niedziela, 15 marca 2026

Ciężkie uderzenie...


No coz zdarza się i tak ale trudno mi przejść nad tym do tak zwanego porządku dziennego. Chodzi o antkowe powtórki do konkursu, które będą trwały dwa tygodnie. Jakiś miesiąc temu on się dogadał ze swoim dziadkami, ze może je zorganizować w ich domu bo chce to zrobić ze swoim przyjacielem... podobnie jak to było rok temu pod Lyonem. Ale wczoraj dowiedział się, ze jednak nie może bo dziadkowie się nie zgadzają ani żeby ich przyjąć we dwójkę, ani żeby pojechać na ten czas do ich domu w Pornichet, ani żeby przeprowadzić się na ten czas do naszego mieszkania w mieście a my byśmy ich obsłużyli wtedy u nich. 

Narazie więc sprawa wyglada tak, ze chłopcy będą zainstalowani u nas, w mieszkaniu. My będziemy spali pewnie w hotelu bo u mnie nie ma miejsca na 4 pracujące osoby... a może u teściów będziemy spali ale wtedy tylko my? 

Wczorajsza rozmowa nie należała do udanych ani do przyjemnych. Mój mąż wrócił nieco potłuczony psychicznie od swoich rodziców. I właściwie do dziś odczuwamy nie tylko dyskomfort ale jakiś taki wewnętrzny ciężar. Decyzja więc została dziś podjęta o opuszczeniu i tego miasta i tego regionu jak najszybciej i formalnie uda się nam to zorganizować. Niestety rodzice męża a moi teściowie zostaną na stare lata sami. Już nie maja kontaktów z nikim właściwie i stan się pogłębia... Teść ma brata w domu starców i siostrę ale od lat się nie odzyzwaja do siebie. Teściową ma konta tylko ze swoją siostra bliźniaczka, na pogrzeb swojego brata, który zmarł w ubiegłym roku pod Paryżem nawet nie pojechała... 

Nie wiem skąd się biorą tak złe relacje w rodzinie, w rodzinach... dlaczego jednych stać na wizyty, telefony, kartki, zaproszenia, na przepraszam, na chęć utrzymywania kontaktu czasem pomimo trudności a inni nigdy nie przyjeżdżają i nie odwiedzają pomimo zaproszeń, nigdy sami pierwsi nie zadzwonią, nigdy nie zapraszają nawet na kolacje jak już człowiek te 2000 km pokona... nigdy nie przepraszają tylko oskarżają... 

To widzę w wielu relacjach i w wielu rodzinach a przede wszystkim u siebie tez. Nie rozumiem tego. 
To znaczy racjonalnie i psychologicznie rozumiem... ale emocjonalnie nie rozumiem. 
Chyba już tak zostanie.  

 

sobota, 14 marca 2026

TUNEL


Od ubiegłej środy weszliśmy z Antkiem w tunel. Jest cholernie ciężko. 
Codziennie pobudka o 6... Antoni zaczyna pracować o 7 i kończy o 23:30 każdego dnia, 7 dni i tak będzie do 29 kwietnia czyli do końca części pisemnej konkursu. 
Boli go zap ale nie ma dentysty i nigdzie nie mogę go wcisnąć do 25 marca... najbliższe miejsce jakie znalazłam. 
Bola go plecy i byliśmy z nim u osteopaty bo całymi dniami siedzi i pracuje. 
Ja liczę dni do końca tego koszmaru i byle jakoś dotrwać i mu ulżyć przede wszystkim choć nam tez łatwo nie jest. 
Francuski system konkursów jest zabójczy dla zdrowia fizycznego i mentalnego ludzi. Ale cóż... tak to tutaj działa. 

 

piątek, 13 marca 2026

Ozez... w... co za koszmarek...


Wiedziałam! To znaczy wiedziałam i nie wiedziałam jednocześnie ale badania to dziś potwierdziły... Nie dla mnie to miasto, ten region, ten klimat... Mam uczelnie na pleśnie i to szczególnie te - cala grupa- znajdująca się w wilgotnym powietrzu. Nie można mnie zdesensybilizowac bo tego jest bardzo dużo i nasycenie powietrza tymi pleśniami tutaj jest ogromne. 
To dlatego zawsze się tutaj zle czuje, zawsze mam coś zatkane, nie mogę oddychać, żadna choroba nie przechodzi pomimo ton antybiotyków i innych sterydów - choć te jeszcze dqizalaja najlepiej i jak napisał lekarz jak tu będę żyć to będę skazana na sterydy każdego dnia. 

Tak wiedziałam! Zawsze jak jestem tam gdzie ciepło i w miarę sucho to czuje się znakomicie i nic mi nie jest... a tutaj jestem wiecznie i każdego dnia od nowa chora. 
Takze pies pogrzebany, kaplica, krzyzyk na drogę i amen. 

Przynajmniej wiem dlaczego tak tutaj nie lubię być i tak mnie te szarości, mok rocie, wilgocie i to zimno deprymuje. buuuuuuuuuuuu...

 

Wysyłamy Ci dziś życzenia do nieba...

Na twoje 102 urodziny... Czego życzy się Niebianom? Z pewnością nie szczęścia, nie zdrowia, nie radości bo to wszystko już maja. 
Więc powiem Ci tylko na ucho i w sekrecie, ze twoja historia i twoje życie inspirują... ze wiele ludzi nadal bardzo Cię kocha i już wkrótce nawet Francuzi będą Cię znać. 

A mi Ciebie strasznie brakuje, tak zwyczajnie, na codzień... pogadalabym z Tobą, pojadla twoich pierogów i torta makowego i pośmialibyśmy się razem jak kiedyś... popływali kajakiem na Bukowinie, pojechali gdzieś na rowerze, na jagody na przykład, podlali róże i lilie i nawet coś zaśpiewali.

Bądź tam gdzie jesteś i czekaj tam na nas bo jak dołączymy do Ciebie i te nasze energie miłości się połączą to możesz być pewny, ze wybuch będzie wielki! 
Tymczasem całuje Cię mocno i babcie Teresę i panią Helenę i tak sobie o was myślę...  Świeczek nie zapomnijcie zdmuchnąć bo na 102 płomienie trzeba dużo... oddechu! 







 

CYPR: Groby krolow i okolice Pafos


Dwa ostatnie dni na Cyprze spędziliśmy w okolicach Pafos korzystając z pięknej pogody, maszerując, jedząc i zwiedzających kolejny obiekt UNESCO dziedzictwa ludzkości czyli Groby królów z epoki ptolemejskiej. To miejsce jest po prostu niesamowite... ale oceńcie sami po zdjęciach... ja tam spędziłam 6 godzin i nie mogłam się naczyta, nauczyć i napatrzeć na to co Grecy potrafili zbudować i w jaki sposób uczcic ich zmarłych. 
Z kuchennych przysmaków rozponajecie na pewno klasyczne liście winorośli nadziewane mięsem jagnięcym, z jagnięcina długo pieczona są tez te kulki - czegoś tak pysznego jeszcze wcześniej nie jedliśmy... a te podłużne, roślinne przypominają klasyczne falafele tylko, ze maja dodatek halloumi. 
Fabryka i cukiernia Afrodyty pod Pafos sprzedaje najstarsze bo datujące na 1897 roku greckie lukami i inne sezamowe pyszności. Obkupilismy się tam! 

Chciałabym wrócić na Cypr... 























 

czwartek, 12 marca 2026

CYPR: gory Troodes


Wyjechaliśmy z Larnaki w pełnym słońcu... ale jak dojechaliśmy w te górki bo to nie są jakieś wielkiej wysokości góry około 1000-1400 mnpm to zaczęło padać, zrobiło się szaro i zimno... Nasz przewodnik czyli książka opisał kilak miejscowości, ze malownicze, ze piękne... ale niestety nic specjalnego... 
Więc z całego dnia najmilej wspominam jedzonko w knajpce, gdzie Grecy piekli na zewnątrz mięsiwa bo to był ich dzień wolny, pierwszy poniedziałek Wielkiego postu i cale rodziny do tej knajpki się zjechały na obiad... a Grecy jedzą dużo! My po jednym daniu i kawa a oni sałatki, przystawki, dania, desery... 
Takze tych gór na Cyprze nie polecam chyba, ze jest lato, pogoda i by tam po tych górkach pochodzić... 










 

środa, 11 marca 2026

Podpisalam...

"Odchodzic" ukaże się we Francji pod tytułem "Partir". Myślę, ze na jesieni tego roku jeśli uda mi się spiąć poprawki w odpowiednim czasie. 
Wyda je duży dom wydawniczy Hachette a raczej jego filia zajmująca się powieściami. 
Prace korektorskie potrwają teraz 3-4 miesiące. Jeden egzemplarz będzie kosztował 24,9 euro i ja mam na części 20% a na drugiej części 10%. 
Ale to co mnie poruszyło najbardziej to opinia komitetu czytelniczego... aż się pola kalam z wrażenia... zdanie o postaciach Józefiny i Antoniny... kluczowe... wyrazisty styl, narracja, problematyka uniwersalna itd... bardzo, bardzo dużo pozytywnych słów. I to mnie dziś cieszy!