wtorek, 12 marca 2024

Rezyliencja




Jak twierdziła moja terapeutka w Bordeaux moje życie wymaga jej dużo więcej ode mnie niż średnia... Ta zdolność adaptacji, stawiania czoła nieprzewidywanym wydarzeniom, ta zdolność dostosowywania się bez przeryw, bez kawałka stabilizacji do nowych ludzi, wydarzeń, nowych okoliczności... jest mi tak bardzo bliska a jednocześnie tak bardzo daleka. 
Paradoks? 

Mój obecny terapeuta twierdzi, ze muszę to w końcu zmienić, ze muszę podjąć decyzje, które pozwolą mi na większy spokój ducha i ciała, na dużo większą stabilizację życiową. Muszę sporo stracić by, być może, coś zyskać. Taka jest jego teza. Do tych strat tez potrzeba sporo rezyliencji. 
W ciagu mojego życia nabyłam dość spora sprężystość psychiczna. Jestem i to pomimo przeżytych traum dość odporna na porażki i dość silna psychicznie. Dotarłam jednak do takiego momentu w mojej egzystencji, ze wyraźnie nie chce już bez przerwy się dostosowywać, nie chce czekać na nic ani na nikogo, nie chce ustępować, szukać kompromisów zbyt wiele. Aspiruje do dużo większego poczucia wolności i sprawczości, do dużo większego szacunku wobec siebie i wobec mojej osoby. 
By to glebiej i bardziej osiągnąć "powinnam" dużo więcej decydować a nie czekać na tak zwane okazje czy  szczęście a pogodzić się ze stratami i decydować, decydować. 

Nauka rezyliencji...

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz