czwartek, 30 kwietnia 2015

Zakupowo...




 

Dziś odbieram Antosia z jego chóralnego, 5-cio dniowego stażu pod Bordeaux. Mam nadzieję, że dobrze mu się tam układa z dala od mamy i taty. Telefony komórkowe są czy to w jego szkole czy na chórze zakazane więc nowin mamy tyle co kilka zdjęć przez Facebook. Zresztą we Francji dzieci do 13 roku życia nie mogą mieć telefonów komórkowych ze względu na niebezpieczeństwo uszkodzeń mózgu  i uważam to za bardzo dobrą rzecz. Są oczywiście tacy co nic sobie z tego nie robią i bobasom też dają telefony komórkowe, ale cóż to już ich sprawa.

 

My w tym czasie poczyniliśmy kilka zakupów… a to stół i krzesła na taras zakupiliśmy a to garnitur sobie, na antkową komunię kupiłam we wtorek ; uzupełniłam też kosmetyki, żywność i teraz szukam grilla na taras… wczoraj wpadł mi w oko pewien model, zobaczę gdzie znajdę najlepszą cenę na internecie czy w sklepie jakimś. Chodzi o okrągły grill z pokrywą marki Weber podobno numer 1 w USA, ale pierwszy raz w życiu coś takiego kupuję więc się jeszcze nie znam.

Początkowo chciałam elektryczną planchę na hiszpańską modłę a teraz ? hm nie wiem jeszcze…

 

Stół na tarasie zagościł już wczoraj jest okrągły bo ja tylko takie i owalne uważam ! Nie lubię kątów, rogów lubię płynność, jedność przy stole też ! Śliczny jest z drewna eukaliptusowego wykonany. Do niego są 4 krzesła w zestawie. Wszystko się składa co pozwala na ochronę nabytku przed zimowymi deszczami w garażu. Na krzesła dokupiłam poduszki różowe wykończone pomarańczową lamówką i całość z wystrojem tarasu i salonu na dole ładnie mi się łączy i kolorystycznie i jakościowo. Kolorowo mam ! Bo róże zakwitną na różowo. Hortensje już kwitną, na potęgę jedna na różowo druga na niebiesko, całości dopełniają wrzosy kwitnące wciąż oraz linie bratków, begoni i « impatiens » - różnokolorowe. Czerwona pnąca róża przed domem wybujała ilością kwiatów… lubię teraz wracać do siebie, do domu !

 

A garnitur… klasyczny jest. Robią mi teraz dół nogawek od spodni, bo jak zwykle za długie. Odbieram całość w sobotę z Antkiem bo jemu też lniano-bawełnianą marynarkę i spodnie na komunię zakupiłam. Marynarka będzie granatowa, spodnie w beżu, do tego mokasyny i koszulka biała albo błękitna jeszcze nie zdecydowałam.

Mój garnitur jest z wełny, cienutkiej wełny super 100, granatowy, wykończony z lekka w pasie i w mankietach lamówką. Zestwaię go z butami na obcasach ale w różowym kolorze by przełamać zbyt sztywną elegancję i z jedwabnym topem. I to wystarczy…

 

Pozdrawiam was letnio… i na syna mego doczekać się już nie mogę.

środa, 29 kwietnia 2015

« Timbuktu » czyli o tym jak bardzo powinniśmy się bać dżihadistów




 

Film ten, sowicie nagrodzony od 2014 roku wejdzie na ekrany polskich kin dopiero 12 czerwca 2015 roku. My z mężem obejrzeliśmy go dopiero wczoraj bo od nadania mu 7 Cesarów i Oskara za najlepszy film nieanglojęzyczny, znów powrócił na ekrany francuskich kin. Jak to zwykle z najlepszymi i najcenniejszymi filmami bywa nie wyświetla się ich zawiele w multipleksach. Nie zarabia się na nich wielkich pieniędzy bo choć i by się chciało te filmy nie trafią do tzw : szerokiej publiczności ; zazwyczaj z powodu ich intelektualnej i estetycznej złożoności i pewnej trudności w odbiorze. Tak przecież i było z « Idą ».

Do czasu nagłośnienia filmu przy nominacjach do francuskich Cesarów a było to już przecież po ubiegłorocznym festiwalu w Cannes, na którym film również był nagrodzony, nie wiedziałam o nim zbyt wiele. Od kilku miesięcy jednak chciałam go zobaczyć.

 

Zrealizowany przez Francję i Mauretanię obraz pokazuje miasteczko Timbuktu, w Mali, nad rzeką Niger, do którego dotarli dżihadiści nakładając na miejscową ludność terror. Zakazali śpiewania, grania i słuchania muzyki, palenia papierosów, gry w futbol, tańczenia. Kobiety zostały zamurowane za metrami tkanin, rękawiczkami ( w tamtejszym klimacie), skarpetkami… i pozbawione wszelkich praw. Lokalna ludność próbuje oponować, ucieka się do tradycyjnego islamu, który tak pięknie reprezentuje lokalny imam… do dżihadistów jednak nic nie przemawia, nic ich nie przekonuje. Morderstwa są na porządku dziennym, kary cielesne, prześladowania.

 

Znamy to wszystko ?

 

Znamy z TV, codziennej prasy, przekazów radiowych bo to dzieje się na naszych oczach. 12 kwietnia wydobyto w Tikricie ciała żołnierzy zabitych przez IS… zbiorowa mogiła, może ich być tam ponad 1700… w tym samym tygodniu, pod Mosulem dżihadyści unicestiwili 10 lekarzy ; kilka tygodni wcześniej obcięli głowy egipskim koptom w Libii a niedawno zamordowali 147 studentów w Kenii…

Morderstwo goni morderstwo, zbrodnia goni zbrodnię. Nie ma wątpliwości co do tego, że akty te nie mają nic wspólnego z islamem. Są barbarzyńskimi przestępstwami przeciw ludzkości.

 

Film “Timbuktu” pokazuje te fakty w sposób niezwykły. Po pierwsze sam sposób filmowania finezyjny, powolny, skupiony na szczegółach i symbolach. Po drugie odkrycie, jak dla mnie odkrycie, nieznanej mi kultury, tradycji, sposobu życia i nawet morfologii ludzkich twarzy i spojrzeń. Po trzecie wrażliwość w całej swej okazałości i palecie doznań. Trudno nie wyjść z sali kinowej w ciszy, skupieniu z tym czymś co rodzi się w sercu i w umyśle budząc w nas lepszego człowieka…

Gorąco wam ten film polecam.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Wakacyjne dni

Wakacyjne dni


Mijają dość szybko. Właśnie rozpoczęliśmy drugi tydzień laby choć ta tego tygodniowa laba jest dużo skromniejsza od ubiegło tygodniowego pobytu w Hiszpanii. Tam to dopiero się działo ! A raczej wariowało, śmiało, sportowało, zapoznawało, wygrywało i przegrywało…



Jednym słowem było cudownie, jak co roku z plusem dla tego roku !





Plus wynika z faktu poznania fantastycznych ludzi, rodziny z Pirenejów, z Font Romeu, z którą nie rozstawaliśmy się na krok. Najpierw Antoś zaprzyjaźnił się z Benjamin i z jego siostrą Oliwią, następnie my rodzice dyskutowaliśmy całymi godzinami, na sporty chodziliśmy razem, tańczyć, co wieczór, chodziliśmy razem… Może i przyjaźń z tego się narodzi ?





Przeszkadza nam odległość, ale już w ostatnim tygodniu sierpnia spędzimy z nimi kolejny tydzień tym razem u nich, w górach. Elisabeth jest pielęgniarką, wyspecjalizowaną w leczeniu uzależnień a jej mąż Thierry jest, a raczej był bo teraz jest sportowcem seniorem – maratończykiem. Elisabeth przyjeżdżała w latach 1985-1988 do Polski, ciężarówkami z pomocą humanitarną dla nas Polaków a szczególnie dla polskich szpitali i leżących w nich dzieci. Należała wtedy do tego słynnego stowarzyszenia Amitié France-Pologne założonego przez Alain Michel.





Niesamowtym było dla mnie spotkanie kogoś takiego w letnim kurorcie ! A jednak… nieprzewidywalne są ścieżki Pana…





 
Antek i Benjamin graja w padel





A wakacje ? Jak zwykle ośrodek Pierre et vacances czyli « Kamień i wakacje » w Bonavista de Bonmont, 120 km na południe od Barcelony, nad morzem Śródziemnym… Nasz ukochany ośrodek ! żaden luksus, po prostu zywczajnie tyle, że jak zwykle w villages club z obfitym programem. I tak nasze dnie wyglądały następująco :





8 h – pobudka i leniwe śniadanie na tarasie…





9 h – Antek znika z rakietami, piłkami: gra całe rano w koszykówkę, w nogę, w ping-ponga, kąpie się w basenie, potem znów gra a to organizuje podchody a to ćwiczy na cyrkowym trapezie i lata po indiańskich Tipi…





My w tym czasie…





Od 10 do 12h15 – 2 godziny sportu, najpierw 30 minut pobudzania mięśnie czyli réveil musculaire, następnie 30 minut treningu cardio – Body Figth, step, LIP… i dalej 45 minut Aquagym czyli gimnastyki w wodzie…





12h15 – wszyscy w domu ! – prysznice i szybki obiad na tarasie : gazpacho, melony, truskawki, hiszpańska szynka, pieczywo...





13h30 – Padel albo Tenis albo Golf… ćwiczebnie czyli zaledwie do około 15h...




15h – Antek kierunek klub dziecięcy w ośrodku, codziennie inny program ale przede wszystkim przygotowanie spektaklu na piątkowy wieczór.





My? – basen i farniente… lektury, dyskusje… albo plaża, spacer… albo zwiedzanie w tym roku Tarragony…




18h – Antek koniec klubu – leci bawić się dalej…





My? – Apertif na tarasie: sangria, tapas… I dalej dyskusje…











Koło 19 h – Prysznic numer 2… zmiana ubrań na wieczorowe…





Koło 20 h kolacja na tarasie…





21 h – Antek minidisco czyli tańce dla dzieci… my z nim !





21h45 – początek tańcow dla dorosłych, co wieczór inny temat : salsa ; mambo, tango… itd… i tak do około 24h…





Spać I od nowa…











Po takim tygodniu… ufff… mózg wolny od myśli o pracy , o problemach…





Ciało wysportowane i kilka kilogramów mniej! Opalone… uhm…





Sen – zdrowy bez chemicznych poprawiaczy, bez koszmarów…





Pełna forma!





Powrót: głowa pełna muzyki i marzeń, wspomnień… aparat pełen zdjęć… Antek ze łzami jak zwykle bo żal mu odjeżdżać… do przyszłego roku…













Steph i Thierry turniej ping ponga

piątek, 17 kwietnia 2015

Czas na wakacje ! I dentystycznie…

Czas na wakacje ! I dentystycznie…
W końcu… po siedmio tygodniowym okresie wytężonej pracy szkolnej czas na przerwę. Ten ostatni okres był wyjątkowo ciężki i stresujący jeśli o mnie chodzi. Jak ten kapitan na okręcie musiałam stawić czoła różnym pedagogicznym i klasowym burzom. Skończyło się triumfalnie wczoraj. Dzisiaj miałam jeszcze moje dwie ostatnie lekcje. Od jutra laba… kierunek Hiszpania po słońce, ciepło i zabawę.


Pierwszy tydzień będzie całkowicie odpoczynkowy. Nic nie zamierzam robić. Tylko spać, korzystać, jeść, bawić się z synem, z mężem. Oni zresztą zamierzają podobnie.


Antoś też jest wykończony ostatnim okresem szkolnym. Zdobywanie samych 20/20 sporo wysiłku i koncentracji kosztuje. Teraz też będzie miał zasłużony odpoczynek.





W drugim tygodniu wakacji jedzie za to z chórem swoim na staż. Przyjemna odmiana.


Drugi tydzień dla mnie to… ciąg dalszy obijania się choć tylko częściowego. Muszę się zająć trochę tarasem czy roślinkami. Ale pracować nawet nie zamierzam! Pewnie ruszę się dopiero 1 a może 2 maja by coś niecoś przygotować na poniedziałek.





Przed nami więc, mam nadzieję, całkiem przyjemny czas. W końcu będę mieć go dla siebie, na zabawę, na tańczenie, na kawę na plaży i wieczorny drink w romantycznym miejscu, dla Antka by grać z nim w golfa i w padel, pluskać się w SPA, objadać lodami… dla męża by poczytać razem gazetę na łóżku plażowym, pojechać do dobrej restauracji na lunch i nigdzie się nie śpieszyć, zrobić miskę spaghetti i popić ją dobrą butelką wina…





Takie plany w mojej głowie.





Wczoraj byłam jeszcze z Antkiem na kontroli u naszej dentystki. Jadę do niej jak do przyjaciółki, na pogaduchy, dobry humor i po dobre wiadomości. I wczoraj ich nie zabrakło. U mnie wszystko w porządku! W końcu, po latach usilnego leczenia mam spokój, nic się nie psuje. U Antka lepiej niż w porządku. W lipcu skończy 10 lat i nic… ani jednej dziurki, ani jednej plamki! Ba! nawet ortodonty nie trzeba. Mój syn odziedziczył zęby po tacie. Idealne ma. Jak zaczęlam mu opowiadać jak to w jego wieku i jeszcze wcześniej jeździłam co tydzień do dentysty… a mieszkaliśmy wtedy w Koszalinie. Przychodnia znajdowała się dość daleko, na ulicy Władysława 4 czy jakoś tak. Co tydzień siedziałam na fotelu dentystycznym. I na nic się to zdało. Zęby psuły się i psuły, i bolały.





Wczoraj z moją dentystką, po raz kolejny, wróciliśmy do naszej ciągłej dyskusji o zębach… genetyka, złe odżywianie, braki odpowiednich składników odżywczych, higiena… akurat z tej strony nie poszczęściło mi się przy uzębieniu. Ale, jak się wczoraj dowiedziałam oprócz nas Polaków, Rosjan i “tych ze wschodu” jeszcze gorsze uzębienie mają Wietnamczycy, mieszkańcy Tajlandii czy Kambodży – u nich to się dopiero sypie… załamywała ręce wczoraj moja Isabelle.


Dobrze, że Antek pod tym względem jest bliżej francuskiej strony, olé!

czwartek, 16 kwietnia 2015

Piekny sukces!

Nie pisałam przez ostatnie dni bo sporo się działo a czasu nie było. Dziś rano uczyniłam kolejny, milowy krok w mojej nauczycielskiej karierze i … tak mi dobrze z tym. Mam spore i całkiem niezłe perspektywy na najbliższe lata. Dzisiejsza wizyta przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Jestem zmęczona ale też usatysfakcjonowana i zadowolona.



Zbieram teraz kwiaty i gratulacje. Od soboty będę odpoczywać kilka dni, jak co roku w Hiszpani, w naszym ośrodku.



W drugim tygodniu wakacji pewnie trochę popracuję ale teraz do końca roku szkolnego ma tzw : luz. Będzie się robić samo. Koniec stresu, starań i wyzwań, gdy o tę dziedzinę chodzi spocznę chwilę na laurach i nabiorę sił na dalszą drogę. I oczywiście poczekam też na większe pieniądze a te przyjdą już we wrześniu.



Mąż mi pęka z dumy, synek też… i dobrze.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Sport na recepte!

Nie od wcoraj wiadomo, że sport to zdrowie !





No przynajmniej w jakiejś części…

Dziś rano dowiedziałam się jednak słuchając radia w drodze do pracy, że francuscy posłowie mają przegłosować nowy artykuł prawny zalecający i uprawomocniający lekarzy do przepisywania na recepcie… sportu!

Nie wiem czy tylko nad Sekwaną idzie się w tym kierunku tak daleko?



Jak wskazują prowadzone badania naukowe człowiek bez sportu wcześniej umiera, choruje i dużo częściej zmaga się też z otyłością. Udowodniono już kilkakrotnie przez ostatnie lata i w różnych krajach, że 3 h sportu w tygodniu to absolutne minimum by zapobiec nowotworom, a jak się je już rozwinie, to by zapobiec nawrotom choroby i przyśpieszyć proces zdrowienia.



Tak więc od jutra już każdy lekarz będzie mógł wypisać receptę na sport – jego ilość, jakość, natężenie i to szczególnie dla pacjentów z rakiem i przewlekłymi chorobami. Rak i długotrwałe choroby idą na tzw: pierwszy ogień. Pacjenci są za… lekarze są za i chyba większość społeczeństwa francuskiego jest za bo nawet jeśli dla osób szczególnie ubogich taka recepta pozwoli na refundację zajęć sportowych to ten koszt będzie na dłuższą metę znacznie niższy niż koszty chemi, radio i innego typu leczenia.



Dziś rano, w audycji radiowej dopytywano kobiety z rakiem piersi i mężczyzn z rakiem jelit jak zapatrują się na tę nowość i czy sport już coś zmieniłw ich życiu i w ich chorobie? Odpowiedzi były entuzjastyczne choć nikt nie krył z chorych potrzeby wykonania olbrzymiego wysiłku by pójść na salę sportową po chemi czy operacji. Na dłuższą metę jednak sport poprawia jakość  i długość życia tak jak dobrze dobrana dieta antyrakowa… a więc ?

wtorek, 7 kwietnia 2015

O minionych Świętach, winie i laickości

 O minionych Świętach, winie i laickości




Święta, święta i po świętach… Nie były ani specjalnie udane ani też specjalnie nieudane. Były takie sobie zwykłe, po prostu ! Ja zajęłam się stroną religijną na tyle na ile mogłam oraz kulinarną. Pozostali członkowie rodziny ograniczyli się do jedzenia. Antek strzelił focha w niedzielne popołudnie bo teściowie chcieli przechadzać się po centrum Bordeaux, ale mój syn nie chciał i zajęło nam sporo czasu przekonanie go do czegokolwiek. Wczorajsza wyprawa nad Atlantyk przebiegła już nacznie sprawniej bo w pełnym słońcu, 17°C i wszystkim się chciało !











W Wielki Piątek byłam na liturgii wieczornej, która trwała zaledwie 45 minut, ale cieszyłam się, że mogłam pójść, a w niedzielę wielkanocną byliśmy wszyscy na mszy, która była piękna i uroczysta… jedyna msza w Święto o 10h30. W poniedziałek już mszy u nas nie ma.





W te świąteczne dni moi teściowie posadzili mi na tarasie azalię, teść podciął mi pnące róże i zainstalował alarm przeciw pożarowy w domu (na dym) – to akurat chciał już zrobić w wielkanocną niedzielę rano ale zdołałam go powstrzymać do wieczora ! Sukces. Moi teściowie nie czują, że to są Święta więc dla nich majsterkowanie w ten dzień jest zupełnie normalną sprawą.











Zjedliśmy wszystko co było do zjedzenia i do ostatniego okrucha : udziec jagnięcy 2,5 kilogramowy poszedł w dwa obiady, 3 ciasta, masa czekolady, warzyw, sałatke, wędlin, serów. Cieszę się jak gościom u mnie smakuje choć mój mąż uważa, że jego rodzice nieco przesadzają z konsumpcją. Każdy ma swoje zdanie. Otyli nie sa wiec moga sobie pozwolic na odstepstwa od normy.





Wypiliśmy przy okazji do obiadów i kolacji kilka butelek wina choć pokazuję tylko to najlepsze moim zdaniem, idealnie pasujące do pieczonej jagnięciny :





Château Lousteaunef,  z Médoc, Cru Bourgois, rocznik 2009 !





Mieszanka szczepów Cabernet Sauvignon, Petit Verdot, Merlot i Cabernet Franc tworzą niezapomnianą kompozycję a rocznik 2009 po gorącym lecie dodaje temu trunkowi wyjątkowej elegancji.





Wszystko więc od strony kulinarnej się udało i przebiegło pomyślnie.












A wracając do moich poprzednich wpisów o laickości we Francji…





Dziś rano podano, że dyrektor paryskiego metra RATP musiał ustąpić co do plakatów zapowiadających dobroczynny koncert na rzecz chrześcijan ze Wschodu. Sam Premier ostro go wczoraj skarcił… a i organizatorzy koncertu podali sprawę do sądu. Paryskie metro będzie więc najprawopodbniej musiało wypłacić spore odszkodowanie za straty moralne poniesione przez organizatorów imprezy.





Jak widać i laicki fundamentalizm ma swoje granice. I tym lepiej.


sobota, 4 kwietnia 2015

Czas na Życzenia…

Czas na Życzenia…









Te najpiękniejsze, przynoszące nadzieję, radość i miłość składam Wam w tym szczególnym dniu ! Dziekuję za to, że jesteście, że czytacie, że się spotykamy i że pamiętamy…


 

Pięknych Świąt !

Wielkoczwartkowy koncert Antka

Wielkoczwartkowy koncert Antka







 


W Wielki Czwartek nie udało nam się wiąć udziału w ceremonii tridum z powodu antkowego koncertu w Konserwatorium w Bordeaux. I koncert był bardzo udany jak widać na zdjęciach… Sam wieczór koncertowy poprzedzony był 2-dniowymi warsztatami z kompozytorem Claude Georgel. Rodem ze Strasburga, autor wielu kompozycji na saksofony szkolił zespói stworzony przez uczniów antkowego nauczyciela czyli Fabien Chouraki!


Antek jest pośród najmłodszych graczy – 9 latków, którzy mają za sobą niecałe 2 lata nauki gry na tym instrumencie.


 


Najstarsi gracze w zespole mają po 14 lat nauki instrumentu więc różnice w poziomach są spore, ale niesmowitym doświadczeniem jest połączenie ich pasji instrumentu i muzyki i zgranie tego w tak znakomitą całość. Praca bezpośrednio z kompozytorem też była dla Antosia wyzwaniem i czymś szczególnym.


 


Ale nasz syn najbardziej był dumny z tego, że jego imię I nazwisko było wydrukowane w programach koncertu… wywiesił go sobie w pokoju na ścianie! I ta widowania… ponad 300 osób, to było coś.


A myśmy cieszyli się razem z nim!

czwartek, 2 kwietnia 2015

Laicki fundamentalizm

Laicki fundamentalizm.




Dziwnym zbiegiem okoliczności, jadąc dzisiaj rano do pracy, kilka minut po godzinie 7 usłyszałam w radiu pewną rozmowę… i aż mnie zatkało.





Otóż kilku polityków, duchownych i ludzi szeroko pojętej kultury wypowiadało się na temat ostatniego « zajścia » we Francji (Radio RMC, można odsłuchać w necie).





Dyrekcja paryskiego metra RATP odmówiła zamieszczenia w nim reklam koncertu mającego odbyć się w paryskiej Olimpii, pod patronatem min : Ministra Spraw Zagranicznych… gdyż na plakatach widniał napis « Dobroczynny koncert dla chrześciajan wschodu » czyli « pour les chrétiens d’Orient »., tych, ktorzy gina pod bombami...











Słowo chrześciajn, jak tłumaczył dyrektor RATP kłóci się z laickością miejsca jakim jest metro i jego korytarze i naraża wrażliwych obywateli na niepotrzebny stres związany z wymienianiem nazwy religii ! sic !











Były marszałek naszego parlamentu jak i jeden z członków Rady konstytucyjnej czyli najwyższego organu władzy kontrolnej w państwie stwierdzili jednoznacznie, że dyrektor paryskiego metra jest LAICKIM FUNDAMENTALISTA i że najprawdopodobniej w ogóle nie rozumie co koncept – laickości oznacza. Dyskusja była niezwykle zacięta. Człowiek ten bronił się wysuwając argumenty przestrzeni publicznej, oponenci odpowiadali, że w przestrzeni publicznej we Francji są również kościoły, synagogi i meczety i nikt ich burzyć póki co nie zamierza. Ba, wskazywalii nawet na społeczne zagrożenie wypływające z jego pozycji i poglądów.





W końcu do głosu doszedł biskup Di Falco przypominając, że kilka miesięcy temu w tym samym metrze z plakatów stowarzyszenia humanitarnego pokazującego zróżnicowanie francuskiego społeczeństwa, na których była i fotografia samego biskupa pośród tłumu, wymazano jego wiszący na szyi krzyż… bo przeszkadzał.











Byłam w lekkim szoku po tej audycji. Wypowiedziane wczoraj przeze mnie obawy zdają się znajdywać potwierdzenie w konkretnych akcjach nad Sekwaną. Dobrze, że są ludzie wierzący bądź nie, którzy nie chcą mieć nic wspólnego z laickim fundamentalizmem. I podzielam ten pogląd.











A w ilustracjach… fragmenty mojej świątecznej, domowej dekoracji…




środa, 1 kwietnia 2015

Francuski laik i polski katolik

Zbliżają się Święta Wielkanocne, największe i najważniejsze Święta dla chrześcijan. Dla mnie, osobiście to okres szczególny: czas skupienia, refleksji, modlitwy ale też radosnych przygotowań. Tegoroczna Wielkanoc nie przypada jednak na okres szkolnych wakacji we Francji. Mamy więc wolną tylko sobotę, niedzielę i poniedziałek. Dla większości Francuzów nie stanowi to problemu, gdyż zaledwie 16% francuskiego społeczeństwa określa siebie jako chrześcijan. Większość jest po prostu niewierząca i niepraktykująca.







Święta w tych warunkach i w tym klimacie zapowiadają się… jakby to powiedzieć niemalże akrobatycznie ! Dlaczegoż akrobatycznie ? Bo cała moja rodzina musi czynić niezłą gimnastykę by w ogóle móc te Święta obchodzić.



Zaczęło się od rozkładu meczów tenisowych dla Antka. Nie wystarcza, że gra w lidze praktycznie w każdy weekend, i często w niedzielę rano, przez co nie chodzi na mszę świętą. Kilkanaście dni temu okazało się, że ma turniej tenisowy w Wielkanoc rano, w niedzielę.



Tym razem jednak… odmówiliśmy jego udziału w zawodach ku wielkiemu zdziwieniu trenera. Antoś zagra w wielkanocną sobotę rano – na drodze kompromisu – ale nie będzie grał w Święta.







Jutro, Wielki Czwartek… nie możemy iść na celebracje Tridum Paschalnego bo Antek ma koncert w Konserwatorium, cały wieczór od 18h30. Musimy go zabrać tez 2 h wcześniej ze szkoły by mógł się przygotować.







Musimy ? Zbyt dużo powiedziane ! Mój mąż musi bo w moim Gimnazjum nie znaleziono lepszych dat na próbny egzamin kończący Gimnazjum czyli Brévet de Collège jak właśnie Wielki Czwartek i Wielki Piątek. Egzaminuję uczniów  te dwa dni do 17 godziny… Z czego ogromnie się cieszę bo mam gości na Święta – sami będą musieli się w domu oporządzić i sami sobą zająć. Jednym słowem odnoszę wrażenie, że moja Wielkanoc, Święto, które tak lubię odpłynie w natłoku zajęć, stresu, nerwów w niebyt.







Wszystko byłoby do zaakceptowania bo moi rodzice też tak pracowali i też pracując Święta szykowali i jakoś, w nerwach bo w nerwach ,dawali radę… gdyby nie dyskusje moich kolegów - belfrów w pokoju nauczycielskim.



Napięcie rośnie !



W ubiegły poniedziałek, w przerwie obiadowej dwie matematyczki bardzo ostro wypowiadały swoje zdanie, że skoro Reublika Francuska jest laicka, a jest, to należy usunąć z kalendarza wszystkie Święta mające cokolwiek wspólnego z chrześcijaństwem : Boże Narodzenie, Wielkanoc, Wniebowstąpienie, wolne niedziele… Powinniśmy zmienić całość.



Gdy, zdumiona zapytałam :



-          Czy zostaną nam jakieś Święta wtedy w kalendarzu ?



Usłyszałam :



-          mamy przecież 1 maj, 11 listopad, 14 lipca i tylko to powinniśmy świętować.



Zdumiona, pytam więc dalej:



-          czy aby to “tylko to” nie jest narzuceniem w imię laickości Świąt, których ja na przykład nie chę obchodzić?



Okazało, się, że coś narzucić trzeba… drogą dyktatury laickości, z której w tym kraju czyni się kolejną RELIGIE.







Pamiętam kilka tygodni temu mój szok, gdy mój kolega historyk pochylił się i spod koszuli wystawał mu około 1 centymetrowy złoty krzyżyk… Oburzenie moich kolegów nauczycieli, ostre polecenie by “TO” schował!







Niesamowitym jest fakt, że laickość w 1905 roku, ograniczająca prawa kościołów i odseparowująca je od państwa, prawie wiek później stała się prawdziwą społeczną barykadą, miejscem walki, konfliktów, zakazów i tego dziwnego napięcia, które nie ma już nic wspólnego z szacunkiem i wolnością religijną a jest narzuceniem innego, rzekomo lepszego systemu wiary w “laickość lat 2000”.



Marzy mi się kanadyjski czy brytyjski system w tej dziedzinie. Niestety laickiemu Francuzowi jest do niego niezwykle daleko.







W tym duchu, trafiłam na artykuł w TP z 15 marca mówiącym o polskim katoliku. Obserwuje się potężną sekularyzację polskiego społeczeństwa. 40% praktykuje jeszcze co niedzielę. Postępuje też radykalna indywidualizacja wiary i religijności Polaków oparta głównie na… niewiedzy bo jak pokazują badania CBOS 80% Polaków nie rozumie ani pojęć religijnych ani związków pomiędzy nimi. To tylko statystyka oczywiście. 20% jak z niej wynika rozumie.







Po francusku napisałabym “ mon Coeur balance” czyli moje serce waha się… gdybym miała wybierać?



Zostałabym sobą… z moją wiarą, często we Francji wyśmiewaną a w Polsce krytykowaną bo za mało polska, za mało niedzielna, taka … nijaka.  Ale moja.