Mija 20 lat od dnia, w którym ja nam zabili... a pamietam o tym dniu jakby to było wczoraj...
Niestety musiałam dziś rano udać się do liceum na zebranie dyrekcji i nauczycieli, które trwało 2 godziny... i po którym wyszłam stamtąd w stanie nieciekawym.
Generalnie bardzo złe się czuje. I to z wielu powodów.
A to poranne zebranie tylko uświadomiło mi ogrom przemocy, bezsensu i braku rozwiązań, jakichkolwiek rozwiązań.
Tak więc siedzę w domu a raczej leżę pod kocykiem i staram się wrócić do równowagi i jakoś zmobilizować do działań ale nie idzie mi... więc na dziś odpuszczam wszystko i czekam. Myślę o Ani, o jej książkach, przekazach, artykułach. Myślę o naszych spotkaniach, w tym o tym ostatnim w Paryżu, w kwietniu 2005 roku. Byłam w ciąży z Antkiem wtedy i ona głaskała mój brzuszek i mówiła, "ciekawe kiedy Go poznam"?
Tak więc sobie siedzę i płacze bo ten dzień jest cały do niczego.
Na wspaniałym zebraniu dowiedzieliśmy się, ze nasi "uczniowie" - cudzysłów jest celowy! - już w czwartek przyszli z bidonami benzyny by podpalać śmietniki pod liceum... ze przemoc nasilała się z każdą godzina a w piątek nastąpiło apogeum z cala seria wybuchów, jakimiś młodzieńcami całymi na czarno, wielkim pożarem przed budynkiem... ze były śmiechy i chichy w tym naszych uczniów jak im dorośli -nauczyciele mówili by się oddali od ognia... ze policja stała i patrzyła i nic...
I oczywiście co z tym teraz? Jak ma wyglądać powrót do szkoły? Na lekcje? Niby jest jakiś plan... ale jutro znowu strajki i blokady więc co to za plan? W tym ekipa ma bardzo różne zdania.
Jedna koleżanka, nauczycielka zaproponowała by jutro na lekcjach:
"robic z uczniami kolejne hasła i kartony na manifestacje"
i dostala ogrom braw...
To nie jest mój świat, to nie są ludzie, których poglądy i postępowanie podzielam, to nie jest dla mnie.
Jestem jednak mniejszością.
I wszystko dziś wydaje mi się czarne...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz