piątek, 30 października 2015

Stosunek do smierci. Made in France.

Od lat zdziwia mnie francuski stosunek do smierci, do odchodzenia a co sie z tym wiaze do osob starszych i do  Cmentarzy. Z jednej bowiem strony mamy tutaj kult mlodosci: szczuplego i sprawnego ciala, estetyki cielesnej, ktora znajduje swoje dwa główne ujścia w modzie i w kosmetyce a z drugiej doskonała medycynę, afiszowany szacunek do praw człowieka w tym człowieka starszego. Na codzień jednak i szczegolnie w "mojej" francuskiej rodzinie obserwuje jednak cos innego.
Od dwóch dni jesteśmy u moich tesciow w Bretanii. Wczoraj objechaliśmy rodzinne cmentarze. Objechaliśmy je tylko my czyli ja, moj maz i moj syn gdyz od lat moi teściowie unikają i odmawiają wizyty na grobach ich własnych rodziców. Po zmarłych ojcach, matce, szwagrze w ich domu nie pozostał żaden ślad. Ńie ma zdjeć, nie ma slow, nie ma pamięci, nie ma modlitwy, mszy, nie ma nawet corocznej pielgrzymki na cmentarz. Gdy pytamy o powody... Bardzo sie denerwują. Nie należy o nich mowić. Cmentarze sa straszydlami.
Wczoraj bowiem była tutaj jeszcze Antkowi kuzynka Apolline, lat 5, ktora półtora roku temu straciła swoją babcie, matkę mojej szwagierki... Ale tutaj tez panuje cisza. Babcia ta bowiem nie ma grobu, prochy jej zostały rozsypane na łączce pamięci, zdjecia usunięte z domów i z albumów, modlitwa zapomniana, slow o niej nie należy wymawiać bo sie czegoś jej bliscy boja. Tylko czego?

Zaproponowaliśmy wczoraj zabranie małej z nami na cmentarze i dalej do babci mojego męża, ktora ma 91 lat... Zrobiono nam awanturę! Bo absolutnie nie wolno! Nie wolno jej cmentarzy pokazywać, lepiej, podobno by nie znała tych miejsc. Nie wolno jej do babci zabierać bo babcia a jej prababcia jest za stara, za brzydka, śmierdzi... Wiec straszy.

Nie będę pisała jak głęboko nieludzkie sa dla mnie te zachowania. To jest oczywiste, jasne, logiczne. Od lat próbuje je zrozumieć ale nie potrafię.
 Tak my jeździmy na cmentarze, kupujemy kwiaty i ustawiamy je na grobach dziadków, pradziadków, wujków. Tak, my modlimy sie za tych, którzy odeszli. Tak odwiedzamy starsze, schorowane i śmierdzące babcie, kupujemy im jeszcze kwiaty i słodycze  a wczoraj nawet chleb bo nikt z najbliższych sie nie pofatygował. Tak wysłuchujemy płaczu starszych o ich samotności, opuszczeniu, braku kontaktu, zainteresowania, miłości.

Gdy wracamy do domu tesciow, tego bogatego domu i opowiadamy im o tym, mówimy, prosimy czasami... Patrzą na nas kamienne, czasem wykrzywione twarze i zaczyna sie syk... Pretensji, wypominania: " byłem, dzwoniłem, ńie otworzyła mi drzwi" , " niech sama sobie posprząta", " ona nigdy nie jest zadowolona", " cmentarz? A kto by miał czas tam jeździć?", " cmentarz? Dzisiaj młodzi maja ważniejsze sprawy na głowie!", " cmentarz, to nas deprymuje a my nie chcemy byc zdeprymowani"....
Tak to wokol mnie wyglada....

sobota, 24 października 2015

Urodzinowo, bilansowo, z przymrużeniem oka…




 

Bo jakże dziś inaczej ?

Dzień zaczął mi się pięknie od pobudki synkowej z radosnym śpiewem « Joyeux anniversaire  maman». Cudowne śniadanie… i nagłe przyśpieszenie !

Bo o 9h15, jak pierwsza, zadzowniła z życzeniami Francesca… to sobie pogadałyśmy a że jej urodziny są już jutro to nastąpi cd… Tyle, że rozmawiając z nią musiałam pokryc tort polewą bo by nie zdążył zastygnąć a o 10h30 mialam być u Caroline, mojej fryzjerki na darmowym, urodzinowym czesaniu ! Tak, tak takie to prezenta się w życiu trafiają.

 

I wszystko zdążyłam ! Tort piękny i przepyszny, fryzura ekstra, róża od fryzjerki piękna… domownicy w formie ! Obiadek pyszny zjedliśmy i zaraz po nim Tort… eh poezja !

 

Od moich panów dostałam prezentów… podkład od Lancôme, Serum od Vichy, maskę do włosów różaną od Khiels… rozpieścili mnie a ja kosmetyki uwielbiam. Na tym prezentów nie koniec bo wieczorem dziś niespodzianka – kolacja w jakiejś eleganckiej restauracji, ale jeszcze nie wiem jakiej… wiem tylko tyle, że mam się ubrać i wyglądać. Robi się!

 

Po obiadku rejs do mediateki w Pessac a tam… polskie książki i filmy… to napożyczałam. Przed kilkoma minutami dowiedziałam się, że właśnie polski sklep został otwarty w Bordeaux! Youppi!!! A w południe dowiedziałam się, że mój syn, jak szansy nie zmarnuje, ma niezwykłą perpsektywę przed sobą choć za wcześnie by o tym mówić!

Jednym słowem miło jest a nawet bardzo…

 

A co świętujemy? Urodzinki, lekko po 40-stkowe. Ja coprawda czuję się na 30 no może 33 ale metryka wskazuje coś innego. Sekrety? Tajemnice?

 

Jest ich kilka…

-          pracować, pracować, pracować – to mnie napędza, daje siłę, energię i uwielbiam moją i moje prace!

-          Robić to co się lubi, jak najczęściej się da! Czyli jak dla mnie… pisać… gotować… piec… gadać… zwiedzać i podróżować… I jeszcze wiele, wiele…

-          Zdrowo żyć – ale bez przesady! Torty jeść od czasu do czasu i tłuste kaczki też. Jednak zbilansowana dieta na codzień, sport co 2 dni minimum, dobrzy lekarze i regularny odpoczynek, medytacje kilka razy w tygodniu – to wszystko jest ważne…

-          Zmarszczkom zapobiegać… jak narazie sprawdza się mój sposób… serum w kuracjach 5 razy w roku… na wieczór stężony kwas hialuronowy, na rano krem z czystą witaminą C… dobre kosmetyki apteczne, brak słońca bezpośrednio na twarz, zawsze krem 50 UVA i UVB cały rok, pod podkład… Sen 8 h na dobę.

-          Ubierać się jak… nastolatka czasami… z Conversów wyskoczyć wciąż nie mogę!

-          Nigdy nie mówić, że coś jest nie dla mnie, że nie spróbuję, że za stara jestem… ja tam wszystkiego próbuję… I nart i paralotni, I nurkowania…

A przede wszystkim to… KOCHAC… ludzi wokol, rodzine i obcych… dawać…

 

Do retuszu:

-          mój przesadzony stres z września – całkiem do poprawki!

-          I ogólne, ciągłe zamartwianie się o wszystko… o syna, męża… czyli więcej dystansu, dystansuuuuu….

piątek, 23 października 2015

Krótko dzisiaj…




 

Pobudka koło 7… ja tak zawsze, nawet podczas wakacji…

Jogging 4 km około i gimnastyka z Ewą Chodakowską dziś Skalpel ! Śniadanie z moją domową granolą… kąpiel w pianie !

 

Lekcje z Antkiem na poniedziałek powakacyjny odrobione ! Angielski z nim zrobiony jak codzień bo mamy świetny program. I teraz chwila na blogach… przed poprawianiem książki i pieczeniem TORTU na moje jutrzejsze urodziny. Trudne zadanie sobie wyznaczyłam więc… będę piec równe 2 dni i jak wyjdzie to pokażę.

Przepis pochodzi od słynnego domu Lenôtre.

 

Antek chce piec ze mną… będzie się działo pod wieczór.

A jutro kolacja niespodzianka od męża i syna… Wiem tylko tyle, że mam się elegancko ubrać i wieczór zarezerwować.

 

Miłego dnia!

czwartek, 22 października 2015

Antek i Tadeus

Antek i Tadeus





 


Nie, nie ma błędu ! Tadeus to niemiecka wersja naszego imienia Tadeusz. A skoro Tadeus ma ojca Niemca to i ma niemieckie imię.


 


Dziś gościmy go w naszym domu! Tadeus i Antoni znają się od kołyski.  Chodzili bowiem do tej samej niani jak mieli trochę ponad roczek, do Lenore. U niej razem się bawili, spali i jedli. Później przez kilka lat spotykali się prawie codziennie w parku obok domu – Jardin Public i w naszych domach. Ale półtora roku temu mama Tadeusa dostała pracę we francuskim liceum we Frankfurcie i od tego czasu mieszkają w Niemczech.


 


Po drodze był jeszcze rozwód i wiele nieprzyjemnych momentów.


 


Tadeus ma 10 lat jak Antek ale jest o głowę od mojego syna wyższy. Biegle mówi w dwóch językach choć uczęszcza do francuskiej szkoły. Świetnie gra na gitarze… I słuchaliśmy dziś rano jego koncertu. Jednym słowem chłopcy odnaleźli się z radością po kilkunastu miesiącach niewidzenia. Wariują w pokoju bo za oknem dziś deszcz. Popołudniu zabieram ich na tenis.


Na obiad smakołyki… Hachi Parmentier z kaczką, francuskie ślimaki z jabłkami, I cały kilogram cukierków!


Cieszę się, że Tadeus jest u nas…  

środa, 21 października 2015

I po problemie…




Odebrałam syna śpiewającego i w podskokach. A wczoraj był taki dramat. Tak to z Antkiem bywa, że problemy szybko znajdują pozytywne rozwiązanie. Nie ulega jednak wątpliwości, że syn mój będzie jeszcze doroślał i dojrzewał a co za tym idzie zderzał się z niezawsze przyjemnymi sytuacjami.

 

Dziś czekał już na nas w towarzystwie innych chłopców, panów i dyrygenta… z idealnie spakowaną walizką. Był radosny, uśmiechnięty i jakoś dziwnie nie ciągnęło go do domu bo grał z kolegami na murku.

W samochodzie opowiedział nam, że w niedzielę późno wieczorem była jeszcze próba. W poniedziałek było rzekomo super bo przed koncertem dyrygent zrobił im niespodziankę i pojechali na kręgielnię! Grali przez drobną godzinę by się, jak twierdził szef, zrelaksować przed wielkim wydarzeniem. Antek twierdził, że chórzyści byli super zadowoleni i szczęśliwi. Wczoraj też podobno było super… bo na merostwie w Bordeaux przyjęto ich z wielką pompą i z koktajlem – to się objedli… a wieczorem na kolację była pasta Carbonara a po niej dyskoteka zwana we Francji “boom”… tańce, cukierki, napoje… hulanki.

 

Antoś przyznał też, że on ma na pieńku bo nie daje sobie w kaszę dmuchać dużym… dziś rano grali w piłkę, duzi chceli ją zabrać… Antek ich zwyzywał i piłki nie dał… Stąd pewnie jego problemy. Bo jak twierdzi młodzi koledzy jego nie buntują się tylko siedzą cicho a on taki waleczny!

Jakby nie było Antek twierdzi, że chce być dobry i miły, ale w obliczu nieustających słownych ataków i wulgaryzmów się nie da. Tak, tak, nawet w kościelnym chórze takie zajścia są kilkanaście razy na porządku dziennym.

 

Gérard zapewnił nas jednak, że Antoś cudnie się wczoraj wieczorem bawił. Dyrygent śmiał się, że Antek tak cudownie śpiewa, że on na niego liczy… I proszę…

 

Od powrotu do domu mamy koncert na żywo… Antek chodzi i wciąż śpiewa!

Problemy z Antkiem… Koncerty w Bordeaux i zwyczajne dni.

Problemy

Chory chlopiece przed ratuszem (merostwem) w Bordeaux - wczoraj mieli uroczyste przyjecie.





To się działo ! W poniedziałek wieczorem chóry chłopięce zgromadzone w Bordeaux dały znakomity koncert, który trwał ponad 2 godziny. Katedra jak widać na zdjęciach była pełna…


 


-          więcej zdjęć w linkach, na mojej stronie Facebook


 


Program znakomity i mali śpiewacy spisali się na medal.


 


Wczoraj zjazd chórów zakończył się uroczystą mszą, celebrowaną w katedrze przez kardynała Ricard. Było podniośle. Śpiew wyjątkowo wzruszający. Tylko mieliśmy pewien problem… Otóż wychodząc przez nawę centralną z katedry Antek dobiegł do nas i poprosił o przyjście do sakrystii. Przebiliśmy się przez ponad 250 śpiewaków, dostojników kościelnych, dyrygentów i… Antek w ryk. Płakał, cały się trząsł bo jego najlepszy kolega wracał już wczoraj do domu a my odbieramy go dziś o 14h. Więc on też chciał wracać. Był rozżalony ba nawet wściekły. My w stresie. Ja go uspokajam. Mąż mój rozmawia z dyrygentem, z dorosłymi panama, którzy też się chłopaczkami zajmują. Wszyscy mówią, że Antek wcią się chichra, bawi… ba został nawet ukarany za pewien wybryk śmiechowy. A przed sobą mieliśmy syna w pełnej rozpaczy. Komu wierzyć?


 


Dyrygent spokojnie porozmawiał z Antosiem. I postawił go przed wyborem: albo jedzie do domu albo kontynuuje z chórem. Każda z decyzji oczywiście wiązała się z konsekwencjami. Antek zaczął się powoli uśmiechać. Ale trwało to krótko. Stwierdziliśmy z mężem, że ma jechać dalej z chórem, że skoro się zobowiązał to do końca, że ciamcianie nie ma sensu. On znowu w ryk…


 


Ale Gérard, pan śpiewak z chóru, wziął go pod swoje skrzydła i wyprowadził do autobusu…


 


Serce mi się krajało… czułam się z jednej strony jak niegodziwa matka z drugiej jak silna i odpowiedzialna matka, która stawia na samodzielność i odpowiedzialność dziecka. Byłam rozdarta. Ale co tam ja?! Najważniejszy jest przecież Antek!


Nie wiem w jakim stanie go dzisiaj odbiorę? Nie wiem czy za kilka godzin, dni lat, nie powie mi mój syn, że go skrzywidziłam bo kazałam dokończyć staż z chórem? Nie wiem… a jednak czuję, że postąpiliśmy słusznie choć nie jest to ani najłatwiejsze ani najprostsze rozwiązanie…


Uff….


 



W katedrze Swietego Andrzeja











Antek w pelnej akcji, poniedzialkowy koncert.


Wczoraj spędziłam 3 h u fryzjera… miło było a z okazji moich urodzin w sobotę mam darmowe czesanie… hi, hi, hi. Potem wizyta u terapeutki od medytacji, szybki obiad, zakupy na dłuższy okres, praca nad lekcjami i ta msza…


 


A dziś zaczęlam dzień o 7h rano… śniadanie, Gimnastyka z Ewą Chodakowską Skalpel 2, porządki z firnakami w tle i teraz praca przed obiadem i odebraniem Antosia…














poniedziałek, 19 października 2015

Po sportowym week-endzie, gospodarczo-koncertowy poniedziałek.




 

Sobota i niedziela minęły błyskawicznie! W sobotni poranek jogging rodzinny i antkowe konserwatorium. W sobotnie popołudnie Antka turniej tenisowy. W niedzielę wstaliśmy o 7h30 bo o 8h20 wyruszaliśmy już na turniej golfowy a drogi było lekko ponad jedną godzinę. Lało jak z cebra. Było szaro i ponuro ale drugiej części departamentalnego turnieju młodych golfistów nie odwołano.

 

Antoś więc grał całe 18 dołków pod ulewnym desczem przez 5 godzin. Gdy skończył miał suche tylko majtki i to pomimo specjalnego ubioru na deszcz. Dałam mu gorący prysznic w Club House, przebrałam go i mógł w końcu zjeść obiad choć było już dobrze po godzinie 15. Ale czekaliśmy na rozdanie medali i nagród oraz oficjalne wyniki. Antek nie zagrał najlepiej. Zagrał zgodnie ze swoim indeksem ani mniej ani więcej ale w takich warunkach pogodowych ja i tak uważam to za wyczyn. Tym samym zakwalifkował się do rundy między-departamentalnej na 4 marca. Był bardzo z siebie zadowolony. A my tylko dumni.

 

Wracając wczoraj z turnieju odstawiliśmy go bezpośrednio do La Brède bo tam trwa od soboty narodowy zjazd chórów chłopięcych i antkowy chór ma tam swój staż. Do domu wróciliśmy już we dwójkę.

 

Dziś od rana, korzystając z moich dwutygodniowych jesiennych wakacji ruszyłam z robotą…

-          umyłam wszystkie okna, okiennice i parapety

-          wyrzuciłam wszystkie badylowate pelargonie, umyłam donice i doniczki z każdego okna oraz sprzed domu

-          wysprzątałam cały dom

-          dodalam jeszcze dwie pralki pościeli i ręczników

-          ale też i trzecią gdyż wyprałam wszystkie firanki

Pozostały podłogi ale to obowiązek mojego męża więc zrobi jutro jak przyjedzie z rozmów pracowych… Zjadłam obiadek i zasiadłam do innej pracy-przygotowywanie lekcji dla ostatnich klas gimnazjum.

Koło 17h spędzę godzinę na przygotowywaniu mojego kolejnego konkursu czyli zdawaniu w styczniu historii, geografii i wosu po rosyjsku. Później wyprasuje wszystkie firanki oraz ubrania z ubiegłego tygodnia czyli 2 pralki. A na 20h30 pojadę na koncert do katedry… Antek śpiewa ze swoim chórem jak i z chórami z Paryża, Narbonny, Mulhouse, Lyon, Toulouse i jeszcze kilkoma innymi…  Myślę, że to będzie wyjątkowy moment…

Pozdrawiam pracowicie i poniedziałkowo.

Ps: I wykonalam moja gimnastyke. dzis Ekstra Figura z Ewa Chodakowska

sobota, 17 października 2015

Wakacje i zapisy do GIMNAZJUM.

Klasa CM2







 


Od wczorajszego wieczoru mamy wakacje! Uf, nareszcie! Po 7 tygodniach wytężonej pracy szkolnej chwila oddechu przed ciężkim okresem zimowym. 2 tygodnie laby… no tylko częsciowej laby bo Antek i trenuje trochę również w wakacje i ma zadania domowe oraz staż chóralny i serię koncertów. Ale to w pierwszym tygodniu. W drugim ruszymy do Bretanii. Ja też pracuję w pierwszym tygodniu… lekcje do przygotowania, książka na ukończeniu, prace domowo-gospodarcze, zakup samochodu… mam co robić.


 


W ubiegłym tygodniu jednak, mieliśmy spotkanie z panią dyrektor Gimnazjum, do którego od września pójdzie Antek. Zapisy na przyszły rok już się zakończyły więc trwają spotkania rodzin z dyrektorami prywatnych Gimnazjum. Mam je za sobą.


 


Przyjęto nas bardzo miło. Spotkanie trwało 45 minut i jego głównym bohaterem był Antek. Najbardziej i zadziwił i rozśmieszył nas nieco fakt, że pani dyrektor zwracała się do Antka per PAN…


-          Panie Antoni jak Pan ocenia pana dotychczasową szkolną  pracę?


-          Panie Antoni jakie języki Pan zna a jakie chce poznać?


-          Panie Antoni jakie są Pana najmocniejsze cechy charakteru a jakie wady…


Antoś pomimo faktu, że  siedząc na krześle stopami ledwo do podłogi dosięgal, odpowiadał z całą powagą i z wysokości swoich 10 lat.


Po kilkunastu minutach rozmowy pani dyrektor stwierdziła, że Antek jest wyjątkowo inteligentny i dojrzały więc zaproponowała mu klasę z profilem: angielski-niemiecki. 3 h angielskiego w tygodniu i tyleż niemieckiego. Jest też dużo wyjazdów szkolnych do USA i do Niemiec.


 


Zobaczymy jak mu pójdzie w tym gimnazjum bo będzie miał na 4 lata nauki tam czyli do 15 roku życia a dalej 3 lata Liceum…


I pomyśleć, że ledwo go urodziłam, ledwo był malutki a tu już gimnazjum!


 


Na zdjęciu aktualna klasa Antka CM2… Jade – nowa bliska przyjaciółka Antka i mistrzyni w jeździectwie stoi w środkowym rzędzie za chłopakiem w bluzie z numerem 39… a w klasie 32 uczniów!

poniedziałek, 12 października 2015

Shofie mania czyli coś o butach !

Shoefie







 


Ale zacznę o wczorajszego turnieju… Chłopcy moi zwyciężyli w półfinałach. Na 76 uczestniczących tandemów rodzic-dziecko zajęli 3-cie, chwalebne jak dla mnie, miejsce! Antek co prawda żałował, że nie był pierwszy ale on ma ambicje. Poziom gry mojego męża nie jest jednak wystarczający he, he…


 


I tak wrócili do domu z nagrodami!


Antek wygrał najnowszy model rakiety Babolat Pureaero junior…  Do tego torba Babolat na 6 rakiet oraz cały rok Menus w lokalnych Mcdonaldach! Jeden ze sponsorów to właściciel 13 lokalnych Mcdonaldów i tak do grudnia 2016 roku, raz w miesiącu mamy menu dla 4 osobowej rodziny z deserami, kawami za darmo… Wartość wszystkich preznetów ponad 600 euro więc jak stwierdził mój mąż warto było grać. Ale Antek gra za friko bo po prostu to uwielbia i tyle.


 


A ja dzisiaj chciałam o butach… bo pijąc weekendową kawunię trafiłam w babskim magazynie na artykuł o nowej manii wszelkiej maści faszionistek czyli  o fotografowaniu własnych butów na własnych nogach. Też się wczoraj na kortach zabawiłam! Co prawda nie zamierzam wysyłać mojego dzieła na “viewfromthetopp” ani na “ihavethisthingwithfloors” tak daleko moje zapędy modowe nie idą!


 


Ale podziwiać moje nabyte w lipcu tenisówki Navy w sklepie Geox, całe ze skóry i mega eleganckie na moich mega zgrabnych nogach można tutaj… hi, hi, hi… żartuję sobie oczywiście!


 


Francuzki mają lekkiego hoopla na punkcie butów. 33% z nich posiada minimum 20 par butów i jedna trzecia posiada przynajmniej jedną parę nigdy nie noszonego obuwia. We Francji każdy obywatel statystycznie kupuje 6 i trochę par butów rocznie. Ja akurat w tych statystykach się nie mieszczę bo tylu par butów nie kupuję ale posiadam łącznie 43 pary! O matko! Aż tyle! Nie wiedziaiam nawet o tym… większości bowiem nie noszę!


 


Z jakieś 10 par noszę na codzień, reszta przebywa w pudełkach w garażu. Do pracy się nie nadają, do 10 godzinnych dni na nogach tym bardziej… więc sobie leżą te wszystkie markowe szpilki, buciki na obcasach i kozaczki…


O ile jednak ładniej i kobieco bym wyglądała gdybym je nosiła? Z pewnością więcej szyku i wdzięku by mi się przydało. Tylko gdzie? I po co? I pewnie na pasty i plastry musiałabym wydać kolejną fortunę. A tak biegam w Conversach, Geox’ach i innych wygodnych trzewikach bez wdzięku, bez grama kobiecości… ot współczesna KOBIETA czyli przede wszystkim wielofunkcyjny robot całodobowy… smutne, wesołe? Nie wiem! Prawdziwe!


niedziela, 11 października 2015

Wygrywają !

Turniej





Jak narazie… zdjęcia kiepskiej jakości bo z telefonu i dosłownie sprzed 3 godzin. Trwa w naszym klubie tenisowym Villa Primrose tensiowy turniej rodzin.

Antoś ze Stephanem rozegrali dziś rano 5 meczy ( do 12 punktów każdy w dublach : rodzic i dziecko) i wygrali wszystkie mecze w ich puli.

 

Teraz pojechali na ciąg dalszy. Będa grali mecze ze zwyciezcami pozostałych grup, a grup jest 8, tyle, że każda przegrana eliminuje.

 

Są super nagrody… Antek rozgrzany i zmotywowany na maksa. W południe udzielił wywiadu lokalnej gazecie “Sud Ouest”. Kibicuję im z całych sił! Niech zgarniają główne nagrody!

 

A uśmiech Antka na tych zdjęciach mówi sam za siebie.





sobota, 10 października 2015

Ciężkie życie polskiego nauczyciela we Francji




Oj tak coś mi się na narzekanie zebrało… i pomyślałam jak mogłabym opisać żywot polskiego belfra nad Sekwaną. Choć też nie powinnam pisać polskiego bo :

  • po pierwsze nigdy w Polsce nauczycielem nie byłam, więc chyba polskim belfrem do końca nie jestem…
  • po drugie, a wynikające z pierwszego, obywatelstwo mam podwójne a administracyjnie jako belfer należę tylko i wyłącznie do francuskiego systemu. Przypuszczam, że nigdzie indziej nie jest on uznawany ?
    No cóż, jakby nie było doskwiera mi moja praca… czasami. Szczególnie wczoraj gdy wracam po 11 godzinach jazdy i harówki i ledwo na oczy widzę. Na dodatek, mieliśmy bilety do filharmonii na wczorajszy wieczór, na 19h. Moi panowie skorzystali sami bo ja nie zdążyłam dojechać na czas z pracy szkolnej właśnie.
     
    I jakiś żal mnie ogarnął i smutek i wkurzenie na to wszystko…
     
  • w środę złapałam laczka… na przedniej prawej oponie… mając codziennie 120 kilometrów dojazdów nie jest to komfortowa sytuacja. Na szczęście znalazłam koleżankę, która mnie zawiozła i przywiozła w czwartek. A, że nie było po drodze to w czwartek oprócz 9,5 h pobytu w szkole zaliczyłam jeszcze 4 h drogi… ufffffff… w piątek o 7h rano byłam już w moim, naprawionym za jedyne 278 euro! Samochodzie! Czort!
     
  • Wczoraj, na lekcji z ostatnią klasą gimnazjum, gdy zapisywałam pracę do wykonania na tablicy usłyszałam spory huk. Szybko się odwróciłam i widzę… Leci cały piórnik z jednego rogu klasy w drugi.
    Zimna krew… całkiem spokojnie poprosiłam delikwenta o powstanie, gospodarza klasy o towarzyszenie mi… Koleżankę z klasy, naprzeciwko poprosiłam o przypilnowanie pozostałych uczniów. Poszłam do pedagoga a on od razu skierował nas do dyrektora szkoły. Wykluczenie ucznia, napisanie raportu… kolejne stracone, w nerwach minuty. Wróciłam do klasy a tam… burdel na kółkach. I cóż znów całkiem spokojnie poprowadziłam dalej lekcję choćby dla tych, którzy normalnie pracują i się zachowują.
     
  • Często zdarza mi się usłyszeć od moich uczniów:
    “Może  Madame powtórzyć, bo mówi Madame z takim akcentem, że my nic nie rozumiemy” albo “Madame jest pewna, że tak się to pisze, tam nie błędów” itp. Są to oczywiście PROWOKACJE… niczym nie legitymowane prowokacje. Nie mogę w tych momentach czegokolwiek po sobie pokazać. Ale muszę, za każdym razem stosować sankcje za takie słowa i zachowania. I powiem wam jedno… jest to cholernie męczące!
     
  • Dyrekcje szkół – koszmarne… nie wiem jak u was, ale we Francji zawsze mam jako dyrektorów nauczycieli wf (byłych) albo przedmiotów zawodowych, jakiś technologi czy czegoś podobnego… nie mówię, że są złymi belframi… ale są zazwyczaj bardzo złymi szefami. Ostatnio 10 dni czekałam na dokument od dyrektora – 2 zdania listu z pieczątką i podpisem.  Interweniowałam w tej sprawie 4 razy w ciągu 10 dni i wciąż było nie zrobione. Dopiero interwencja mojego dyrektora z liceum – od godzin dodatkowych – doprowadziła do szczęśliwego finału. Ale ja bardzo nie lubię nagabywać.
  • Jednym słowem nazbierało mi się powodów do narzekań. Płaci się nam minimalnie, wymaga maksymalnie, otacza chamskimi uczniami, niekompetentnymi kierownikami… dojazdy mnie dobijają skutecznie i zebrania wieczorne również. Na większości staram się być nieobecna. Dobrze, że za tydzień 2 tygodnie wakacji. To nadgonię zaległości! Ot, co!


PS: Taka byłam szczęśliwa, że Swetlana Aleksejewicz dostała literackiego Nobla. Ale też wywołało to mój smutek. Bo ja panią Aleksejewicz poznałam… w kwietniu 2004 roku na konferencji, na uniwersytecie w Lille. Był to cudowny dzień. Przeczytałam wszystkie jej książki, mam dedykacje… I pomyślałam sobie w ten czwartek… że kiedyś, w tym moim poprzednim życiu naukowca, paryskiej egzystencji, znałam takie właśnie osoby! Jakie to było ciekawe, inne! A teraz… użeram się z francuskimi smarkaczami… ej, coś mi chyba w tym życiu nie wyszło!



poniedziałek, 5 października 2015

Turniej regionalny golfa – Antoni w akcji

Golf october 2015







 


Wczoraj rozegrała się pierwsza część departementalnego turnieju golfowego dzieci i młodzieży. Antoś został zakwalifikowany najpierw do turnieju a teraz, po wczorajszej rozgrywce do jego drugiej części na 18 października.


 


Wczorajszy turniej odbył się na terenie golfowym w Ténac, jakieś 30 minut od Bordeaux. Pagórkowaty i bardzo lesisty teren był nie tylko odmianą ale też wyzwaniem dla młodych sportowców. 18 dołków, ponad 4 godziny gry i warunki pogodowe drastyczne! Było bowiem 7°C, lał deszcz momentami i wiał silny wiatr.


 


Wszyscy zawodnicy dotrwali jednak do końca. Antek zagrał średnio. Po wstępnych wynikach figuruje gdzieś w połowie listy uczestników czyli wśród 30 najlepszych golfistów z Gironde, chłopców i dziewcząt.  Za jakieś 2-3 dni okaże się na ile obniżył swoje punkty indeksowe, które opublikuje Francuska Federacja Golfa na swych stronach.  Za 2 tygodnie kolejna runda a w przyszłą sobotę mały turniej klubowy.


Jesteśmy z niego bardzo dumni. Byle tak dalej!











sobota, 3 października 2015

10 LAT Antka z kolegami i ZMIANY…

10 lat











 


Oj zmian sporo… przede wszystkim w końcu przydzielili mi pracę tyle, że wylądowałam w gimnazjum nad Oceanem Atlantyckim i spędzam ponad 2,5 h w samochodzie, 4 razy w tygodniu! Ktoś chyba nade mną czuwał, gdyż nie pracuję w poniedziałek! Uffff!!! Przy takich dojazdach to bardzo, bardzo ważne. Gimnazjum jest fajne, dzieciaki w większości bardzo grzeczne i sympatyczne.


Mam 1 h nadliczbową czyli 19 h zamiast 18 h tam, plus 2 h dodatkowe z uchodźcami pod Bordeaux, akurat w poniedziałki. Dostaję też dodatkowe pieniądze za dojazdy co miesięcznie daje sumę ponad 500 euro. Więc chociaż tyle dobrze. Ale boję się jeździć codziennie po autostradzie, pośród ciężarówek, w ciemnościach – rano… eh… samochód zamierzam sobie kupić w najbliższych tygodniach czy dniach.


 


Tymczasem w ubiegłą niedzielę odbyły się urodziny antkowe z kolegami. Też się działo. Jeden kolega nie zdołał przyjechać. Chodzili po drzewach jak widać od 14 do prawie 19… uf… podwieczorek pod drzewami z nieśmiertelnym ciastem urodzinowym czyli Różowym Poematem.


 


Zmieniła się tylko dekoracja… Antoś zażyczył sobie GOLF. Pobawiłam się masą cukrową. Podobało się chłopakom i ciasto znikło!


 


Jutro Antek gra turniej golfowy regionalny… szykuje się trenuje…