wtorek, 28 kwietnia 2026

Wróciłam z Paryża wczoraj a Antek jest w stanie masakrycznym...


Byłam wczoraj w Paryżu na kolejnym zebraniu jury konkursu na nauczyciela historii-geografii. Zebrania mamy, jak już pisałam w jednym z najlepszych i najbardziej prestiżowych liceów w tym kraju czyli w Louis Le Grand. To liceum publiczne i pomimo deklarowanej LAICKOSCI ma w głównym holu swoje duszpasterstwo katolickie oczywiście z księdzem którego imię i nazwisko widnieje na tablicy przed sala. Są więc równi i równiejsi... bo my na ścianach klas mamy powywieszane Akty Laickości... a tam maja duszpasterstwo plus takie ogrody tez... korytarze i krużganki. Cóż... 

Zebranie było fajne bo głosowaliśmy nad średnia dopuszczająca do ustnych, robiliśmy bilanse pisemnej część konkursu... Dużo się człowiek dowiadują wchodząc do środka systemu i obserwując jak on funkcjonuje. I można ekstrapolować jak funkcjonuje państwo i jego służby administracjne itd. 

Jednym słowem mój dzień był udany i niezwykle ciekawy. 

Gorzej z Antonim moim bo ja nie wiem czy on ten konkurs skończy. Jeszcze cale dwa dni ale on jest w tragicznym stanie. Schudł ponad 5 kg, wymiotuje każdego poranka, nie śpi albo trochę śpi, odmawia wzięcia leków i wspomagaczy. Nie ma już wcale apetytu. Uważa, ze wszystko co napisał jest do bani. Jest tragicznie smutny, nie chce rozmawiać właściwie z nikim poza nami jeszcze trochę. Ja jestem PRZERAZONA i brzydkich słów pisać nie będę ale same się cisna.

Zamiast radość z nauki, poznawania ten system i nie pisze tutaj tylko o klasach prépa niszczy dzieci, młodzież z jednej strony a z drugiej z tym swoim olewajskim i równościom podejściem promuje miernosc i miernotę wszelkiego typu. 
Ja to widzę na codzień więc mnie to już nawet mało co dziwi choć denerwuje. Antoni to strasznie przezywa. A on jest niezwykle inteligetny i refleksyjny i duchowy.
Z perspektywy czasu myślę, ze popełniliśmy ogromny błąd. Powinnismy wysłać go na studia poza granice, do Londynu czy do Stanów zjednoczonych czy do Polski - jak zrobili niektórzy z naszych przyjaciół. Nie bylibyśmy tu gdzie teraz jesteśmy i one tez byłby zdrowszy... 
Chyba trzeba to naprawić. 


 

niedziela, 26 kwietnia 2026

To bylo 40 lat temu...


Mialam 12 lat i nie wiedziałam wtedy czyli 26 kwietnia 1986 roku, ze za kilka dni maszerując w pierwszo-majowym pochodzie zaczną nas straszyć napromieniowaniem i kazać pić płyn Lugola. 

Nic nie wskazywało na to, ze coś się wydarzyło, ze coś się zmieniło. 
W klasach produkowaliśmy kwiaty z bibuły na pochód, jak co roku i spiewalismy piosenkę "Dziś majowe mamy święto, każdy z mina usmiechnieta... każde dziecko trzyma w ręku bibułkowy mak, bibułkowy mak..." czyli propaganda na całego. 

Dotarlo do mnie w przeddzień czyli 30 kwietnia z dziennika telewizyjnego komunistycznego, ze coś złego się dzieje, choć pamietam ten obraz: biało-czarny i 4 siedzących w studiu i jedna pani doktor, babsztyl taki komunistyczny koło 50-tk pewnie, tłumaczyła, ze nie ma żadnego zagrożenia, ze nic nikomu nie grozi. 

1 maja na zbiórce w szkole okazało się już o 8 rano, ze część kolegów z klasy nie ma... a rzekomo obecność była obowiazkowa jak w tamtych latach. I coś ktoś zaczął mówić, ze tych zabrali w nocy z klatki schodowej na jakieś lekarstwo do szpitala i ze nie przyjdą. A my nic... pochód zaliczyliśmy. Jeszcze pamietam, ze wracałam przez jakieś laki obok bloków i ze moja mama opalała się na balkonie. Poszłam wypić płyn jak kazali do pielęgniarki w szkole podstawowej imienia Bojowników PPR w Koszalinie. Pół korytarza było zażygane... co samo w sobie mnie przestraszyło bo i śmierdziało wszędzie okrutnie. 

Potem moja mama włożyła swoje włoskie buty, miała takie słuszne na obcasie i pojechałyśmy do mojej chrzestnej i jej mamy... Było słońce, piękna pogoda i sobie spacerowaliśmy. 

Dopiero z czasem docierało... jak bardzo było to niebezpieczne, jak ukrywano prawdę przed ludźmi... Jakiś czas potem, moja chrzestna przyjęła dziewczynkę stamtąd. Miała na imię Wika. Bardzo ja polubiłam ale nie wiem gdzie teraz żyje i co się z nią stało. 

Od tego 1986 roku te dni są dla mnie trudne. To jak trauma i bardzo, ale to bardzo nie tylko nie lubię, po prostu nienawidzę 1 maja! 
Ten system, komunistyczny, socjalistyczny na sowiecka modle, oparty na przemocy, kłamstwie, manipulacjach i milionach ofiar jest dla mnie i chyba już do końca moich dni tak pozostanie... złem absolutnym. 





 

piątek, 24 kwietnia 2026

Udało się...


Na zdjeciu plakat na moja konferencje, która dam 6 maja... 

Tymczasem po wczorajszej interwencji i mojej i mojego męża udało się poprawić warunki pisania konkursu dla naszego syna i jego wspol-piszacych towarzyszy a czasami tez konkurentów. 

Otoz wczoraj popołudniu zmienili dla części z nich sale a dziś te zmianę potwierdzono. Nie będą już pisać w pełnym słońcu, bez żadnej osłony i w temperaturze zbyt gorącej. Zmieniono również krzesła na owszem szkolne i drewniane ale nie rozkładane tylko takie solidniejsze i bardziej komfortowe. 
Ile się trzeba były wykłócić i napluć na piśmie i w słuchawce telefonu to nasze. Ale przynajmniej młodzi ludzie będą mieli przyzwoitsze warunki zdawania tego konkursu. 
Oczywiście tylko my się wychyliliśmy bo reszta pogada, ponarzeka, popłacze sąsiadowi ale żeby przejść do działania to już nie ma nikogo... eh... 


Nic, wracam do pracy. 

 

czwartek, 23 kwietnia 2026

Warunki...


Wczoraj wieczorem, Antoni wrócił z miejsca, w którym pisze teraz konkurs koło 19 i był cały połamany. Bo tak jak w pierwszym miejscu w ubiegłym tygodniu warunki były całkiem dobre to znaczy ławka taka podwójna dla 1 osoby, dość wygodne choć szkolne krzesła i mało liczne sale ( tylko to było w prywatnej szkole), tak w tym tygodniu liceum publiczne i warunki koszmarne. 

Mowi, ze ma stolik o szerokości jakiś 45 cm. Wszystkie kartki papieru, na których pisze się nie mieszczą więc je układa na podłodze. Krzesło jest z dziura na plecach, składane i drewniane, i bolą go strasznie i plecy i nogi bo jest stanowczo za niskie a musi na nim siedzieć 8 godzin cięgiem. 
Wczoraj jak się rozpoczęło to się okazalo, ze to jakaś ogromna sala typu gimnastyczna. Akurat jest słońce ale tam nie ma żadnej osłony przed słońcem - dziś pojechał z okularami słonecznymi i z czapka z daszkiem, ale nie wiem czy mu pozwolą to ubrać w ogóle. Problem w tym, ze on prawie nic nie widzi w tych warunkach. Toalety wczoraj były najzwyczajniej w świecie zamknięte na klucz i potrzebna była interwencja pilnujących by je otworzyli. Maja 2 toalety na 123 osoby w tej sali! 

Ja uwazam, ze to jest skandal i ze ci piszący powinni jasno i wyraźnie zaprotestować bo są dorosłymi ludźmi i nikt za nich tego nie zrobi. 

Sama się często dziwie pilnując matur jak można tak zapełnić sale? Jak można kazać pisać uczniom w salach, w których jest czasami powyżej 30°C? Jak można kazać pisać na malutkich stolikach, na których nic się nie mieści i nie można otworzyć arkuszu konkursowego czyli 2 kartek polaczanych A4 tak by były na stoliku? Zawsze jakaś strona musi zwisać... 
Nie rozumiem tego i jeszcze mnie rozumiem dlaczego co zdający NIC z tym nie robią od lat... 



 

środa, 22 kwietnia 2026

Zębowo i konkursowo


Dzis kolejna wizyta u dentystki. Leczenie infekcji i rozpoczęta zmiana 3 koronek na zębach. I koszty są cóż... pomimo dwóch ubezpieczeń: tego podstawowego i tego z pracy małżonka mojego czyli mutuelle koszt dla mnie to 3200 euro. Trochę więc jest. 
Zastanawiam się czy w Polsce nie kosztowałoby mnie to taniej dlatego muszę to posprawdzać. 

Tymczasem Antek pisze i pisze, każdego dnia od 8 do 18. Ja wariuje z niepokoju i z nerwów o niego. On co rano wymiotuje cale swoje śniadanie zanim nie wyjdzie z domu o tej 7 rano i jak mówi mój brat obawiam się, ze to zaczyna być dla niego jakiś program bo robi to systematycznie a nie jest jakoś masakrycznie zestresowany. Jedni maja ból głowy, inni rozwolnienie, inny duszności czy inne ataki paniki albo nie śpią po nocach. To jest jakby jego rytuał poranny. Jak staram się go uspokoić z tymi wymiotami to mi mówi, ze wszyscy jego koledzy wymiotują co rano i w ubiegłym roku tez wszyscy więc nie ma się o co czepiać... po prostu nerwy wychodzą. Za to on nie ćpa, nie pije, nie pali i żadnych Red buli i innych cudów nie zażywa tylko naturalnie sobie wymiotuje. I to tylko rano potem je i pije i jest wszystko w porządku. Wyglada to na jakiś rozrusznik poranny. 

Zapytam lekarza jakiegoś dobrego jak spotkam kiedyś co on na ten temat. 

I tak narazie się kręci... Byle się to w końcu skończyło szybko i pozytywnie. Bo ja sama nerwów wysiade. 





 

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

Konkurs poprawiony. Teraz liceum i konferencja.


Przez 2 dni nie mieliśmy prądu bo była spora awaria jakiegoś podziemnego kabla i mam dół przy domu w chodniku taki solidny na kilka metrów. Co opoznilo moje poprawianie prac konkursowych kandydatów na nauczyciela. Wczoraj skończyłam. Dziś sprawdziłam opisy i zarejestrowała całość. Jutro harmonizuje. W poniedziałek następny jadę do Paryża na komisje konkursowa znowu do tego znakomitego liceum Louis Le Grand. 

Antek zdaje swój konkurs. 
A ja zabieram się właśnie za poprawianie sprawdzianów uczniów licealnych. I za przygotowywanie mojej konferencji na 6 maja. W międzyczasie mam jeszcze uroczystości 2 i 3 maja tutaj w Bretanii. 
Potem 19 maja mam znów wyjazd do Paryża na kolejne uroczystości tym razem w Ambasadzie. 

I jeszcze zobaczę co się po drodze urodzi... bo pewnie się urodzi znając życie. 

Teoretycznie mam drugi tydzień wiosennych wakacji ale jeszcze ani jednego dnia wakacji nie miałam ani wolnego zreszta tez nie. No cóż, sama chciałam to mam! A i przy Antka konkursie branie wolnego w tym czasie nie wchodzi w rachubę więc tym lepiej, ze człowiek jest zajęty to mniej się stresuje konkursem syna wspaniałego! 

 

niedziela, 19 kwietnia 2026

Francuska okladka


Kilka dni temu francuskie wydawnictwo przysłało mi projekt okładki. To jest zawsze bardzo ważny i bardzo wzruszajacy moment : zobaczyć jak będzie wyglądała książka, jaka propozycja okładki jest rozpracowywana przez wydawnictwo. 

Projekt mi sie podoba ale będzie dodany podtytuł do tytułu. 4 strona jest jeszcze w redagowaniu. Kolory biały i czerwony nawiązują do polskie barw narodowych. na pierwszej stornie realni bohaterowie tej powieści... I cena książki 24,9 euro. 

Prace trwają. I cieszą.