środa, 20 lutego 2019

No i dobrze poszlo! Francuska codziennosc: czesc 259

Jak narazie wszystko w porzadku choc oczywiscie nie wiadomo jak bedzie bo lekarz moj ostrozny jest bardzo.

Zabieg trwal okolo 50 minut. Wszystko bylo na czas i tak jak umowione. Nie musial niszczyc mostu, dostal sie od srodka do zainfekowanych kanalow i do cysty. Co na chwile obecna pozwala mi zaoszczedzic 2100 euros bo tyle kosztuje nowy most na 3 zebach albo 2 korony i implant ponad 3500 euros.

To co lubie u tego lekarza to:
1. Zawsze jest na czas, nigdy nie czekam. Umowiona godzina to godzina.
2. Zawsze jest mile powitanie, najpierw od asystentki i dalej od samego doktora
3. Tlumaczy mi minuta po minucie co robi, jakich narzedzi uzywa, po co, co bede czula... jak idzie zabieg... poza tym widze na ekranie komputera tez co i jak plus dostaje slowa wyjasnienia.
4. Ma w gabinecie rentgena, skaner dentystyczny... wiec na biezaco kontroluje przebieg. dzis na przyklad 6 rentegnow wykonal podczas zabiegu sprawdzajac etap po etapie!
5. Nigdy nie mowi "super poszlo, udalo sie" czy tego typu rzeczy a mowi... mysle, ze poszlo dobrze, ale poczekamy na to i na to... nigdy nie jest pewny w 100% tylko zaklada margines innej reakcji organizmu, tego, ze cos moze wylezc - brzydko mowiac itd...

Oczy zrobil jak spodki od filizanek jak mu opowiedzialam jak wygladalo leczenie zebow w Polsce w moim dziecinstwie...i dewitalizacja zebow bez znieczulenia, bez rentgena, na czuja... uf! brrrrrrr!

Wiec narazie czujnosc i uwaznosc.
Kontorla za tydzien w piatek i jesli ok to cd: zabiegow... Totalny obarz sytuacji bedziemy miec dopiero za kilka miesiecy... najwczesniej w pazdzierniku.

Ps/ Koszty zabiegow z ubezpieczenia zdorowtnego plus mojego dodatkowego ubezpieczenia sa praktycznie w 100% zwracane. Trzeba ewentualnie dolozyc ze 150 euros za most czy implant w zaleznosci od uzytych materialow. Reszte mam pokryta.

Za godzine zabieg na ziarniniaka numer 2... Francuska codziennosc: Czesc 258

Bedzie dobrze. Mam spokoj w sobie I wokol mnie tez.

wtorek, 19 lutego 2019

Rownamy do dolu! Czyli reforma liceum po francusku. Francuska codziennosc: czes 257



Ostatni czwartek i piatek przed zimowymi wakacjami spedzilam na obowiazkowym szkoleniu dotyczacym wprowadzanej wlasnie reformy matur, liceum i programow. Cale wypelnione po brzegi dwa dni i to oddalone o 50 km od domu. Teraz beda zwracac pieniadze za koszty dojazdu... taka francuska specyfika. 
Notatek zrobilam chyba z 20 stron...

Program szkolenia przewidywal mowienie o nowych programach... niestety o tym bylo niewiele. Na poczatek poszedl polityczno-oficjalny dyskurs inspektorki a dalej cwiczenia w grupach i pokazy "lekcji modelowych" naszych formatorek a i kolegow po fachu. 

Wiem, ze bede zupelnie musiala zmienic sposob przygotowywania moich lekcji. Oceny schodza na bardzo daleki plan i byc moze zostana zlikwidowane. Ewaluacje maja dotyczyc jak w gimnazjum umiejetnosci i kompetencji czyli capacités i compétences. Uczen ma byc postawniony w centrum systemu jako AKTOR, samodzielny aktor swoich procesow poznawczych. Jednoczesnie dyskurs ten podkresla jego calkowita autonomie na przyklad w takich kwestiach jak forma oddania danej pracy/cwiczenia.. uczen ma decydowac czy odda zadanie w formie pracy pisemnej, tabeli, grafiki czy na przyklad mapy geograficznej czy schematu. Przy tym, do zadan liczba dokumentow ma nie przekraczac 3 i tylko 1 tekst, gdyz naszym mlodym ludziom czyta sie coraz trudniej. 

Zachecano nas bezustannie do pracy w grupach, do organizowania zadan zabawnych z uzyciem informatyki a szczegolnie telefonow komorkowych uczniow, ktore sa notabene w gimnazajch zakazane w liceach zakazane podczas lekcji... na dzien dzisiejszy. To sie najprawdopodobniej zmieni. 
Nie bardzo wiem jak bedziemy to kontrolowac przy 36 osobowych klasach? 

Ale coz ja jestem bardzo "réac" czyli na stara modle, zbyt klasyczna do nowych wymagan i do nowego systemu. Bede sie starac... choc nie wiem czy mam juz przygotowywac nowe programy licealne bo nie wiem czy bede pracowac w gimnazjum czy w liceum w przyszlym roku i na jakich poziomach klas??? i w tym caly ambaras. 

Ps: Najbardziej podobalo mi sie to zdanie, powtorzone wielokrotnie: Faire émerger les critères de réussite chez vos élèves... sous forme de liste... czyli niech uczniowie sporzadza liste ich kryteriow sukcesu/powodzenia... przed kazda praca/zadaniem... mysle sobie, ze przetestuje... 4 marca z moimi uczniami, beda robic takie listy... zamiast lekcji! ups?

Piekny i smieszny film "Green Book" czyli bylismy wczoraj w kinie!

Nominowany wielokrotnie do tego rocznych Oskarow, wspanialy film Peter'a Farrelly opowiada prawdziwa historie czarnoskorego pianisty Don Shirley. 
Jest rok 1962. Stany Zjednoczone oddychaja segregacja rasowa ( az chce mi sie napisac tak jak dzisiaj Francji oszpeca sie antysemityzmem i antykatolicyzmem! sic! choc natura tych zjawisk jest zblizona to jednak ich zasieg inny!). Don Shirley pomimo swojego ogromnego talentu i fortuny pozwalajacej mu na mieszkanie w luksusie nad Carnegie Hall w Nowym Yorku postanawia zmierzyc sie z biala publicznoscia poludniowych stanow. Ma dwu miesieczne tournée... i droga tego torunée jest jednym z glownych bohaterow filmow. 
Tony Lip Vallelonga - bialy kierowca Shirley'a zatrudniony na czas koncertow wydaje sie byc czlowiek z epoki Cro-Magnon, choc jest bialym, wloskim imigrantem to... niestety kultury nie ma za grosz. Jesc nie umie, pic nie umie, wiedzy zadnej nie posiada, ubrac sie nie potrafi do tego kradnie, klnie i po gebie leje "wrogow". 
Zderzenie tych dwoch postaci jest komiczne ale tez bardzo TRAGICZNE... Bo jakze zestawic te dwie postaci w jednym spoleczenstwie podzielonym do granic toalet, lozek hotelowych i stolow z jedzeniem? 
Tytulowa zielona ksiazka to przewodnik turystyczny dla czarnoskorych z lista hoteli i restauracji, gdzie moga sie przespac i posilic. 

Jakze tragiczne i ciezkie jest zycie czlowieka, ktory opuszcza swoja "rase", klase spoleczna by zyc inaczej? ten film stawia to pytanie z ostroscia niezwykla, cieta jak jezyk dialogow znakomitego scenarzysty Nick Vallelonga. 

Gra pary aktorow: Viggo Mortensen i Mashershala Ali - znakomita... wiec i nominacje do Oskarow i innych Globow mnie nie dziwia! Polecam. 


poniedziałek, 18 lutego 2019

Zaufac niani? Z cyklu przeczytane "Chanson douce" Léïla Slimani


Zaufac niani, ktora zabije jej dzieci, dzieci Myriam... Ta powiesc to thriller choc jej tytul nawiazuje do najbardziej chyba znanej francuskiej kolysanki, spiewanej od pokolen maluchom "Une chanson douce que me chantait ma maman..." . Delikatna, czula piosenka rozpoczyna sie od slow "Le bébé est mort" czyli niemowle nie zyje. 

W homepatycznych dozach Leïla Slimani odkrywa zwyczajnosc dramatu, ktory ma sie rozegrac. Niania jest idealna. Wszyscy jej Myriam i Paul'owi zazdroszcza. Dziecmi zajmuje sie perfekcyjnie, domem jeszcze lepiej... ale kim jest wlasciwie Louise? 

To powiesc o naszych czasach, o milosci i o edukacji w naszej, francuskiej koncepcji rodziny i relacji spolecznych. To raport o dominacji takiej jaka rozgrywa sie w naszym spoleczenstwie... Jakze trudno byc zatrudniajacym... jakze trudno wymagac, byc autorytetem ale tez nagradzac. gdzie lezy ta cienka granica pomiedzy szacunkiem, uznaniem a pogarda wynikajaca z przynaleznosci do takiej a nie innej klasy spolecznej, kulturowej, finansowej? 
To serce tej intrygi, problem MIEJSCA zajmowanego i przyjmowanego w ukladzie spolecznym, ktory we Francji latwy nie jest! Nie chodzi tutaj tylko o miejsce niani, ale tez o miejsce ojca i matki, relacji rodzicielskiej i malzenskiej. Co oddac w rece niani co zachowac dla siebie? 

Ta powiesc to niezwykla ilustracja wspolczesnej francuskiej rodziny, rodziny paryskiej ale tez piesn o tym jak trudno poznac, znac osoby, ktore dla nas pracuja, jak zlo kryje sie za perfekcja i za banalnoscia. 

Zaluje tylko, ze nie poznalam przeszlosci Louise... ze nie zrozumialam do konca choc mam pewne przypuszczenia... sensu jej gestu... zabojstwa dwojki dzieci. 

Piasek z plazy... Francuska codziennosc: czesc 256


Dzis rano wskoczylam w spodnie, ktora mialam na sobie wczoraj, na plazy, na polwyspie Cap Ferret, z moich podwinietych nogawek wysypal sie piasek... Jak latem z wielkiem torby plazowej, ktora porzadkuje na tarasie. 

Piekny dzien mielismy wczoraj. Luty nie luty, bylo 20°C. Zaraz po obiedzie ruszylismy na cypel i nie tylko mielismy ten pomysl. Korki byly momentami dosc znaczne. Ale coz... nie ma wiekszej przyjemnosci niz spokojne siedzenie na piachu, na plazy i wsluchiwanie sie w lekkie uderzenia fal... bo ocena wczoraj wygladal jak jezioro... Niebo razilo blekitem, ptaki koncertowaly a zapach kwitnacej mimozy spowijal wszystko. W duszy wiosna. Luty nie luty! a co to za roznica! Ocieplenie klimatu mamy... 

Na kolacje przywiezlismy ostrygi, prosto od hodowcow. Kazdy po 12 sztuk ze wspomnieniem plazy zupelnie juz niezimowej. 








niedziela, 17 lutego 2019

Wakacje zimowe; zloty medal Antka; wiosna, staze i inne zmiany! Francuska codziennosc: czesc 255


W piatek wieczorem rozpoczelismy zimowe, dwutygodniowe wakacje. W tym roku z powodu braku urlopu u Stéphan'a nie wyjezdzamy. Wczoraj za to odwiezlismy Antosia do dziadkow, ktory spedzi 2 tygodnie najprawdopodbniej w Bretanii. Dziadke kupil bilety na mecze futbolowe, jutro kupi mu jakis sportowy szalik, bede razem grac w ping-ponga i w koszykowke. Wczoraj juz podobno kilka partyjek baby-foot zaliczyli. Moi tesciowie maja sale gier w domu i tam maja i baby-foot i bilard i stol do ping-ponga itd... W polowie drugiego tygodnia ma dolaczyc do nich Diana wiec Antek sie cieszy. Przy okazji spotkania z nimi dowiedzielismy sie, ze brat mojego meza zakupil ogromna wiejska posiadlosc pod Paryzem za prawie 2 miliony euro. Tesciowie byli nieco przerazeni ta suma i tym luksusem. 

W tym tygodniu Antek wygral kolejny truniej regionalny w badmintona i w srode przyniosl zloty medal. Ja zaliczylam 2 dni stazu zwiazanego z reforma liceum, programow i matur, ale o tym napisze osobno. 
Wyslalam tez w ubieglym tygodniu moje kandydatury do szkol europejskich, w tym zrobie te do liceum Alberta I w Monaco. Pracy mam mnostwo i nie wyrabiam sie, ale co zrobic takie zycie jak mowi moja mama!

Tymczasem wiosna rozgoscila sie na dobre... pola sa zielone, w gniazdach siedza bociany, w Royan, nad ocenam kwitna perwiostnki, anemony i bratki. Temperatura wczoraj dosiegla 19°C... rano bylo 16 i po zachodzie slonca o 19 godzinie nadal bylo 16. Luty czy nie luty? Podobno byl taki luty we Francji w 1960 roku. 
Trzeba stwierdzic, ze zyc sie chce... od tego slonca, kolorow i spiewu ptakow. Dzis kolejny wyjazd, zaraz po obiedzie nad ocean. 
Pozdrawiam niedzielnie!