środa, 14 września 2016

Wielka Brytania – Półncna Szkocja i wyspa SKYE ! Część 9.





UK 20
Eilan Donan Castle, nad jeziorem Duich, zaraz za jeziorem Ness, to wizytowka Szkocja, zamek reprezentowany na kartkach pocztwoych, ktory rowniez zwiedzilismy.



 


             Cóż to była za podróż na wyspę Skye… gdybym wiedziała, że jest tam tak pięknie pewnie zostałabym na dłużej. Nie jest to piękno cukierkowe, słodkie czy pełne miejskiej elegancji. To piękno surowego klimatu, trzech kolorów :


-          fioletowego od wszędzie kwitnących wrzosów


-          brunatnego od ziemii, skał i gór


-          zielonego od drzew i krzewów, ale tej brunatnej, surowej zieleni


Po pysznym śniadaniu ruszyliśmy już o 8 h30 z Inverness w stronę jeziora Ness czyli Loch Ness od znanego wszystkim potwora. Poprzedniego dnia jechaliśmy wzdłuż jego wschodniego wybrzeża, dzisiaj było to wybrzeże zachodnie, droga A82. Właściwie już za miastem pejzaże zapierają dech w piersiach. Zatrzymujemy się wielokrotnie by zejść nad brzeg tego słynnego jeziora, zrobić kilka fotek, pomarzyć i pożartować.  Potwora jednak nie widać na horyzoncie. Jest mglisto, szaro, co chwila popaduje.





Któż by jednak przypuszczał, że te odcienie szarości mogą być tak piękne? I że może ich być tak wiele? Całe obrazy popielu!


 


Między Wielką Brytanią a wyspą Skye jest most, wjeżdżamy po nim na wyspę i jedziemy dalej aż do największego tutaj miasteczka Portree, 1900 mieszkańców! Parkujemy w centrum na parkingu bankowym i ruszamy  na maleńki, centralny plac, na którym znajduje się restauracja i salon herbaciany polecony mi przez koleżankę, znawczynię z Klubu Polek na emigracji.





To The Granary. Tutaj zjemy prosty ale smaczny lunch.


 


Posileni wjeżdżamy na drogę a raczej dróżkę B885, która przecina wyspę ze wschodu na zachód. Droga jest tak wąska, że co kilkadziesiąt metrów są tutaj tzw: Passing Place czyli miejsca gdzie się zjeżdża i ustępuje drogi temu z naprzeciwka. Barany i owce są tutaj wszędzie, na drogach też i czasami trzeba zwolnić albo poczekać aż sobie przejdą. Co też czynimy podziwiając je jednocześnie.


 
Wszędzie są pagórki, wyglądają jak zielone poduszki rozłożone na fioletowym polu wrzosów. Zatrzymujemy się co kilkaset metrów z różnych powodów drogowych ale też krajobrazowych. To pada, to przestaje, tęcze pojawiają się na zawołanie, wylatują jakieś owieczki i za zakrętem kolejny widok pozbawia nas słów.




 UK 21

UK 22



Jedziemy na północ wispy do latarni morskiej usytuowanej na Nestie Point, na wybrzeżu klifowym… Te klify są strasznie wysokie, wyższe jak w Normandii. Wiatr porywa nam włosy i ubrania, deszcz co chwila moczy to znów słońce suszy ale uśmiechu nie pozbawia nas nawet zmęczenie i 3 – godzinna droga do Fort William na nocleg. Jesteśmy ZACHWYCENI!
Uk 23


2 komentarze:

  1. Jakże odmienna językowo jest ta relacja ze Szkocji. Wrażenie zachwytu i odczuwanie piękna. Pisze Pani niezwykle emocjonalnie i dlatego aż chce się tam być. Pozdrawiam. Urszula

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepięknie tam jest! Pojechałabym do Szkocji dla tych widoków!

    OdpowiedzUsuń