sobota, 22 stycznia 2022

MENU na nadchodzący tydzień 22- 28 styczeń 2022


Będzie i Ottolenghi i sporo szpinaku i lasagna i słodkie bretońskie naleśniki czyli crêpes... 

Sobota 22 styczeń
Obiad: seler rémoulade, befsztyk z polędwicy wołowej, brokuły i ziemniaczki sauté.
Kolacja; spatzle i sos kremowy z pieczarkami, sałata. 

Niedziela 23 styczeń
Obiad: grejpfrut, lasagne po bolońsku, sałata
Podwieczorek: bretońskie naleśniki z solonym karmelem, bananami i gruszka
Kolacja: zupa cebulowa z ciecierzyca i pomidorami, toasty z serem. 

Poniedzialek 24 styczeń
Obiad: dorada pieczona w cytrynie, ryż, sałatka z cykorii z orzechami i jabłkiem.
Kolacja: tarta ze świeżym szpinakiem i serem kozim oraz orzechami pinii, sałata

Wtorek 25 styczeń
Obiad: awokado, Świeży makaron wstążki czyli tagliatelle, sos ze świeżym szpinakiem i łosoś.
Kolacja: placuszki z cukinii, sos na bazie twarogu i jogurtu greckiego i dużo ziół.

Sroda 26 styczeń
Obiad: ser hallom zgrilowany, ryż czarny i fondu z porów.
Kolacja: Zupa krem z czerwonej soczewicy i marchewek, tosty z wędzonym pstrągiem. 

Czwartek 27 styczeń
Obiad: awokado, eskalopki panierowane z indyka, zielony groszek
Kolacja: quinoa I brukselka podsmażona na oleju kokosowym. 

Piatek 28 styczeń
Obiad: chachouka z batatow, pikle z czerwonej cebuli i jajka
Kolacja: spaghetti carbonara i sałata. 

 

piątek, 21 stycznia 2022

Dzień babci! Wspomnienie z 2018 roku...

Babcia Terenia...
W Polsce obchodzony jest dzisiaj Dzien Babci. I ja mialam kiedys Babcie... ukochana, uwielbiana, piekna... Miala na imie Teresa i pochodzila z Wilna.
Gdy urodzilam sie ja i dalej moi bracia ona byla zaledwie dwa lata ode mnie starsza...
Nazywala nas: Agciu, Igciu i Pawciu i kochala bez granic bo trzeba tutaj uczciwe napisac, ze dzieci jako takich w ogole nie lubila.
Gdy dorastalam byla dla mnie wzorem elegancji, gdy szyla sukienki u krawcowych, swego czasu nosila turbany na glowie i inne kapelusze a ja pardowalam bo wielkim mieszkaniu dziadkow w jej pozlacanych balowych trzewikach stukajac niemilosiernie w podlogowe deski. Babcia Terenia miala tez sypialnie, a w sypialni stala toaletka taka staroswiecka z lustrem i szufladkami... na tym staly kremy Pani Walewska. Byl to oczywiscie PRL-owski luksus. Taka ja zapamietalam bo niestety nie bylo mi dane znanie jej dlugo... Zmarla na raka, gdy mialam 16 lat i to jej odchodzenie dlugie, bolesne bylo moim pierwszym, wielkim traumatycznym przezyciem. Po pogrzebie zdarzalo mi sie widziec jej ksztalt na przyklad na lekcji matematyki w liceum i wydawalam wtedy z siebie dziwny krzyk. Pamietam, ze mame moja do szkoly wezwano i chyba nawet do jakiegos lekarza psychiatry mama mnie wtedy zaprowadzila. Potem doroslam nieco i do dnia dzisiejszego widze, czuje i rozmawiam z tymi, ktorzy odchodza, albo z tymi, ktorych juz nie ma. Taka moja uroda... zaakceptowalam ten fakt.
Babcia Terenia... czym byla dla niej "pipidowka" walecka po dorastaniu w takim miescie jak Wilno? Spotkal ja ten sam los co wielu przesiedlonych z Kresow. Nie miala pieniedzy, bogactw, ale miala to cos co pozwalalo jej na kolekcjonowanie obrazow ( co prawda miala tez kuzyna malarza ha!), ubieranie sie u krawcowych, organizowanie przyjec w domu. Nie byla latwa osoba... bywala apodyktyczna, strasznie uparta. To tez zapamietalam.
Nie gotowala bo gotowal dziadek. Babcia robila tylko kruche slodkie ciasteczka. Nablyszczala podlogi, ustawiala kwiaty, lubila robic ikebany, dekorowac stol.
Dla mnie byla DAMA, ale to oczywiscie dzieciece postrzeganie i to zabarwione szarzyzna Polski ludowej.
Babcia Terenia... tak bardzo mi jej brakuje, jej slow, jej usmiechu, jej zapalu i pomyslow czasem calkiem "zwariowanych". Brakuje mi jej ogrodu, jej salonow, niebieskich foteli, jej srebrnej zastawy, filizanek, krysztalow i tych obrazow, ktore dom zdobily. I nawet wizyt u kosmetyczki mi brakuje... jak siedziala u jej boku a kosmetyczka robila jej brwi, paznokcie, maseczki.
Jej ostatni Dzien Babci... naznaczony choroba ale tez tym momentem, ktory wciaz mam przed oczami, gdy wezwala mnie do siebie i wreczyla zloty pierscionek z koralem... mial byc na moja 18... dostalam go wczesniej bo babcia Terenia mowila " ze niestety juz nie doczeka". Ten gest, jej oczy...
Nosze w sobie jej oczy. Przyszla do mnie wczoraj, poznym wieczorem... dlugo nie moglam zasnac bo dlugo rozmawialysmy.
Kocham ja.
A skoro o babci Tereni mowa to i jej meza a mojego dziadka zabraknac nie moze... Nawet smierc ich nie rozdzielila.
Margherita Karmelita, Elżbieta Trzeciak et 1 autre personne
J’aime
Commenter

czwartek, 20 stycznia 2022

Palto sobie kupiłam... na obniżkach.


Takie zwyczajnie, do kolan... na do pracy choć nie tylko, typu Duffle coat. Skorzystałam z dużej bo 50% obniżki. Czyli zamiast 500 euros zapłaciłam 250. Jest ładna wełna, fajne drewniane guziki, kaptur, duże kieszenie. Na co dzień i do bardziej eleganckich ubrań i butów ale tez do tenisówek pasuje! Jakieś kolorowe szale do niego... O muszę kupić jakiś fajny, pomarańczowy i kaszmirowy szal do tego paletka. I będzie. Rozmiar 36 już;.. czyli 34 w Polsce... coś się kurcze z wiekiem.

Moje stare niebieskie muszę po prostu wyrzucić - to które było na sobotnich zdjęciach, bo się bardzo postarzało przez 8 lat a wciąż je nosiłam bo uwielbiam kolor. Mam jeszcze pomarańczowe, mam czarne ale tez fioletowe po teściowej tyle, ze z tym fioletowym, długim płaszczem to mam jednak problem bo nie za bardzo GDZIE mam w nim pójść! Trzeba jakaś kiecke do takiego palta, i buty odpowiednie a ja na codzień jest obładowana, wszędzie pędzę a poza codziennością to może 2-3 razy w roku gdzieś wychodzę więc zupełnie nie jest to praktyczne. 

Kupilam dziś to i padłam. Sklep jest 15 minut od domu, doszłam, przeszłam się w środku, wrocilam i po godzinie i 15 minutach jestem TOTALNIE ZMECZONA... a miałam takie plany by iść dalej... poczekają. 
Idę sobie poleżeć bo wieczorem sofrologia a jutro pierwsza hipnoza. 

 

środa, 19 stycznia 2022

No to na ZWOLNIENIU... do końca stycznia!





To sie porobilo! Moja pani doktor wczoraj wieczorem stwierdziła, ze jestem w takim stanie wyczerpania fizycznego, ze ciało daje sygnale wysuszenia, dehydratacji... dość niepokojące. Ciśnienie tętnicze 90 na 60 jak u umarlaka. Plus wyczerpanie psychologiczne związane z panującymi warunkami, plus warunkami pracy plus moim charakterem, który to wszystkim i na wszystko odpowiada. 

Od razu dostałam zwolnienie na 13 dni.  

W tym czasie mam: kilka seansów sofrologi, dwa seanse hipnozy - przepisane, już się poumawiałam!

Mam tez zalecenia typu chodzić - powiedziała mi, ze jak tylko wyjdzie kapka słońca to najlepiej podjechać, nawet na 2 godziny, nad morze i tam chodzić by ciało mogło wziasc tyle światła ile zdoła. Witaminę D3 mam oczywiście nadal kontynuować w suplementacji. Rozważyć zakup specjalnej lampy, takiej co Norwegowie i Szwedzi stosują... I pomyśleć o przeprowadzce "bo z moim słonecznym charakterem" jak go określiła pani medyk to będzie mi tutaj zbyt ciężko w tym mieście i w  tym regionie. 

Musze się tez nawadniać mam specjalne płyny z mikroelementami z apteki ale tez zwyczajnie domowo.

Mam uwazac na ewentualne bóle głowy. 

Ale ZALECENIEM numer 1 bylo 0 pracy, 0 wchodzenia na maila zawodowego, 0 kontaktów z uczniami, 0 poprawiania prac i 0 poczucia winy, ze tego wszystkiego nie robię. 

Musialam na maila zawodowego jednak wejść dziś rano by zeskanować i wysłać zwolnienie lekarskie - od razu mi się ciśnienie podniosło. 

Mam leki na sen... na kilka dni, mam przeciwbólowe tez w razie czego. 

I jak by sie coś działo, stan pogarszał to z powrotem bo ona jest jak najbardziej skłonna to zwolnienie jeszcze przedłużyć! Chyba od ciazy nie była TYLE na zwolnieniu! 

Masakara...

Pluje sobie tylko w brodę, ze ja zawsze jestem "mądra" po szkodzie... ze czuje, ze jest ze mną coś nie w porządku ale nadal jak ten głupi osioł pracuje, nadal odpowiadam na upierdliwe maile uczniów i ich rodziców, nadal biegam, latam, poprawiam i jeszcze z uśmiechem na twarzy... za marne grosze. I jeszcze nie strajkowała w ubiegły czwartek. 

Eh... 

Popoludniu ide połazić po sklepie jednym mam zamiar zrobić sobie kilka ubraniowych prezentów! 

wtorek, 18 stycznia 2022

3 Dawka szczepionki - DZIALA???!!!


No wyglada na to, ze TAK! I jak działa! 
Antek jest pozytywny od niedzielnego poranka choć symptomy miał tylko w niedziele. Od piątku wieczora czuł się złe. Może i był pozytywny w sobotę nawet... tego się nie dowiemy. My negatywni... i dziś robimy test i dalej NEGATYWNI! Co mnie bardzo cieszy!

A w domu nikt maski nie nosi. Antek nie jest w żadnej izolacji. Jemy przy tym samym stole a czasem ta sama łyżeczka. Siedziemy 2 centymetry jeden od drugiego na kanapie. Plus ja tulę Antka i całuje kilka razy dziennie. 
I NIC...
Wniosek wysnuwa taki, ze 3 dawka mocno zabezpiecza. Antek jako nastolatkę miał tylko 2 dawki i 3 dawki wziasc nie może. My jesteśmy od prawie miesiąca po 3 dawce. 
Tak to sie kreci. 
Ale ide do ogólnego dziś wieczorem po zwolnienie bo jestem wykończona mentalnie, stres, depryma itd...

 

Mamografia - pozytywne doświadczenie!

 W końcu! Byłam na czas. Czekałam zaledwie kilka minut. Pani operatorka maszyny była niezwykle sympatyczna... choć wykryła mi cystę około 2 centymetrów. Ale bez paniki. 

Powiedziala, ze mnie nie wypuszcza dopóki nie sprawdza co to. I sprawdzali kolejne 2 godziny. Nic poważnego. Więc jest dobrze. 

Ale sobie z panią pogadałam bo jak się okazało mieszkała wiele lat pod Bordeaux i zyczyla mi znalezienia harmonii tutaj, jeśli chce zostać tutaj... według niej raczej nie powinnam zostawać bo bardzo trudno si tutaj, czytaj w Rennes i w Bretanii żyje. Sporo pogadaliśmy bo całość trwała dwie godziny więc był czas na gadanie. 

Dobrze mi było. 

Dis po 18 wizyta u ogólnego. idę po zwolnienie bo jestem wykończona. Zreszta ona tez mi to poradziła! Choć Covid wciąż negatywny - osobny wpis. 

poniedziałek, 17 stycznia 2022

Okulista... jak z koziej D patefon!

 Bylam! Uf! Wrocilam ale co się naczekałam to MOJE! Najpierw ponad 6 miesięcy na datę wizyty, na dzisiaj, jak na dzien Sadu Ostatecznego... a potem w poczekalni na sama wizytę. 

Wyznaczona godzina 16... O 17 NIC... pytam w dość pełnej poczekalni czy to normalne... i pewien starszy pan mówi, mi, ze tak jest zawsze. Minimum pani okulistka ma 45 minut poślizgu a często to godzina. 

Wyszłam z poczekalni i podeszłam do sekretarki medycznej. 

Pytam "czy to normalne bo miałam RDV na 16 i nikt nic nie mówi, nie uprzedza czy jest spóźnienie, czy nie ma"...

Następnie  mówię do niej głośno tak by wszyscy slyszeli, "ze nie jestem przyzwyczajona do takiego traktowania pacjenta, ze to brak SZACUNKU dla mnie, mojego czasu, mojego planu zajęć". 

Sekretarka wzrusza ramionami i mówi, "ze tak jest zawsze". 

Skwitowalam tylko krótkim "aha i twierdzeniem, ze chamstwo splendoru lekarzom nie dodaje" użyłam słowa "ce type de grossièreté". 

Wzrok mi się dość pogorszył. Przepisała mi nowe okulary. I tyle. Jak robot pani okulistka i do tego zle wychowany. 

Wróciłam wściekła do domu a mój mąż mi na to, ze nie umiem odpowiednich strategii stosować, które są konieczne w takim wypadku...

Z cyklu jak się przyjdzie spytać  od razu, z marszu "ile jest spóźnienia" i wyjść zrobić zakupy, iść na kawę, wrócić po określonym czasie.. - ja i tak poprawiłam 10 sprawdzianów w poczekalni choć mogłam ze dwa razy więcej! 

Dwa umawiając się na  spotkanie z lekarzem użyć wszystkich członków rodziny... 2 nie przyjdzie i stawić się dopiero na trzecie RDV, to właściwe by niezbyt długo czekać na przyjęcie itd... Przyjść mniej więcej godzinę spóźnionym z góry.. bo skoro oni to robią to dlaczego nie ja? 

To oczywiście dotyczy sytuacji PATOWYCH gdy brak lekarzy i takie klocki są na porządku dziennym czyli kłania się miasto Rennes i Bretania. 

Pozostaje również wyjazd do innego miasta, tam spędzenie kilku dni i umówienie się z lekarzami, miasta na południu kraju, gdzie są lekarze... bądź ewentualnie Paryża. 

Jutro mam mamografie rano... przyjdę i spytam ile spóźnienia... pójdę na kawę w razie co. 

A jutro zamiast otworzyć klasę o 8 dla zestresowanych zapowiedzianym dużym sprawdzianem uczniów otworze o 8:30... powiem, ze miałam dużo pracy i trudno... mam SPOZNIENIE!