, odbieraniem Antka ze szkoły, podziwianiem jego nagrody za konkurs matematyczny i tak dalej, i tak dalej…

Wieczór też był spokojny. Kolacja na tarasie, w końcu nie jest gorąco czyli 30°C w cieniu jak na Bordeaux ! całkiem, całkiem da się żyć ! Po kolacji moi panowie studiowali, na tarasie właśnie, przewodniki turystyczne bo montujemy naszą podróż wakacyjną  na sierpień i do regionu Pouilles czli do południowych Włoch. A ja po ćwiczeniach z sofrologii byłam na tyle odprężona, że postanowiłam obejrzeć mój ulubiony program geograficzny czyli « Przyjdę do was nocować », he, he « J’irai dormir chez vous ».

O Nikaragui było… brrr… bardzo nieprzyjazny kraj i ludzie – tak sobie wywnioskowałam.

 

Schody zaczęly się później. Antek, jak to Antek dziecko super-zdolne i nadwrażliwe zacząl około godziny 23, a szkołę miał dziś na godzinę 8, przerabiać pytania egzystencjalne. Czy umrze ? jak ? no i kiedy ? i czy aby tej nocy ? a może kiedy indziej?

 

Mi się oczy zamykają, mąż już pochrapuje, ale syn jest w jak najlepszej formie intelektualnej i z chęcią do rozważań. Na nic moje tłumaczenia a później to już rozkazy. W końcu wkurzyłam się na maksa i zamknęłam naszą sypialnię na klucz by nie przyłaził z kolejnym pytaniem. Na to on się wkuł i stojąc pod drzwiami jęczał… że on ma już tylko ostatnie pytanie, że nie przeżyje jak o tym nie porozmawiamy.

 

Ja miałam budziki ustawione na godzinę 6 bo dziś cd. Matur, pan mąż miał wstać o 7 dmej z panem synkiem ale to oczywiście ja musiałam mielić językiem i szarymi komórkami!

 

W rezultacie do godziny 3 nad ranem sen miałam z głowy bo zaczęłam mielić… I wymieliłam…

 

  1. Dlaczego to zawsze ja chodzę ostatnia spać i pierwsza wstaję w tym domu??? Do cholery jasnej!?
  2. Dlaczego to zawsze ja szykuję wszystkim śniadanie? – akurat znam odpowiedź… bo pierwsza wstaję, a dopóki nie wstanę to oni też nie wstaną, nawet w weekend… więc jak nie zrobię tego cholernego śniadnia to i tak wstanę by zrobić obiad!
  3. Obiady też zawsze robię ja i tylko ja! Po pierwsze to wolę bo lubię dobrze zjeść i o okreslonej porze po drugie mąż nie umi!

I tutaj prawda pojawia się pytanie o to co pan mąż umi?

 

Śpieszę z odpowiedzią… umi wakacje rezerwować, znajdować super oferty, negocjować… I samochód umie powadzić oraz papiery administracyjne wypełniać!

I to by było na tyle.

 

I tak myśląc o tym tej nocy coraz intesywniej… zapłakałam nad sobą… Bidula ja, biedna ja.

Bo z jego umiejętnościami skazana jestem na bycie robotem wielofunkcyjnym praktycznie każdego dnia. Czy tego chcę czy nie. Bo jak nie chcę to się rozwiodę ale robotem będę nadal bo będę sama… no przynajmniej na początku. A jak chcę no to jestem.

Wyjścia żadnego! I tak zapłakałam nad moim losem i pomyślałam sobie, że ten typ, czyli mój typ tak ma!

Im więcej kompetencji tym gorszy los! A miało być na odwrót! Ktoś tu mnie okłamał???

 

Powęszem tym moim rzymskim nosem wokół może się wyda!

 

Uczyć się kazali? No… nie do końca! Sama bardzo chciałam zawsze i co roku 1-szego sierpnia płakałam, że jeszcze miesiąc wakacyjnej mordęgi. To teraz mam za swoje. Jak człek intelektualnie nienajgorzje stoi to go się imają dziwne zajęcia i prace włącznie z pisaniem książek i tłumaczeniem tego i owego i jeszcze douczaniem własnych i cudzych dzieci.

 

Na panią domu wykształcili co to do garnka potrafi, do piekarnika, do pralki, do żelazka, do podłogi a raczej na podłogę, z guzikem sobie poradzi i rozpaleniem ogniska – dzisiaj grilla na tarasie… To teraz mam za swoje. Muszę te wszystkie kompetencje w codzienności mej francuskiej uskuteczniać bo trafiłam na takiego co to połowy nie posiada…

 

Na Panią, tak tak zadbaną Panią wyuczyli... co to i ubrać się i umalować i o sylwetkę zadbać jako tako potrafi… to i mam za swoje dbam a moja połówka poślubiona… ma problem z brzusiem bo nawet po ingerencji pani dietetyczki tego co przykazali nie aplikuje bo albo jest za zimno i za szaro, albo za gorąco, albo  w restauracji nie taki wybór jak trzeba. Wczoraj na przykład był w restauracji, codziennie jest właściwie, na obiedzie… I pożarł miskę musu czekoladowego bo… “innego deseru nie było”. Pytam więc “ a bez deseru nie mogłeś?”.

Zdziwienie…

“No jak to tak bez deseru? Przecież nawet Sarah mówiła, że mam prawo (sic!) do deseru”.

Wyciągam kartki dietetyczki przed oczy i mówię patrz, no patrz dobrze… Jaki deser masz wpisany?

“Jogurt naturalny i kostka czekolady”

 

Nie rozumie… że nigdy nie schudnie na musie czekoladowym i na porannym spaniu zamiast biegania. Ale jak w tytule Kuźwa mać! Mnie już ręce opadły, obwisły, w ziemii grzebią, szczególnie po nieprzespanej nocy!

 

Uwielbiam nasz domowy parytet! Jest modelowy! Trzeba tylko bardzo dużeeee i bardzo różoweeee okulary na nos założyć i dobrze sieę w sublimację tego modelu wpatrzeć…

 

Ktoś ma takie patrzałki? Może choć na jeden dzień pożyczyć????

4 komentarze:

  1. świetny tekst, z przymrożeniem oka, ale się uśmiałam serdecznie i od razu myślę jak to u mnie z tym jest :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje Agnieszko i owocnych przemysleń życzę!

      Usuń
  2. Ja już od dawna nie robię śniadań... Każdy robi sam sobie, jak wstanie. Gotuję, ale nie codziennie, bo nie zawsze jestem w domu. A jak już gotuję, to męża zaganiam do nakładania obiadu. Po posiłku sprzątają dzieci. Jedyny sposób, to się zwolnić z części obowiązków i nie poczuwać się do nich. Innego wyjścia nie ma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdo!
      Z radością donoszę, ze dzis odnotowałam postęp! Jak wróciłam z biegania panowie jedli! Zrbobili sobie sami i nawet mi moja zielona herbatę uszykowali. A powstali mnie brawami he, he taka czerwona byłam! Będę siebiec zwalniać z nadmiarów!

      Usuń