poniedziałek, 4 marca 2024

Odpoczelam... troche. Kilka słów o francuskim sanatorium.


Ostatni tydzień spędziłam w Pornichet. Skorzystałam z oceanu, ze spacerów, z biegów wzdłuż plaży ale tez kilka razy z sanatorium morskiego czyli z Thalassothérapie. Ostatnio byliśmy na takiej terapii 3 dni po Bożym Narodzeniu w Roscoff, cala rodzina. Teraz, kolejne 3 dni korzystałam sama. Sanatorium mieści się w tym zameczku, na pierwszym zdjęciu. Połączone jest z hotelem ale ponieważ mamy mieszkanie w Pornichet to ja akurat mieszkam u siebie. 

Zabiegi w morskiej wodzie bo to właśnie oznacza nazwa thalassothérapie, są popularne na całym wybrzeżu atlantyckim we Francji. Są one bardzo korzystne dla zdrowia, ale tez dość drogie. Samo wejście do morskiego spa to koszt około 40 euro na 2-4 godziny, pozostałe zabiegi jak okłady glonami, masaże, kąpiele w glonach i tak dalej to od 65 do 120 euro za zabieg. Woda morska jest niezwykle bogata w minerały więc na przykład 20 minutowa kąpiel w wannie z odpowiednim programem to równoważnik 8-9 godzin pływania w oceanie. Okłady z alg usuwają napięcia, zmęczenie, lecza reumatyzmy oraz skore. Korzystałam z tych dobrodziejstw przez trzy dni i był to wspaniały czas. Wykupiłam tez obiady w restauracji by się nie spieszyć później do garnków. Zdjęcia restauracji na dole jak i zdjęcia "mieszkań zabiegowych" bo jak już się do takiego wejdzie w Château de Tourelles to wszystko jest na miejscu, nawet prywatny hammam. Personel jest niezwykle miły i kompetentny. Pełen relaks. 




















Ale jak to w Bretanii ołowiane niebo miałam przez 4 cale dni i 2 dni słońca. Jak pisze Bobkwoski w książce, która mnie tak bardzo pasjonuje, na północy Francji jedyne miejsce warte uwagi to Paryż choć i tutaj słońce malowane jest atramentem. Ale jak się raz pozna i pomieszka na południu Francji to do końca życia będzie się za tym południem i jego słońcem tęsknić. To właśnie przeżywam na codzień... 

Wielka przyjemność zawsze sprawia mi jednak spacer do merostwa w Pornichet, gdzie wzięliśmy ślub cywilny w 1998 roku. Piękny to budynek i ukwiecony wokół ślicznie. Zjadali tez pierwsze lody 2024: pistacjowe, mango i jogurtowe... u ukochanego Amorino. Pobiegłam... I wzięłam do czytania kilka książek z tych budek, które są wszędzie wzdłuż plaży i w parkach i proponują książki bezpłatnie, wymiennie... Uwielbiam! 






 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz