niedziela, 29 maja 2016

INCYDENT


Coś bardzo dziwnego dzisiaj się stało. Pierwszy raz byliśmy świadkiem takiej sceny. Otóż pojechaliśmy rano na mszę świętą do kościoła Świętej Eulali, w której pracuje nasz drogi ksiądz Didier Monget, ten który Antka chrzcił.

A tam były dzisiaj chrzty na mszy – wielka rzadkość we Francji bo chrzty są zazwyczaj po mszy… Na drugie czytania z obecnego tłumu wyszła młoda mamusia. Fryzurę miała lata 80, krótki przód i kilka wiszących kłaków na szyi z tyłu, taka artystyczna nierównowaga. Kobieta była ubrana w bardzo ładną zieloną sukienkę ale też bardzo mini sukienkę.

Wyszła i zaczęła czytać. W pewnym momencie pomyliła się i zamiast « coupe » w znaczeniu kielich przeczytała « soupe » czyli zupa. I w tym momencie wybuchnęla śmiechem, przed mikrofonem, przed całym kościołem. Rechotała tak kilkadziesiąt sekund…

 

Ksiądz spokojnie czekał aż się uspokoi. To jednak nie następowało. Kobieta zbiegła więc ze schodków rycząc ze śmiechu i wróciła na swoje krzesło. Czytania nie skończyła. Ludzie patrzyli na siebie z lekkim zażenowaniem. Ksiądz wstał i dokończył czytanie.

 

Dziwne to było. Była to bowiem matka jednego z chrzczonych dzieci.

Jakiś niesmak mi pozostał. Ale najostrzej zareagował mój mąż… który stwierdził, że następnym razem jak jest jakiś chrzest albo komunie na mszy to on wychodzi bon a te uroczystości przychodzą ludzie, których nogi znajdują się w kościele kilka razy w życiu i kórzy nie potrfaią się zachować ani uszanować świętego miejsca… więc on ma dość… bo żadna to modlitwa ani skupienie tylko cyrk…

Francuska codzienność – WYCIECZKI SZKOLNE i… podatki (przy okazji). Część 20.




Antoni wybiera się ze swoją klasą i pozostałymi dwoma klasami, ostatniego poziomu w jego podstawówce, na tzw : zieloną szkołę czyli na wycieczkę szkolną. Wyjazd został przewidziany na 13 czerwca i będzie trwał cały tydzień do 17 czerwca. Powrót jest przewidziany późno wieczorem.

 

Zgodnie z programem nauczania w tej klasie, dzieci jadą do Owerni czyli krainy, francuskich, wygasłych wulkanów. W sumie dobrze się składa bo byliśmy tam w ubiegłym roku latem więc Antek zna teren. 5-dniowa wycieczka została zaplanowana wiosną, ubiegłego roku, podana do wiadomości rodziców na zebraniu we wrześniu. We Francji to normalny proces, gdyż wszystko organizuje się z dużym wyprzedzeniem.  

 

Dzieci będą przebywać w centrum wakacyjnym, w pokojach 2-osobowych z łazienkami. Przewidziano osobne piętro dla dziewczyn i osobne dla chłopaków. Z Bordeaux wyruszą 2 autokary bo są 3 klasy po 32 uczniów w klasie. W centrum zakwaterowania mają zapewnione śniadania, codziennie dostaną pinkik na obiad – bo obiady są w drodze, przy zwiedzaniu, kolacje na miejscu w centrum.

Program przygotowany przez nauczycieli jest bogaty bo dzieci zwiedzają non stop, praktycznie całymi dniami, wyjeżdżają z kwatery o 8h30 rano a wracają na 19h. W czwartek przewidziano BOOM czyli coś w rodzaju potańcówki.

 

Co wolno?

-          zabrać aparat fotograficzny ale ten papierowy czyli “jetable” jednorazowy

-          zabrać gry planszowe, karty (piłki, pinkpong i badminton są w ośrodku)

-          przygotować koperty ze znaczkami – będą wysyłać kartki do najbliższych

-          zabrać cukierki – ale będą one wrzucone do wspólnej puli i rozdawane codziennie po kolacji w ilościach ograniczonych. Nie ma, że każdy dla siebie, w walizce, po kryjomu.

Co jest zakazane?

-          telefony komórkowe, tablety i gry elektroniczne

-          zabieranie pieniędzy – suma została ustalona na 10 euro kieszonkowego na jedno dziecko maksymalnie. Ta suma ma być w kopercie z imieniem i nazwiskiem dziecka, oddana nauczycielowi na tydzień przed wyjazdem. Nauczyciele zarządzają pieniędzymi i dają je dzieciom, gdy te chcą coś zakupić.

Tak więc nie mamy bezpośredniego kontaktu z dziećmi podczas wycieczki. Co wieczór za to na specjalnej “czerwonej linii” zostawią oni nam wiadomość do odsłuchania… co się wydarzyło w ciągu dnia, co robili… Uważam, że to bardzo mądre. Zresztą co roku prawie się z tym stykam.

 

Koszt wycieczki 325 euro od dziecka. Wszystkie dzieci jadą, gdyż nawet jeśli rodzice mają problem z finansami i uprzedzili o tym we wrześniu szkoła zorganizowała pomoc i dofinansowanie. W Antka szkole czy na chórze nie dopuszcza się w ogóle takiej możliwości by jakieś dziecko nie jechało z powodu braku pieniędzy. Szuka się rozwiązań i zapewnia wyjazd każdemu dziecku.

 

 

I tym sposobem dochodzę do podatków… Właśnie Stéph podliczał i robił deklarację przez internet… I przerażenie mnie ogarnęło bo mamy do zapłacenia kilka tysięcy euro we wrześniu choć już pierwszą 1/3 żeśmy zapłacili… Koszmar, ile to kosztuje buuuu….  A ja sobie myślałam, że na wakacjach trochę powydaję. Nic z tego. Zdzierają z nas, he, he choć w sumie skoro się je płaci to znaczy przecież, że się też zarabia… jednak mimo wszystko te sumy są wysokie i trochę stresujące. Na Antka przysługuje nam 50% osoby podatkowej to zawsze coś. Mamy też trochę upustu ze względu na datki charytatywne, związkowe (zawodowe) i inne właśnie na szkołę, wycieczki dzieci…

Muszę ochłonąć…

sobota, 28 maja 2016

Francuska codzienność – WYCHOWANIE SEKSUALNE. Część 19



 
Miałam wczoraj wieczorem okazję uczestnić w zebraniu rodziców w antkowej szkole. Pierwsza część zebrania dotyczyła wycieczki szkolnej tzw : zielonej szkoły przewidzianej na cały czerwcowy tydzień od 13 do 17 czerwca. Ta część zebrania dotyczyła około 90 rodziców bo aż 3 klas CM2 – ostatnich podstawówki i trwała dosłownie 25 minut. Ale o tym jutro…
 
Druga część zebrania była poświęcona wychowaniu seksualnemu dzieci. Otóż w ostatniej klasie podstawówki czyli dla dzieci w wieku 10 lat przewidziano dwa popołudnia,  podczas których maluchy otrzymają elementy wiedzy o : życiu uczuciowym, o dojrzewaniu, o seskualności, o ciąży, porodzie i również o separacjach, rozwodach i osobach mających różne orientacje seksualne.
 
Bardzo byłam ciekawa tego zebrania i nie zawiodłam się. Jak sobie przypomnę moją edukację w tej dziedzinie to znaczy jej brak to śmiać mi się chce… cieszę się, że w Antka szkole ( bo podobno, jak zwykle, nie w każdej szkole bierze się tę część edukacji pod uwagę) podchodzi się do sprawy poważnie, z wyprzedzeniem, naukowo ale też z wyczuciem.
 
Kto to robi?
 
Stowarzyszenie CLER, uwnane przez państwo ale mające we Francji wyraźne katolickie zabarwienie jest mobilizowane w szkołach prywatnych do tego typu edukacji. W jego skład wchodzą doradcy małżeńscy,z wykształcenia lekarze, psychologwie, pedagodzy. Organizacja ta interweniuje od podstawówki po liceum, a dla starszej młodzieży 17-22 lat proponuje krótkie kilkudniowe staże poświęcone tej problematyce.
 
Jak to się odbędzie w Antka szkole?
 
2 popołudnia, po 3 godziny. Dzieci zostaną podzielone na 6 grup. 3 grupy dziewcząt i 3 grupy chłopców. Grupy wspólne są dopiero w klasach maturalnych.  Chodzi o wytworzenie dość intymnego klimatu… animator dziewcząt będzie kobietą a chłopców mężczyzna, z tych samych przyczyn.
Seans zaczyna się pokazaniem kilku filmów: seks chłopców i dziewcząt, rozwój w okresie dojrzewania, ciąża, antykoncepcja itd To są specjalne filmy dla dzieci, w tym wypadku kreskówki. Wczoraj widzieliśmy kilka, znakomite są bo nie brakuje im humoru! Po filmach dyskusja a przede wszystkim odpowiedzi na zadane przez uczniów anonimowe pytania.
 
Czemu ma to służyć?
 
Chodzi o przygotowanie dzieci do okresu dojrzewania i do zmian jakie zajdą w ich ciałach i w ich psychice. Jest niezwykle ważne by zrobić to wcześnie, z wyprzedzeniem zanim dzieci nie zetkną się z falą przemocy medialnej, pornograficznej tudzież agresją co lepiej pod tym względem rozwiniętych osobników.
Chodzi również o przekazanie, jak najwcześniej, pozytywnego wizerunku seksualności jako część normalnego, ludzkiego życia.
 
Ideologiczny czy poglądowy wymiar przedsięwzięcia?
 
Pomimo tego, że CLER, przyznaje się otwarcie do preferowania katolickich norm i wartości,  wiedza przekazywana dzieciom ma więcej wspólnego z biologią i z medycyną. Podano nam zresztą listę publikacji do wglądu dla dzieci i dla nas rodziców. Dlatego mówi się owtarcie o antykoncepcji (kościół katolicki we Francji nie zabrania stosowania antykoncepcji, z wyjątkiem antykoncepcji wczesnoporonnej), o świadomym rodzicielstwie i planowaniu rodziny, o odpowiedzialnej miłości i seksualności, nawet poza związkiem małżeńskim, o seksualności inaczej, nie jak o czymś zakazanym ale jak o czymś naturalnym, nad czym kościół pracuje… tak to wczoraj zostało sformułowane. Ostatnia część refleksji poświęcona została rodzinom rozbitym i czasem na nowo złożonym, z innymi ich członkami.
 
Najbardziej spodobało mi się pozytywne, w każdej dziedzinie pozytywne podejście. Spodobał mi się też szacunek, branie pod uwagę wrażliwości dzieci i w tym przede wszystkim działanie z wyprzedzeniem a nie po fakcie, jak już będzie za późno…
 
Bo trzeba wiedzieć, że we Francji dojrzałość seksualna dzisiaj to 15 lat… niestety nie jest to jeszcze dojrzałość emocjonalna. Problem w tym, że w tym wieku już 15% młodych Francuzów ma za sobą stosunki seksualne. I z roku na rok ten próg się obniża. Mają więc rację ci, którzy myślą i edukują wcześniej, dużo wcześniej.
 
 

czwartek, 26 maja 2016

Francuska codzienność – Matury z rosyjskiego we Francji. Część 18.

szkola
Moj przyszly maturzysta...







 


W ubiegły wtorek, po raz pierwszy w mojej karierze nauczycielskiej we Francji siedziałam w komisji egzaminej na ustnych maturach z języka rosyjskiego.  Było to dość dziwne doświadczenie.


 


Na 2 miesiące przed egzaminem dostałam oficjalne pismo tzw: convocation czyli wezwanie na egzamin jako członek jury. Gdy się takie pismo dostaje to niestety nie można nie przyjść, nie można odmówić. To jak ROZKAZ. Eh te francuskie układy…


Ale napiszę, że ja się szczerze ucieszyłam. Kolejne doświadczenie.


 


Stawiłam się więc jak przykazano o 7h30 rano w liceum Camille Julian w centrum miasta Bordeaux. Zaparkowałam i poszłam do centralnego budynku, który przypomina zameczek, tam mieści się siedziba dyrekcji liceum. Od samego początku miło zaskoczona była zachowaniem przechodzących po dziedzińcu uczniów, których nie znałam, ale którzy witali mnie wszyscy jak jeden mąż “bonjour”.


O, pomyślałam sobie, jak dobrze wychowani! I od razu porównałam ich zachowanie z zachowaniem moich aktualnych gimnazjalistów, którzy potrafią cię popchnąć na terenie szkoły bo akurat biegną o innych incydentach nie wspomnę. Nie ma w moim gimnazjum “dzień dobry”.


 


W budynku dyrkecji wręczono mi za to dość pezpardonowo teczkę z dokumentami: tematy, dokumenty do wypełnienia, listy… podano mi numer sali i nazwę budynku, gdzie miał odbyć się egzamin. Na moje pytania co do procedury, członków jury itd… jak mi wyraźnie dano do zrozumienia, nie znano odpowiedzi.


Tak wydaje się to absurdalne, ale nikt mnie nie poinformował jak dokładnie ma ten egzamin się odbyć.


 


Poszłam więc do sali licząc na to, że ktoś w moim jury będzie bardziej doświadczony ode mnie…


W sali pusto. Normalna sala klasowa, żadnego zagospodarowania na potrzeby matury. Zaczęłam więc sama ustawiać stoły i krzesła. Po czym spostrzegłam, że przecież uczniowie mają 20 minut na przygotowanie się, ale gdzie mają się przygotowywać skoro przydzielono mi jedną klasę???


Zadzwoniłam do dyrektorki obiektu, która nie była zbyt sympatyczna, dając mi wyraźnie do zrozumienia, że jej przeszkadzam. Było już za 5 ósma i nikogo wokół mnie.  


Dyrektorka oświadczyła mi, że uczniowie przygotowują się w tej samej Sali, w której inni uczniowie w tym samym czasie zdają więc mówią… bo tak we Francji jest i koniec.  Aha, odparłam zdesperowana… Co z członkami jury… Oświadczyła mi, że to nie jej problem, że ona nie jest kuratorium i nie ona decyduje ilu jest członków jury więc może jestem sama, tylko o tym nie wiem?


Podziękowałam za “pomoc” i odłożyłam słuchawkę.


Pojawił się pierwszy uczeń… I ku mojem wielkiemu zdziwieniu był to SYN mojej koleżanki Nathali, Paul! Jasny gwint przebiegło mi przez głowę… Paul zbladł z lekka. Pośpieszyłam z uspokajającym słowem, mówiąc mu by się nie martwił, że pójdzie dobrze. Kilka sekund po nim dotarli inni uczniowie – 8-mu zdających mature z historii-geografii po rosyjsku czyli z klasy europejskiej. Nadal jednak byłam jedynym członkiem jury.


 


Było już 10 minut po ósmej a my wciąż niczego nie zaczeliśmy bo… bo czekałam na co dalej. Zadecydowałam jednak, że koniec czekania, poprosiłam pierwszą uczennicę o wylosowanie tematu i zaprosiłam ją do 20-sto minutowego przygotowania się. W tym momencie wleciała do Sali zdyszana kobieta, której nie znałam a która okazała się być drugim członkiem jury, nauczycielką rosyjskiego. Trochę mi ulżyło.


 


Ustaliśmyśmy harmonogram poranka, kto o której godzinie wchodzi, kiedy wypełniamy protokoły.


Egzamin szedł, normalnym trybem. Poziom uczniów poza dwoma wyjątkami niski, niski… co drugi rzeczownik i czasownik źle odmienione… “Kali mówić po rosyjsku”. Tematy były dość trudne i dokumenty mało wspomagające wypowiedzi uczniów ale nie ja to przygotowywałam tylko paryska wierchuszka.   Atmosfera była dobra i daliśmy zdać wszystkim oprócz jednej uczennicy, której poziom był katastrofalny.


 


Skończyłyśmy egzaminować o 12h25. I…. Od 7h30 do 12h25… NIKT NIE PRZYSZEDL, NIKT NIE ZAPROPONOWAL NAWET SZKLANKI WODY – to mnie zaszokowało najbardziej. Tyle godzin mówienia, pytania o suchym pysku i zero zainteresowania ze strony dyrekcji szkoły.


Po tym czasie musiałyśmy jeszcze w pokoju nauczycielskim zgrać wszystkie opinie i oceny na specjalnym site kuratorium a o 14h obydwie musiałyśmy być w pracy w naszych szkołach, po drugiej stronie miasta.  Bo kuratorium uznało, że pół dnia wystarczy i dalej powrót do normalnej pracy…  Gdy poszłyśmy znów do zameczku oddać teczkę z dokumentami pani dyrektor wzięła dokumenty, powiedziała “merci i au revoir”. Żadnych zbędnych pytań… po co?


 


Byłam zniesmaczona albo wręcz wściekła… moja koleżanka z jury również. Widać we Francji tak to się odbywa… mordka w kubeł i do pracy… bo wynagordzenia za to nie ma oczywiście. Wchodzi w zakres obowiązków. I punktów za to też nie ma by jakąś lepszą i stałą pracę dostać… a za ból pleców są! A to Francja właśnie!


 


Gwozdziem był telefon od mojej koleżanki Nathali, mamy Paul’a… która w dość dziwny sposób przypomniała mi, że kiedyś we Francji byłam NIANKA a teraz na maturach egzaminuję!!! Wow! Nie wiem czy brać to za komplement czy za głupią uwagę???


piątek, 20 maja 2016

Francuska codzienność – Gra aktorska Antka i innych. Część 17.

katedra spektakl





 


Znowu się będę chwalić pewnie, ale mam czym… Wczoraj w naszej katedrze Świętego Andrzeja z okazji jej 1000-lecia oraz z okazji roku Miłosierdzia ogłoszonego przez papieża Franciszka odbył się wielki spektakl – taki “fresque historique”, w 7-mu odsłonach.


 


Mój Antek był jednym z aktorów. Grał wraz z innymi chłopcami i dziewczynkami z ich szkoły małych kominiarzy, dzieci ulicy z XIX-wiecznego Bordeaux, którymi zaopiekował się błogosławiony ojciec Chaminade, założyciel ich szkoły zresztą.


Spektakl opowiadał historię 3 wielkich postaci naszego miasta z lat rewolucji francuskiej i krótko po niej. Dwóch kapłanów i jedna zakonnica założyli zakony i towarzystwa duchowe, które działają do dzisiaj. Ich nazwiska znajdują się na tytułowej stronie programu – zdjęcie n°1.


 


Prace nad tym ogromnym przedsięwzięciem – zaangażowano 3 chóry (w tym ten antkowy też), pół diecezji, trzy róane szkoły od podstawówek po licea, profesjonalnych tańcerzy… trwaly od poczatku roku szkolnego.


Katedra pękała w szwach, wszystkie miejsca były zajęte. Oczywiście cały przód przed zaimprowizowaną sceną był zarezerwowany dla oficjali, jak zwykle, dla radia i telewizji. Siedzieliśmy trochę daleko by mieć dobrej jakości zdjęci, ale trochę ich mamy, w tym filmic kilkusekundowy.


 


Antoni jak zwykle rozbawiony z Maxence – to ten z którym grają “zawodowo” w tenisa, i równie “zawodowo” grają razem w lokalnych teatrach. Bardzo podobała mi się jego scena i jego głos. Wiadomo jak wszyscy rodzice jesteśmy starsznie dumni z jego osiągnięć.


 


Spędziliśmy super wieczór… dotarliśmy do domu przed 23 h a nazajutrz szkoła na 8h30… więc znowu mój Antek wykończony ale szczęśliwy!


Nicole  i Pascal dali z siebie wszystko – ich nauczyciele teatralni i muzyczni w szkole .


A na końcu spotkaliśmy jeszcze wielu przyjaciół w tym dawno niewidzianego księdza Didier Monget!!! Antoni był niezwykle wzruszony, że ksiądz, który go chrzcił był na jego spektaklu.


W rezultacie zaprosiliśmy ojca Didier na kolację…


 


Pozdrawiam już week-endowo.






czwartek, 19 maja 2016

Francuska codzienność – Brak wychowania. Część 17.




Oj taka mnie dziś nieciekawa refleksja naszła… Bo od dwóch lat pracuję już w piątej szkole i obojętnie w jakim mieście, w jakiej dzielnicy, czy to w gimnazjum czy to w liceum… w naszych szkołach panuje szeroko tolerowany brak podstawowych zasad wychowania.

Nie wiem czy w innych krajach też tak jest, ale we Francji tak właśnie jest.

 

Bo jak inaczej nazwać to…

 

Stoję pośrodku klasy, tłumaczę co uczniowie mają zrobić, jakieś zadanie, wypracowanie, mental map czy inne  ćwiczenie i w tym samym czasie jedna panienka podnosi ramię bo akurat bardzo pilnie musi wyrzucić mikroskopijny papierek do kosza na śmieci. Jeden podnosi rękę krzycząc prawie “Madame, mais Madame” i dosłownie w tej samej minucie masz dwóch czy trzech innych i każdy krzyczy “Madame!”.

Nic to, że ja coś tłumaczyłam, że są uczniowie, którzy czegoś słuchali i coś chcieli zrozumieć. To jest nieważne! Najważniejsze jest NATYCHMIASTOWE zaspokojenie ich potrzeb, pytań czy czego tam jeszcze.

 

Apogeum – oglądamy jakiś film dokumentalny, w czasie filmu ktoś się wyrywa “Madame, ale w jakim kolorze mam podkreślić temat?” a temat zapisany i podkreślony od kwadransa i robimy ewidetnie coś innego z czym będzie związane kolejne zadanie więc uwaga jest konieczna by zrozumieć… Nic z tego! Ja mam TERAZ pytanie i TERAZ mam uzyskać odpowiedź.

 

W takich momentach wybucham, jak wulkan…

 Albo zieję lawą cynizmu i w sposób niewybredny daję krzykaczom do zrozumienia, że zachowują się niestosownie… tego mnie nauczyła moja Nathalie czyli nauczycielka, która opiekowała się mną jak byłam stażystką. Ta metoda działa najlepiej, z lekka sie ponabijać, zawstydzić krzykacza, wtedy dociera.

Albo wybucham dosłownie, ze szkodą dla mojego zdrowia psychicznego… przerywam film, tłumaczenia… każę wrzeszcząc delikwentowi wstać i z całą uprzejmością odgrywam scenę raz jeszcze albo każę uczniom odegrać… “ siedzicie w domu na kolacji, są goście, babcie, ciotki, dzieci, rodzice i toczy się rozmowa… np: o śmierci dziadka a ty ( delikwent) zaczyna wrzeszczeć mamo albo babciu bo chce wyrzucić ogryzek do śmieci albo żąda by nalano mu wody, teraz, natychmiast”.

Po scence pytam “tak się w domu zachowujecie, tak się to u was odbywa?”… Zazwyczaj zdumienie, 99% odpowiedzi – “nie, no wiadomo, że nie”…

Aha, to dlaczego w klasie wolno?

 

Brak podstawowych zasad wychowania to wspólna cecha większości francuskich uczniów. Mam wrażenie po rozmowach z kolegami, że jest coraz gorzej. Rodzice nie uczą dzieci, że czeka się na swoją kolej, że są jakieś zasady współżycia w społeczeństwie, że się nie przeszkadza celowo…

Najbardziej zadziwia mnie to, że na codzień kupując chleb czy nawet jadąc samochodem po ulicy tego raczej nie widać ( no chyba, że mam szczęście) każdy “proszę, przepraszam, dziekuję, przepuszczam, czekam cierpliwie… to co z tymi dzieciakami???

Nie wiem, ale często nerwy tracę na to zwykłe, codzienne chamstwo w klasie. Karzę i owszem, wywalam z moich lekcji tych najbardziej dokuczliwych. Średnio na 30 uczniów jest 2-4 dobrze wychowanych, widać to od razu, na pierwszej lekcji a cała reszta do… poprawki… Ja, ja i jeszcze raz ja, najpierw i natychmiast ja!

środa, 18 maja 2016

Francuska codzienność – Testy Cambridge dla dzieci i marzenia o Harvardzie. Część 16.

Harvard







Ale mieliśmy radość wczoraj ! Antek wrócił po szkole i po próbie chóru jak na anielskich skrzydłach. Od progu wykrzyczał do mnie :


« Maman super poszło »…


 


Wiedziałam, że dobrze mu pójdzie bo był po prostu dobrze przygotowany. Uczymy się angielskiego od kilku lat a codziennie robimy to od dwóch lat, systematycznie, zaledwie 10-15 minut dziennie ale właśnie codziennie, w niedziele też !


 


Antoni miał wczoraj w swojej szkole testy Cambridge. Całe popołudnie pisali test pisemny a następnie byli kierowani do sal i zdawali od razu egzamin ustny. Z antkowej klasy na 32 uczniów do testu dopuszczono 22. Pozostała 10-tka nie zdawała bo nauczycielka ich niedopuściła z powodu zbyt niskiego poziomu. Antoni opowiadał nam wczoraj cały podekcystowany, że wszyscy zdający bardzo się stresowali. Dwóch zostało przyłapanych na komunikacji podczas testu pisemnego i zostali natychmiast wyproszeni z Sali. Muszą czekać rok by zdawać jeszcze raz.


 


Na pisemnym teście Antek nie zrobił ani jednego błędu uzyskał więc 45 punktów na 45 i 5 gwiazdek… następnie na ustnym popłenił 2 błędy w swoich wypowiedziach. Czyli 43 punkty na 45.


Bardzo był z siebie dumny i my z niego też.


 


Następnie, przy kolacji, z całą stanowczością stwierdził, że egzaminy to jednak “całkiem łatwa rzecz”.


 


Zaczęliśmy wspominać nasz pobyt w USA i na Harvardzie… Antoni marzy bowiem o tym by tam kiedyś studiować… no albo tam albo na Standford… takie ma skromne ambicje! Ja życzę mu tego z całego serca! Niech studiuje choćby na Harvardzie!





Z tata przed jedna z harvardzikich bibliotek


Z mama przed pomnikiem John'a Harvarda uwazanego za zalozyciela uniwersytetu.

niedziela, 15 maja 2016

Francuska codzienność – O chłopcu, który nie przestaje pracować czyli o szkole. Część 15.

antek







 Jestem od kilku tygodni coraz bardziej zaniepokojona moim Antkiem. Jest zdrowy. Jednakże od wielu tygodni obserwuję, że ten mały 10 letni chłopiec non stop pracuje. Nie żeby praca sama w sobie była zła… Ale wydaje mi się, że takie obciążenie pracą jakie on ma, szczególnie w szkole jest zbyt intesywne. Dodając do tego jego treningi, konserwatorium muzyczne, chór i teatr Antek nie ma bardzo mało czasu na odpoczynek. Jemu to najwyraźniej nie przeszkadza, ale my, rodzice trochę się martwimy.


 


W ubiegły czwartek wieczorem dostrzegłam u Antka skrajne zmęczenie, zdenerwowanie, niecierpliwość. Zaproponowaliśmy mu z mężem, że skoro ja w piątek nie pracuję, bo nie mam lekci, to mógłby Antoni zostać w domu… odpocząs, wyspać się, tak po prostu nic nie robić.


Antek przyjął naszą propozycję z zafrasowaną miną. I powiedział, że on to sobie przemyśli. Trochę naciskałam na niego by został w domu – przyznaję się bez bicia.


 


W piątek rano mój syn wkroczył do naszej sypialni zaraz po 7 i stwierdził, że on idzie do szkoły. Ręce mi opadły. Gdybym ja mialam 10 lat I mama zaproponowala mi "nie idz do szkoly" to... odpowiedz bylaby zupelnie inna!


 


Nie wiem jak do niego  mówić by zrozumiał, że nie może pracować całymi dniami a szczególnie się przepracowywać? Antoni jest strasznym perfekcjonistą. Ma teraz we wtorek test Cambridge z angielskiego… uczy się do tego testu dzień w dzień. Bo on codziennie uczy się angielskiego nie tylko wtedy gdy ma lekcje w szkole. Teraz nadokładał sobie próbnych testów, trenuje też egzamin ustny bo dla niego każda ocena poniżej 20/20 albo 19/20 to… porażka. I to obojętnie z jakiego przedmiotu.


 


Nie martwi mnie to, że Antek chce wszystko zrobić i zaliczyć jak najlepiej. Uważam, że to jest dobre mieć w sobie zacięcie, silną wolę, sporą dozę odpowiedzialności za to co się robi i wielkie pokłady intelektualnej czy sportowej uczciwości. To co mnie martwi to nie dostrzeganie zmęczenia, zdenerwowania zbyt dużą ilością zadań. W końcu nie wszystko musi być perfekcyjne… Chciałabym bardzo bym chciała by Antek pozwolił sobie od czasu do czasu na poleniuchowanie, nie pójście do szkoły, nie zrobienie czegoś… na obejrzenie programu w TV czy pogranie w piłkę nie na zawodach, nie z kimś tylko ot tak…


 


W nadchodzącym tygodniu znowu jest masa pracy… dobrze, że jutrzejszy dzień jest wolny to coś się nadgoni… ale


we Wtorek jest szkoła i próba chóru po niej. Antek pracuje od 8h30 do 18h30 ma tylko 30 minut na obiad bo ma też teatr. Od 6 czerwca zaczyna grać sztuki w teatrze Pergola w Bordeaux


W Środę, nie ma szkoły ale od rana Antek robi lekcje, następnie 11 leci na trening tenisowy 1,5 h, później obiad, zaraz po trening fzyczny. Z treningu fizycznego jedziemy do katedry bo Antek ma próbę spketaklu na czwartek do 20h30…


W czwartek – szkoła, po szkole katedra, próba i spektakl o 20 na 1000-lecie naszej katedry.


W piątek szkoła, po szkole lekcje, muzyka i trening tenisa wieczorem o 19h.


W sobotę – konserwatorium 2 godziny, trening golfa po obiedzie 3 godziny,


W niedzielę turniej golfa 4-5 godzin… i lekcje i nauka i msza…


Stanowczo za mało czasu na luz bluz… ale jak sam Antek ( bardzo dorośle) twierdzi: “ jak się czegoś w życiu chce maman, to trzeba dać z siebie wszystko i, i tak nie wiadomo czy coś z tego wyjdzie”…

piątek, 13 maja 2016

Francuska codzienność – Być nauczycielem : rekrutacja, zarobki, warunki pracy. Część 14

dyplom







 


Pomyślałam sobie, że powinnam napisać kilka słów o zawodzie, który od kilku lat tutaj, we Francji wykonuję. Wiele osób w Polsce, w tym moich najbliżyszch, nie rozumie panujących nad Sekwaną warunków pracy i zasad rekrutacji tej sporej grupy społecznej jaką są nauczyciele.


System francuski jest inny od polskiego.


 


Zostać Nauczycielem we Francji:


 


  1. Trzeba na początek skończyć 5 lat studiów wyższych i to obojętnie w jakiej dziedzinie, gdyż rekrutacja nie odbywa się na podstawie uzyskanego dyplomu tylko poziomu wykształcenia. Ja na przykład uczę geografii, ale nigdy jej nie studiowałam. Ostatnie lekcje z geografii miałam w polskim liceum!
  2. Następnie należy zapisać się na konkurs narodowy. Zapisy są jesienią. Pierwsza, pisemna część konkursu ma miejsce na wiosnę w marcu/lutym. Jeśli zyska się odpowiednią ilość punktów przechodzi się do egzaminów ustnych. Te odbywają się w czerwcu i w lipcu w jakimś mieście we Francji dla wszystkich kandydatów z całej Francji. W moim przypadku było to Chalons en Champagne. Bardzo daleko od Bordeaux!
  3. Wszystkich nauczycieli od przedszkola czyli école maternelle (3 rok życia dzieci) do matury obowiązują konkursy, z odpowiednim programem.
  4. W zależności od konkursu jest różna liczba kandydatów na jedno miejsce…


Na historii-geografii- Wos – było nas ponad 6000 kandydatów na 563 miejsca czyli około 10 kandatów na jedno miejsce. Po pisemnych jest duży odsiew, zostaje 3 kandydatów na jedno miejsce.


  1. W  zależności od konkursu ( nauczyciel przedszkola i podstawówek; CAPES do gimnazjów i liceów, Agrégation do gimnazjów i liceuów) są różne typy egzaminów. Moje pisemne to były 2 dni po 7 godzin pisania na podany temat i rysowania map geograficznych. Po przejściu pisemnych i po zakwalifikowaniu na ustne jedzie się tam gdzie trzeba  i z moich przedmiotów obowiązywały 3 egzaminy ustne w ciągu 3 kolejnych dni. Losuje się tematy i w ciągu 5 godzin przygotowuje lekcje ale akademicką z historii, z geografii i ostatni egzamin zdaje się z teorii bycia “funkcjonariuszem czy urzędnikiem państwowym”, z etyki zawodowej.


 


Warunki pracy:


 


  1. Po zdaniu całego konkursu i uzyskaniu lokaty konkursowej (miejsce klasyfikacyjne)    zostaje się nauczycielem stażystą na rok lub 2 lata. Dostaje się przydział do pracy odgórnie z kuratorium ale w regionie, z którego zdawało się konurs… obecnie to duże geograficznie regiony Francji. Pracuje się na pół etatu i następnie na cały etat i 1 dzień w tygodniu ma się szkolenie z pedagogik, psychologi itd.
  2. W ciągu lat stażu przychodzi do nas na jedną z lekcji inspektor, który nas ocenia – to tzw: ocena pedagogiczna. Liczy się ona na 60 punktów maksymalnie, na samym końcu kariery. Od niej też zależy nas stopień w hierarchii czyli echelon. Zaczyna się od stopnia 1, po 3 latach nauczania stopnie zmieniają się też z tytułu lat pracy… ale idzie to wolno. Ja dopiero jestem na 4 stopniu… zaliczyli mi trochę tego co robiłam przed byciem belfrem.
  3. Otrzymuję się też co roku ocenę administracyjną od szefa szkoły w której się pracuje, albo dla nauczycieli lotnych tzw: TZR jak ja! (Titulaire sur une zone de remplacement) od szefa szkoły, od której się zależy administracyjnie. Ta ocena to maksymalnie 40 punktów. Ale w jednym roku można dostać makysmalnie 0,5 punkta !
  4. Miejsce pracy zależy od liczby punktów…


-          50 punktów dostaje się za samą tytularyzację czyli po okresie stażu, przysługują one jednorazowo.


-          100 punktów otrzymuje się za bycie w związku małżeńskim


-          150 punktów otrzymuje się za każde dziecko


-          100 punktów za każde 3 lata pracy


 


By uczyć w regionie Bordeaux, który rozciąga się na 7 departamentów trzeba było mieć w moim roku konkursowym 273 punktów – by tylko wejść… Za to w regionie paryskich blokowisk czy na północy w Pas de Calais wystarczy mieć 21 punktów…


 


By dostać pracę w szkole w samym mieście Bordeaux, na historii-geografii, trzeba mieć minimum 880 punktów. Czyli szanse moje żadne by dostać pracę blisko domu. Dlatego jestem nauczycielem, dla którego przydzielono zonę departament Gironde, największego we Francji… trzeba jeździć, czasem daleko.


 


Najwięcej punktów, czasem zupełnie bezpodstawnych przysługuje za choroby i upośledzenia. Na przykład jak uda się udowodnić przed komisją lekarską, że ma się straszne migreny upośledzające funkcjonowanie czy prowadzenie samochodu to od razu ma się : 800 punktów!


 


Natomiast jak się ma więccej kompetencji niż wymagane, dodatkowe dyplomy czy dobre rezultaty w pracy nie przysługuje NIC!


 


  1. W tym roku skończyłam mój dodatkowy dyplom z języka rosyjskiego i specjalizacji by móc uczyć w klasach miedzynarodowych i europejskich… ale musi być miejsce… narazie nie ma. Więc nie wiem czy kiedykolwiek ten dyplom do czegoś mi posłuży. W tego typu klasach nie obowiązuje bowiem rekrutacja punktowa tylko na drodze specjalnej…  Trzeba mieć jednak dużo szczęścia.
  2. Młodzi nauczyciele lądują więc w bardzo ciężkich zonach blokowisk na około 7-8 lat, średnio. Nauczyciele ze stażem i wiekowi mają komfotrowe pozycje w miastach, w dobrych szkołach.


 


ZAROBKI:


 


  1. W zależności od stopnia heirarchii otrzymuje się odpowiednią pensję.
  2. Za najniższy stopień przysługuje zaledwie 1334 euros brutto. Na końcu kariery dościga się raptem 3000 euros brutto.
  3. Francja znajduje się na 24 miejscu w 2010 roku pod względem zarobków nauczycieli. W Europie jesteśmy w ogonie. Co więcej zarobki nauczycieli we Francji systematycznie spadają. Pensje nie są podnoszone i stosunek cen do zarobków sprawia, że zarobki nauczycieli od 2010 do 2015 roku spadły o 9%!
  4. Jeśli tak jak ja jest się nauczycielem TZR to przysługuje nam za każdy dzień przemieszczenia się do szkoły, w której uczymy, koszty dojazdów.


Ja miałam 39,99 euro dziennie za dojazdy nad ocean, teraz mam tylko 5 km do gimnazjum więc przysługuje mi 15,5 euro za każdy dzień dojazdów.


Jak się jest TZR i akurat nie ma dla nas pracy to i tak dostajemy pensję.


 


Pomimo tych wszystkich niedogodności…


 


-          będąc nauczyciele we Francji jest się nim do końca życia. Nikt nie może nas z tej pracy wyrzucić. Mamy pensję do końca, do emerytury. Co ma swoje dobre i złe strony.


-          Bardzo lubię tę pracę! Jak narazie… lubię kontakt z uczniami, lubię uczyć i jak do tej pory moi uczniowie to doceniają, zaskakują mnie cudownie.


 


sobota, 7 maja 2016

Mój « nowy » samochód… będzie !








 Od kilku miesięcy chodzi za mną ten samochód… Fiat 500, malutki, zgrabniutki, śliczniutki, akurat dla kobiety, do miasta. Jężdżąc już któryś rok z rzędu moja wielką ( w porównaniu do fiacika) Meganką mam trochę dość.


 


Miałam sprzedać Megane i kupić Fiacika zimą, później wiosną w rezultacie nastąpi to chyba dopiero jesienią. Tymczasem mój mąż… czekając na swój nowy samochód służbowy dostał na cały miesiąc maj – Fiata 500 ! Jak przyjechał z pracy 2 maja tym cudeńkiem bielutkim, skorzane ( częściowo siedzenia), skórzana biała kierownica, spory GPS i te wykończenia to mi oko « zzieleniało » z zazdrości ! Tak, tak, taka wredna jestem !!!


 


W ubiegły czwartek czyli swięto Wniebowstąpienia, które to jest dniem wolnym we Francyji wsiadłam za kółeczko i powiozłam rodzinę do Arcachon, nad ocean na cały dzień. Było popołudniu prawie 30°C.  A my zatrzymaliśmy się w golfie w Arcachon, skorzystaliśmy  z super pysznej i taniej restauracji w porze obiadowej a widoki mieliśmy o takie… sosny, zatoka Arcachon w dali… powiało wakacjami.


 


W drodze powrotnej prowadził Steph stąd ta jego noga i kawałek szortów na zdjęciu…


 


Chcę Fiacika !!! najlepiej jasno-różowego jak cukiereczek albo jasno niebieskiego…


Nic, zwariowałam…


nowy samochod



wtorek, 3 maja 2016

Moja Konstytucja 3 maja 1791 roku.

Wszyscy otyli ? W 2025 roku ?




 

Ekipa naukowców pod dyrekcją profesora Majid Ezzati przestudiował korpulencję ponad 19 milionów dorosłych w 186 krajach od 1975 do 2014 roku. Wyniki ich badań w marcu tego roku opublikował «  The Lancet ». Jeśli przypomnieć, że Indeks masy ciała jest w normie, gdy  zamyka się w przedziałach 18,5 – 25 kg/m2 to co poniżej oznacza niedowagę a to co powyżej nadwagę lub wręcz otyłość. ( Nalezy przypomniec, ze IMB nie jest jedyna miara… )

 

Wniosek z tych badań jest JEDEN… liczba otyłych bardzo szybko rośnie. Średni Indeks wzrósł z 21,7 w 1975 roku do 24,2 w 2014 roku.

 

W 2014 roku było na świecie 10,8% otyłych mężczyzn i 14,9% otyłych kobiet.

 

Naukowcy orzekli, że jeśli otyłość będzie rosła w takim samym tempie to w 2025 roku będzie już 18% otyłych mężczyzn i 21% otyłych kobiet na świecie.

 

W 1975 roku było na świecie dwa razy więcej osób z niedowagą, szczególnie w krajach tzw : Trzeciego Świata. Jednkaże w 2025 roku na świecie będzie znacznie więcej kobiet otyłych niż tych z niedowagą.

 

Otyłość spada w krajach rozwiniętych i tzw : bogatych a rośnie w krajach średnio rozwiniętych.

W Polsce problem otyłości dotyczy ponad 20% dzieci przed 18 rokiem życia. I tym samym Polska zajmuje miejsce w światowej czołóce, gdy o otyłość dzieci i nastolatków chodzi a i pierwsze na świecie, gdy o 11 latków chodzi (Dane WHO).

We Francji 6,6 mln osób ma nadwagę bądź cierpi na otyłość czyli 14,5% populacji. I aż 18% dzieci ma we Francji nadwagę.

 

A wśród 10 populacji, które mają największy odsetek osób otyłych mamy :

1. Stany Zjednoczone 33,3% populacji

2. Chiny 4,4% populacji ale to 46 milionów

3. Indie 3,8%

4. Rosja 24,1%

5. Brazylia 16,2%

6. Meksyk 26,9%

7. Egipt 35,9%

8. Niemcy 24,3%

9. Pakistan 13,6%

10. Indonezja 6,8%...

poniedziałek, 2 maja 2016

Koniec wakacji - czyli Wracam do pracy.

Koniec wakacji - czyli Wracam do pracy!

I sie Ciesze! Bo w koncu bede miec blisko. Dostalam " przydzial" z kuratoirum. Bede kontynuowac prace w gimnazjum alé juz nie 56 km od domu, nad oceanem a w miescie. Mam 5,4 km do pracy. Za Co przysluguje mi 15,2 euro dziennie za dojazdy. Plan lekcji tylko na 4 dni, piatki wolne. I mam tylko 13 godzin zamiast 18. Placony mam oczywiscie pelen etat. W Czwartek mam np tylko jedna lekcje od 10 do 11h po czym zaczynam week-end.
Jednym slowem poszczescilo mi sie i to Bardzo!

Francuska codzienność – Francuzi i ich KUCHNIA oraz GOTOWANIE. Najnowsze wyniki badań. Część 13.




 

Ipsos zrealizował ostatnio badania dotyczące z grubsza rzecz ujmując francuskiej kuchni. I potwierdzają one to co widać nad Sewkaną, Rodanem i Garonną na codzień – Francuzi uwielbiają gotować i jeść i przywiązują do tego ogormną wagę, gdyż dla ponad 40% Żabojadów kuchnia=PRZYJEMNOSC.

 

2 Francuzów na 3 uważa, że bardzo dobrze i dobrze gotuje. Zaledwie 5% to kuchenne “zera”.

 

Kuchnia, którą lubią Francuzi?

 

Dla 94% to kuchnia regionalna tzw: kuchnia terytoriów, z terytoriów czyli “cuisine du terroire” z takimi daniami jak potrawka z cięleciny, wołowina po burgundzku czy bretońskie naleśniki z mąki gryczanej.

Francuzi dzielą się mniej więcej po równo na zwolenników dań słonych i słodkich.

A ulubionym produktem Francuzów jest SER! dla 62% przed czekoladą, owocami i mięsem.

 

Jak kupują jedzenie Francuzi?

 

Świeżość, świeżość i jeszcze raz świeżość produktów. To najwyżej oceniane kryterium produktów spożywczych. Produkty również dla 80% Francuzów muszą być sezonowe. Jednakże tylko 40% Francuzów konsumuje żywność eko czyli BIO jak to się określa we Francji. 40% Francuzów uprawia warzywa, owoce, zioła przy domu, na balkonach, parapetach, tarasach i w ogrodach.

 

Czym dla Francuzów jest kuchnia?

 

Ponad 40% = przyjemność

22% = higiena życia

20%= obowiązek

7% = rozrywka

6% = pasja i nic z tego…

 

Co Francuzi gotują sami, w domu?

 

76% - gotuje w domu zupy

61% - przygotowuje w domu sosy

42% - robi samodzielnie ciasta na tarty, pizzę

40% - robi w domu konfitury


 

I na koniec Francuzi są bardzo kreatywni przy garnkach bo aż 75% wymyśla swoje przepisy I eksperymentuje! A gotować się uczą od najmłodszych lat… jak mój Antek. He, he…

niedziela, 1 maja 2016

Francuska codzienność – Week-endy. Część 12.

golf





Z pewnością nasze, rodzinne week-endy nie należą do jakiś wyjątkowych, ale z ogólnym francuskim trendem mają to wspólnego, że są mega aktywne, sportowe zazwyczaj albo kulturalno-przyjacielskie, czasami wypadowe (najczęściej nad Ocean) a przede wszystkim Kulinarne !


Tak, tak we Francji stól i to co na nim  to są sprawy najważniejsze! Jak pisałam kiedyś to dzień rynków, kupowania, próbowania i smakowania bardziej niż kościelnej mszy czy liturgii.


 


Nasz dobiegający do końca week-end był mega aktywny.


Na początek szkoła Antka. Antoś ma kilka sobót w roku, w które chodzi, porankami do szkoły. Tak też było wczoraj i z tego powodu musieliśmy odpuścić konserwatorium muzyczne bo akurat jest w tym samym czasie. Znowu dostaniemy list z pouczeniami i pogróżkami, że w konserwatorium obecność obowiązkowa. Wzięliśmy już jednak na tę nieprzyjemną okoliczność list ze szkoły potwierdzający obowiązek szkolny. Zresztą z konserwatorium chcemy w przyszłym roku zrezygnować bo co za dużo to niezdrowo. My rodzice chcemy dla naszego syna a on się upiera, że będzie kontynuował. Nie wiem kiedy, chyba o 3 albo o 4 godzinie nadranem?


 


Wczoraj w szkole dzieci dawały drobny teatralny spektakl. Stąd moje zdjęcia. Spektakl jest częścią składową podstawowej edukacji podstawówkowej, gdyż Antek ma godzinę zajęć teatralnych w cotygodniowym grafiku. Chodzi poza tym na inne zajęcia teatralne we wtorki i występuje w prawdziwym teatrze, ale to dopiero w czerwcu.


Praca teatralna wszystkich dzieci ostatnich klas podstawówki wpisana została w roczny projekt refleksji nad rasizmem, analizę powieści “Król Jazzu” i serię exposés, które dzieciaki przygotowywały przez cały rok. Antek pracował nad Count Basie.


 


Trochę może ten spektakl był monotonny, ale mi się podobał. Spodobał mi się fakt, że wszyscy uczniowie nawet ci dukający zostali zaangażowani, każdy miał coś do przeczytania, odegrania a nie tylko ci najlepsi i zdolni. To było znakomite ćwiczenia i zajęło cały wczorajszy poranek od 8h30 do 11h30.


Popołudniu Antek był jak co sobotę na treningu golfowym.


 


Później msza wieczorna, znakomita kolacja, z której zdjęcia znajdziecie poniżej i przepisy na moim blogu kulinarnym. Następnie były jeszcze lekcje do odrobienia 30 minut, film o latach dzieciństwa Ludwika XIV, wspólna lektura moja z Antkiem i po 22 mogliśmy iść spać.


Dziś od rana pobudka… o 7H I jazda na golf bo Antoni grał ostatnia część regionalnego turnieju golfowego. Grał prawie 5 godzin. Mordęga. Obiad w golfowej restauracji, czekanie na koniec turnieju, wyniki, nagrody, zdjęcia… I do domu… na 17h. Podwieczorek już w domciu, znowu lekcje do odrobienia kolejne 30 minut, plus angielski jak codzień 10 minut… kąpiel, blogowanie, Face Time z wujem z Kanady, kolacja… I chyba lektura tylko na dziś wieczór…


 


Marzy mi się cisza i spokój… czasami, poleżenie na tarasie czy nawet przed TV, której nie oglądam z braku czasu… Zastanawiam się nieraz po co myśmy sobie kupili taki piękny, płaski odbiornik jak włączamy go raz w tygodniu a czasem wcale?


Bo przecież i uprać i ugotować i wyprasować… wszystko muszę… zmieścić w jeden grafik.


 Dobrze, że jak narazie wciąż mam wakacje, kuratorium nie dzwoni, ale płaci. Poproszę tak do lata!





Antka teatr









truskawkowy




pasta i szparagi