Taki trochę poza tym naszym trudnymi życiem czas, wycięty, wyjety, w nawiasie. Zakupy na gorącym i jakże już kolorowym rynku Lices. Letnie owoce na wszystkich straganach wlacznie z morelami, brzoskwiniami i jeszcze dużo wiosennych pęczków szparagów, rzodkiewek, brukwi i marchwi. Wszystko kusi a mnie, jak zwykle najbardziej przyciągają stoiska kwiatowe bo tutaj nie tylko kolor ale tez zapach i ta obfitość wszystkiego.
Jake daleko jesteśmy tutaj robiąc te zakupy od tego czym żyje świat... jakże daleko są wojny, bomby, zabici i ranni, daleko mentalnie, daleko bo myślimy o rzeczach dobrych i smacznych a upał sprawia, ze czujemy się tez trochę wakacyjnie już. Niestety ten świat nie zniknął, nie zatrzymał się ani na chwile. To my zatrzymalismy się trochę w naszej egzystencji by pokontemplować to piękno, którego na codzień często brakuje.
Jestem ogromnie wdzięczna za ten moment, za te obfitość życia.
Obejrzałam właśnie archiwalne nagrania kobiet z Teheranu z 1979 roku... kobiet nauczycielek, wykładowczyń, architektów i każda z nich z optymizmem i z radością ocenia rewolucje i




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz