wtorek, 23 maja 2017

Nie moge sie pozbierać... Wokol smierć. francuska codzienność: Cześc 88.

Jest mi zle, bardzo zle.

Wczoraj wieczorem zadzwoniłaś ty Karino kochana by powiedzieć mi, ze odeszła Iza... Nasza szkolna przyjaciolka, przyjaciolka rowniez Oazowa. Iza miała tyle lat co my. Ten sam rocznik.

Na jej facebookowym profilu uśmiecha sie do mnie twarz piękniej, młodej, wysportowanej kobiety. Jej synowie, maz...
Ja pamietam Izę z czasow szkolnych, jej wysoka postać, zdecydowany charakter, uśmiech. Pamietam te wszystkie chwile, które spędziliśmy razem, te nasze rozmowy, rozważania czasem bardzo głębokie bo o wierze, o egzystencji, o nas... Nasze wspólne śpiewanie, granie...

Kilka godzin wczesniej wzruszyłam sie bardzo bo odszedł Wodecki. Znakomity piosenkarz mojego dzieciństwa. Jego piosenki znam na pamiec, przypominają mi konkretne chwile, miejsca, ludzi... I wciaz go słucham... Na youtubie pisząc czy gotując tak jak słucham Młynarskiego, Grechutę czy Niemena czy Jarocka. To moj świat, świat moich odczuć, emocji...

Kilka godzin pozniej dowiedziałam sie o ataku w Manchestrze... Na dzieci...
Nie spałam wiele.
Nie moge sie pozbierać... Rzeczywistość mnie boli, bardzo boli. Jestem ale tak jakby mnie nie było.

Byłam w pracy, cały dzien...
Po lekcjach niektórzy uczniowie podchodzili porozmawiać...
" co sie stało?" - pytają...
 A mi sie oczy świeca od kropel słonej wody... Świat mnie boli, zycie mnie boli. Nie mam siły. Złe mi. Odwaga poszła w długa, optymizm zgasł jak zdmuchnęła świeczka.

Wiem, ze żyć trzeba i to tak by COS zostało z tych dni, dni... Bo tylko to sie liczy. Ale dzisiaj nie potrafię.

niedziela, 21 maja 2017

Odrobina luksusu, praca i zmeczenie, fryzjer i ilosc zadan domowych czyli Francuska codziennosc: Czesc 88.


Zacznijmy od przyjemnosci.. w piatek w przerwie obiadowej popedzilam na poczte odebrac moja paczke. Czekalam na nia z wielka niecierpliwoscia bo z braku czasu by pojechac w koncu do Dordogne, do sklepu Repetto po balerinki, znalazlam inne rozwiazanie, internetowe tyle, ze z inna marka balerinek.


Zamowilam sobie dwie pary w granacie i w turkusie. To buty luksusowe... robione recznie, cale ze skory wraz z podeszwa. Podeszwa zreszta jest przecieta i szyta recznie by zapewnic komfort i wygode. Takie buty to oczywiscie powazan inwestycja, na kilka lat z pewnoscia. Moje poprzednie baleriny posrebrzane i rozowe nosze juz lat 6 i bede zreszta nosic nadal tyle, ze w inne miejsca. Koszt takich balerinek to od 150 do 220 euro za pare. Droga internetowa udalo mi sie oczywiscie uzyskac znacznie nizsza cene. I ciesze sie, ze moglam z takiej oferty skorzystac. Podobnie jak w sklepie fabrycznym... zawsze jest minimum 40% taniej tylko trzeba dlugo o daleko jechac...


Przyjemnosci ciag dalszy byl wczoraj bo bylam u Caroline, mojej fryzjerki i poprawilam moj blond. Lubie siebie taka, jasna i sloneczna, ale blond jest strasznie wymagajacym kolorem i musze wciaz w niego inwestowac to zanczy w zaiegi, maski i we fryzjera... kiedys wlosow nie farbowalam, mialam ciemny wlasciwie taki mysi, nijaki blond... dzis jak patrze na te stare zdjecia to sie zastanawiam dlaczego taka nijaka chodzilam po tym swiecie????? he, he, he...

A oprocz przyjemnosci jest tez wprogramie spore zmeczenie, zadyszka po ubieglotygodniowym pedzie... wystawianie ocen i opini, lekcje, przygotowania do matur, egzaminy, maz w Normandii, dziecko ze swoimi problemami... wykocznona byla wczoraj, dzis jest troche lepiej a od jutra, od 6 rano znow ten sam ped ale tylko na 3 dni bo w srode zaczyna sie 4 dniowy week-end i bedziemy w Paryzu!!!!

Tymczasem Antek bo wczorajszej, calodniowej nieobecnosci, musial ostro ruszyc przy niedzieli do pracy... jestesmy juz po 4 godzinach zadan domowych i na pyszczek padamy a jeszcze fizyke trzeba ba wtorek przygotowac i historie judaizmu na srode... Antek dostaje kota... i nie wiem czy sie da???? Teraz przerwa na final tenisowy na kortach... spokoj i chwila relaksu.

sobota, 20 maja 2017

Spory sukces Antosia i przetrenowanie kolana... czyli Francuska codziennosc: Czesc 87.

Zacznijmy od sukcesow... Wczoraj, pod wieczor dowiedzielismy sie, ze nasz syn zajal 41-sze miejsca na ponad 260 000 uczniow pierwyszch klas francuskich gimnazjow! Radosc byla ogromna i tym wieksza, ze calkiem niespodziewana.
Wmarcu bowiem odbyly sie ogolnonarodowe testy z matematyki. 20 zadan od prostych po bardzo trudne, 55 minut. Wszyscy uczniowie francuscy poza nieobecnymi oczywiscie do nich przystepowali. Moj syn w ogole bez zadnego przygotowania bo nic nam nie raczyl powiedziec. Rano sie dwiedzielismy, ze dzis sa testy z matematyki.

I wczoraj opublikowano wyniki... lekki opad szczeki nas rodzicow i oczywiscie wielka duma. Antek "gazuje" jak sam to sobie tym slowem okresla cokolwiek ono znaczy.

Zdziwienie jest tym wieksze, ze jego oceny w ty roku z matematyki nie naleza do najlepszych... jest moze 25 ty w swojej klasie na 32 uczniow... ja nie moge zniesc jego nauczyciela od matematyki i sposobu w jaki traktuje dzieci. A tutaj prosze taka niespodzianka. Drugi w swojej szkole na 9 klas po 32 uczniow w kazdej klasie i 41-szy we Francji... Calkiem niezly wynik! W jego szkole natomiast cialo pedagogiczne twierdzi, ze Antek jest literacki bo ma znakomitewyniki z francuskiego, jezykow obcyc czy historii i geografii. A ja w sumie nie wiem jaki jest? Jest jaki jest! Kochany synus!

Oprocz sukcesu matematycznego mamy sportowy przestoj i to az 3 tygdoniowy na poczatek. Antek ma zdiagnozowany od czwartku, przez lekarza sportowego syndrom Singing Larson Johansson. To z przetrenowania w fazie wzrostu. Przypadlosc bardzo popularna i powszechna u mlodych sportowcow.  Sciegno w kolanie naciska na kosci, te sa w fazie wzrostu i niesttety nieco je uszkadza... gdy pojawia sie bol trzeba zrobic przerwe w sporcie i chodzic na masaze.

Masaze u fizykoterapeuty beda od poniedzialku. Sportu zakaz jest na 3 tygodnie... Antek w placz... ale trudno sie mowi. Musi przezyc...i ten okres dla niego trudny i nudny.

O odrobinie luksusu, zmeczeniu, fryzjerze i innych sladnikach francuskiej codziennosci jutro...

czwartek, 18 maja 2017

Pierwsza moja wizyta u Sofrologa i kontrola u dietetyczki. Francuska codzienność : Część 86




 

Dziś, od samego rana, byłam bardzo zajęta. Zaraz po odwiezieniu Antka do szkoły miałam umówione moje pierwsze, dwugodzinne, spotkanie z sofrologiem.

Antek ma swoją panią sofrolog od kilku miesięcy już ale on chodzi do niej na konsultacje ze względu na swoją “karierę” sportową. Każdy sportowiec kogoś takiego ma.

Ja natomiast umówiłam się ze względu na mój pogłębiający się problem bezsenności.

 

Zaczęlo się kilka miesięcy po urodzeniu Antka, stan depresyjny, niemowlak w domu, ja dojeżdżająca do pracy te 560 km raz w tygodniu albo raz na 10 dni… I życie mi się skomplikowało. Pojawiły się kłopoty z zasypianiem. Okresami są one poważne bo pozwalają mi tylko na 3-4 godziny snu czasami są lżejszego kalibru i udaje mi się te 6 godzin przespać. Jak do tej pory nic mi nie pomaga… ani dieta dobrana do tej problematyki, ani sport, który uprawiam 6 razy w tygodniu, ani żadne zioła, wyciągi z ziół, ani melatonina bo to też było testowane, ani medytacje w pełnej świadomości, które owszem trochę polepszają ten stan, ale nie rozwiązują mojego problemu… szklanki mleczka i relaksująca muzyka to również nie działa jak i odmawianie różańców. Kilka razy w tygodniu biorę środki nasenne by przespać choć te 6 godzin bo mam nazajutrz 7 godzin lekcji plus dwie rady pedagogiczne, plus dom i Antka do obsłużenia.

Moja internistka ostatnio załamując ręce stwierdziła, że pozostaje juz tylko sofrologia albo w ostateczności hipnoza plus tabletki nasenne w razie potrzeby.

 

Moim problemem nie jest sen sam w sobie, jak już śpię to śpię. Moim problem są moje niepokoje i pewien wyuczony system funkcjonowania mojego mózgu, który nie pozwala mi na sen.

 

Tak więc, pełna nadzieii i niepokoju, znowu ten niepokój! udałam się na poranne RDV. Czułam się dziwnie… za to teraz czuję się taka spokojna, że za chwilę zasnę!

 

Czym jest sofrologia? To dyscyplina i dziedzina wiedzy stworzona w 1960 roku przez Alfonsa Caycédo, neuro-psychiatrę. Pomieszał on w niej a raczej zespolił w jedną całość: jogę, relaksację, hypnozę oraz ćwiczenia fizyczne. Sofrologia nie zastępuje medycyny ale jest jej komplementem. Ma tę zaletę, że w ciągu 6-8 seansów problem zostaje rozwiązany lub znacznie złagodzony. Sofrologia uczy zarządzania własnymi emocjami, rozwija koncentrację i kreatywność, pomaga w wydobyciu naszego potencjału jak i również w jego wykorzystaniu. Aktorzy, politycy, sportowcy mają swoich sofrologów na stałe bo potrzebują ich i ich ćwiczeń regularnie. Ja mam na kilka seansów by sprawdzić czy to podejście pozwoli mi na reprogramację, że się tak brzydko wyrażę, mojego mózgu i na lepszy sen.

 

Cwiczyłam dzisiaj całą godzinę… oddechy, ćwiczenia relaksujące z jogi, wizualizację… następne RDV za 10 dni. Zobaczymy czy z czasem będzie mi lepiej.

 

To co mi się najbardziej podobało to tłumaczenie a raczej wytłumaczenie mi laikowi jak funkcjonuje nasz mózg i dlaczego spać nie mogę. Jest to dla mnie dość niepokojące samo w sobie, ale będę nad tym pracować.

 

Po dwóch godzianch wałkowania niepewnosci w sofrologa zahaczyłam o kontrolę przed wakacyjną u dietetyczki… Miło było. Zgubiałam kilogramik, moja waga jest w tej chwili idealna. Masa tłuszczowa znów spadła, mięśniowa rośnie… jeszcze trochę jej brakuje do stanu optymalnego ale już jest dobrze. Przemiana materii znacznie przyśpieszyła bo potrzebuję aż o 300 kcal dziennie więcej na podstawową przemianę materii niż te 1300 z kawałkiem ze stycznia… teraz jest nieco ponad 1600 kcal…mięśnie spalają więcej i szybciej niż tkanka tłuszczowa albo nadmiar wody. Mój cel został osiągnięty!!!!

 

Pozostaje kontynuować. Dieta wyjściowa, ze stycznia się nie zmienia, logika pozostaje dokładnie taka sama. Mogę za to częściej pozwolić sobie na przyjemności drobne czy zwiększyć ilość spożywanego białka na przykład. To nawet jest wskazane bo za kilka lat menopauza i im wejdę w nią lekką nogą z prawidłowa masą mięściową tym lepiej. Skutków ubocznych mniej, widmo osteoporozy i reumatyzów dużoooo mniejsze. No I samopoczucie genialne!

 

 

niedziela, 14 maja 2017

Znowu Tenis! I do tego nowy Prezydent... Ja dumna Francuzka. Francuska codziennosc: Czesc 85.



W Bordeaux rozpoczal sie wczoraj coroczny turniej ATP. Antek jak zwykle jest zaangazowany jako zieracz pilek i widz. Z przyjacielem z klasy, Arturem i z jednym z graczy Ymer, rodem ze Szwecji kolejny dzien na kortach i na trybunach.

Czeka nas intesywny tydzien sportowy. Antos bedzie cala srode popoludniu gral tam w turnieju mlodych talentow. Ja juz ledwo dysze, ale moj syn jest w znakomitej formie. 

Na wtorek zapowiadaja upaly do 30°C wiec bedzie ciezko. Nie wspominajac szkoly, lekcji do uzupelnienia,  godzin pracy w domu. 

Dzisiejsz poranek natomiast spedzilismy przed TV! My, ktorzy rzadko kiedy ten ekran wlaczamy bo nigdy nie ma czasu by sobie usiasc i na cos sie gapic. Dzis bylo inaczej bo od rana trwaja uroczystosci zaprzysiezenia nowego prezydenta. I uroczystosci te sa wyjatkowo piekne, ich symbolika bogata i wielce znaczaca a i emocji tez nie jest malo.

Nasz nowy prezydent Macron, jest niezwykle godny swojej nowej funkcji. Zadnego faux pas. Jego przemowy sa blyskotliwe, wypelnione trescia i wiedza. I chyba to bedzie go wyrozniac najbardziej od poprzednikow. Od czasow Mitterand'a nie mielismy jeszcze tak inteligentnego prezydenta i otoczonego tak wyjatkowej klasy ludzmi. 
Bardzo mnie to cieszy i chyba nawet troche wiecej... dumna jestem z tego, ze jestem tez Francuzka!

I w koncu mamy powrot Pierwszej Damy... pieknej, inteligentnej i nietypowej... po duzo starszej od swojego meza prezydenta. Narazie sie jej przygladamy wszyscy... podziwiamy stroje, uczucia, ktore sobie ta prezydencka para okazuje publicznie... 
Czekamy na cd... 

sobota, 13 maja 2017

Francuska drozyzna! Francuska codziennosc: Czesc 84



Koszty zycia we Francji sa coraz bardziej znaczace... a zarobki? No coz... nie rosna. Albo rosna tak wolno i w takim wymiarze, ze trudno cos z tym fantem zrobic. Pomyslow na wieksze pieniadze brak oprocz zagrania albo i regularnego grania w totolotka!

W ubieglym tygodniu dostalismy obuchem po glowie... Chcemy bowiem kupic mieszkanie w Bordeaux. Domki, jak doszlismy do wniosku po mieszkaniu tutaj prawie 3 lata sa zupelnie nie dla nas. Nie lubimy domow i domkow! Przyczyna prosta... tarasem, roslinami, garazem zajmuje sie TYLKO ja... a ja nie daje rady ze wszystkim i mam tez inne priorytety w zyciu niz malowanie, sprzatanie i sadzenie roslin. Stéph ma to gdzies... on jedzie rano do pracy, wraca pozno wieczorem i w weekendy chce odpoczywac a nie podlewac, porzadkowac czy co tam jeszcze innego robic. Zapadla wiec decyzja o zmianie lokum na mieszkanie, najlepiej w naszej poprzedniej dzielnicy, na pietrze, w starym budownictwie...

I wszystko byloby pieknie i ladnie gby nie okazalo sie, ze CENY skoczyly o 12% w 2016 roku, o 4% od poczatku tego roku... wynik jest taki, ze 1 metr mieszkania tam, gdzie chcemy mieszkac kosztuje ponad 5000 euro!!! sic! w miescie prowincjonalnym, gdzie zarobki nijak sie maja do tych paryskich.

Tak wiec na nic nasze wysilki oszczednosciowe... bo wkladajac 80% tego co mamy i dobierajac kredyt na 200 000 euro na 20 lat... mozemy sobie kupic 90 metrow kwadratowych a to dla moich panow jest stanowczo za malo...

Tak wiec ostro sie klocilismy, negocjowalismy, i szukalismy rozwiazan...
Ja nie mam nic przeciwko innym dzielnicom, w tym tej, w ktorej mieszkam, ale moi panowie stoja okoniem. Tutaj ceny sa nieco nizsze. Stac nas na spory dom pod miastem, nawet w gminie przyklejonej do miasta i to z ogrodem, ale moja rodzina krzyczy NIE. Ma byc w miescie i blisko centrum. A tutaj nas nie stac na to na co chcemy...

Spekulacja na nieruchomosci plynie wartkim potokiem w Bordeaux, bo za kilka tygodni bedziemy oddaleni o 2 h pociagiem od Paryza. Naplyw ludnosci jest ogromny. Miasto jest sliczne, wciaz w jakis konkursach wygrywa, przez UNESCO docenione to i... sa wynik tego stanu rzeczy...

Wczoraj po dniach negocjacji, okazalo sie, ze wybierzemy chyba inna opcje... przeprowadzka na wynajete... mieszkanie takie jakie chcemy, w dobrej dzielnicy ale wynajete do czasu ustatkowania sie cen...czyli jak zapowiadaja specjalisci jakies 3-4 lata.

Mi to juz w sumie wszystko jedno bo bic sie z mezem i zyc w nerwach nie zamierzam.


Ceny na zywnosc tez wciaz rosna...
Jak co czwartek bylam po zakupy. 124 euro zostawialam w: warzywno-owocowo-serowo-miesno-rybnym... na 3 osoby na tydzien... dopelnilam ogolnospozywczymi za 80 euro i mrozonkami za 23 euro... razem ponad 220 euro na tydzien na tak zwane zwykle zycie, bez gosci, swiat i ekscesow. Faktem jest, ze jemy zdrowo, kupuje duzo zywnosci ekologicznej, nie kupuje slodyczy, napojow slodzonych, alkoholu oprocz czerwonego wina czy papierosow.  Najdrozej kosztuja mnie warzywa 55 do 60 euro tygodniowo ale jemy ich 1,5 kilograma dziennie! na nas trzech... jest tego troche.

Stanialy tylko podroze, sprzety elektroniczne czy ubrania.. ale tego nie kupuje codziennie i jak kupuje to zawsze z wielka obnizka. W ubieglym tygodniu zamowilam sobie dwie pary balerinek... powinnam po sklepowej cenie zaplacic za nie 326 euro ale zaplacilam 126... mam swoje sposoby.

Jednym slowem zycie we Francji jest strasznie drogie. Ceny wciaz rosna, zarobki mniej ale staramy radzic sobie z tym co mamy i zaoszczedzic kazdego miesiaca na "zas". Czasem bywa ciezej czasem lzej. Ciekawe jak bedzie za Macron'a?

niedziela, 7 maja 2017

Brawo Francja, Brawo Francuzi!

Brawo Francuzi! Nie dalismy sie ekstremizmom.... Jest nas dwa razy wiecej niz tych pelnych nienawisci.
Brawo Emmanuel Macron!

Poranek w operze i na wyborach. Francuska codziennosc: czesc 83.

Opera

Przez jakis czas bede musiala pisac bez polskiej czcionki. Moj stary komputer ledwo dyszy i zrobienie na nim czegokolwiek to conajmniej godzinna strata czasu. Nowy kupie dopiero we wrzesniu jak wyjdzie na rynek IMAC, to znaczy jego nowy model. Tymczasem pozostaje komputer pracowy meza albo tablet.

Dzisiejszy poranek zaczal mi sie kulinarnie... mieso po japonsku, ptysie z kremem limetkowym... o tym jednak na blogu obok. Musialam jednak o 8 h wstac by sie wyrobic z kuchnia i na 11h do opery. Z racji antkowego wieku jestesmy fanami porannych koncertow i oper bo sa krotsze czyli dostosowane do dzieci i rodzin. Trwaja 1,5 godziny zamiast 3!
Dzis tez bylo pieknie... opera Bizet'a, fragmenty "Lowcy perel". I tak od tych 11 lat moje dziecko edukuje operowo, filharmonicznie i w kazdej innej dziedzinie. Uwazam to za swoj obowiazek.

Szef choru naszej narodowejopery wyjasniajac dzieciom i niewyksztalconym doroslym ( na poczatku pytal kto jest w operze po raz pierwszy  i kilku doroslych podnioslo rece) na czym polega praca choru w operze, a ktory jest Wlochem wyglosil przy pkazji przemowe o Bogactwie roznorodnosci! I tym trafil do naszych serc.
W Bordeaux w naszym chorze spiewaja bowiem Rosjanie, Bulgarzy, Hiszpanie, Koreanczycy, Japonczycy itd... i to i kompetencje tych osob sprawiaja, ze obcujemy z KULTURA na takim poziomie... a nie zamkniecie granic, nie przyjecie migrantow czy wszelkie inne pomysly FN. 

Po porannej, wiosennej operze i spotkaniu kilku znajomych ruszylismy w drodze powrotnej glosowac...

czwartek, 4 maja 2017

Pijana uczennica na lekcji ; polityczne francuskie bagno ; praca, sporty – taki codzienny misz-masz ! Francuska codzienność : Część 82




 

We wtorek rano z wielką ochotą wróciłam do pracy, do liceum. Lubię, bardzo lubię być z moimi uczniami, prowadzić lekcje, dyskutować i żartować, a czasem się wzruszać też! A tutaj niespodzianka… Dzień miałam ciężki bo lecje od 8 do 18 non stop z 2 godzinną przerwą na obiad od 12 do 14h, jak to zazwyczaj jest we Francji. I na ostatniej godzinie… lekcja od 17 do 18, wchodzi jedna bardzo dobra uczennica, rozweselona na maksa, chichocząca… Ja tam lubię wesołych ludzi, więc coś jej powiedziałam tylko delikatnie, żeby nieco ciszej bo jak mam ich 36 to trudno coś zrobić w ogólnym rozgardiaszu.

To była geografia… robili uczniwoie moi schematy geograficzne na podstawie fotografii więc krążyłam między nimi i odpowiadałam na pytania. Aż tu nagle słyszę “bum”. Lecą piórniki, wszystko rozsypane. Uczennica, którą roznosiło poległa na ławce. Pytam czy coś konsumowała… nie i chichot. Wysłałam ją z gospodarzem klasy do pielęgniarki. I… sporo alkoholu we krwi choć po zapachu nic nie wyczułam. Zawołali pogotowie, rodziców delikwentki… I tak oto po raz pierwszy w mojej karierze zaliczyłam incident związany z pijaństwem…

 

 

Głupi wybryk, jak to bywa w wieku lat 16… wczoraj przyszła z przeprosinami… eh…

W pracy ostro… końcówka roku. 7 rad pedagogicznych mam w ostatnim tygodniu maja. Lekcje oficjalnie do 9 czerwca, ale sporo wolnych długich weekendów pomiędzy. Od 14 czerwca matury, plus ustne plus poprawki. Koniec maratonu 13 lipca. Od przyszłego tygodnia zaczynam egzaminowanie na Naukach Politycznych i mam kilka tematów do przygotowania. A 30 i 31 laja mam matury ustne z historii-geografii po rosyjsku w innym liceum.

Bedę też zdawać kolejny egzamin z polskiego do klas międzynarodowych więc muszę w czerwcu przygotować pisemne dossier… ale zrobi się.

Jednocześnie wychodzi moja książka, więc też jest nad czym pracować.

Moi uczniowie też zdają matury więc się trochę angażuję… a jedna z moich uczennic zdała pisemny konkurs na Nauki polityczne! Dumna jestem strasznie!!!!!!!!!!

 

Antek też zasuwa. Kończy pierwszą klasę gimnazjum 23 czerwca. Pracuje po kilka albo i kilkanaście godzin dziennie by wszystko ogarnąć no i przede wszystkim mieć znakomite  stopnie, takie jak on lubi. Na początku czerwca Antek zdaje kolejny egzamin Cambridge, kolejny pułap z angielskiego więc ostro codziennie powtarza.  We wtorek był w szkole od 8 do 18:30 a później pracował w domu, wczoraj 5 godzin lekcji, 2,5 h pracy w domu, 2 h treningu… Z tego co widzę to tzw: dobrych francuskich rodzin z jego szkoły to zupełnie nie dziwi, uważają, że to norma by 11-12 latek do 22 pracował.  Może mają rację? Nie wiem myślę nad tym… Widzę jednak, że on całkowicie akceptuje, jakby to było oczywiste, jasność najjaśniejsza… koledzy tak robią, przyjaciele, takie jest ich życie.

 

W tym całym pędzie znajduję czas na sport. Możś nie codziennie ale tak 3-4 razy w tygodniu. Mam coraz lepsze wyniki w bieganiu… moje ciało wygląda coraz lepiej, masa mięśniowa mi się wciąż powiększa. Nawet Antek tak wysporotowany sprawdza twardość moich mięśni brzucha pięścią i z zadowoleniem kiwa głową he, he…

 

Stéph też pędzi. Ostatnie dwa dni go nie było bo po dróżkaż Cantal’u jeździ. Kontrakty podpisuje a ja się cieszę razem z nim.

 

Tymczasem w moim kraju polityczne bagno…Wczorajsza debata pomiędzy dwoma kandydatami w prezydenty nie pozostawia złudzeń. Jest tylko jeden POWAZNY kandydat między złodziejami i ekstremizmami. Zniesmaczona byłam całkowicie. I chyba pod tym względem nie ma we mnie krzyty tolerancji dla ekstremizmów wszelkiej maści a już tym bardziej dla tych, których finansuje pan Putin morderca. W niedzielę idę głosować I trzymam kciuki do wieczora by głupota i nienawiść nie przeszły. Choć to nie koniec boju… w czerwcu wybory prlamentarne więc jeszcze tutaj będzie ostro bo prezydent sam niewiele może albo tyle co nic.

 

 

 

poniedziałek, 1 maja 2017

Wujek Edzio. Lekcja miłości ?


Edzio



Zadzwonił wczoraj wieczorem, koło godziny 18… i może nie był to przypadek po mojej wczorajeszej refleksji ?

Zabrzęczał cicho mój tablet na biurku a ja akurat na komputerze poprawiałam redakcję mojego tekstu. Odpowiedziałam od razu. Zawsze mi się oczy śmieją jak wujek Edward dzwoni. A ostatnio to on dzwoni częściej do mnie niż ja do niego. Zazwyczaj dzwoni w niedzielę na Facetime.

 

28 lipca wujek Ed skończy 87 lat. Mieszka w prowincji Manitoba, w miasteczku Brandon, na południu Kanady. Jest synem polskich emigrantów, przybyłych tutaj na samym początku XX wieku: Genowefa i Mikołaj do Kanady, przez Atlantyk, dotarli. Edward urodził się już tutaj, w Nepawie.

 

W 1950 roku, w maju ożenił się z moja ciocią Marylą, córką siostry mojego dziadka, która przybyła tutaj z mężem z Wołynia, kilka lat później. Piękna to była para, która dzisiaj spogląda na nas z czarno-białych zdjęć. Maryli już nie ma. Ed został sam.

 

Nadal mieszka w domu, w którym już jako emeryci zamieszkali z ciocią, kilkanaście lat przed jej śmiercią. Sam robi sobie zakupy, sam sprząta, sam jeździ samochodem, sam gości przyjmuje, sam działa w swojej parafii, gdzie dwa razy w tygodniu rozdaje ubogim posiłki i ubrania. Bo wujek Ed to taki kochany wujek, z dobrej katolickiej, polskiej rodziny. Choć nigdy w Polsce nie mieszkał i odwiedził Polskę dwa razy, po polsku mówi dość dobrze.

 

Nasza wczorajsza rozmowa, jak zawsze przepełniona była śmiechem. Bo Ed to taki typ… rzadko się skarży albo prawie wcale. Wczoraj dzielił się ze mną radosną nowiną – narodziny 14-stej prawnuczki Michael’i. Razem wnuków i prawnuków Ed ma 31 sztuk… do tego         6-cioro własnych dzieci plus ich żony i mężowie razem 43 bliskie osoby.

 

Z dumą mnie wczoraj informował, że on na każde ich urodziny kartki wysyła, każdemu, nawet bobasom… ma wszystko zapisane i pamięta. Każdego dnia wnuczki i wnukowie (lokalni) oraz ich żony i mężowie go odwiedzają. Nie ma takiego dnia w tygodniu by Ed był cały dzień w domu sam. Przjeżdżają, mówią do niego “dziadzi” i tulą się.

Co jakiś czas robią razem pierogi… wtedy Ed dzwoni do mnie i mówi 236 pierogów my zrobili dzisiaj!  - zaciąga trochę jak kresowiak.

Jego lodówka jest obklejona zdjęciami dzieci, wnuków i prawnuków, każdy kalendarz w domu to dzieło jakiegoś wnuka. Na lodówce są też zdjęcia Antosia mojego choć on wnukiem nie jest…
 







Ostatnia nasza wizyta u niego, latem minie 3 lata, do dziś, we wspomnieniach, jest ona cudownym momentem.

I tak się zastanawiam czy znów nie pojedziemy? Latem chyba nie wyrobię się, ale za rok, jeśli Ed będzie jeszcze żył, a wierzę, że będzie… to dlaczego nie? Choć Antek będzie przez 3 tygodnie w Chinach więc trzeba będzie się zorganizować.

 

Te zdjęcia ilustrują chyba najlepiej relację jaką Antek ma ze swoim wujkiem, który choć z bardzo daleka wciąż mi kibicuje we wszystkim… przez Facetime…
Wiesz co wujku? Kochamy Cie!