Ubiegly weekend spędziłam częściowo w kinie, korzystając z ostatnich wolnych dni przed początkiem roku szkolnego. I nadrabiałam zaległości bo te filmy weszły na ekrany na poczatku lata, ale widziałam je dopiero ostatnio. Dwa ogromne freski historyczne, znakomicie zagrane... każdy trwa 2 godziny i 40 minut! To kolejna próba uchwycenia fenomenu generała, tego kim był czym się kierował, jak działał? W jakimś stopniu udana próba ale pozostawiając nas oglądających z poczuciem niedosytu. Przynajmniej ja mocno poczułam, ze chciałbym wiedzieć więcej!
Co mnie najbardziej urzekło w tych freskach? Nie same fakty historyczne, nie próba oddania ciężkości walk i bitew ale dużo bardziej osobiste watki.
Po pierwsze i szczególnie w pierwszej części, która uważam za zdecydowanie lepsza, ogromna samotność mężczyzny, który w poczuciu odpowiedzialności, sensu egzystencji, biegu historii wyrusza jak to się banalnie mówi "z motyka na słońce". Chce walczyć, mówi NIE... ale jest sam. I ta samotność przeraża swoimi wymiarami, swoją otchłanią.
Po drugie dyplomacja związana z niekończącymi się negocjacjami. Polityczne i militarne gry, pokazywanie swojej siły, gdy za nią nic nie ma, jest pustka ale trzeba grać by ugrać coś więcej... wolność, honor, niezależność. Te mechanizmy są znakomicie pokazane szczególnie w drugiej części. Myślenie i działanie z wyprzedzeniem, czasem w ciemno jest niezwykłą próba ekwilibrystyczna ale jakże konieczna dla osiągnięcia celów.
I osobisty wątek... na zdjęciu niżej to generał Leclerc... Gdy przyjechałam do Francji na studia. następnego dnia a był to 1992 rok... pojechał z dama, która mnie gościła do domu generała i do jego wdowy Thèrèse de Gargan... poznałam kilkoro z ich wnucząt, prawnucząt bo byliśmy tam na podwieczorku... Wtedy zupełnie, ale to zupełnie nie zdawałam sobie sprawy ani z ważności osób, które spotkałam ani z wielkości tego popołudnia... mam tylko kilka wspomnień... i żałuje, ze byłam na tyle niedojrzała i na tyle niewykształconą by tego wtedy niedocenic...
I drugi watki osobisty... Generał Leclerc studiował w Ginette w Wersalu i tam tez studiował mój Antek...
A ja do dziś doceniam wielkość i podzielam większość idei, myśli i działań De Gaulle'a i Leclerc'a.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz