niedziela, 18 stycznia 2026

Nawet papieru do wytarcia rak i du... nie ma. Witajcie w Trzecim świecie?

Wczoraj byłam na spotkaniu naszej Polonii i fajnie było... zdjęcia są z publicznej strony, ale kto dokładnie robił nie wiem...

Chciał tymczasem napisać o tym o czym wspomniałam chyba w ubiegły czwartek bo wtedy byłam świadkiem sceny dość szokującej. Otóż pojechałam do pracy, do liceum popołudniu i weszłam z pokoju nauczycielskiego (nie napisze jak wyglada bo to obraz nędzy, brudu i rozpaczy) do toalet dla belfrów. Tam, pani sprzątaczka wieszała na drzwiach kabin kartki z napisem, ze papier się kończy i ze więcej nie będzie. 
Nie bylam sama. Byly ze mna 2 inne nauczycielki. Zapytaliśmy panią sprzątaczkę "o co chodzi" a ona do nas, ze nie ma i nie będzie bo z tego co ona wie, nie ma budżetu na papier. Papier za drogo kosztuje i ludzie go marnują więc nie będzie. 

Poczułam się jak w latach PRL... papier za makulaturę, te korale z rolek na szyi, albo w ogóle wycieranie du... podarta gazeta bo po prostu nie było. 
Ale nie przypuszczałam, ze kraj, który uznaje się za jeden z najbogatszych na świecie i który poucza glosami swych przedstawicieli innych "jak żyć i jak postępować" nie ma na papier toaletowy dla swoich urzędników państwowych czyli nauczycieli?????????????????????

Zastanawiam się jak NISKO jeszcze upadniemy? Komu rząd da jeszcze pieniędzy by siedział cicho kosztem innych obywateli? I kiedy nas stad jakaś siłą zmiecie? 



 

czwartek, 15 stycznia 2026

Zaczelam... 2 semestr na Uniwersytecie


Żaden Harvard oczywiście, tylko lokalny uniwerek i do tego bardzo słaby w sensie wyniki w skali narodowej... w międzynarodowej nie istniejący zreszta. Ale pomimo to, ja odzywam jak idę na mój wykład czy na moje ćwiczenia! Zupełnie inna jakość kontaktów, inne zachowanie studentów, trochę inne wyzwania i duzooo większe poczucie WOLNOSCI!
Dla mnie to wszystko jest bardzo, bardzo ważne. 

Wczoraj rozpoczęcie drugiego semestru i mój pierwszy wykład, bite 2 godziny gadania Wprowadzenie do geopolityki. Jaka frajdę sprawiła mi ta praca konceptualne i intelektualnie. Studenci zadowoleni... wszyscy dziękowali po wykładzie, a ze człowiek po liceum jest raczej przyzwyczajony do pretensji, chamskich zachowań albo wręcz wyzwisk to studenci dziękujący za wykład są po prostu CUDEM świata w tym kontekście! 

Po tym miałam ćwiczenia z historii współczesnej i pierwsza analiza fragmentu wspomnień Metternich'a... kocham to! Tłumaczenie każdego słowa tekstu, jego kontekstualizaicja, rysowanie drzewa genealogicznego Habsburgów- we fragmencie oczywiście, te pytania hm... sama przyjemność jak narazie dla mnie! 

Dzis od rana powrót do smutnej i szarej rzeczywistości... oddaje sprawdziany i oczywiście pretensje dlaczego taka a nie taka ocena, ze co znaczy to słowo, a takie słowo a inne słowo... jestem chodzącym SLOWNIKIEM Laroussa czy Robert bo francuscy uczniowie w ogólniaku polowy słów potocznie używanych nie znają i nie rozumieją... Eh... Pisze dla nich cale sprawdziany od poczataku, od pierwszego do ostatniego zdania, kseruje, każdy dostaje swój egzemplarz poprawiony od A do Z. Wykonuje i potem z nimi prace nad tym kolejna... a oni wciąż niezadowoleni... bo trzeba coś napisać, przeczytać itd. Najlepiej niech sobie poleżą z telefonem w ręku i poczekają aż świat sypnie zlotem. 
cdn. 


 

wtorek, 13 stycznia 2026

Zapachy... i aktualnosci


Kocham zapachy i moja rodzina nazywa mnie "nosem na łapach" bo potrafię wyczuć i rozróżnić wiele zapachów, nie zawsze przyjemnych. Mój mózg reaguje bardzo, bardzo mocno na wszystkie zapachy bo niestety albo stety jestem nadwydajna mentalnie. 
W ubiegłą sobotę na rynku Lices było mało sprzedawców kwiatów bo cóż mamy styczeń... ale kilka straganów proponowało roślinki i na jednym były bukiety frezji. Muszę przyzna, ze to jeden z moich ulubionych zapachów... zapach frezji naturalnych ale tez tych w kosmetykach. jakoś bardzo dobrze mi się kojarzy i wywołuje masę pozytywnych wspomnień. 
Kocham tez i to miłością absolutna zapach róży bułgarskiej... czy tej z Grasse. Wciąż ich szukam i jak tylko znajduje olejki czy inne produkty z tymi różami to nawet jak nie potrzebuje to je kupuje. 

W ogóle produkty z Grasse na bazie olejków z roślin tam rosnących są dla mnie absolutnym dobrem czyli marki takie jak Fragonard. 

I tak otulona zapachami zderzam się ze smrodem w pracy... ale nie będę o nim pisać bo nie warto. Siedzę obok mojego bukietu frezji i finalizuje mój wykład na jutro i moje ćwiczenia dla studentów. Wszystkie wykłady i ćwiczenia są gotowe na cały drugi semestr i się narobiłam by to przygotować tak jak chciałam ale sprawia mi to ogromna radość! 
W odróżnieniu od pracy w liceum, która oprócz pozytywnych kontaktów z uczniami, niczego pozytywnego mi nie przynosi. Jest taka nasza polska "robota" a nie praca czy pasja bo warunki jej wykonywania doprowadza mnie okresami do szalu bądź do depresji. 

Także tutaj robię jak najmniej bo bardzo ciężko przychodzi mi zmobilizować się do czegokolwiek w takich warunkach. Trzyma mnie z ryzach tylko poczucie przyzwoitości ale to na tyle. 

Antoni zasuwa non stop, święta nie święta, nowy rok czy cokolwiek innego on tylko pracuje i rzadkie momenty odpoczynku liczę na palcach. Mam nadzieje, ze nie zwariuje od tego nadmiaru? 

Steph tez biega i jeździ. Wygrał podróż do Kolumbii i do Sewilii ale chyba będzie jeździł sam bo daty nie pasują... są poza wakacjami szkolnymi czyli ani Antek ani ja nie możemy. 

Chciałabym pojechać na ferie lutowe do Senegalu ale kupując bilet zdałam sobie sprawę, ze trzeba szczepionki tam... więc zrezygnowałam bo w moim stanie zdrowia to skomplikowane. Szukam innej ale słonecznej i cieplej destynacji na luty! 
Moja szwagierka leci z mała do Kenii właśnie w końcu stycznia, ale musiały się zaszczepić na żółtą gorączkę czy inna chorobę tropikalna... 

I tak się kręci życie codzienne. Czekam na konsultacje z chirurgiem laryngologiem na 4 lutego mam termin... zobaczymy. 


 

poniedziałek, 5 stycznia 2026

Porządek świata po 1945... ulega kolosalnym zmianom


Tak sobie myślę o tym co się stało w sobotę wcześnie rano, o tym co się dzieje od kilku lat już... I nie mam już żadnych watpliwości, ze świat, który znaliśmy po 1945 roku z jego porządkiem, organizacjami międzynarodowymi, regulacjami i na poziomie indywidualnym relacjami międzyludzkim... już nie istnieje. Mamy teraz "chce, mogę, biorę".
Tak jak pisał Giuliano da Empoli w "Les ingénieurs du chaos", kilka lat temu, pogrążamy się coraz mocniej w chaosie, który jest dziełem kilku światowych skrajności. Z jednej strony alianse oligarchów z dziedzin: ekonomii, technologii, mediów i polityki z drugiej alianse sił populistycznych i radykalnych, które zapoczatkowaly i prowadza te zmiany w skali światowej. Dwie twarze tej samej logiki, tych samych ruchów i działań.We Francji, na przykład wyjątkowo jasne na scenie politycznej.

Wojna, przemoc i powrót do form kolonializmu są już od nowa legitymne i coraz bardziej rozpowszechnione. 
Relacje indywidualne, międzyludzkie są coraz częściej zastępowane wirtualnymi lub zostają zerwane w imię dobrego samopoczucia i zwykle ludzkiej wygody.
Wygoda wkroczyła tez na salony życia profesjonalnego. W edukacji jest to wyjątkowo dobrze widoczne ale tez w wielu przedsiębiorstwach i urzędach. Czasami do tego stopnia, ze wymaganie czegokolwiek czy próba reform spotykają się z wyraźnym odrzuceniem, strajkami, blokadami. 
Mlode pokolenia stawiają, w swej większości, na egotyzm. I obserwuje to codziennie w klasach, na korytarzach, w salach uniwersytetu itd. 

Niewiele osób wokół mnie rozumie te procesy. Niewiele osób, w tym prezydentów państw, rozumie te procesy. Krótkowzroczność, zachowawczość, tkwienie w starym i znanym są bardziej naturalne. ja tez wolałbym ich nie widzieć z bardzo prostej przyczyny - wywołują lek i obawy, zmuszają do działania, do nabywania jak największej niezależności kompetencyjnej i finansowej bo nikt nie uratuje... nikt ręki nie wyciągnie by pomoc... To już nie ten świat, nie ta rzeczywistość. 

 

niedziela, 4 stycznia 2026

Nowy rok zaczęłam dopiero 3 stycznia od pulardy w cytrusach i suszonych owocach.


Kupilam na Nowy rok ale nasze plany uległy zmianie z powodu chorób więc nic z tego nie wyszło 31 grudnia i 1 stycznia. 

Zrobiłam więc moja pularde dopiero wczoraj i wyszła pyszna więc dziele się przepisem. 

6 porcji
3 godziny

Pularda: u mnie 2,2 kg
2 galazki selera naciowego
cebula
garsc suszonych śliwek coś koło 12 sztuk
tylez suszonych moreli
garsc migdalow
pomarancza
cytryna
100 g masla
laska cynamonu
gozdzik
galka muszkatołowa
sol i pieprz

Z cytrusów ścieramy skórkę i dzielimy je na cząstki usuwając błony. Seler myjemy i kroimy. Cebule kroimy w kostkę. Śliwki i morele namaczamy w gorącej wodzie. 

Skorki z cytrusów mieszamy z selerem i cebula i doprawiamy: sola, pieprzem oraz gałka muszkatulowa. Ta mieszanka nadziewamy nasza pularde. Pokrywamy ja kawałkami masła. Doprawiamy sola i pieprzem. Wlewamy pół szklanki wody wrzucamy do tej wody łaskę cynamonu i goździk i zaczynamy pieczenie w 180°C, obracając mięso regularnie co 30 minut... przez 1,5 godziny. 

Po tym czasie dodajemy cząstki cytrusowo i odsączone śliwki wraz z morelami. Dodajemy tez migdały. Pieczemy jeszcze 30 minut. 

Podajemy mięso z ryżem Basmat ugotowanym na pilaf czyli najpierw podsmażonym na maśle i oliwie, następnie ugotowanym pod przykryciem do sucha. 






środa, 31 grudnia 2025

To sie posypalo... i co z tym zrobimy?


Nie pierwszy raz... ale ten rok 2025 przyniósł już sporo negatywnego i jeszcze na koniec dołożył nam jelitówką. 

2 dni temu Antek zapodał, ze go boli brzuch i ze ma pewnie poważna chorobę bo już wszystko go boli od początku tych wakacji włącznie z plecami, prostata i teraz jeszcze brzuchem. Lekarz przepisał mu USG ale nie ma możliwości zrobienia bo nie ma dat tutaj... zarezerwowała na 22 stycznia dopiero. lekarz polecił mu wyjazd i zrobienie w Paryżu. Ja przypuszczałam ze to albo gastro albo zatrucie pokarmowe u teściów i się nie pomyliłam. Bo teściową ma ostry stan i teraz teść... Antek narazie się trzyma ale jest u nich więc pewnie tez jest zarażony. 
W związku z powyższym Sylwester odwołany jak i obiad noworoczny. A narobiłam się bigosu, sałatki, rosołu i jeszcze deser dziś od rana czyli Pavlova - zjemy sami, resztę zamroze. Tyle ze nakupiłam łososia wędzonego, foie gras, pulardy i inne dobra świąteczne a jeść nie ma komu.

Antoni narazie nie wraca bo jak wróci to zarazi mnie... a jak zarazi mnie to ja znowu padnę na kilka tygodni znając życie bo będę mieć komplikacje. Stephane już zreszta kaszle od 3 dni ale mnie jeszcze nie zaraził choć tego wykluczyć nie mogę. Jestem bowiem immuno-depresyjna, więc łapie wszystko co wokół i potem choruje całymi tygodniami. 

Wyc mi sie chce... ale nikt mnie nie słyszy... więc do księżyca sobie powyje. Może mi ulży? 
Prosze mnie nie pocieszać bo nie szukam pocieszenia. Szukam rozwiązań i wyjść z tej sytuacji, z tego smutku, który mnie dosłownie dobił w 2025 roku. Wierze, ze znajdę. 




 

poniedziałek, 29 grudnia 2025

2025... to nie był zbyt dobry rok


Dziś moj brat świętuje swoje urodziny a ja myślę o tym czasie minionym, który za chwile, symbolicznie, zamkniemy. 
Rok 2025? Nie należy do najbardziej udanych, spokojnych i tych, które będziemy miło wspominać. Raczej wręcz przeciwnie. 

I to z wielu względów.

 - Po pierwsze: choroby... moich bliskich i moje własne. Bez końca. Rodzice maja się dużo lepiej i dzięki Bogu za to i dzięki lekarzom. Ze mną niestety tak sobie. Mam wyznaczone spotkanie z chirurgiem na 4 lutego. Jak dożyje to zobaczę co mi powie i co zrobię dalej. Dostęp do lekarzy tutaj przyprawia o dreszcze. Ten brak wyboru czegokolwiek, ta spolegliwość wobec systemu bo nie ma wyboru, te upokorzenia notorycznie...


- Po drugie: średnio pomyślny Antka konkurs, na tyle nie wchodzący w jego plany studiów, ze postanowił powtarzać ten rok prépa. Powtarza. Jest numerem 1 w każdej dyscyplinie, ale nauczeni doświadczeniem wiemy, ze to oprócz osobistej satysfakcji zupełnie NIC nie oznacza. Poziom arbitralności ocen z konkursu jest na tyle duży, ze nawet najlepszy student może dostać złe oceny. Nie ma więc w tym najmniejszego sensu. Musi się spiąć zbyt wiele parametrów by coś pozytywnego z tego wyszło więc... on się przygotowuje, my kibicujemy a co będzie to NIKT NIE WIE. Poziom wkurzenia naszego na ten system jest jednak maksymalny. 


- Po trzecie: moje warunki pracy szkolnej tutaj we Francji i w Rennes, które nie maja żadnych szans i perspektyw na zmianę na lepsze. Dołuje mnie to każdego dnia, zaraz po otworzeniu oczu i na dłuższa metę uszkadza moje zdrowie. 


- Po czwarte: mieszkanie w tym mieście, które staje się miastem dealerów narkotyków i zorganizowanej przestępczości, jest dla nas ciężkim doświadczeniem. Gdy dodać do tego brzydotę wokół, klimat, brak życia kulturalnego z taka czestotliwoscia i na takim poziomie jaki byśmy sobie życzyli to przeprowadzka jest must have. 


-Po piate: relacje w szeroko pojętym sensie i znaczeniu... te rodzinne, te w pracy, te przyjacielskie... no cóż do najlepszych w tym mieście i regionie nie należą. Niektóre oczywiście tak, ale nie da się ukryć, ze moi przyjaciele, ci najbliżsi i najdrożsi dla mnie są w Paryżu, w Bordeaux w swej większości... Doceniam oczywiście te kilka przyjacielskich więzi tutaj i jestem za nie wdzięczna, ale poziom ich intensywności jest dużo mniejszy niż to co znałam wcześniej... mogę to porównać z życiem kulturalnym w Bordeaux co miesiąc minimum koncert czy opera a tutaj 2/3 razy w roku. 


-Po szoste: to co się dzieje na świecie i w tym kraju... wojny, cynizm, lenistwo, pasywność, rosnący w sile radykalizm i słabnąca liberalna demokracja... wszędzie. Moralność i etyka na poziomie mniej niż zero za to konsumpcjonizm wciąż wyżej i wyżej i wszelkie ekstrema polityczne, nawet we własnej rodzinie...


Co bylo dobrego? 

Tez część relacji i spotkań! Praca na Uniwersytecie choć "nędznym" ( chodzi mi o miejsce w klasyfikacji Uniwersytetów we Francji) to jednak dając mi duzoo satysfakcji! Antka forma, rozwoj intelektualny. Podróże... w tym ta do Polski! I nasza mała rodzinka, trzyosobowa, która wciąż się kocha, trzyma razem, śmieje razem i docenia wzajemna miłość i przywiązanie.