wtorek, 12 czerwca 2018

Awantura. Kryzysu ciag dalszy. Francuska codziennosc: czesc 191

Jak to dobrze, ze czlowiek prowadzi blog! Moze sie wypisac. Dla mnie to jest akurat bardzo wazne by przezyc. Jak sie okazuje jednak dla mojego meza to "dramat"... ta potrzeba komunikacji, kontaktu z przyjaciolmi, z rodzina ewentualnie tez, ta chec mowienia prawdy, opisywania swoich emocji.

Awantura wybuchla dzis rano na tym wlasnie tle.

Wczoraj mielismy prawie trzygodzinna rozmowe bo moj maz wrocil od swoich rodzicow z lekka zalamany, w zlym humorze, zdenerwowany. W naszej codziennosci wyglada to tak, ze wciaz trze oczy i nos, otwiera usta i poklada sie gdzie sie da lozko nasze, Antka, kanapa na dole. Przy tym nic nie mowi a jak o cos zapytasz to wybucha. Wczoraj tak bylo to sobie pogadalismy bardziej konkretnie. I po tych trzech godzinach wszystko bylo w porzadku byla jasno wyrazona chec naprawy naszego zwiazku, bylo uzyte "ja chce, ja mysle, ja odczuwam".

Spojrzalam wiec nieco bardziej optymistycznie na ten caly kram i zaproponowalam restauracje na wieczor by uczcic sukcesy Antka. Zgodzil sie. Bylo ok.

Co prawda warknal na mnie o 22h, ze mam swiatlo gasic i cos mnie tknelo, ale nic noc to noc.

Leki odstawilam w sobote bo mi z mozgu robily kapec wiec mam problem ze spaniem. On podobno prawie nie spal choc chrapal. Dzisiaj rano wkurzony na maksa. Powod nieznany. Zawiozl syna do szkoly, wrocil i sie zaczelo.

A poszlo o to, ze mu wczoraj powiedzialam, ze moja szwagierka i jak przypuszczam jego brat wiedza, ze on nie pracuje bo im o tym w nerwach po antkowym swiecie napisałam. Wrzeszczal na mnie, ze go nie szanuje, ze nie szanuje jego sekretow, ze mialam nikomu nie mowic, ze moge powiedziec mojej psychiatrze, ktora widze raz na 2 miesiace i moim rodzicom bo sa daleko a tak nikomu... ze mam klamac, ze on mnie o nic nie prosi tylko o to a ja nawet tego nie jestem w stanie mu dac, ze nie ma we mnie zadnego wsparcia itd, itd...

Oczywiscie bronilam sie i przedstawilam mu po raz kolejny moja pozycje w tej sprawie. Nie przyjal. W koncu tez sie wkurzylam i krzyczalam by sie zdecydowal czy chce ratowac ten nasz zwiazek czy nie bo wczoraj byla inna rozmowa po czym kompletna zmiana i by mi powiedzial w koncu: tak czy nie?

Powiedzial tak, potem znowu wrocil do tematu, odgrzal, odgrzal stare konflikty. Potem zagrozil, ze zadzowni do wszystkich moich znajomych i im cala prawde o mnie powie, ze ja tez mam sekrety i on tez je moze swiatu przedstawic... Zasmialam sie gorzko bo ja jestem taka naiwna papla, ze wszyscy wszystko o mnie wiedza, sukcesy, porazki... nie mam nic do ukrycia, odkryta ksiega; zle i dobre uczynki, wszystko jest publiczne u mnie!

On na to, ze on sobie nie zyczy, ze skoro ja tak chce zyc to moja sprawa on nie chce. Wytlumaczylam mu po raz tysieczny, ze nie zamierzam na dachach swiata krzyczec, ze zrobil to czy tamto, ale klamac za niego nie bede i nie zmusi mnie do tego, ze ukrywac go nie bede i nie zmusi mnie do tego, ze nie powiele schematu rodzin z problemem alkoholowym ani zadnego cicho sza...

zaczal ocierac twarz swoim zwyczajem... polozyl sie w pokoju Antka i spi albo udaje, ze spi... zapadla cisza...


i nawet nie denerwuje mnie to, ze on ma pretensje, niech ma, ma prawo je miec, ja tez mam sporo pretensji... denerwuje mnie to, ze odwraca kota ogonem po kilku godzinach, ze nie mowi prawdy - podobno sie nie da mi mowic prawdy bo ja "zle reaguje" wiec on woli nic nie mowic.
ciekawe ile jeszcze tak wytrzymam?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz