środa, 31 stycznia 2018

Smutna jestem... od wczoraj. Francuska codziennosc: czesc 146

Mialam wczoraj bowiem watpliwa przyjemnosc poznac pania nauczycielke co to na moje miejsce do pracy wroci w czwartek pierwszego marca. Pojawila sie nagle, nie uprzedzajac, w przerwie obiadowej. Mialam spotkanie umowione z jedna uczennica i musialam odwolac w trybie pilnym bo pojawila sie pani K.

Hm... bardzo glosno mowila, wrzeszczala wrecz. I jak najszybciej chciala sie dowiedziec w jakim miejscu programow zostawie moje klasy. Oczywiscie poinformowalam ja o wszystkim.
Nastepnie przeszlysmy do kwestii ocen, bo w marcu konczy sie drugi trymetr i trzeba miec oceny... tych akurat u mnie nie brakuje. Ale jakze wielkie bylo jej zdziwienie, gdy dowiedziala sie, ze oceny sa nie tylko ze sprawdzianow ale tez z pracy w klasie, z wygloszonego exposé na jakis temat, z analiz map geograficznych...

Powiedziala mi wyraznie, ze to wszystko to "strata czasu" bo ona robi tylko sprawdziany a smarkacze maja siedziec cicho, notowac i sie wyuczyc. Zmrozilo mnie z lekkka.
Ta rozmowa byla wielce nieprzyjemna bo w koncu ja tez sie wkurzylam i wypalilam co o niej i jej metodach mysle...
Jednym slowem totalny crash.

mamy zupelnie inne podejscie do nauczania, do uczniow, do programow, zupelnie innne cele, zupelnie inne  systemy wartosci... ja robie lapsusy jezykowe i zamiast "uczniowie" wale "dzieci"... bo w glebi serca tak o nich mysle. Ona na nich mowi "smarkacze, gowniarze".
Nie bedzie juz daty dnia, pracy w grupach, wypowiedzi ustnych, robienia razem projektow... nic z tych rzeczy...

Atmosfera jest strasznie gesta... moi uczniowie pisza petycje, organizuja jakies krzyki w holu na dole, interweniuja u dyrektora... to wszystko na nic bo to nie dyrektor decyduje...
Zostalam "Marsjanka" liceum i glupio mi z tym... ale najwiekszy smutek wywoluje we mnie to, ze ta cala praca, ktora wlozylam od wrzesnia by polubili moje przedmioty, by zaczeli krytycznie myslec, by smiali sie na moich lekcjach i plakali gdy temat ku temu... w kilka chwil zostanie obrocona w gruzy...
mozg mnie boli i serce tez...

1 komentarz:

  1. Oj Agnieszko, pójdziesz dalej, uczniowie też będą musieli sobie poradzić ze zmianą nauczyciela. Ciesz się z tego, ile im dałaś, widocznie nie mogłaś więcej.

    OdpowiedzUsuń