poniedziałek, 21 maja 2018

Rodzinne organizacje czyli "no to sie zaczelo". Francuska codziennosc: czesc 182

W nadchodzaca niedziele Antek ma swoja uroczystosc "wyznania wiary" czyli "profession de foi". Zyczyl sobie bysmy zaprosili rodzine na to swieto i tak tez uczynilismy choc rodzina nasza francuska jest malutka: rodzice meza i jego brat z zona i dziecmi. 7 osob.
Zaproszenia zostaly wyslane juz kilka tygodni temu, ale jak zwykle, na ostatnia minute wychodza pewne kwiatki i kwiatuszki.

Wczoraj wieczorem moj maz wisial na telefonie ze swoimi rodzicami dobrze ponad godzine. Teraz czyli 5 dni przed swietem okazuje sie, ze oni chyba nie dadza rady przyjechac bo to jest samochodem za daleko. Moj maz a ich syn szukal wiec z nimi innych rozwiazan typu pociag - ale tu sie okazalo, ze jest za dlugo i ze jest 1 przesiadka 7 godzin; samolot - ale tu sie okazalo, ze jest za drogo 400 euros za osobe; autobus - nie ma albo trzeba sie przesiadac kilka razy.
Po czym poszly propozycje typu podzielic droge na pol i przespac sie gdzies po drodze... moj maz juz chcial rezerwowac... ale wtracila sie tesciowa, ze przeciez to bedzie kosztowac, i ze oni sie pogubia, nie znajda itd...

I tak to trwalo i trwalo...

Jak zwykle sytuacja bez wyjscia. Stéph mowil im ze skoro chca jechac za jednym zamachem a jest to 460 km to niech jada tylko po autostradach by bylo szybciej i wygodniej - 24 euros w jedna strone. To z koleji tez im wadzi bo autostrady sa platne we Francji i wyjdzie im za drogo.

Jak tutaj dogodzic? Nie wiem.

Moja szwagierka zarezerwowal juz im i rodzicom pokoje w bed and brekfast na nadchodzacy weekend choc ja zapowiadalam, ze rodzice moga spac u nas. Teraz jest znow problem z tymi pokojami bo one sa w wiosce pod Bordeaux i jak oni tam znajda? Jak dojada z powrotem do Bordeaux, jak tesc ma zaparkowac wzdluz ulicy w miescie jak on tak zaparkowac nie umie a dopiero co sobie nowy samochod kupil wiec trzesie sie by nie zarysowac...


Nie chce krakac ale cos czuje nosem, ze bede miec powazne problemy, ktore naloza sie na to wszystko co juz mam... i zamiast fajne uroczystosc znow bede miec rodzinny dramat...

chyba lepiej by bylo jakby nie przyjezdzali... tylko Antka mi zal...

1 komentarz:

  1. Doczytałam jak zwykle hurtem kilka wpisów . "Rodzina ach rodzina" - ktoś tak kiedyś śpiewał . I właściwie w tym się kryje wszystko. Co do poprzedniego wpisu ; no cóż , wyć się chce nad tym co się dzieje. Niedawno pisałam jak to z wnusią do kościoła pojechaliśmy na mszę za dziadków i ksiądz im w kazaniu nagadał , że nie ważny jest język polski, matematyka , geografia czy inne przedmioty, ważna jest tylko religia i jak potem musieliśmy to wytłumaczyć wnusi , bo "nasza pani mówi, że najważniejszy jest język polski" jak nam powiedziała. Aż mną zatrzęsło jak tego słuchałam w kościele .Rozczarowanie to chyba zbyt małe słowo na określenie sytuacji . Wychodzi, że na stare lata muszę się po raz kolejny w nowej rzeczywistości odnajdywać . Nie twierdzę, że zmiany są złe same w sobie , ale jak się zmieniać to na lepsze , anie się cofać w rozwoju. Hannamaria

    OdpowiedzUsuń