piątek, 12 sierpnia 2016

Polska codzienność – Stare koszalińskie kąty. Część 6.

Niepodleglosci 144A







 


I to już ostatnia część polskich wakacyjnych wspomnień… ale szczególna bo związana z moim wczesnym dzieciństwem, z naszym mieszkaniem w Koszalinie…


 


Bo choć urodziłam się w Kołobrzegu to do 13 roku życia mieszkałam w Koszalinie. Najpierw w kawalerce z rodzicami i z bratem na ulicy Armii Czerwonej a później w « dostanym » mieszkaniu, również w bloku przy ulicy Niepodległości. Osiedle nazywało się Morskie czy Morska. Dzisiaj ta ulica to Franciszkańska i nawet numery pozmieniali bo my mieszkaliśmy pod 144A a teraz jest 116…


 


Za naszym blokiem był kolejny a dalej to już tylko pola i las i szosa na Mielno. Po tej drodze 13 grundia 1981 roku sunely czolgi, jeden za drugim... ten straszny obraz mam jeszcze przed oczami. Teraz wszystko tam jest zabudowane.


I mój blok nie wyglądał tak kolorowo jak na zdjęciu a był szarym, betonowym budynkiem.


Mieszkaliśmy na ostatnim, czwartym piętrze po lewej stronie. A jak się spojrzy na tylnie zdjęcie bloku to naszym był piąty balkon, zaraz nad tym jedynym ukwieconym, widocznym na zdjęciu. Hulał tutaj wiatr i szczególnie zimą mój ojciec często wychodził na dach by łapać klapę zbyt słabo przymocowaną tuż nad naszymi drzwiami. Huczało aż czasem było strasznie.


Raz tak silnie wiało, że  wchodząc do klatki, wtedy były to ciężkie metalowe drzwi dostałam nimi porządnie w głowę, miałam rozcięte czoło i bliznę mam do dziś. Innego dnia z koleji szłam do bloku obok a wiatr tak mną szarpał, że wylądowałam na płocie budowlanym ileś metrów dalej i podarłam ubranie.


 


Na naszym osiedlu był sklep Zodiak przemysłowy, dziś zastąpiony spożywczakiem, obok niego był bar Bosmański – istnieje do dzisiaj, dalej spożywczy i apteka. Na przeciwko tego mini centrum handlowego znajdowała się moja szkoła podstawowa numer 5, imienia bojowników PPR. Jest odnowiona dzisiaj i zmieniła numer i patronów ale to wciąż ten sam budynek i drzwi do niego prowadzące.  W szkole znajdowała się świetlica poświęcona pamięci bojowników PPR z portretami Róży Luksemburg, Marksa, Lenina i innego Nowotki czy Bieruta… dziwne to było miejsce…


Fajnie było znów te miejsca odwiedzić.










czwartek, 11 sierpnia 2016

Ale heca ! Wczoraj zobaczyliśmy naszego Antka w telewizji… I 2 filmowe sztuki!

TV




 


 


            A było to tak… byliśmy wczoraj w kinie na « Kolorze zwycięstwa », ale o filmie za chwilę. Po kinie było już dobrze po 21, dotarliśmy do restauracji French Burger, na alejach Tourny w Bordeaux. Tam szybka kolacja wokół baskijskiego burgera. Po jedzonku zeszliśmy na dół by uregulować rachunek, nad barem wisiał wielki ekran telewizora. I czekając w kolejce do zapłaty co widzimy – Antka na ekranie telewizora udzielającego wywiadu dziennikarzowi lokalnej TV o meczach golfowych.


Orzywiliśmy się oka mgnieniu, zaczęliśmy pokazywać Antka palcami, krzyczeć, że to nasz syn, ja w pośpiechu wyciągnęłam telefon by sfotografowac odbiornik, jednym słowem szaleństwo!


Kasjerka przestała pobierać karty kredytowe klientów i obserwowała ekran, obsługa restauracji zbiegła się wokół nas, ludzie nam gratulowali. Bardzo dziwne to było…


 


A na zdjęciu widzicie to co na ekranie TV udało mi się uchwycić, uśmiechniętą twarz Antosia kochanego… nie mogę się doczekać dziś jego powrotu!


 


Co do filmu… to film zrealizowany przez Stephen’a Hopkins’a, zankomite ujęcie histori czarnoskórego, amerykańskiego biegacza Jesse Owens i rodzącego się w Niemczech nazizmu… a istniejącego w USA rasizmu. To niezwykła lekcja dla nas ludzi XXI wieku tego czym jest: wysiłek, dążenie do celu ale też tego do czego może doprowadzić istniejący i dzisiaj na szeroką skalę rasizm jak i wszelkie wykluczające ideologie. Gorąco polecam wam ten film.


 


Kilka dni temu widzieliśmy też film “Genius” w inie, opowiadający historię amerykańskiego pisarzaThomas’a Wolf’a. Historia jego przyjaźni z wydawcą, sukcesu jak i osobistej klęski. Trudny charakter pisarza, jego choroba umysłowa a jednocześnie literacki geniusz! Jude Law gra rolę Wolf’a I jest niezwykły. Ten film również wam gorąco rekomenduję.

środa, 10 sierpnia 2016

Polska codzienność – Kuzynostwo i nie tylko. Część 5.



Antek bez Mikolaja
Uwaga - wpis zmieniony. Ze wzgledu na zgloszone zastrzezenie co do "niestosownosci zdjec Antka z ... synem mojej kuzynki ..., zdjecia te na jej prosbe, zostaly zmodyfikowane".











            Wizyta w Polsce i spotkania z rodziną to codzienność naszych pobytów w kraju. Nie mam zbyt wielu kuzynów, gdyż ojciec mój jest jedynakiem. Mam tylko kuzynów od strony maminych sióstr. Bardzo, bardzo rzadko się widujemy. Większość z nich mieszka w Wałczu, przy rodzicach. Choć mam też kuzynkę w UK ale ona od 10 lat nie przyjeżdża do Polski. Mieliśmy jednak okazję spotkać się z jej córką Różą i bardzo miło nam się rozmawiało. Mam drugą kuzynkę, która mieszka w Irlandii, ale często przyjeżdża więc co jakiś czas w Polsce się spotykamy. Szkoda, że tak rzadko ale widać w naszej rodzinie tak właśnie jest. Nie ma zbierających wszystkich razem dziadków, którzy by łączyli całą tę różnorodność w jedną całość. Babcia ma już 90 lat i charakter zupełnie niefedartywny.


 
Antek z ... zabawa w maly-duzy! w babci mieszkaniu, mojej babci..., ale po zmianach bez ....


            Antek też ma bardzo mało kuzynostwa. We Francji ma dwóch kuzynów : Appoline i Léandre. Mieszkamy w jednym kraju ale kuzyni widzą się jeden, jedyny raz w roku bo rodzice mojego męża też do federatywnych nie należą. A mój mąż jak już pisałam z bratem od lat nie rozmawia wcale. Wzajemna obojętność, niestety.


             W Polsce Antek też ma dwie kuzynki i jak do tej pory było istne szaleństwo jak się spotykali. Teraz się skończyło. Dziewczyny są podlotkami 13 i 16 lat… a Antek wciąż jeszcze dzieckiem. Jego zabawy je nie interesują a ich zajęcia nic nie mówią Antkowi. Tak więc Antek po półtora roku nieobecności w Polsce spotkał kilka razy młodszą Jagodę, nawet na rowerze wodnym z moim bratem towarzystwo popływało, ale Laurę widział krótko, tylko jeden raz i na tym się skończyło.  




            Syn mojej kuzynki ..., ... za to lat 6 niedługo i Antek bardzo dobrze się z nim dogaduje. Co prawda widzieli się tylko dwa razy podczas naszego pobytu, ale widać, że się lubią i wzajemnie odczuwają przyjemność obcując ze sobą. Wiadomo, to jest wszystko mało, bardzo mało, ale odległości robią swoje.




            Najwięcej jednak Antek spędził czasu w Polsce z kolegami : Kacprem i Ksawerym… Nie mam ich na zdjęciach… nie wiem jak to się stało, coś mi umnkęło ? Ksawery ma 9 lat i przychodzi grać na pianie do moich rodziców… rodzice zaprzyjaźnili się z rodzicami – wspaniali ludzie, bardzo sympatyczni i otwarci !; i dzieci z moimi rodzicami chyba też mają bliską więź z tego co widziałam i to jest wspaniałe… Antek bardzo polubił chłopaków, wspomina ich i tęskni. Pewnie następnym razem znów się zaprzyjaźnią a ja mam nadzieję, że kiedyś i nas odwiedzą tutaj. Antek byłby w siódmym niebie.






Na rowerze z Jagoda i moim bratem, w Koszalinie akurat...
Na 90-tce babci moj kuzyn Radek z zona Marlena, oni akurat mieszkaja w Poznaniu

Kuzyni 2
Corki cioci Mirki, moje kuzynki: Justyna, Ola, Dorota i malutka Ania, przesliczna corka Oli...


Podobny sklad... u babci w domu, wreczanie prezentow. Za Dorota zona mojego brata Pawla, Marta a obok Justyny chlopak Doroty, Piotr.

wtorek, 9 sierpnia 2016

Polska codzienność – Ukochane Ciocie od 70-tki do 102,5 lat ! Część 4.

Marysia 102,5!




 

Wizyta w Polsce to zawsze okazja to odwiedzenia najbliższych. W poprzednim poście pisałam wam o wizycie w Olsztynie, u cioci Janki, lat 85… tych cioć to ja mam w Polsce dużo więcej. Dziś przedstawię wam niektóre z nich. Moja kochane polskie ciocie…

 

Ta na pierwszych trzech zdjęciach gościła już na moim blogu kilkakrotnie bo to Ciocia Niezwykła! Niezwykła bo najstarsza mieszkanka dzisiejszego miasta Wałcza, siostra mojego ukochanego dziadka Henia, liczy sobie dzisiaj 102,5 lat!

 

Urodziła się a Wołyniu 26 lutego w 1914 roku. Była w AK, walczyła, była łączniczką, po wojnie w PRL przez wiele lat musiała się z mężem i dziećmi ukrywać eh… będzie w mojej kolejnej książce, moja ciocia Marysia… Antek ją uwielbia, ja też.

 

102,5 lat oprócz problemów ze wzrokiem i aparatu słuchowego oraz widocznych oznak starzejącego się organizmu ciocia Maria pamięta wszystko i to w szczegółach. Opowiada to co było w 1928, w 1943 i to co było wczoraj z równą sprawnością. Śmieje się, jest wesoła choć bywa skupiona w swej starczej samotności czasami. Sama robi sobie kawę, chodzi sprawnie i w ogóle jest sprawna jak na swoje lata.  

 











ciocie
Moja ciocia Urszula, z Koszalina, moja kochana chrzestna to osoba skromna ale z ogromnym sercem! Przyjęła nas po królewsku, Antka obdarowała grami, mnie książkami mydełkami very special… Spędziliśmy z nią 3 wspaniałe dni, wspominając, bawiąc się, grając a przede wszytskim dużo się śmiejąc! Od powrotu jednak nie mogę połączyć się z nią przez Skype! Ciotka co z tym Skype masz???? Brakuje mi Ciebie!
Na dwóch ostatnich zdjęciach są moje kochane ciocie, siostry mojej mamy, wraz z moją mamą i 90 letnią babcią Marysią! Ciocia Krysia, w czerwonej marynarce to starsza siostra mamy, była nauczycielka. Zawsze przyjmuje nas w Wałczu, w swoim domu gdzie jest nam dobrze i przyjemnie… Ciocia Krysia, również 70 lat, kroiła babci jubileuszowy tort, na jej 90 rocznice urodzin… Choć dzień był to, jak już pisałam niezwykle smutny bo wtedy zmarł mój wujek Bogdan, mąż cioci Mirki, mamy młodszej siostry. Widać nieco ciocię Mirkę na kościelnym zdjęciu, tuż za moją mamą. Ciocia Mirka to wspaniała osoba, kochająca mama i ciocia. Bardzo bym ją chciała przytulić bo wiem jak bardzo jej teraz trudno… Pamiętam ją z lat mojego dzieciństwa, pamiętam jej i wuja śmiech… Chciałabym by przyjechała kiedyś do nas, do Francji byśmy mogły pobyć razem dłużej…

 

Tych cioć mam dużo więcej, i pewnie będę jej dalej przedstawiać bo polskiej cioci żadna francuska nigdy nie zastąpi ale to wiem tylko ja i Antoś!

niedziela, 7 sierpnia 2016

17 rocznica naszego kościelnego ślubu !

slub 1









Przypada dokładnie dzisiaj, 7 sierpnia… ale było to w 1999 roku. Ślub cywilny zawarliśmy we Francji 18 lipca 1998 roku. A ślub koscielny w Polsce, w Poznaniu, u Karmelitów bosych. Wesele natomiast miało miejsce w pałacu w Kobylnikach pod Szamotułami i trwało dwa dni.


 


Bardzo miło wspominam te dni, wręcz z zachwytem. Bo dzień naszego ślubu kościelnego jest dla nas do dzisiaj jednym z nawjażniejszych dni ( dochodzi dzień narodzin Antka).


Odbyło się z przygodami…


 


Jakieś 3-2 godziny przed ślubem dowiedzieliśmy się, że Mszy Świętej nie będzie bo mój mąż ma tylko chrzest Iiparafia Świętego Wojciecha, znajdująca się naprzeciwko Karmelitów a będąca administracyjnym zarządzącą sakramentów odmówiła nam mszy… Poinformowali nas o tym na chwileczkę przed samą uroczystością. Ja się zupełnie tym faktem nie przejęłam ale moi rodzice byli wściekli i później dochodzili sprawiedliwości w kurii biskupiej.


 


My bylśmy tak przejęci ślubem, że dla nas było pięknie tak czy tak. Ksiądz karmelita, który udzielił nam ślubu odprawił liturgię zawierającą wszystkie części mszy oprócz podniesienia.


Były czytania po francusku i po polsku. Nasza przysięga po polsku, której Stéphane się wyuczył.


 


Na wesele udaliśmy się do pałacu w Kobylnikach – przepięknego miejsca… Powitanie chlebem i solą oraz francuskim szampanem, który wieżliśmy w samochodach z Bretanii… kolacja, torty, nocne ognisko z grilem, noc na piętrze pałacu w pokojach hotelowych dla wszystkich gości i dalej śniadanie, spacery po parku pałacowym. Pięknie było…


Kilka razy wróciliśmy do pałacu , na obiad w restauracji czy na kawę i na miłe wspomnienia…


 


Pomimo kiepskiej jakości zdjęć bo to zdjęcia starych zdjęć (tutaj) zachwycam się naszą młodością i świeżością i pięknem naszego dnia.


Suknię szyłam z surowego jedwabiu we Francji, na miarę… była z trenem, prosta, zbyt prosta jak na niektóre polskie gusty, które wolałby widziec mnie w falbanach… których szczerze nie znoszę…


Fryzure spartaczyli w poznańskim zakładzie fryzjerskim, który dziś nie istnieje… lepiej bym wygladała chyba w mych naturalnych włosach wtedy, ale było minęło… nie najgorzej…


Makijaż robiłam sama.


Kolory naszego ślubu to biały i żółty i tak była ozdobiona jadalnia pałacowa, takie też mieliśmy drażetki dla gości.


W Sali – pijalni na zielono, były alkohole i napoje, a w sali czerwonej tańce. 


Prezenty dostaliśmy wspaniałe bo zrobiliśmy listę prezentów i każdy z gości z niej wybierał, tym sposobem do dziś szczyce się polską kolekcją kryształów, srebrnymi polskimi sztućcami, świecznikami, kaszubskim obrusem…


 


Dzisiaj po 17 latach mogę napisać, że bywam bardzo szczęśliwa w moim związku. Częściaj bywam szczęśliwa niż nieszczęśliwa choć spięcia i kłopoty nas nie ominęły.


 


Wieczorem, przy zachodzie słońca, będziemy razem świętować naszą rocznicę na plaży… ze stopami w Atlantyku i kieliszkami różowego szampana, który już się chłodzi…









slub 2





sobota, 6 sierpnia 2016

Ale wczoraj prezent dostałam ! – Czyli moja historyczna pasja i trochę francuskiej codzienności. Część 33.

Mapy






 
Byliśmy wczoraj na kolacji u Claudi i Eric'a. Burżuazyjne mieszkanie w pericentrum Bordeaux, urządzone meblami z epoki napoleońskiej i ozdobione starymi książkami, mapami i innymi dziełami sztuki. To pasje Eric’a. Znów jedliśmy na zabytkowym stole pięknie nakrytym wśrod sreber, rękojeści z kości słoniowej z poprzedniego wieku, na zabytkowej porcelanie złotem ozdobionej.


Pani domu podała :


  • appéritif
  • zimny krem z groszku ze świeżymi krewetkami i rukolą
  • kotlety wieprzowe pieczone na sposob włoski pod cukinią, pomidorami i mozarellą
  • ja przyniosłam deser – tartę owocową i makaroniki
    Wszystko było suto popijane trzema rodzajami wina… ale NAJWAZNIEJSZA jak zawsze była konwersacja o … historii i współczesności.
     
    W pewnym momencie Eric wstał i wręczył mi prezent, zupełnie niespodziewanie. Odpakowałam a tam…
     
    Raport, sztabu generalnego armii francuskiej z 15 czerwca 1917 roku! Raport dotyczy sytuacji w Polsce. Jest to 38-my egzemplarz powstałego raportu, jak można zauważyć na zdjęciu tytułowym, gdyż egzemplarzy było zawsze 100 i wszystkie były numerowane. Raport liczy sobie 57 stron tekstu plus liczne, robione ręcznie mapy, przedstawiające różne aspekty Polski: zaludnienie, religie, narodowości itd.
     
    Radości mojej opisywać chyba nie muszę. Dokument jest niezwykły jak i niezwykła jest jego historia. Znaleziony został bowiem na strychu ambasady francuskiej w Sztokholmie w okresie między wojennym przez ojca Eric’a, który był dyplomatą. Następnie przeleżał kilkadziesiąt lat w skrzyni, na strychu w domu rodzinnym Eric’ż w Szwecji, poczym trafił do Niemiec podczas 2 wojny światowej i stąd na strych domu jego matki, gdzie Eric go znalazł w tym roku!
    Znalazł i pomyślał o mnie…
     
    Z namaszczeniem te kartki od dzisiejszego poranka przewracam… dowiaduję się ilu Polaków mieszkało w poszczególnych regionach w 1911 roku, ilu w poszczególnych polskich miastach, ilu powołano do służby wojskowej w 1914…
    Zaskakuje stosunkowo obszerny rozdział poswięcony kwesti żydowskiej, jej liczebności, wykształcenia, profesji, i nawet zwyczajów religijnych czy codziennych.
    Są również dane o produkcji rolniczej regionow w kwintalach… o przemyśle, emigracji i zagrożeniach…
     
    Bref, niezwykły document!




piątek, 5 sierpnia 2016

Polska codzienność – Z rodzinną wizytą w Olsztynie ! Fotoreportaż. Część 3.

Olsztyn 1
Moi kochani rodzice - w drodze do Olsztyna obiad w warminskiej karczmie, prawie pustej ale uroczej... smacznie bylo!






To był jeden z najlepszych wyjazdów podczas naszego tegorocznego pobytu w Polsce i gdyby nie okropna droga z Olsztyna do Koszalina, 115 km zrobiliśmy w 5 godzin ! bo zero informacji, roboty drogowe na całej długości… poslki koszmarek… to …


 


Podczas tego pobytu poznałam kuzynkę taty i jej meża, zobaczyłam znów po 15 latach moją ciocię Jankę… eh dużo się działo dlatego to taki trochę fotoreportaż.


Ewa i jej mąż Krzysztof to fantastyczni ludzie i mam nadzieję, że to dopiero początek naszej bliższej przyyjaźni. Dziękujemy ich za przyjęcie i za wspaniałe momenty. A rodzicom moim dziekujęmy za jazdę, towarzyszenie nam i wspaniale spędzony czas !



Po przyjezdzie wizyta w olsztynskim planetarium... bardzo fajne miejsce, sporo sie dowiedzielismy!


Nasza kochana ciocia Janka, ponad 85 lat, wykladowca i pedagog... jak cudownie bylo znow pobyc z Toba ciociu!


Olsztyn 2
Rodzinnie z ciocia, Ewa i Krzysztofem... na lewo pod oknem leza tomy napisane przez mojego wujka wspomnien, wizyt...




Na grobie wujka mojego, wykladowcy uniwersyteckiego... urodzonego w Wilnie, kuzyna mojej babci... jego mama miala piekne imie Salomea!


Stary Olsztyn.




Olsztyn 3


Olsztynska starowka i centrum miasta - prawda, ze pieknie sie prezentuja?


Antek kocha Kopernika!




Olsztyn 4
Zamek olsztynski, ktorego Kopernik bronil...




Baba pruska na zamkowym dziedzincu


Olsztyn 5


Moj bardzo przystojny Tata na olsztynskiej starowce!


Partyjka szachow czyli odpoczynek po zwiedzaniu.


Olsztyn 6
Antek bardzo przywiazal sie do wujka Krzysztofa... ostatni moment pobytu, organowy koncert w katedrze!