Coz... nie wiem jak to nazwać? dziś rano drzwi otwarte w liceum, w którym uczę. Pojechałam na 9 bo to było otwarcie. I byłam ... sama na 15 nauczycieli historii-geografii, tych, którzy uczą tam od wielu, wielu lat.
Otworzyłam sale ale NIC nie było przygotowane... Wczoraj pytałam i w poprzednich dniach co i jak i mi mówiono, ze nie ma się czym przejmować. Okazało się jednak, ze jest.
Rodzice z uczniami zaczęli napływać w ilościach hurtowych a ja wciąż byłam sama w tej gołej i obleśnej sali. Mówiłam im by wrócili później bo moich kolegów jeszcze nie ma.
W międzyczasie dowiedziałam się, ze nie mam identyfikatora bo dla mnie nie zrobiono, pominięto mnie jak we wszystkich innych liceach w tym mieście. Wpadł dyrektor i wydarł mordę, ze nic nie jest gotowe i ze gdzie są inni. Odpowiedziałam, ze nie wiem. Pobiegł gdzieś dalej.
O 9:37 pojawił się kolega z kubkiem kawy i jedzący bułkę. Z przerażeniem stwierdził, ze NIC nie jest gotowe a miało być gotowe wczoraj... Poleciał na górę i zniósł jakiś karton. Pomogłam mu szybko jakoś to ustawić : czarno-biale tablice informacyjne datujące na okres średniowiecza z częścią nieważnych już informacji...
Kolega napisała mail do innych kolegów tutaj przytaczam kopiuj-wklej
samedi 07/02/2026
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz