Bo to, ze jestem za mila to wiem od dawna. Pytałam dziś sama siebie "hej Aga co się wczoraj wydarzyło w liceum? Co ty tam zrobiłaś, powiedziałaś, jak zareagowałas wobec tego co się tam spotkało?"
I tak po refleksji i już na chłodno, bardziej chłodno powiedzmy...
Byłaś wczoraj nadal mila! Rozmawiałaś z tymi ludźmi, jak się pojawili, a którzy cię wystawili do wiatru. Udawałaś, ze w sumie to cię mało dotyka, ze musisz robić swoje, albo, ze się "nie przejmujesz"!
Notabene słowa "nie przejmuje się" działają na mnie jak płachta na byka. Bo co to znaczy "nie przejmuj się"? To znaczy olej swoje odczucia, uczucia i emocje, zapomnij o sobie, odpuścić bo po co się przejmować jak możesz to zanegować i powiedzieć sobie "no dobrze nie przejmuje się no bo w sumie nic się nie stało, albo mało się stało więc jestem grzeczna i mądra (sic!) dziewczynka i się nie przejmuje."
Ale to jest JEDNO WIELKIE OSZUSTWO! wobec osoby najważniejszej czyli wobec samego siebie. Bo się przejmuje, bo zabolało, bo udawałam, ze nie boli, bo zamiotła pod dywanik i można jeszcze wiele dodać.
Zamiast zachowywać się wczoraj tak jak się zachowywałam czyli niby profesjonalnie i trwać tam i ustawiać te plansze i jeszcze mówić dzień dobry i wyjaśniać odwiedzającym zawiłości systemu i specjalizacji... Powinnam o tej 9h15 zamknąć sale na klucz, napisać kilka słów na drzwiach i wrócić do domu a do dyrekcji wysłać na piśmie maila z opisem tego co się wydarzyło.
Ale nie, ja trwałam i robiłam mila minę do zlej gry bo taki mam program, bo tak mi do głowy i do ciała wtłoczono, ze to co JA CZUJE jest nieważne... najwazniejesze są pozory, zaangażowanie, praca i profesjonalizm i nie wolno przecież nikogo zawieść - nawet nieznajomych rodziców i ich dzieci, i dyrekcji tez nie wolno i kolegów, którzy zawinili tez nie bo nie będą cię lubić itd...
za to ZAWSZE NALEZY ZAWIESC SIEBIE i ZANEGOWAC SIEBIE I swoje uczucia i swoje emocje bo w sumie "czym się tutaj przejmować"? Są wyższe cele, ty jesteś nieważna.
Tak mnie wychowano. Niestety.
dzisiaj już jestem dużą dziewczynka potrafię to zrozumieć, odczytać i pracować nad sobą tak by z tego powoli ale skutecznie wychodzić. Wczoraj kiepsko mi się udało a raczej mi się nie udało. Wiem już to.
Jutro postąpię inaczej. Rano pójdę do dyrekcji i zdenoncjuje wszystkich kolegów to po pierwsze. Po drugie zacznę mówić kolegom - jak ich spotkam na korytarzu czy w pokoju nauczycielskim, ze nie, ze nie "ca va" bo wcale nie "ca va" tylko, ze uważam, ze postąpili nieprofesjonalnie, ze wszystko olali robiąc po tym dobra minę do zlej gry, ze nie są odpowiedzialni, ze nie wykonali pracy, która mieli wykonać i ze w związku z powyższym nasze kontakty i tak znikome ogranicza się tylko do dzień dobry bo nie mamy wspólnych zasad, wartości i reguł. Nie potrzebuje takich znajomych z pracy. I nie będę mila bo nie muszę i nie chce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz