piątek, 24 maja 2019

Tabela laczenia produktow w diecie. Francuska codziennosc: czesc 277


Silne bialko
Slabe bialko
Bialko ze swiezych serow
Produkty maczne silne
Produkty maczne slabe (amidon)
Owoce
Warzywa
Specyficzne
Silne bialko
Tak

Tak
Tak
Nie
Tak
Nie
Tak
Nie
Slabe bialko
Tak
Tak
Tak
Tak
Tak
Nie
Tak
Nie
Bialko ze swiezych serow
Tak
Tak
Tak
Tak
Tak
Tak
Tak
Nie
Produkty maczne silne
Nie
Tak
Tak
Tak
Tak
Nie
Tak
Nie
Produkty maczne slabe (amidon)
Tak
Tak
Tak
Tak
Tak
Nie
Tak
Nie
Owoce
Nie
Nie
Tak
Nie
Nie
Tak
Tak
Nie
Warzywa
Tak
Tak
Tak
Tak
Tak
Tak
Tak
Nie
Specyficzne
Nie
Nie
Nie
Nie
Nie
Nie
Nie
Tak


Tak wyglada przetlumaczona przeze mnie tabela laczenia produktow w diecie, ktora dostalam dwa dni temu od lekarzy. 

Kategorie:

Silne bialko: mieso, drob, ryby, jajka, sery twarde...
Slabe bialko: straczkowe (ciecierzyca, soczewica, soja itd), orzechy: migdaly
Bialko ze swiezych serow: jogurt naturalny bez cukru, twarozki kozie, owcze, krowie
Produkty maczne silne: makarony, chleb, ryz, owies, jeczmien, kukurydza...
Produkty maczne slabe: platki zbozowe, ziemniaki, bataty, dynie...
Specyficzne: MIOD, Melon, arbuz

I teraz tak mozna w ciagu 1 posilku polaczyc TYLKO 3 GRUPY produktow.

Wode nalezy pic przed posilkiem i jak najmniej podczas by nie rorzedzac sokow trawiennych...

Czyli czuje sie coraz lepiej ale wszystko mi sie poprzewracalo!!! jesli o gotowanie, jedzenie i kuchnie chodzi... 
Chyba nawet sobie inaczej kuchnie uporzadkuje, wedlug tych kategorii - by bylo latwiej. 
Pizzy nie zjem, makaronu po bolonsku nie zjem, chili con carne nie zjem, zapiekanki typu quiche tez nie, chleba z miodem nie zjem, ciasta zadnego nie zjem o tortach nie wspomne ba nawet tarty owocowej nie zjem bo owocow praktycznie z NICZYM nie wolno laczyc!

Takze mamy tutaj prawdziwa REWOLUCJE!
Ale jesli mam byc zdrowa dzieki temu to oczywiscie sie ZGADZAM i PODPISUJE obiema rekami... bede musiala kreatywnosci swej uzyc by nowe receptury powymyslac. 

Dzisiejsze MENU:
Sniadanie: 5 lyzek platkow owsianych z jogurtem naturalnym 125 g, zielona herbata.
11h 1/4 melona z lyzeczka miodu
Obiad 13h: 1/2 awokado, Porcja ryby na parze Eglefin (plamiak albo lupacz), koper wloski duszony na oliwie, jogurt naturalny.
Podwieczorek: 4 lyzki musu jablkowego bez cukru i kilka malin swiezych
Kolacja: pomidor bez skorki ( pierwszy raz sprobuje od 9 dni podobno moge), mozarrella swieza di buffala, kromka chleba. 



czwartek, 23 maja 2019

Lepiej ale tyle co mam badan, zakazow i nakazow... Francuska codziennosc: czesc 275


Wczorajsze badania nic specjalnego nie wykazaly, ale sie przestraszylam z lekka bo niczego prawie nie udawalo mi sie wczoraj strawic. 

Dzisiaj duzo lepiej. Moze to za sprawa siemienia lnianego namaczanego na noc i wypijanego na czczo? Moze to za sprawa tej restrykcyjnej listy skladnikow, ktore moge spozywac? 
Trudno powiedzec. 
Dostalam wczoraj dwa nowe RDV jedno z gastrologiem a drugie z mikronutritioniste... nie wiem jak po polsku, lekarz specjalista od mikro-odzywiania? 

Dostalam tez tabele skladnikow, ktore moge laczyc. Z lekka sie przerazilam ale pewnie zrobie jakas polska wersje na bloga... Owoce osobno to wiedzialam od dawna... ale na przyklad miod tez musi byc osobno takze sobie chleba z miodem juz nie zrobie, ani z serem, ani z szynka... moge zapomniec moj zoladek tego nie trawi. 

Ba kawy poobiedniej nie moge i nie bede mogla, kostki czekolady nie moge po obiedzie tylko 3 godziny po... 
taka jest cena zdrowia i powolnego odzyskiwania energii bo narazie tej ostatniej brak. 

Na umilenie... kupilam sobie dwa nowe kwiatki do domu: hortensje domowa i kurkume! do tego w Carrefourze, gdzie bylam po nowa karafka filtrujaca do wody zakupilam kapelusz papierowy na lato za cale 12 euros i sie ciesze!

Kilogramy leca w dol jak narazie, po trochu kazdego dnia...

dzisiaj udalo mi sie zjesc:
Sniadanie kromka chleba jasnego z lyzeczka purée z migdalow i zielona herbata ale musi miec mniej niz 40°C inaczej podraznia... 150 kcal
Banan o 11h 100 kcal
Obiad: kotlet sojowy i fasolka szparagowa swieza, z wody z kropla oliwy... jogurt naturalny na deser... 500 kcal
Na Podwieczorek zjem przecier z jablek 120 kcal
a na kolacje purée z batatow i jajko na miekko 230 kcal
razem 1120 kcal a potrzebuje 1845 kcal tylko by zapewnic fukncje zyciowe organizmu... wiec... narazie tak... wiecej nie daje rady. Zobaczymy jak bedzie za kilka dni. 


wtorek, 21 maja 2019

2 kg mniej w 4 dni! Zwolnienie i kolejne badanie jutro. Francuska codziennosc: czesc 274

No to sie zdziwialam jak stanelam dzisiaj na wadze lazienkowej... 2 kilogramy mniej w 4 dni. Ciekawe co bedzie dalej bo...

na tym etapie:

- wciaz mnie boli cala jama brzuszna, ale nie tak jak w ubiegly czwartek!
- wciaz mnie pali cos w zoladku, bulgocze w jelitach, promieniuje na kregoslup
- wciaz nie odczuwam glodu czy pragnienia, mam "ceglowke" zamykajaca przelyk
- wciaz zmuszam sie do zjedzenia czegos a moge same gotowane i niedoprawione wiec...
- robie sobie posilki i je zjadam powolutku ale to nie to co jeszcze kilka dni temu...

W piatkowy wieczor moja doktor rodzinna chciala mi dac zwolnienie na ten tydzien. ja sie bronilam, ze przeciez "ça va" i ze dam rade... Wczoraj rano zmienilam zdanie.

Jutro mam dodatkowe badanie jamy brzusznej w  klinice obok...

Pyjama sama siebie: kiedy wyzdrowieje? Wyzdrowieje tak na 100%? Kiedy znow beda soba, pelna energii, rozesmiana, ta, ktorej sie chce i ktora moze i daje rade?

Deprymuje od tego wszystkiego...

poniedziałek, 20 maja 2019

Wspanialy koncert i antkowy wyjazd. Francuska codziennosc: czesc 273


Wczoraj cale popoludnie spedzilam w naszej katedrze bo mialam bilet na koncert dwoch chorow, orkiestry i solistow... a reperturar juz znacie ze zdjecia. Caly "Mesjasz" Haendel'a. W jednym z tych chorow spiewa moja przyjaciolka, Claudia i to od niej kupialm bilet po promocyjnej cenie za cale 23 euro. Cena regularna 33 euro. To drogo jak na koncert muzyki sakralnej, w gotyckiej katedrze, w ktorej akustyka pozostawia wiele do zyczenia! 

Mimo wszystko byl to cuodwny moment, muzycznej egzaltacji, ktora trwala bite dwie godziny. I gdyby nie kontrole bezpieczenstwa, ktore cala impreze o 30 minut opoznily byloby perfkecyjnie!

Na koniec rozdano nam ten fragment i cala, pelniutka katedra spiewala z chorami i orkiestra... az mi ciarki ida!

Antek tymczasem wstal o 4:30... i my razem z nim, na 5h10 byl na lotnisku i polecial najpierw do Amsterdamu. Pewnie teraz czekaja na lot do Hamburga. 
Byle bezpiecznie to reszta sie ulozy. 

Ps: zdrowie z lekka sie poprawia, ale to wciaz nie jest TO co bylo... 
Wczorajszy wieczor spedzilam z moja przyjaciolka Francesca na telefonie... eh wspomnienia



niedziela, 19 maja 2019

Niesamowita ksiazka! Rudolf Hoess w oczach psychologa. "La mort est mon métier" R. Merle.


Polski tytul "Smierc jest moim rzemioslem". 

To zbeletryzowana historia szefa obozu Auschiwtz-Birkenau, Rudolfa Hoess. Jest to jednak ksiazka historyczna, gdyz oparta na wywiadach, ktore amerykanski psycholog Gilbert przeprowadzil z nim podczas procesu w Nurymberdze. 

Ksiazka ta jest "niesamowita" jak napisalam w tytule pod wieloma wzgledami. 
Po pierwsze styl narracji: zimny, suchy, urzedniczy jezyk i to niezaleznie od tego czy Hoess pilnuje gazowania Zydow czy prosi kolege o nocleg czy atakuje na terenie Turcji podczas Pierwszej wojny swiatowej. Ten jezyk wspolgra z charakterem glownego bohatera, ktory zdaje sie nie odczuwac zadnych emocji. Calego jego zycie od dzicinstwa do ostatecznego, warszawskiego procesu jest jednym rytmem. Rozkaz - wykonanie. 

Nie umknie wam na pewno fakt, ze dziecinstwo Hoess pelne upokorzen i chlodu pozwoliloby dzisiejszym psychiatrom czy psychologm przewidziec czy zarysowac dorosle zycie Rudolfa. W tym dziecinstwie bowiem juz wszystko jest: ojciec integrysta, katolik chce by syn poszedl " na ksiedza", matka i siostry sa tak przezroczyste, ze prawie nie istnieja... nie maja zdania, nie maja gestow, nie maja zachowan. 
Od razu pomyslalam o prymowanym w Cannes filmie "Ruban blanc", ktory dokladnie opowiada dziecinstwo malych Niemcow w tym okresie. 

Rudolf slucha, wypelnia, sam nie mysli. 

Kategoryczny imperatyf. 

Ksiazka jest straszna, przerazajaca. Strony o budowaniu krematoriow i uleglosci wzgledem Himmlera przyprawiaja o dreszcze, mdlosci towarzysza lekurze o zyciu rodzinnym Hoess, ktory wiedzie je jakby rownolegle w willi w Auschwitz z zona i dziecmi. 

Teza Merle jest polemiczna ale odpowiada tezie Hanny Arendt o Adolfie Eichmanie... banalne zlo, zlo gupoty, zlo braku wlasnego zdania, zlo braku myslenia. 

Jakze go duzo wokol nas i dzisiaj. 

Weekend z koszykowka. Francuska codziennosc: czesc 272

Antek od wczoraj juz dwa mecze koszykowki zaliczyl i za chwile jedzie na trzeci. Wczoraj mial wielkie szczescie spotkac gracza NBA Elie Okobo (Phoenix, Suns) i jeszcze zrobic z nim pamiatkowe zdjecie. 

Jutro Antek leci do Hamburga na cale 8 dni... dzien matki bez syna bedzie w przyszla niedziele... 
Stwierdzam, ze cos ostatnio malo mojego syna widuje bo wciaz go nie ma...

sobota, 18 maja 2019

No niezle mnie poturbowalo. Francuska codziennosc: czesc 271

W ubiegla srode siedzialam cala bozy dzien czyli od 8 godziny do godziny 17 z minutami na maturach - klasy europejskie, historia i geografia po rosyjsku.
Siedzialam w zimnej sali, bez szklanki wody i mialam 45 minut przerwy na obiad. Okolo godziny 16 zaczelam sie juz zle czuc. Brzuch nabrzmialy i bylo mi niedobrze. Na obiad zjadlam kanapke z kurczakiem zakupiona w kafejce na przeciwko liceum.

Do domu szlam pieszo, ponad 40 minut, bo musialam pary wypuscic, szczegolnie intelektualnego zmeczenia. Jak dotarlam do domu... telefon, ze trzeba jechac na wieczor po Antka, ktory wracal z zawodow, na ktorych notabene calkiem dobrze mu poszlo! Jest 11 w skali kraju w szkolnych rozgrywkach. Pojechalam.

Noc przespalam. Wstalam kolo 6 rano jak zwykle. Pociwczylam joge, ktora ostatnio uwielbiam i po sniadaniu ruszylam zawiezc Antka do szkoly po czym do mojego liceum hotelarskiego na caly dzien pracy.

Jak tylko przekroczylam brame tego "badziewia" jak go nazywam wkurzylam sie na maksa bo mi lekcje z klasa maturalna do baraku po robotnikach przeniesli. W tej sali nie mialam zadnego sprzetu by te lekcje przeprowadzic. Panowal tutaj polmrok, podloga zasypana byla smieciem i smrod roznosil sie wszedzie. Po godzinie katorgi w tym czyms wyszlam na zielona trawke z uczniami i druga godzine w ten sposob uratowalam.

Potem byl obiad w szkolnej kantynie bo nie mialam czasu by isc gdzie indziej i tutaj zjadlam: bulke sucha, jogurt naturalny i 5 widelcy Hachi parmentier! I O te 5 widelcy za duzoooo!!!

Gdy wrocilam do domu czulam sie juz fatalnie. Musialam jechac po Antka, pojechalam, przypilnowac jego lekcji - odpytywalam go lezac na lozku!, zrobic kolacje... jemu bo ja juz nic nie jadlam tylko zwijalam sie z bolu.

Kolo 21 wrocil z Paryza moj maz i zastal mnie zlozona na pol, na kanapie.
Bol sie nasilal. Obejmowal cala klatke piersiowa, promieniowal do plecow. Zadnych innych objawo tylko ten cholerny bol. Kolo 23 h zadzownilismy po SOS lekarza. Przyjechal dopiero po godzinie.

Dal mi od razu zastrzyk przeciwbolowy i jakas tabletke. Musielismy czekac 30 minut by bol troche zelzal i by mogl mnie osluchac, dotknac w ogole do mojego brzucha. W tym czasie mialam mu wszystko opowiedziec... ale nie moglam mowic... W skali bolu od 0 do 10 w pozycji lezacej moj bol mial sile 8 punktow a gdy zmienialam pozycje dosiegal 9 punktow.

W tej sytuacji zadecydowano przewiezienie mnie do szpitala na pogotowie, gdzie trafilam okolo 4 h nadranem. Tutaj seria badan i to nie calkiem przyjemnych... szczegolnie fibroscopia i kolonoskopia...

Mam wiec wrzod na zoladku i to on tak boli... mam zapalenie zoladka w ogole i zatrucie pokarmowe... Szpital dzwonil do liceum.  Nastepnie z liceum dzwonila do mnie pielegniarka... Bedzie dochodzenie w sprawie tego czwartkowego obiadu i analizy bo jak sie okazalo... kilkoro innych uczniow skonczylo podobnie jak ja choc lagodniej bo u nich bez wrzodow...
Zastanawiam sie nad zlozeniem skargi do sadu.

Skad ten wrzod???
Oto jest pytanie... wiadomo, ze wywoluje go bakteria Helicobacter pilori ale rozwija sie tylko w okreslonych sytuacjach... albo gdy ktos duzo pali albo pije duzo alkoholu albo jest narazony na ostry stres. I tylko to ostatnie mnie dotyczy... naklada sie na to faktor genetyczny jak mi wyajsniono... moj dziadek chorowal na wrzody dwunastnicy, naklada sie na to zby duze wydzielanie kwasu w zoladku... i to jest pewnie moj przypadek choc badania jeszcze sa w toku...
Lekarz w szpitalu mowil mi tez, ze moje leki na zatoki szczegolnie sterydy mogly wplynac silnie na uformowanie sie tej zarazy... a jak wiadomo jadlam ci tego sporo ostatnio.

Jednym slowem ten rok pod wzgledem zdrowotnym jest masakryczny... moze jak przezyjemy 2019 to sie to uspokoi?

Ze szpitala wyszlam kolo 14h. Z lekami na 2 miesiace i kontrolami plus kilka rezultatow badan do odebrania jeszcze.

dzis spalam 12,5 h ciegiem... dochodze do siebie szybko. Jesc malo co moge jak narazie... ale jak nie boli to zycie wydaje sie piekne!

Dobrego weekendu.