poniedziałek, 12 marca 2018

Codziennosc nie calkiem codzienna. Francuska codziennosc: czesc 158


Witam z mojego domowego biura. O jaki porzadeczek dzisiaj tutaj. Nawet jest gdzie usiasc i popisac co nieco. Niestety rzadko tak tutaj bywa, zazwyczaj pietrza sie ksiazki i papiery z kazdej strony. Czasem musze aktualny kwiatek na podloge zestawic bo miejsca mi za malo.

Czekam sobie w dalszym ciagu na ciag dalszy. Nic mnie nie boli ani nie uwiera. Pocwiczyc pocwiczylam potem sie pobyczylam robiac liste dan na przyszly tydzien, potem liste zakupow. Nastepnie przeszlam do zamowienia zakupow w polskim sklepie wysylkowym o wdziecznej nazwie "Reksio" bo na Wielkanoc zamowilam polskich kielbas, szynki i kabanosow i zurki i baranek z curku... wszystkiego za 34 euros ale musialam 18 euros doliczyc kosztow przesylki i przekroczylo nieco piecdziesiatke! Ale mam nadzieje poswietowac! Jak dodam do tego pieczona jagniecine, ciasta: babe, sernik i mazurki plus jajka oczywiscie to Wielkanoc pod wzgledem kulinarnym powinna byc taka jaka lubimy!

Trwa ciag dalszy szukania informacji i umawiania sie w sprawie zdrowia mojej mamy. W srode mam wizyte w ubezpieczalni mojej by sprecyzowac procedure, ktora jak sie okazuje latwa nie jest. Bo mama musi 3 miesiace mieszkac we Francji by dostac ubezpieczenie medyczne podstawowe, to, ktore zwraca 70% wszystkich kosztow leczenia , niejako wpisana zostanie na moje a 3 miesiace... gdy sprawy gonia to dlugo. Musze sie dowiedziec czy przyspieszyc nie moge. Bo niestety musze najpierw ja wpisac na moje ubezpieczenie podstawowe a pozniej dopiero dolaczyc do dodatkowego a dodatkowe juz dzisiaj powiedzialo, ze wpisac mame mozemy bez problemu... zaplacic oczywiscie trzeba za 4-ta osobe. Tak wiec sporo dzwonienia, wczytywania sie w teksty prawne itd...
Dowiedzialam sie przy okazji, ze jesli mama ma nizsza niz najnizsza francuska emeryture w Polsce to bedzie jej tutaj przyslugiwal dodatek... Bo najnizsza u nas jest 742 euro, ale obawiam sie, ze taka emeryture to i moja mama ma... trzeba posprawdzac. Warto jednak wiedziec, ze jak ktos ma nizsza w Polsce a bedzie zyl we Francji to dostanie dodatek, wyrownanie.
Z mama i z tata tez dzisiaj rano juz rozmawialam. Robia co moga na miejscu. Jutro kolejny lekarz. Zobaczymy jak wyjdzie i czy cos wyjdzie, co bedzie potrzebne...
Jak slysze co mama mi opowiada o sluzbie zdrowia nad Wisla czy Warta to hm... mam ochote czasem komus ostro przylac w morde, taka wsciekla bywam, nad emocjami nie panuje. Ostatnie rozgrywki ze skierowaniem w sprawie IRM i wynikiem dobily mnie do konca. Nigdy nie mialam pozytywnego zdania o polskiej sluzbie zdrowia teraz to nie wiem czy na 100% bym znalazla 1% pozytywow.
Wiem, nigdzie nie jest rozowo... ale jak slucham o tych schizach albo czytam albo dostaje wiadomosc z Pomaga sie to kosy mi z kieszeni wystaja a nad glowa ufo lataja!

Dobra, koniec narzekania... Leci jazz... zabieram sie za konkretne pisanie co to satysfakcje, radosci i troche pieniedzy przynosi.

A ponizej dzisiejszy obiadek moj i meza: salatka sledziowa: sledz wedzony (fumé), buraki gotowane, ogorek konserwowy, pol papryki, pol jablka, sos z musztardy z ziarnami, oleju rzepakowego i octu jablkowego... do tego byl talerz zielonej fasolki szparagowej na goraco tylko z kapka masla a na deser jogurt naturalny.

Ps: Powstala Polska parafia w Bordeaux. Bylismy wczoraj na mszy. Bylo... ponuro i smutnawo. Moze raz w miesiacu tam pojade... no chyba, ze poznam jakis ludzi fajnych?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz