sobota, 9 grudnia 2017

Dwa pogrzeby. Jeden narod. Francuska codziennosc: czesc 132

W ubieglym tygodniu Francja zostala dotknieta dwoma zgonami. Najpierw odszedl Jean d'Ormesson, francuski dziennikarz i pisarz, w wieku 92 lat, ktory zmarl w nocy z niedzieli na poniedzialek, 4 grudnia. Nastepnie, we wtorek rano, 5 grudnia kraj obiegla wiadomosc o smierci znanego i ukochanego piosenkarza Johnny Hallyday czyli Jean-Philippe Smet, 74 lata. 

Postacie zupelnie rozne. Jean d'Ormesson urodzil sie ze zloty lyzeczka w dloni, w arystokratycznej rodzinie, w ktorej nigdy niczego nie brakowalo. Otrzymal elitarna edukacje. Byl redaktorem naczelnym prawicowego dziennika "Le Figaro", przyjacielem wielu wielkich tego swiata. Johnny urodzil sie w rodzinie blegijskiej biedoty. Ojciec w ogole sie do niego nie przyznal a matka oddala go na wychowanie do Paryza, do jednej z ciotek, gdyz sama nie mogla zajac sie malym chlopcem. Johnny jednak wyrosl na znakomitego piosenkarza, kompozytora i muzyka. zaczal spiewac w wieku 14 lat. Fascynowaly go Stany Zjednoczone, blues i rock and roll, motory i piekne kobiety. Jakze rozne zycia, korzenie... 
Jean-dOrmesson         Ale wydarzylo sie cos co w pewnym stopniu zjednoczylo tych dwoje wybitnych reprezentantow narodu francuskiego. Ich prawie rownoczesna smierc i HOLD jaki Francuzi oddali im jednym glosem. 
W piatek narodowy pogrzeb pisarza, na dziedzincu Invalides zgromadzil wielkich z prezydentem Macronem włącznie. Ceremonia byla transmitowana w telewizji bo ta tez na roznych kanalach poswiecila wiele programow wspominaniu wielkiego czlowieka z jego przejmujacym niebieskim spokrzeniem i tym usmiechem, za ktory ja osobiscie tez go bardzo lubilam. Bo to, ze przeczytalam wiekszosc jego ksiazek jest oczywistoscia. Jean d'Ormesson kochal zycie, celebrowal zycie i w ostatnich linijkach, ktore napisal znow spiewal jego piekno. 
"Piekno na zawsze. Wszystko przemija. Wszystko sie konczy. Wszystko zanika. I ja, ktory wyobrazalem sobie zyc wiecznie, coz sie ze mna stanie. Nie jest niemozliwym..." 
Kartka z tymi slowami zostala przekazana przez jego corke Heloise w programie "Wielka ksiegarnia" w czwartkowy wieczor. 


Podczas ceremonii pogrzebowej, prezyden Macron polozyl na trumnie pisarza pokrytej francuska flaga - OLOWEK, zwykly, zielony olowek. 
Trudno o bardziej wymowny i godny gest. 



Macron dépose un crayon sur le cercueil de Jean d'OrmessonWczoraj z koleji nasze stacje telewizyjne transmitowaly pogrzeb "popularny" Johnny Hallyday'a. Na paryskich ulicach setki tysiecy ludzi. Kondukt przejechal przez Pola Elizejski by dotrzec do kosciola Madeleine na jedna z piekniejszych mszy pogrzebowych, w jakiej przyszlo mi wziac udzial ( wirtualnie). Ludzie smiewali piosenki Johnniego wszedzie, gdzie sie dalo. Nawet w moim liceum zamiast dzwonkow na przerwy wlaczano piosenki Hallyday'a. Trumne eskortowalo ponad 700 Bikersow czyli motocyklistow, ktorych piosenkarz byl fanem. Kosciol zapelnil sie osobistosciami ale takze anonimami a cala ulica Royale az do placu Concorde zapelniona byla tlumem. 



19120936 1909905865702175 6034826812096249856 n I tutaj byl prezydent Macron jak i pozostali dwaj byli prezydenci Francji. 
Wiele przemowien, wspomnien, spiewow, modlitw i gestow, ktore naznaczyly ten dzien i to odejscie. 

Piosenkarz mial 4 zwiazki malzenskie, dwoje naturalnych dzieci i dwoje zaadoptowanych: Jade i Joy, dwie dziewczynki z Wietnamu. 

Setki tysiecy osob plakaly wczoraj we Francji odejscie tego, ktory przez 60 lat swoimi piosenkami towarzyszyl im w najwazniejszych momentach zycia. Posrod nich bylismy i my. 

I wczoraj wlasnie poczulam, ze jestem czescia tego narodu, jego kultury, jego dziedzictwa. Bylam dumna, ze jestem w jakims stopniu Francuzka, ze zyje w tym kraju, w takim kraju, ktory potrafi z taka wielka godnoscia, smutkiem i radoscia polaczyc swoich obywateli i to niezaleznie od ich pochodzenia spolecznego, wyznania wiary badz jej braku... To byla wielka lekcja czlowieczenstwa ale tez demokracji, jednosci i roznic. 

I dumna jestem z tego, ze glosowalam na takiego czlowieka jak Emmanuel Macron. Jego slowa, czyny, gesty tylko utwierdzaja mnie w dokonanym wyborze. A jego zona, Brigitte... do ktorej miano tyle uwag, glownie mizoginicznych, wszedzie pokazuje klase przede wszystkim te intelektualna oraz francuska elegancje i szyk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz