sobota, 18 listopada 2017

Nowe propozycje pracy... Przeprowadzka? czy raczej nie... Francuska codziennosc:czesc 121

W czwartke w poludnie, moje ministerstwo opublikowalo liste tzw: specyficznych miejsc pracy. Obejrzalam ja w piatek. Dwie oferty skupily moja uwage. I tak po krotkiej analizie, w piatek popoludniu wykonalam dwa telefony do panow dyrektorow rzeczonych placowek.

Rozmawialo nam sie super dobrze i w pierwszym i w drugim przypadku. Zachecili mnie moi rozmowcy do przygotowania i zlozenia specjalnego dossier.

A chodzi o Liceum miedzynarodowe w Strasburgu i o Liceum miedzynarodowe w Valbonne pod Nicea. Oczywiscie w najblizszych dniach przystapie do prac nad tymi dossiers... bo zajmie mi to kilka jak nie kilkanascie godzin by wszystko skompletowac i napisac. A termin mam tylko do 5 grudnia.
Mysle jednak, ze warto, ze w glebi mnie chcialbym uczyc w takim miedzynarodowym liceum, w kilku jezykach i w srodowisku, ktore zwyczajnie lubie. Pozowoliloby mi to rowniez na ucieczke od moich dotychczasowych warunkow pracy, tej ciaglej niestalosci, plynnosci miedzy gimnazjum a liceum i na ucieczke od uciazliwych dojazdow!
Bo tutaj gdzie teraz jestem jest pieknie, ale te posade mam do konca lutego. Gdzie wysle mnie kuratorium 1 marca???? Dowiem sie pewnie 28 lutego... I z ta niepewnoscia zyje sie ciezko.

Czy mi sie uda? Nie wiem. Powiedziano mi wczoraj, ze mam bardzo duze szanse. Wiec to juz jest pozytywne.

Z drugiej strony oznacza to rewolucje w naszym rodzinnym zyciu. Zmiany dotkna nas wszystkich, a ja sciagne sobie jeszcze dodatkowo na glowe niezadowolenie, pretensje a moze i jakies klotnie z tesciami bo oni sa z gruntu przeciwni wszelkim zmianom. Maz moj na zmiany tylko czeka i jego te mozliwosci raduja. Antek jest taki sobie, ale nie jest negatywnie nastawiony. Trzeba mu jednak zapewnic super szkole, na bardzo wysokim poziomie, mozliwosc spiewania i mozliwosc treningow sportowych... to wszystko nalezy do rzeczy wykonalnych.

hm... siedze wiec i mysle i dzialam. Zobaczymy co zycie przyniesie...

piątek, 17 listopada 2017

I jeszcze raz "Odchodzic" - Regionalne waleckie towarzystwo historyczne

Pieknie dziekuje za zainteresowanie... Jestem otwarta na panstwa propozycje, pytania, wspolprace.

http://www.rthzw.cal.pl/index.php?pokaz=aktualnosci

Kolejna wspaniala recenzja "Odchodzic"...

Bardzo za nia dziekuje, za tak osobisty wydzwiek...


http://zycnieumieracania.blogspot.fr/2017/11/odchodzic-agnieszka-moniak-azzopardi.html#comment-form

Wczorajsza, wieczorna wizyta w Operze w Bordeaux. Francuska codziennosc: czesc 120.


Nie jest dla nikogo tajemnica, ze Antek uwielbia spiewac i spiewa calymi dniami a od czasu do czasu artystycznie ze swoim chorem. 

Wybralismy sie wiec wczoraj do naszej opery, gdzie odbywal sie final konkursu regionalnego przyszlych spiewakow operowych. Sala zapelniala sie dosc szybko. Czlonkowie jury przedstawili konkurs i kandydatow. Pozostalo ich w finale 5. I sie zaczelo... arie operowe, piesni, Mozart, Heandel, Simone... cudownie spiewali. Jedni lepiej inni gorze, jak zawsze... Moj syn byl zafascynowany i nie spuszczal z artystow oka ale tez od czasu do czasu rzucal wzrokiem w strone lozy centralnej gdzie siedzieli jurorowie i cos non stop goraczkowo zapisywali. Czasem podnosili oczy znad kartkek, splatali rece i zastygali... Pewnie to wszystko ma jakies znaczenie. 

Tymczasem mysmy calosci odsluchali i z wieloma wrazeniami z opery wyszli. Dzis Antek musial wstac o 7, jak zwykle by zdazyc do szkoly, a brakowalo mu z poltorej godziny snu. 

I tak sobie pomyslalam... wczoraj jadlam obiad na szkolnej stolowce z dwoma kolegami, nauczycielami historii-geografii w moim liceum. Rozmowa zeszla nam na dzieci. I moj kolega i kolezanka, po fachu, maja synow dokladnie w wieku Antka, 2 klasa gimnazjum, 12 lat. Ale ich skargom nie bylo wczoraj konca... a ze sie nie ucza, a ze oceny maja zle, a ze niczym sie nie interesuja, a ze nie czytaja... pytam wiec co robia w takim razie?
Graja w gry na ekranie komputera i telefonu calymi popoludniami i weekendami. 
Pokiwalam glowa ze wspolczuciem. Coz ja moge im powiedziec? Nic... 


czwartek, 16 listopada 2017

Ja i kosmetyki. Wpis dedykowany Katarzynie Hordyniec. Francuska codziennosc: czesc 119.


Kasiu droga, nie jestem taka fanka ani taka znawczynia kosmetykow i makijazow jak ty, ale postanowilam pojsc w twoje slady i powolutku, krok za kroczkiem podazyc twoja droga!

Jakaz byla wiec moja radosc wczoraj, gdy wieczorem dostarczono mi zamowiona w Marionnaud paczke z nowymi kosmetykami do makijazu... na kolejny rok bo ja je bede rok uzywac. Nie wiem czy az taka oszczedna jestem czy wynika to z malego ziaciecia makijazowego? W kazdym razie jak do tej pory jeden podklad, jedna maskara, jeden roz, jedna szminka wystarczaly mi na rok. 
Moze teraz sie to zmieni? 

Oczy mi sie zaswiecily jak te plomyki swiec na starodawnej choince na tyle dobra! Estée Lauder bo uwielbiam te marke, bo kusi mnie ona swoja elegancja, swoimi kolorami i efektywnoscia swoich produktow. 
Mam wiec nowy podklad, ten, ktory nie zsotawia sladow na odziezy czyli Double Wear, jasniutki jak moja prawie przezroczysta cera. 
Mam nowa maskare z dwoma prezentami: demakijaz i krem pod oczy. Mam sliczny Blush rozowiasty jak policzki rosyjskiej, porcelanowej lalki i do tego intesywna czerwien pomadki. To lubie. Malo oryginalnie? Wiem... ale to cala ja...

Zostaly mi cienie od Lancôme w kolorach fioletowo-rozowych- bezowych, sypki puder do Avène i to na tyle. Wczoraj zaczelam sie juz pacykowac, malowac, kolorowac. Maz zachwycony! 
Dzis ide na koncert do filharmonii wieczorem wiec makijaz piekny wymaluje i bede jasniec. 

Kasiu pozdrawiam Cie serdecznie... zarazasz mnie miloscia do makijazu!


środa, 15 listopada 2017

NOVAE RES 50% taniej

Wydawnictwo Novae RES, strona zaczytani.pl proponuje swoje ksiazki o 50% taniej z okazji 10 rocznicy istnienia...
Prezenty Gwiazdkowe? Moze juz czas...

Ostatnio przeczytane: Berberova, Schmitt, Documentation Photographique i Histoire



Moja aktywnosc czytelnicza nigdy nie slabnie choc nie zawsze mam czas by o niej pisac. ZE wzgeldow zawodowych czytam sporo ksiazek historycznych, geograficznych, z nauk politycznych tez, ale wciaz i czasem po kilka razy dziennie przegladam prase specjalistyczna z moich dziedzin. 
Jestem z tych nauczycieli, ktorzy uwazaja, ze podreczniki sa dobre w domu, jako uzupelnienie, dodatek. Moje lekcje jednak bazuje na publikacjach naukowych i lubie czasem patrzec na zdziwione miny moich uczniow jak im cos opowiadam, czytam czy zadaje niewygodne pytania...
Zawsze wtedy mi mowia, ze inni nauczyciele to prowadza lekcje w sposob - otwieramy podrecznik strona X, czytamy tekst, patrzymy na mape czy robimy takie i takie cwiczenie...
bywa to rzadkoscia na moich lekcjach... bo uwazam, ze jest smiertelnie NUDNE, a miec znudzona klase to pierwszy krok do problemow z dyscyplina to raz a dwa z wynikami czyli z ocenami...

no to sie powymadrzalam troche! he, he...

Zaglebilam sie ostatnio w lekturze Niny Berberowej. Niezwykla forma - krociutkich powiesci. Zadna nie przekarcza 100 stron. Perfekcyjna narracja i to rozdarcie, samotnosc, gorycz emigracji. To bylo osobiste doswiadczenie Berberowej, ale tez i moje. 
"Nedzna rosyjska emigracja, glupia, smierdzaca, zalosna, nieszczesliwa, ... glodna... bylam jej czescia" - pisze Berberowa. I jej bohaterowie sa smutni i zdesperowani jak ona. 
Najbardziej poruszyla mnie powiesc "Accompagnatrice" czyli "Akompaniatorka". Jest w niej czego wiekszosc z nas szuka: jak wyjsc z cienia?, jak istniec? jak wykorzystac swiatlo Innych... Czy moze uznac cierpienie bycia przezroczystym za swoje? 
Ambiwalencja. 
Mistrzostwo swiata!

Eric-Emmanuel Schmitt, pisarz znany przede wszystkim we Francji ze swojej glebokiej wiary, z nawrocenia, ktore wielokrotnie opowiedzial, z ksiazek o obecnosci Transcendencji jak "Oskar i rozowa dama". Dziecko Noego to powiesc historyczna... Francja lata 1942-1945. Aresztowania Zydow, ukryte dziecko, katolicki klasztor... i szczesliwe zakonczenie bo odnalezienie przez bohatera rodzicow... Zbyt slodkie, zbyt nieprawdziwie, zbyt proste a moze wrecz naiwne... 
Wiem takie lektury tez sa potrzebne i ksiazka jest znakomicie napisana, ale... chyba nie dla mnie. 

niedziela, 12 listopada 2017

Spotkanie z L.S. Senghor czyli z kultura Senegalu. Francuska codziennosc: czesc 118.


Od kilku tygodni bylam zaangazowana z moja klasa- profil literacki i europejski, druga klasa liceum czyli moi 16-sto latkowie w przygotowanie projektu poswieconego bylemu prezydentowi Senegalu i poecie Leopoldowi Sedar Senghorowi.
W ubiegly piatek przezylismy razem zwienczenie tych tygodni. Caly dzien bralismy udzial w celebracjach zwiaznych z odslonieciem pamiatkowej tablicy, wystawami, koncertami, przemowami jednym slowem w upamietnieniu tej postaci a szczegolnie jej pobytu w obozie Frontsatalg 221 w Saint-Médrad - en -Jalles podczas 2 wojny swiatowej. Saint Médard to podmiejska gmina, w ktorej od 1845 roku istnial oboz wojskowy. Podczas 2 wojny byl to oboz jeniecki, po ktorym dzisiaj zostalo pole i kilka 19-sto wiecznych barakow. Po 2 wojnie w tym samym obozie zamknieto jencow niemieckich.

Cala poranek spedzilismy w jednym z takich barakow. Na te uroczystosci przybyli profesorowie Uniwersytetu, oficjalni reprezentanci Senegalu: konsul i inni, francuskie wladze lokalne, ale tez czolowy, aktualnie poeta senegalski Amadou Lamine Sall.
Bylo dla mnie wielkim zaszczytem moc go poznac osobiscie, otrzymac jedyna ksiazke, ktora napisal proza czyli biografie Senghora... Tak dobrze nam sie rozmawialo, ze wymienilismy sie mailami bo zamierzamy utrzymac kontakt. Amadou Sall byl zainteresowany moja praca literacka tez wiec sporo o niej rozmawialismy.
On mial to szczescie, ze znal Senghor'a osobiscie.
Kolejna duma napawa mnie spotkanie z siostrzencem Senghora, 90-cio letnim starszym panem, ktory przybyl z samego Senegalu by oddac hold swojemu wujowi.

Nasi kochani uczniowie przejeci sluchali, deklamowali wiersze Senghora, angazowali sie w wymiane intelektualna z profesorami. Spedzilismy dlugi i wyczerpujacy, ale jakze bogaty dzien. Przypuszczam, ze go nie zapomne... A sama postac Senghora zafascynowala mnie, jego wiersze... odczytuje do dzisiaj...
Ciekawe czy Kapuscinski o nim pisal... musze poszukac.



Wczorajszy SZOK wieczorny

Wczorajszy wieczor spedzilam samotnie. Lubie to. Moi panowie udali sie do kina na najnowszy film o znanych tenisistach czyli Börg/McEnroe.

O 19:30 wlaczylam odbiornik telewizyjny. I obejrzalam dziennik francuskiej TV publicznej na France 3. Bardzo mi sie podobal bo byl o wczorajszym swiecie... 99 rocznicy zakonczenia 1 wojny swiatowej.

Oficjalne obchody tego dnia z naszym prezydentem na grobie nieznanego zolnierza pod Lukiem Tryumfalnym w Paryzu. Zlozenie wienca, godnosc i wzruszenie Francuzow, usciski dloni obecnego prezydenta z dwoma poprzednimi czyli z N. Sarkozim i F. Holland, wymiana zdan z pupilami narodu i reprezentantami rodzin poleglych... Nastepnie reportaze z polnoco-wschodniej Francji z pola bitew nad Somma, pod Verdun... Wszedzie zaduma, wzruszenie ludzi, zaangazowanie mlodziezy nawet w najmniejsze lokalne muzea upamietniajace ten wojenny czas. Grupa z Australii oddajaca hold tymi, ktorzy polegli i walczyli na tej ziemii, grupy z panstw afrykanskich bo byly to przeciez armie kolonialne z kolorowymi twarzami...

Nikt nie mowil o patriotyzmie, nikt nie mowil o "Bialej Europie", nikt nie mowil, ze "jest KIMS", nikt nie mowil, ze chce Boga, nikt nie mowil "Stop aborcji" pokazujac zdjecia plodow, nikt nie glosil inwektyw o "chorej Europie", nigdzie nie staly dziesiatki wozow policyjnych, stacje metra i przystanki autobusowe nie byly obstawione silami bezpieczenstwa w kamizelkach, kaskach i z palami; francuskie miasta nie plonely dymem czerwonych rac; Francuzi nie mieli ze soba flag ani krzyzy, ich ubrania nie zdobily opaski narodowe z 2 wojny swiatowej, ich twarze nie byly pokryte
maskami kosciotrupow, nigdzie tez nie bylo slychac gwizdow i wygwizdow bo ktos odczuwal
, wyrazal swoje przywiazanie inaczej, myslal inaczej, mial inny kolor skory, nalezal do innej partii politycznej, mowil innym jezykiem...

Francuzi byli wzruszeni, godni i mowili o Pamieci, o Historii, o Wolnosci nie tylko tej ich wolnosci ale o wolnosci w ogole. Francuzi byli WDZIECZNI za tych, ktorzy oddali swoje zycie bysmy mogli zyc dzisiaj tak jak zyjemy.

O godzinie 20, TVP Polonia pokazal mi nieco inny sposob obchodzenia odzyskania niepodleglosci i zakonczenia 1 wojny swiatowej w kraju nad Wisla. O bohaterach byly 3 minuty... glownie o Pilsudskim i Dmowskim, o zolnierzach, o POLAKACH ani slowa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! O innych nacjach nie wspomne...
Pozniej bylo 20 minut o tym, ze jestesmy "KIMS", ze uzdrowimy "Chora Europe"; ze pokazemy, ze
trzeba patriotycznie. Byly migawki z wielu kosciolow - msze patriotyczne i te tradycyjne stroje, w
 to nawet za szlachcicow pierwszy rzad byl przebrany, sporo piesni i kleczenia... a potem?

Potem to juz czerwony dym, setki flag, zakryte twarze manifestujacych, gwizdy przed grobem nieznanego zolnierza jako swiatowy pokaz wyzszej polskiej kultury, wozy policyjne, przemowienia w strugach deszczu o bialej Europie, zdjecia plodow, my chcemy Boga - imienia jego nie sprecyzowana, pewnie o Baal'a chodzilo sadzac po formie...
Na koniec flagi i opaski poszly posilic nadwatlone sily do miejskich McDonaldow i KFC w ramach akcji patriotycznej.
Umeczony, upodlony narod polski chce krwi, chce wrogow, chce dominowac, chce byc KIMS, chce cos znaczyc...  A znaczy tak niewiele... biedni zakompleksieni ludzie. - ta opinia Czy konkluzja, wyrazona nie tylko przeze mnie, ale tak ze przez wielu innych dziennikarzy Czy intelektualistow ( patrz Moja strona Facebookowa) dotyczy nie narodu jako calosci czyli wszystkich Polakow a jedynie jego czesci, ktora uczestniczy w tych przedsiewzieciach I im poklaskuje.

sobota, 11 listopada 2017

Z antkowego frontu: kolejny dyplom Cambridge, szkola, zmeczenie i konsultacje u graphoterapeuty. Francuska codziennosc: czesc 116


Po dwoch tygodniach wakacji, w ubiegly poniedzialek wrocilismy do szkol, moj syn i ja. Antka od razu dwa dni pozniej zmoglo ogromne zmeczenie. Chyba ta zmiana czasu na zimowy, zmiana pogody, rytmu dnia i rytmu pracy daly mu sie we znaki. W ubiegly wtorek jak wrocil ze szkoly o godzinie 19 a lekcje zaczal o godzinie 8 rano tak poszedl na gore na swojego pokoju i zalegl na lozku. Zupelnie do niego niepodobne. Jest juz lepiej ale caly tydzien byl bardzo ciezki.

Z drugiej strony przy ilosci jego aktywnosci ale tez wynikach jakie osiaga chocby w szkole to normalne, ze jest zmeczony. Jesli chodzi o oceny wyniki ma lepsze niz w ubieglym roku. Jego srednia w 2 klasie gimnazjum siega 19 punktow na 20. Antos jest calkowicie zakrecony bo cieszy sie z tych wynikow choc jak zwykle ma sobie sam zawsze sporo do zarzucenia ( jest bardzo krytyczny) ale tez bawi sie praca. Przerobil na przyklad podczas wakacji caly program swojego rocznika z angielskiego i cieszy sie tym jak nowa zabawka.

W ubiegly czwartek bylismy zaproszeni do jego szkoly na rozdanie dyplomow z kolejnego pulapu Cambridge. Antek zdawal te egzaminy w czerwcu. Dostal piekny dyplom i powiesil go na scianie w swoim pokoju. Kolejny do kolekcji. W tym roku przygotwuje z Cambridge Keith. Po ceremonii, szkola zorganizowala dzieciom i rodzicom europejski podwieczorek. Milo bylo.

Wczoraj wieczorem rozpoczelismy z Antkiem kolejny cykl konsultacji u grapho czy grafo terapeuty (?). Wysylano nas tam juz w ubieglym roku. Nie poszlismy i to byl pewnie blad.
Antek ma dwa problemy. Jeden scisle fizyczny. Jego reka jest zle ulozona do pisania, powstaje napiecie w lokciu i w ramieniu co sprawia, ze Antek wolniej pisze i sie szybciej meczy. Jego srednia po wczorajszych testach to 90 slow na minute a powinno byc 129 slow na minute. Dostalismy wiec stosowne wytlumaczenie... co i jak... Musimy kupic dwa specjalne piora, pewna pileczke i Antek bedzie z pania cwiczyl raz w tygodniu prawidlowe ulozenie reki.
To troche droga terapia bo kazdy seans kosztuje 45 euro a potrzeba ich z 12-15.

Drugim problemem jest problem zwiazany z funkcjonowaniem jego mozgu i reki. Antos mysli bardzo, bardzo szybko. Pisze jak pisze i ma wrazenie, ze wszystko co chcial napisac np na sprawdzianie napisal... a tutaj sie okazuje, ze sa zjedzone slowa cale. Jego mysl jest duzo szybsza niz gest a poniewaz ma zawsze duzo do pwoiedzenia to sie nigdy nie zczytuje bo pisze do ostatniej lekcyjnej sekundy. Powstaja wiec ciekawe kwiatki... o literowkach nie wspomne.
Mam troche podobny problem wiec go doskonale rozumiem.
Graphoterapeutka bedzie z nim pracowac by to rozwiazac... a przynajmniej znacznie poprawic.

A teraz coz... jedziemy, Antek jedzie na golfa, wieczorem idzie do kina... i tak to sie kreci.

Wywiad ze mna i konkurs

Moja wirtualna znajoma zamiescila dzisiaj na swoim blogu wywiad ze mna oraz oglosila konkurs, w ktorym mozna wygrac moja ksiazke "Odchodzic" - wysle ja z dedykacja osobiscie.


https://mojaalzacja.pl/agnieszka/

czwartek, 9 listopada 2017

Kto to widzial? " Odchodzic"

Ktos mi przyslal dzisiaj informacje...
https://dobreksiazki.pl/historyczna-i-wojenna,c22305
Moja Ksiazka Na liscie bestsellerow tej ksiegarni... Niej wiem Co To oznacza, Alé sie Ciesze tak Na zapas...


środa, 8 listopada 2017

niedziela, 5 listopada 2017

Byly sobie wakacje. Francuska codziennosc: czesc 115.

Nie obeszlo sie bez gofra z goracym, plynnym karmelem na solonym masle! Niech zyje Bretania!

Ani bez goracej czekolady w Chateau La Tourelle

Wakacje, ktore spedzilismy glownie na jedzeniu i na sportach. Pogode mielismy dobra pomimo bretonskiego klimatu. Codziennie rano szlam biegac a pozniej... to juz tylko smakowanie, rozkoszowanie sie, probowanie. Jednym slowem pewnie mnie przybylo, ale za chwile strace to co nabylam w obwodach, pozostana mile wspomnienia. Tym bardziej, ze z okazji minionych urodzin pan maz z panem synem przygotowali mi niespodzianke zapraszajac na obiad do Fouquet's, w hotelu Royale w La Baule. Bylo i pieknie i pysznie. 
Odpoczelismy wiec sobie. Pogralismy w tenisa i w golfa, pobiegalismy, polazilismy. Bylismy tez w kinie na "Au-revoir là-haut" i wyszlismy wzruszeni. Sporo czytalam. Wyslalam tez czesc moich ksiazek w celach promocyjnych i nie tylko.

Fajnie bylo i szkoda, ze juz sie skonczylo, ale ciesze sie bardzo na nowy okres w pracy, juz od jutra. Jestem w pelnej formie jak narazie i byle tak dalej... bo moja szwagierka wrocila z Izraela z grypa i moze nas zarazila wiec ta forma jest na dzisiaj. 




Wieczorna Bretania, nad oceanem.

Sloneczny golf w La Baule





I moja niespodzianka-obiadowa... przystawka z grejpfruta, awokado, krewetek i jajka mimoza; tarta ziemia-morze z galarteka z buraka i sosem porzeczkowym; dorada i quinoa oraz herbata ze slodkosciami. 

Po wyslaniu ksiazek, w ubiegly poniedzialek, wraca sobie moj cien do domu w Pornichet.


Coporanna kawa na tarasie ulubionej plazowej kawiarni czyli Sunset w Pornichet.

sobota, 28 października 2017

"Odchodzic" na targach w Krakowie. C29

Wczoraj dostalam wiadomosc od kolezanki pisarki, ze moj ksiazka jest wystawiona na targach w Krakowie. Stoisko C29. Dumna jestem.

czwartek, 26 października 2017

Antek na pierwszym stazu - AIRBUS A 320. Francuska codziennosc: czesc 114


No to sie doczekal...
Na koncu ubieglego roku szkolnego obiecalismy malemu staz dla poczatkujujacych w prawdziwej kabinie Airbusa A 320. Obietnicy trzeba bylo dotrzymac. Tym bardziej, ze byl to prezent za znakomite wyniki w nauce w roku ubieglym. Po kilku miesiacach oczekiwania... przyszedl dzisiaj ten dzien.
Dziecko moje zasiadlo w symulatorze lotow, ja z a nim, po prawej prawdziwy, profesjonalny mlody pilot! Do tego przystojny... eh...

Antek zapoznal sie z urzadzeniami pokladowymi i sprobowal krotkiego lotu: Dubai-Dubai: startowanie i ladowanie, po czym na koniec zazyczyl sobie ladowania w Nicei bo lotnisko jest nad samym morzem. Wszystko zrozumial, rozkazy wypelnial, ale sprawa nie jest taka prosta jakby sie moglo wydawac. Najdrobniejszy ruch w prawo albo w lewo i lecisz... wyrownac to to, to trzeba sie nameczyc... znac sie na tym po prostu. Ladowanie w Dubaiu przyprawilo mnie o calkiem prawdziwe a nie symulowane mdlosci... tak trzasl...

Antek zachwycony. O stazu na brevet z pilotazu mowi od dosc dawna. W bazie wojskowej 106 proponuja u nas, ale od 16 roku zycia wiec jeszcze musi troche poczekac. Tymczasem dostal w prezencie 30 minut lotu w kabinie pilotow ale na lotnisku paryskim CDG... trzeba bedzie pojechac tam by mogl maly z tej sposobnosci skorzystac.

Przeczytane w tym tygodniu: Houellebecq, Senghor i numer "Histoire"


Sporo sie dzieje ostatnio, sporo tez czytam korzystajac z mojej powracajacej od czasu do czasu bezsennosci. 
Lépopold Senghor, przez 20 lat prezydent Senegalu, minister, deputowany IV Francuskiej Republiki, poeta, wspoltworca ruchu "Négritude" wraz z Césaire Aimée i innymi bohaterami dekolonizacji. 
Podczas 2 wojny swiatowej, nieznany nikomu poeta byl wiezniem dwoch obozow w Saint-Médard en Jalles ( obok Bordeaux) i w Poitiers. Nalezal bowiem do grona "wybrancow" czyli strzelcow senegalskich, formacji militarnej utoworzonej jeszcze w XIX wieku przez francuskie imperium.
W 2010 roku, pewien niemiecki badacz znalazl w archiwach 10-cio stronicowy anonimowy raport z obozu z Poitiers. Po glebszych studiach okazalo sie, ze redagowal go Senghor. 
Wyzej wspomnianych obozow juz nie ma, ale ja z moimi uczniami, 10 listopada wybieram sie na calodniowa uroczystosc na ... pole, miejsce obozu w Saint Médard en Jalles. Odczytalam wiec wiersze Senghora, powrocilam do jego biografii i do jego idei. Zachwycilam sie tym intelektualista od nowa! Dal uczniow tez przygotowalam co nieco i jestem juz ciekawa ich reakcji. 

Przygotowujac dalsze rozdzialy lekcji... przecytalam tez kolejny numer miesicznika "Histoire" a nim spore dossier o amerykanskich zolnierzach pierwszej wojny swiatowej. Przyplywali do 4 francuskich portow, w tym do portu w Bordeaux choc dzisiaj w miescie nie ma sladow ich bytnosci. Co 10-ty byl czarnoskory i po raz pierwszy zderzyl sie ze spoleczenstwem, w ktorym nie bylo segregacji rasowej, tej oficjalnej. Amerykansy chlopcy przywiezli koszykowke, nieznana wtedy w Europie, przywiezli jazz i blues. Zachwycil mnie niepublikowany dotad dokument Henryka Bergsona o powolnym decydowaniu sie Stanow Zjednoczonych do udzialu w tej wojnie, o stanowisku Willsona. Wykorzystam go na lekcji. 

A z lektur bardziej na luzie... powiec Michel Houellebecq "Mapa i terytorium". Jego piata powiesc. Strategia powiesciowej neutralnosci. Zimny, lodowaty ton. Nasza obnazona do bolu wspolczesnosc. Ale czy normalny pisarz moglby jak Houellebecq opisac swoja wlasna smierc, glowe odcieta na fotelu, poszatkowane cialo??? Brrr... ja nie! Brak emocji i zimne opisy. Mapa jest oczywiscie geograficzna i spoleczna mapa dzisiejszej Francji... nie tylko rysowanymi mapami jednego z bohaterow Jed'a. Ta spoleczna geografia z biegunami "people" i pustyniami wsi. Ale zaden z przedstawionych osobnikow nie jest tak naprawde realny... ma sie wrazenie, ze sa to marsjanie, alieny jakies...Dekadencja naszego spoleczenstwa i ostatnia zbrodnia. Medytacje nad trupem. Naszym losem. Polecam goraco. Bardzo nietypowa to ksiazka. 


środa, 25 października 2017

Oradour sur Glane - miasto spalone wraz z mieszkancami przez nazistow 10 czerwiec 1944.


Pamietaj! Pamietaj o nas...
Antos zatrzymal sie na dluzsza chwile przed fotografia tych dzieci zawierajaca ten napis... jego audioprzewodnik zawisnal bezwladnie. Mialam wrazenie, ze probuje wypatrzec cos w twarzach tych dziewczynek, tak podobnych do jego szkolnych kolezanek...
Pamietaj o nas...


Dzien byl wjatkowo piekny i sloneczny, troche jak ten czerwcowy z 1944 roku, gdy 3 dywizja Waffen SS Das Reich wjechala do miasteczka Oradour sur Glane. Przejechala przez jego glowna ulice po czym otoczyla cala miescine z prawej i z lewej strony. Wszystkich mieszkancow zgromadzono na placu centralnym, przed kawiarnia. Stali i czekali. Bylo wczesne popoludnie. 
Po czym przystapiono do oddzielania mezczyzn od kobiet, dzieci i stracow. Te liczna grupe zaprowadzono do lokalnego kosciola i zamknieto. Mezczyzn ustawiono twarzami w strone murow i zaczeto rozstrzeliwac. Kilku z nich udalo sie uciec. 

Po kilku godzinach do kosciola wrzucono gaz a nastepnie rzucano granaty by na dogorywajacych ludzi zwalil sie dach zabudowania. 
Wszystko im sie udalo.
Zabili 642 osoby... przezylo 6 osob. 
Nastepnego dnia wrocili, dobili konajacych, podpalili calosc, nie chcieli zostawiac sladow...

Niewielu doczeka procesu w Bordeaux w styczniu i lutym 1953 roku. Francuskich nazistow obejmie zreszta amnestia, bo z Alzacji dzialali pod przymusem. General De Gaulle przyjedzie tutaj juz w marcu 1945 roku i wyda rozkaz ochrony tego miejsca. W 1950 osada zostanie otoczona murem... i od tego czasu TRWA... dla nas, bysmy pamietali...

Muzeum Oradour sur Glane.


"Wiemy, ze czlowiek jest bytem racjonalnym ale czy ludzie tez nim sa?" - Raymond Aron

Wejscie do zachowanych ruin miasteczka po prawej stronie...

A po lewej ten rozlozysty dab z czaspow sprzed 2 wojny swiatowej i napis z 1950 roku na dole CISZA... jest tutaj wyjatkowo cicho pomimo dziesiatek, setek turystow. 



Zycie wybiera czasami dziwne miejsca na trwanie.

Glowna ulica, porosniete trawa szyny tramwajowe...

sklep rzeznika... i jego narzedzia

Kosciol w Oradour sur Glane, bez dachu...




I lokalny cmentarz... fotografie 4 dziewczynek zamordowanych w szkole dziewczat.

Pomniki Republiki, zwienczony krzyzem i trzema flagami... szklane trumny ze spalonymi resztkami ludzkimi...

Poczta, telefon, telegraf...

Recenzja na lubimyczytac.pl - "Odchodzic"

Dziekuje autorce za jej lekture mojego tekstu...

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4808340/odchodzic

wtorek, 24 października 2017

A imie jego 44. Dzisiaj obchodze urodziny.


Pamietam jak w ubieglym roku robilam sobie taki podsumowujacy wszystko wpis... o tym kim jestem, czego chce... 
Dzisiaj znowu nadszedl ten dzien, dzien urodzin. Inny niz zwykle bo dzisiaj Antos wracal ze stazu choralnego w porze obiadowej wiec bylo troche zamieszania. 
Dzien wakacyjny, leniwy, wypelniony dobrociami.

Przede wszystkim zyczenia... dostalam ich sporo i nawet tesciowie, ktorzy o moich urodzinach przez kilka lat nie pamietali w tym roku punkt o 12 h zadzownili. Ucieszylam sie bardzo. Kazdemu wiec z osobna bardzo za te pamiec i za te zyczenia piekne dziekuje!!!! Byle sie spelnily teraz!
Maz przywiozl zamowione na urodziny ciastka, ktore nazywaja sie "wydmy" czyli dunes... ostatnio bardzo modne w Bordeaux. Sliczne i pyszne. Sama zjadlam cale 6! 

Po czym poszlam grac w badmintona z moim synem do sali. 30 minut marszu, godzina gry, 30 minut marszu. Spoceni wrocilismy i zmachani, ale tacy szczesliwi!
Antek tez stazowo przywital nas usmiechem. Wszystko mu sie podobalo a szczegolnie krecenie filmu dokumentalnego o chorze - uczestniczenie w tym projekcie. 

Takze podsumowan robic dzis nie bede... wlasciwie wszystko co napisalam rok temu jest wazne dzisiaj. Jestem tylko jeszcze bardziej dojrzala, bardziej spokojna i wiem czego chce!
I oczywiscie publikacja kolejnej ksiazki dodaje mi skrzydel i to ogromnych skrzydel!

Forme trzymam, nadliczbowy kilogram juz zgubilam, ciesze sie zyciem kazdego dnia, tym co daje bo daje tak wiele. Pewnie, ze zawsze moze byc lepiej, moge wygrac kilka milionow euros, rozwiazac kilka problemow, swiat objechac... ale, ja jestem SZCZESLIWA tu i TERAZ i w tym co JEST. To mi wystarcza. Pracuje na wiecej, jak przyjdzie to dobrze, jak nie przyjdzie to tez dobrze, zmienie plany i kierunek. 
Lubie sie tak czuc, lubie ten moj wewnetrzny pokoj, te codzienna radosc. 

Jutro jade z Antkiem na wycieczke do Oradour sur Glane, miasteczka, ktore nazisci spalili wraz z jego mieszkancami 10 czerwca 1944 roku. To bedzie wyjatkowy moment.

W piatek jade na tydzien wakacji, najpierw do Pornichet pozniej na chwile do tesciow. I przygotowalismy sobie z Antkiem caly plan... nasze mega zdrowe Menus, nasze bieganie na plazy, Thalasso czyli morskie Spa, tenis i golf, kino i restauracje. Poukladalismy sobie ladnie to co chcemy zrobic, jak i kiedy, jak chcemy odpoczac. I wiem, ze bedzie fajnie. Lubie to. 




poniedziałek, 23 października 2017

"Detroit" - film o beznadziejnosci

Genialny, znakomity, magistralny, ale... taki ciemny, czarny, tracacy beznadziejnoscia. 
W sobote wieczorem bylismy z mezem w kinie na "Detroit". Film amerykanskiej produkcji, zrealizowany przez Kathryn Bigelow przedstawia wycinek letnich wydarzen z 1967 roku. 

Fala zamieszek jaka przetoczyla sie wtedy przez te stolice amerykanskiego przemyslu kosztowala zycie 43 osob i zawazyla na zyciu 467 innych. Wojna w Wietnamie i segregacja rasowa byly glowna przyczyna tej przemocy. W Detroit, gdzie panuje rewolucyjna atmosfera tego lata 1967 roku, pewnej nocy Gwardia narodowa slyszy kilka wystrzalow. Dobiegaja one z Algiers Motel. Nie respektujac zadnej procedury i zadnego prawa policjanci poddaja przesluchaniom kilku klientow hotelu... wszyscy z nich sa czarnoskorzy poza dwiema mlodymi dziewczynami. 3 mezczycn zostaje zabitych, wykonano na nich po prostu egzekucje. Inni sa ranni, gdyz bici. 
Konstrukcja filmu jest dosc nietypowa. Wszystko zaczyna sie delikatnie, spokojnie, czule wrecz by powoli wspinajac sie po schodach dramaturgii wybuchnac niezwykla przemoca. Praca nad zdjeciami, gra aktorow czynia ten film wyjatkowym. 

Koncowka jednak troche rozczarowuje, z takiego zwyklego, ludzkiego punktu widzenia. Proces winnch zabojstw policjantow konczy sie niczym. Sa uniewinnieni. Zabili, bili, ale... sa biali. 
Plakac mi sie chcialo wychodzac z kina. Ale w naszym zyciu codziennym tez przeciez tak jest... winni prosperuja i to czesto; uczciwi i dobrzy cierpia, czasem choruja, czasem gina. Taka jest ta nasza ludzka natura. Sprawiedliwosc pada jak deszcz na Saharze...

Nowa dostawa "Odchodzic"

pierwsza partia moich ksiazek wyprzedana... Stad te Braki. W piatek wydawnictwo wyslalo kolejna do hurtownii ksiazkowych, Beda wiec w dystrybucji za kilka dni.

niedziela, 22 października 2017

Niepokoje mlodego autora...

Dzisiaj rano odbylam rozmowe telefoniczna z moja mama...
Poniewaz wciaz nie mam moich autorskich egzemplarzy "Odchodzic" a wyslane zostaly one przez Poczte Polska juz wiele dni temu... i nie wiem jak to poczta funkcjonuje skoro wciaz nie ma?
To rodzice moi z lekka sie zdenerwowali juz tym czekaniem.

Nie bede opisywac mojego stanu frustracji. Kazdy kto na cos kiedys bardzo w zyciu czekal pewnie bedzie wiedzial o co chodzi.

Jest jednak gorzej niz myslalam. Przejrzalam z mama wszystkie mozliwe ksiegarnie internetowe, ktore mi Google zapodal i ksiazki nie ma nigdzie. Wszedzie informacja: artykul niedostepny, chwilowo niedostepny, juz niedostepny... Strona wydawnictwa wyswietla tylko, ze jest, ale czekac trzeba dni kilka.

Niepokoje sie wiec bo nie rozumiem, a jestem zwierzeciem racjonalnym i potrzebuje zrozumiec pojac, skumac... Gdzie sa moje ksiazki? To jest nowy produkt. 10-ciu dni nawet nie ma i juz jest niedostepny? sekrety? Tajniki dzialania rynku ksiegarskiego???

Jutro dzwonie do wydawnictwa bo pojac chce i musze bo sie denerwuje po prostu!

Spotkanie...

Wczoraj popoludniowa pora odbylam z wirtualna kolezanka Joanna... ale kolezanka od lat, bo jeszcze z czasow Dziennikow Twojego Stylu.

Pseudonim Hela, przyjechala na dluzszy weekend do Bordeaux z inna kolezanka i tak... spotkalysmy sie pod opera. Bylysmy w herbaciarni Any Tea's... troche pospacerowalysmy choc niewiele bo parasolek zapomnialysmy zabrac z lokalu...
To chyba emocje i wrazenia.

Spotkalam piekna osobe, wrazliwa, ciekawa... fajnie nam sie gadalo i czekam na wiecej Joanno!

sobota, 21 października 2017

"Odchodzic" zapowiada i wybiera Kuznia literacka.

I Na kuzni literackiej tez pojawila sie informacja, zapowiedz, o ksiazkach, ktore warto...

http://kuznia.art.pl/nowosci-wydawnicze/1915-odchodzic-agnieszka-moniak-azzopardi.html

Zawiadomienie o narodzinach. Francuska codziennosc: czesc 112


No w koncu... szwagier i szwagierka przyslali zawiadomienie o narodzinach Diany. To jeden z kluczowych punktow francuskiego savoir-vivre. Zawiadomienie jest sliczne, w formie zdjecia z imieniem Diany i data. Tekst znajduje sie z tylu.

Od razu przypomniala sobie jak robilismy zawiadomienie czyli Faire part de naissance dla Antka... nasze bylo bez zdjecia. Wlasnie probowalam je znalezc ale nie mam... buuuu... u moich rodzicow znajde. Byl to klasyczny bialy kartonik z wyzlobionymi stopkami. W srodku tekst o tym jak to szczesliwi jestesmy zawiadomic o narodzinach Antoniego, Karola, Henryka Moniak-Azzopardi.

Kolekcjonuje wszystkie takie zawiadomienia jakie otrzymujemy od rodziny, przyjaciol i znajomych. I bardzo podoba mi sie ten zwyczaj. A niepodoba jego brak w Polsce. Podobnie mam z chrzcinami... Podoba mi sie francuski zwyczaj organizowania chrztu indywidualnie z ksiedzem, ze wspolnota parafialna, do ktorej sie nalezy. Bardzo cenilam sobie ten czas, gdy wybieralismy czytania, piesni, oprawe muzyczna chrztu naszego dziecka, gdy drukowalismy ksiazeczki z cala ceremonia dla naszych gosci, gdy kupowalam Antkowi jego sukienke chrzcielna w antykwariacie bo chcialam miec cos wyjatkowego, z historia, z epoki a nie poliestrowy becik z gryzaca koronka. 
Czulam, ze to jest cos waznego, chrzest, chrzest mojego syna.

Natomiast bardzo niepodoba mi sie chrzczenie kilku albo i kilkunastu dzieci naraz, pod rzad, bez ceregieli, na mszy do tego (sic) w polskich kosciolach. Ostatnio widzialam taki chrzest w kosciele Swietego Mikolaja w Walczu, w 2010 roku i to w dzien wielkanocny... chrzest w godzinie obiadowej bo to byla msza o 13... pol kosciola bobasow z rodzinami w upstrzonych becikach i sporo placzu. W ogole te dzieci nie byly przedstawiane wspolnocie parafialnej. Ani ich rodzice ani chrzestni nie zabierali glosu, dlaczego prosza o chrzest, dlaczego sie angazuja, co to zaangazowanie dla nich znaczy? Podchodzili jak w kolejce do miesnego w latach 1980 do prezbiterium, tam glowke polali, olejem nakreslili ale tasmowo... brrrr... 

az mi ciarki ida jak sobie to przypomne bo odczucia mialam straszne. 

Do Diany jednak wracajac...
nie widzielismy jej jeszcze i pewnie zbyt szybko nie zobaczymy bo nie ma nas na Boze Narodzenie we Francji a brat Stéphana tylko w tym czasie bedzie w Rennes. Do Bordeaux dojada na wiosne dopiero bo maja pelne kalendarze... a my do nich pewnie tez na wiosne choc moze w dzien Nowego Roku do ich wiejskiego domu zajedziemy... narazie takie sa plany.
Diana rosnie zdrowo. Za kilka dni po raz pierwszy zostanie sama z tata i z mlodszym bratem na caly tydzien bo jej mama, a moja szwagierka wyjezdza ze swoja starsza corka na tydzien do Izraela.
Dziadkowie beda do pomocy. Tymczasem Typhaine wrocila juz do pracy bo jako lekarz na swoim to musi. Malutka zajmuje sie ta sama niania, ktora zajmowala sie jej siostra i bratem. A ja podziwiam tego slicznego bobaska! Antek ustawil sobie zdjecie kuzynki na biurku i je obcalowuje. 

piątek, 20 października 2017

Znow o "Odchodzic"

Dziekuje i czekam na cd...

http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/2017/10/ochodzic-agnieszki-moniak-azzopardi-pod.html

Pojechal a my... zostalismy. Francuska codziennosc: czesc 111.


Po szybkim podwieczorku, moje dziecko ruszylo w droge ze swoim chorem. Jeden autobus, jeden bus, 4 samochody. Autobusy jak zwykle obklejone plakatami choru. Zawsze sie z tego smiejemy z innymi rodzicami, ze nasze male "gwiazdy" nie podrozuja incognito.

Antek nawet sie z nami nie pozegnal zbytnio bo byl zbyt zaaferowany kolegami po fachu. Wiezie ich ten sam kierowca co zawsze w wyjazdach francuskich.

Pospiewaja, film nakreca, dadza 2 koncerty i we wtorek powrót do domu, na prawdziwe wakacje choc z mnostwem pracy szkolnej niestety.

Ostatni dzien minal dobrze. Nauczycielka od francuskiego zrobilam im Biblioteke. Kazdy z uczniow dzielil sie z sasaidem na okres wakacji ulubiona i przeczytana ostatnio ksiazka. Antek zabral powiesc o Juliuszu Cezarze i podobno wiele osob ja chcialo dostac. On chcial od jednej kolezanki "Dziennik Anne Frank" ale tez sie niestety nie zalpal, dostal Sherlocka Holms'a i go to uszczesliwilo.

My tymczasem zostalismy w domku sami. Jest cicho a wlasciwie to jazzowo bo namietnie jazzu wieczorami sluchamy. Zaraz zrobi sie ciemniej, tak kolo 20 godziny to pozapalamy swiece i bedziemy czytac, a moze bede tez pisac czy tlumaczyc.
Jutro raniutko jogging, sniadanie... wieczorem kino pewnie chyba, ze nam sie plany zmienia...

Na kolacje grzyby smażone i kasza gryczana - hm uwielbiam!

z 58 kilogramów dobilam do 59 kilogramów po pierwszym okresie w szkole... hm, hm. Niestety obiady na stołówce, 2 razy w tygodniu i moje codzienne łakomstwo robia swoje. Teraz zacisne nieco pasa by powrócić do dawnej wagi, przede wszystkim pobiegam... Za 3 -4 dni wroce do mojej normy.

Bylam u fryzjera dzis popoludniu i mam nowy kolor... zamiast kalifornijskiego blondu mam blond bardziej popielaty. Stéphane uwielbia, mowie, ze ma wieksza klase na zimowy okres. Zobaczymy jak sie bedzie nosic.

Dobrego wieczoru!