środa, 30 maja 2018

Zerwanie.

To, ze czesto dochodzi do tak zwanego szoku kulturowego czy cywilizacyjnego miedzy mna a ktoryms z reprezentantow francuskiego narodu zupelnie mnie nie dziwi. Od tak dawna jak mieszkam we Francji te sytuacja byly i sa moja codziennoscia.
Jednakze nie dotyczy to 100% francuskiego spoleczenstwa. Sa Francuzi, a raczej Francuzki z ktorymi rozumiem sie bez slow. Konwersacja sama sie toczy. Nie trzeba wkladac w nia najmniejszego wysilku. A gdy przychodzi nam sie rozstac biegniemy do swoich zajec spoznione... bo rozmowy nie udawalo nam sie skonczyc.
Tak bylo wczoraj, gdy jadlam obiad z Hélène, tak bylo dzisiaj, gdy dyskutowalam po zakonczonych maturach z Barbara. Tak jest za kazdym razem gdy widze Florence czy Anne.

Sytuacja ta jest tez zupelnie naturalna, gdy spotykam niektore Polki... z Alina czy z pania Teresa nie trzeba sie na nic wysilac, rozmowa plynie, tematy same sie zawiazuja. Tutaj jednak czesto jest jeszcze to cos czego nie ma w spotkaniach z Francuzkami... jakas taka szczerosc, otwartosc, kawa na lewe, od razu bez ceregieli, wstepow, strategii.
Moj maz zawsze to podkresla... nie jestesmy tacy sami.

Dwa dni temu zerwalam, bo tak to mozna nazwac, poprzez moj poprzedni wpis ale tez poprzez moja dojrzewajaca decyzje kontakty z rodzina mojego meza. Choc dopiero dzisiaj widze to jasno. Zastanawiam sie nawet dlaczego nie zrobilam tego wczesniej? Czy potrzebne mi byly te lata cierpienia i staran?
Kilka lat temu zerwalam, na ponad rok, kontakty z moimi tesciami. Potem mniej lub bardziej efektywnie te kontakty znow sie nieco uladzily, ale gdy spojrze na moje wpisy z poprzednich lat widze ten ogrom poswiecenia i cierpienia.

Nie musze jednak byc jego ofiara, nie musze w nim tkwic, nie musze zginac karku bo ktos rzuca we mnie rasistowskimi tekstami, bo ktos nie szanuje mojego syna i zaproszony na uroczystosc po pierwsze sie na nia spoznia a po drugie przed jej koncem jedzie sobie do restauracji i uwaza to za rzecz najnormalniejsza na swiecie! Jemu, im sie nalezy, oni maja prawo. Ba wiecej, oni maja prawo cie pouczac, moralizowac, wskazywac twoje bledy, twoj rzekomy brak entuzjazmu, brak milosci i zyczliwosci. Sami zas pozostaja bez skazy, gdy obrazaja, nie szanuja, pogardzaja, przoduja w indyferentyzmie. Gdy wyciagasz reke nie odpowiadaja. Gdy probujesz, przez wiele lat probujesz       ( moze nieudolnie) byc mila i pomocna synowa biora cale twoje ramie by je zmiazdzyc i pokazac ci gdzie jest twoje miejsce - w ich niepamieci.

Ja rowniez swieta nie jestem! Mam swoje za uszami jak kazdy czlowiek po tym padole stąpający. Potrafie jednak za swoje bledy przeprosic, potrafie wyjasnic, wytlumaczyc. Niestety potrafie to zbyt dobrze a czasem tez zbyt dlugo praktykowac.

Czas na zmiany. Czas na bycie bohaterem a nie ofiara. Czas na bycie wolnym.
Odrzucam, tak zdeycdowanie odrzucam wszystko i wszystkich tych, ktorzy mnie (czasem przez lata) obrazali, tak odrzucam wszystkie przejawy braku szacunku dotyczace mnie i mojego syna.

Potwierdzam wiec to co napisalam 3 dni temu... Zatrzaskuje mocno drzwi za rodzina mojego meza. Niech sobie zyja gdzie chca, jak chca na mnie juz nie zatancza.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz