sobota, 16 grudnia 2017

"Odchodzic" - bardzo ciepla i poruszajaca recenzja pani Izy.

Bardzo serdecznie dziekuje!

http://izawlabiryncieksiazek.blogspot.fr/2017/12/odchodzic-agnieszka-moniak-azzopardi.html

Odchodzić. Agnieszka Moniak-Azzopardi

TYTUŁOdchodzić
AUTOR: Agnieszka Moniak-Azzopardi
WYDAWNICTWO: wydawnictwo Novae Res, 
GATUNEK: powieść obyczajowa
STRON: 377



Zdjęcie autorskie Iza w labiryncie książek




"Kochać - jak to łatwo powiedzieć 
 Kochać - tylko to, więcej nic... "

Ten fragment piosenki Piotra Szczepanika pięknie podsumowuje treść tej powieści.
Choć chciałoby się parafrazować:
Odchodzić-jak to łatwo powiedzieć...

Książka ta wywarła na mnie ogromne wrażenie. Bez łez się nie obyło. I żeby nie było, że nie uprzedzałam...
Będę chciała namówić Cię do jej przeczytania.

Przyznam się szczerze, że na książkę trafiłam przypadkowo. Autorki nie znam, ale zainteresował mnie opis i zdanie na okładce: "Życie jest zwycięstwem wszystkiego nad nicością". 
Jak się dowiedziałam ze strony wydawnictwa autorka jest doktorem nauk społecznych we francuskiej szkole EHESS. Obecnie uczy historii i geografii we francuskim liceum oraz wykłada w Szkole Nauk Politycznych w Bordeaux i Grenoble. I toż aż się zastanowiłam: to dobrze czy źle? Przynudzi jak belfer czy porwie mnie na Wołyń? 

Powieść ta dzieje się w dwóch płaszczyznach czasowych: jedna to czasy przedwojenne i wojenne przedstawiające losy rodziny Stanisława i Antoniny, a druga to losy powojenne Henryka i jego rodziny.

Choć obie wywołują niesamowite emocje, to mnie zdecydowanie "zmasakrowała emocjonalnie" część opowiadająca o czasach przedwojennych i wojennych na Wołyniu. Przecież znam historię i wiedziałam czego mogę się spodziewać, to i tak nie mogłam spokojnie czytać niektórych fragmentów. 
Niesamowicie plastycznie ukazane życie w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku na Wołyniu. Codzienne życie, problemy i troski, bieda. A z drugiej strony miłość, ciężka praca, wiara w Boga. Życie w zgodzie z naturą i przykazaniami. Rożne religie i różne narodowości żyjące po sąsiedzku. Życie skromne i ubogie. Radość z jesiennych zbiorów i walka o przetrwanie zimy. Pierwsze potańcówki i pierwsze miłości. Czyli powszedniość codzienności.
Ale wybucha wojna i nadchodzi lato 1943 roku...
Nie napiszę nic więcej. Tylko krótko: mnie brakło chusteczek.
Niesamowite emocje, które potęguje fakt, że to nie są zdarzenia fikcyjne...

Druga część tej lektury to życie jednego z dzieci - Henryka. Życie w czasie wojny, próby odnalezienia się w powojennej Polsce, praca, żona, dzieci. I wreszcie spotykamy wnuczkę - Natalię. Tutaj niesamowicie wzruszająco autorka opisała relacje dziadek-wnuczka. Piękna miłość, której nie sposób wyrazić prostymi słowami. Młoda kobieta przemierza pół Europy aby zaopiekować się chorym dziadkiem. Troskliwie się nim zajmuje. Tu też przydadzą się chusteczki.
Ja tu jednak poczułam przysłowiową "łyżkę dziegciu w beczce miodu". Przedstawiony stosunek rodziny do osób starszych i schorowanych oraz praca służby zdrowia przyprawiają o zgrozę. Ale... Niestety tak jest. Ja wielokrotnie byłam świadkiem różnych sytuacji, które potwierdzają to, co opisuje autorka. Bo w naszym kraju nie da się, niestety, samą miłością rodziny wyleczyć schorowanych staruszków...

Odchodzić... Tytuł, który mnie się wielokrotnie przewijał w trakcie czytania.

Odchodzić można z domu, kiedy zakłada się własną rodzinę. Jak Maria.
Odchodzić można z własnego kraju, kiedy emigruje się na inny kontynent. Jak Józia.
Odchodzić można od rodziny do Królestwa Niebieskiego. Jak dwoje maleńkich synków Antoniny.
Odchodzić można też od rodziny, aby bronić swojego kraju. Jak Bolesław.
Można też odejść od zmysłów, kiedy widzi się wojenne piekło na ziemi. Jak mieszkańcy Wołynia.
Odchodzić można na wiele sposobów.

Pani Agnieszka Moniak-Azzopardi przepięknie przedstawiła tę sagę rodzinną. I choć na początku przeskoki w czasie mogą wkurzać, to po przeczytaniu stwierdzam, że to był świetny pomysł. Te zmiany opisywanych czasów pozwalały mi ochłonąć i przemyśleć to, co właśnie przeczytałam. Nienużące opisy, ciekawi bohaterowie, imponująca lekcja historii i mocno refleksyjne wydarzenia udowodniły, że powieść obyczajowa z tłem historycznym może być lekturą niesamowicie interesującą i emocjonującą.

A na koniec cytat:

"Jedna rodzina, tyle różnych losów..."

Szczerze polecam. Tylko nie zapomnij o chusteczkach.

PS. I to jest kolejna książka, która udowadnia, że bycie dobrym człowiekiem nie zależy od narodowości.

Dzisiejszy dzien rozpoczety z Chodakowska... pelen pracy i wrazen. Francuska codziennosc: czesc 137.


Wstalam dzisiaj raniutko, jak zawsze, kilka minut po godzinie 6. Dzien rozpoczelam z Ewa Chodakowska i 50 minutami gimnastyki "Slim Fit". 
Potem bylo sniadanie z wloskim Panettone, zielona herbata i kaki. Antek spal do odziny 9 wiec bylo cicho i spokojnie. Maz tylko do mnie dolaczyl, na sniadanie oczywiscie bo na gimnastyke to nie za bardzo. Tylko patrzec jak mu sie brzusio znow zaokragli!

Leniwie wzielam sobie kapiel. Pomoglam Antkowi z zadaniu z historii i z niemieckiego. Wyprasowalam rzeczy z tego tygodnia czyli 2,5 pralki jak ja to mowie. W tym czasie nastawilam obiadek... dzisiaj klopsiki wolowe w sosie pomidorowym, brukselka, awokad na przystawke. 

teraz jest juz po... i uwijalam sie z paczuszkami ciastek do podarowania i na sprzedaz - zdjecie na dole. 
Za chwile jedziemy na golfa. Antek ma trening a my pewnie kilka ruchow golfowych tez wykonamy. Trzeba sie bedzie przebrac w szatniach pozniej bo bezposrednio na 17 musimy dowiezc Antka na probe a o 18:30 drugi koncert Bozonarodzeniowy... oj bedzie sporo wzruszenia!

Tymczasem wczoraj uzupelnialm choinkowe braki... kokosowe, ciasteczka mendiant na miodzie i na bakalaich te co wyzej tez zostaly pokrojone i udekorowane ale hitem tego roku sa kulki sniegowe zrbione z marcepana z wanilia, cytryna i biala czekolada. Wrzucam przepis na bloga kulinarnego i pozdrawiam sobotnio!




piątek, 15 grudnia 2017

Produkcja ciastek i ciasteczek; Antka genialny pierwszy trymestr czyli misz masz Francuskiej codziennosci: czesc 136.


Wczorajszy dzien caly spedzilam na stazu w zwiazkach zawodowych, do ktorych jako nauczyciel naleze. I dobrze bo sporo sie dowiedzialam i nawet troche pieniedzy odzyskam bo nie wiedzialam, ze nalezy mi sie zwrot, jako nauczycielowi lotnem, za posilki. Tak wiec dwa posilki tygodniowo po 7 euro to jest 14 razem a place, na szkolnej stolowce o 1/3 mniej. Taki drobny prezent od Edukacji narodowej na kawe! Ale ciesze sie. 

Dzisiaj od rana za to energia... Od 7:30 juz sprzatalm dom, do godziny 10. Potem plotkowalam z rodzicami pijac kawe. Nastepnie zajelam sie dalsza produkcja ciasteczek: na sprzedaz i do rozdawania i do jedzenia tez. Zrobilam obiad w miedzyczasie - szaszlyki z tunczyka, pyszne, przepis wrzucam na bloga kulinarnego. Po obiedzie, poprawialam sprawdziany jednej klasy... bite 4 godziny roboty. 
teraz oddycham... i pisze sobie na blogu sluchajac Jazzu Bozonarodzeniowego!

Tymczasem syn moj zakonczyl pierwszy trymestr jako 3 w swojej klasie i przylecial w poludnie na obiad z listem Gratulacyjnym od rady pedagogicznej i od szefowej gimnazjum. Dumny strasznie. Ale my chyba jestesmy jeszcze bardziej z niego dumni!; Dziecko moje fajne wyniki osiaga, lubi sie uczyc, poznawac i ma ambicje a to jest zdrowa choroba. Tym bardziej, ze po 4 godzinach zapisywania na czerwoniasto sprawdzianow moich uczniow w wielu przypadkach zadaje sobie to pytanie Co oni robia w 1- szej klasie liceum ogolnoksztalcacego? Polowa nie ma wystarczajacych umiejetnosci i wiedzy by w liceum byc. Czesc nawet sie nie stara, nie robi tego czego sie od nich wymaga. ten nasz system jest beznadziejny w akceptowaniu zyczen rodzicow a nie solidnym oceniaiu po wynikach i zaangazowaniu uczniow. Potem mamy takie kwiatki beznadziejnosci. 
Jestem tak zla na te klase, najgorsza moja zreszta, ze im nie popuszcze, zamiast Swiat beda miec korbiaste zadanie domowe bo skoro, gdy trzeba pracowac to nie pracuja to coz... trzeba bedzie pracowac wtedy, gdy inni beda wypoczywac i swietowac. Nie lubie tego, ale nie mam wyjscia. W lutym maja egzamin z historii licealny i nie maja nawet 10 puntow na 20! Taki poziom wysoki mamy... buuuu... Tak sie konczy przepuszczanie tez z kalsy do klasy na prosbe rodzicow. Rodzicow tez pewnie trzeba by doinformowac. 

Nic to... zycie plynie dalej. Boje sie o samolot, o droge z Berlina czy da sie jechac? czy nie zasypie, zalodzi i w ogole???? ktos cos... pogoda na przyszly piateczek?

środa, 13 grudnia 2017

Sen z wiadomoscia...



Przechadzalismy sie nad brzegiem Garonny. Towarzyszyl nam moj dziadek Heniek. Byl mlodszy niz w ostatnich dniach swojego zycia. Usmiechniety i ubrany w ostatni sweterek, blektiny, kaszmirowy, ktory mu ofiarowalam. Rozmawialismy o wszystkim, smialismy sie. Antek przytulal sie do niego. W pewnym momencie pytam dziadka:
- Co ty tutaj robisz? Przeciez nie zyjesz od 2010 à mamy 2017?
Dziadek Na To:
-Jestem. To Tylko wasza percepcja.
W oczach mial radosc.
Obudzilam sie. Usmiechnelam i probowalam zamknac oczy bo chcialam z nim byc dalej, kontynuowac nasz spacer. Niestety nie udalo mi sie do niego wrocic. Bylam jednak szczesliwa, tak bardzo szczesliwa !

Przygotowania do Swiat w wersji francuskiej. Francuska codziennosc: czesc 135.


Dom udekorowany... choinka, korony na wszystkich drzwiach i oknach, swiece i jeszcze mamine Anioly cudnej urody rozpiely swoje skrzydla wszedzie! 
Z glosnikow muzyka swiateczna a to ta z Korsyki, a to ta made in America a to ta polska czy lacinska. Dzwieki, znane, cudne, coroczne! W ubiegla niedziele wybralismy sie z Helen na koncert naszych synow do Vendays Montalivet, 78 km od Bordeaux. W strugach deszczu jechalysmy i w wietrze takim ze 100 km na godzine. Ale musialysmy tam byc. Koncert cudownej urody pomimo okropnej pogody. Kosciolek wypelniony. Helen wzruszona - ona zawsze przy lacinskich koledach sie wzrusza. A ja? Wlasciwie przy wszystkich... W drodze powrotnej zabralismy chlopakow do Mc Donalda, ja nie lubie, ale oni - dzika radosc! Bylo tak milo, tak cieplo. I nasze rozmowy z Helene... niczym nie moge ich zastapic.  W najblizasza sobote koncert numer 2 a w czwartek 21 grudnia koncert numer 3. 

Tymczasem kontynuuje pieczenie, obtaczanie w cukrze i w czekoladzie... a moj syn tylko je czekoladki z kalendarzy. Na dole ten kupny w wersji staroswieckiej. 
Jutro dzien w zwiazkach zawodowych, mam wolne od lekcji. Bede sie zwiazkowo doksztalcac. 



Stan wojenny opowiedziany moim francuskim uczniom. Francuska codziennosc: czesc 134.

W ubieglym roku, dokladnie w ten sam dzien, dzielilam sie z wchodzacymi na ten blog osobami, moimi bardzo osobistymi wspomnieniami zwiazanymi z dniem wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.

Dzisiaj od rana, tez nie przestawalam myslec o tej rocznicy. A poniewaz w programie historii pierwszych klas liceum (przedostatnich jakby na polski system przelozyc) mam rozdzial o Zimnej wojnie i nowych konfliktach byla to dobra okazja do podzielenia sie z nimi moimi wspomnieniami, opiniami i analizami.

Siedzieli, wpatrywali sie we mnie, kilka dziewczyn mialo w oczach lzy... Bo wszystko to jest dla moich 16-sto latkow nowe, nieznane, niezrozumiale.
Jedna z uczennic podeszla do mnie i z oczami pelnymi lez pyta " ale jak to mozliwe, ze stoi teraz pani przed nami, zawsze usmiechnieta a jako dziecko przezyla pani cos takiego?".
Hm?... nie znam odpowiedzi na to pytanie. Zycie po prostu choc to oczywiscie banal.

Przypomnialam im wtedy jak wygladala Francja, dokladnie w tym samym okresie. W maju wybrano po raz pierwszy w historii 5 Republiki socjlastycznego prezydenta: François Mitterand. Zniesiono kare smierci. Panowal tutaj wszedzie radosny nastroj, pelen nadziei, oczekiwania na lepsze jutro, na zmiany, na reformy. Francuskie dzieci mialy swoje adwentowe kalendarze wypelnione czekoladkami. W sklepach uginaly sie polki jak dzisiaj a moze i bardziej? Telewizja nadawala filmy Disneya a ulice rozswietlily sie kolorami i dekoracjami.

U nas za to bylo ciemno i szaro. Przed sklepami gigantyczne kolejki - odsluchalismy sobie dzisiaj piosenki "Za czym kolejka ta stoi" ( tlumaczylam im slowa). Czekolady nie bylo tylko, jak ktos zdobyl, wyroby czekolado cos tam... kartki, godzina policyjna, aresztowania, klamliwe Wiadomosci wtedy Dziennik, zamiast papieru toaletowego pociete skrawki gazety a zamiast podpasek Always w najlepszym przypadku wata a gorszym pociete szmatki.
Tak szykowalismy sie do Swiat Bozego narodzenia. Cudowny czas...

Na koniec przeczytalismy razem kilka stron z komisku pani Marzeny Sowy "Marzi" i obejrzelismy tez kilka scen animowanych na podstawie tego komiksu nakreconych. Moje opowiadanie pokrylo sie z tym co w ksiazce i na ekranie.

Mysle, ze tej lekcji historii moi uczniowie nie zapomna. Taki byl zreszta moj cel.

niedziela, 10 grudnia 2017

U nas tez juz JEST. Francuska codziennosc: czesc 133


Choinko piekna jak las... pamietam taka piosenke z przedszkolnej zerowki!
Choinka znow zawitala do nas. Antek ze Stéphanem wybrali piekna epicee. Ponad 2 metry od podlogi do sufitu. W tym roku dekoracje nie na bialo a na rozno-kolorowo. Robi sie calkiem swiatecznie. Kartki wypisane. Swiece plona, lampki na choince tez i tak by sobie czlowiek usiadl i pierniczki pochrupal. Jeszcze dwa tygodnie pracy przed nami. Damy rade? Damy!
A dzis wieczorem pierwszy koncert Bozonarodzeniowy antkowego choru... jedziemy...