sobota, 2 maja 2026

Polskie SWIETA...



W Polsce majówka. U nas, na obczyźnie, ważne dla nas dni. 
Dzis popołudniu spotkanie z paniami Konsula Paryża, które odwiedza nasza bretońska Polonie. Z tej okazji zrobiłam zwykły ale pyszny placek z rabarbarem pod beza, który jadłam w Polsce jako dziecko. 
Wieczorem pójdę z paniami na kolacje do restauracji. 
Jutro święto w Comblessac i bardzo, bardzo się na nie cieszę. To wyjątkowe miejsce i będzie wyjątkowy dzień. Poza częścią oficjalna, premiera filmu dokumentalnego o Madonnie z Comblessac a więc i polskich żołnierzach, którzy tutaj przebywali na początku 2 wojny światowej, i również polski obiad. 

A na 19 maja zaproszenie na obiad i uroczystości związane z 3 maja w Ambasadzie polskiej w Paryżu. 

A dziś rano na ten tydzień taki wiosenny bukiet kwiatów. Co tydzień inny i co tydzień radość z tych kwiatków! 

Także intensywne dni pełne emocji, wyzwan ale tez pracy. 




 

Teraz Polska na TAK!


 

piątek, 1 maja 2026

Nie lubie 1 maja!

Choc kocham miesiąc maj bo to najpiękniejszy, często, miesiąc w roku tak 1 maj to dla mnie złe, negatywne skojarzenia! 

Oczywiście związane z poprzednim reżimem politycznym, obowiązkiem udziału w pochodzie i całym potokiem kłamstw, którymi nas przez tyle dziesięcioleci karmiono. Gdy wspomnę rok 1986 to obraz ten staje się po prostu, w moim odczuciu, tragiczny. 
Wiem, ze korzenie tego święta nie maja NIC wspólnego z komunizmem ani ze ZSRR bo narodziło się ono podczas strajkow w Chicago. Podobnie wejście Polski do UE, które dla mnie jest ogromnie ważne i pozytywne odbyło się 1 maja więc w mojej głowie powinna nastąpić wymiana skojarzeń i odczuć... ale nie nastąpiła i jakoś nie następuje. Wiem tez, ze wiele krajów w ogóle nie obchodzi czegoś takiego jak "święto pracy" albo obchodzi je w zupełnie innym terminie. 
Zreszta jakby się tak głębiej zastanowic to nie za bardzo wiem co my świętujemy, to znaczy Ci, którzy świętują... prace? Jej brak? Nadmiar? Słuszność? A może świętujemy zwykła ROBOTE czy skaranie boskie po zjedzeniu jabłka przez Ewę i Adama, ze teraz zamiast sobie leżeć w raju będziecie pracować by cokolwiek zjeść? 

Praca, dla mnie, nie jest żadna wartoscia sama w sobie. Wychowano mnie jednak w jej kulcie i to często z systematycznym zaprzeczeniem biologii bo praca była ważniejsza niż moja fizyczna, psychiczna czy emocjonalna integralność i dobrobyt. Pewnie większość z nas tak właśnie wychowano. We Francji nawet jak 3 latek idzie do szkoly czyli naszego odpowiednika przedszkola to mu się mówi "tu vas bien travailler à l'école" czyli "będziesz dobrze pracował w szkole". Do jakiego stopnia JEZYK? którego używamy odzwierciedla  nasz sposób myślenia i nasza mentalnosc? 

Czy ja lubię pracować? 
Tak lubię działać, lubię robić to wszystko co mi sprawia przyjemność czyli lubię uczyć, pisać, gotować, wykładać, prowadzić lekcje i ćwiczenia, organizować... Ale nigdy by mi nie przyszło do głowy by świętować prace jaka taka, sama w sobie, jako koncept. 

Dlatego od dziecka zakochałam się w piosence Maryli Rodowicz, gdy ona sobie leży pod grusza, na dowolnie wybranym boku... 
I tej dowolności w wyborze prac i odpoczynków sobie i wam życzę! 



 

czwartek, 30 kwietnia 2026

Dobrnęliśmy do końca pisemnej części.


Wczoraj wieczorem zakończył się maraton pisania konkursu, który rozpoczął się 14 kwietnia. I myślałam, z nam ulży to znaczy, ze przede wszystkim ulży Antkowi ale i nam tez. A tutaj się okazuje, ze jednak nic z tego. Kolejna nieprzespana noc. Tak jakby ten długi okres napięcia nie chciał odpuścić albo nie dal się tak łatwo zbyć. To nie jak pstryczek, dobra skończone to teraz można spać, jeść i oddychać z większą wolnością. 
Niestety tak to nie działa. 

Ale, ale panowie moi pojechali dziś rano nad ocena na co najmniej dziesięć dni. W ten sposób ja tez będę mogła wrócić do równowagi - mam taka nadzieje: odespać, wypuścić to napięcie z ciała i z ducha i z intelektu. 

Mam tez ogromna nadzieje, ze Antoni wróci do zdrowia i do równowagi przynajmniej na jakiś czas przed wynikami pisemnych i przed maratonem ustnych. 
To były bardzo ciężkie dni i mam nadzieje, ze już nigdy nie wrócą i nikomu już doradzać czy życzyć tego typu doświadczeń nie będziemy. To jest do tego stopnia pozbawione człowieczeństwa, kreatywności, inteligencji... zastąpiono to maszyneria, funkcjonalnością, konkurencja i wpisywaniem się w normy i reguły. 
Teraz czas na dużą dozę arbitralności i pewna dozę manipulacji i machlojek. A potem się zobaczy co się z tym zrobi. 



 

wtorek, 28 kwietnia 2026

Wróciłam z Paryża wczoraj a Antek jest w stanie masakrycznym...


Byłam wczoraj w Paryżu na kolejnym zebraniu jury konkursu na nauczyciela historii-geografii. Zebrania mamy, jak już pisałam w jednym z najlepszych i najbardziej prestiżowych liceów w tym kraju czyli w Louis Le Grand. To liceum publiczne i pomimo deklarowanej LAICKOSCI ma w głównym holu swoje duszpasterstwo katolickie oczywiście z księdzem którego imię i nazwisko widnieje na tablicy przed sala. Są więc równi i równiejsi... bo my na ścianach klas mamy powywieszane Akty Laickości... a tam maja duszpasterstwo plus takie ogrody tez... korytarze i krużganki. Cóż... 

Zebranie było fajne bo głosowaliśmy nad średnia dopuszczająca do ustnych, robiliśmy bilanse pisemnej część konkursu... Dużo się człowiek dowiadują wchodząc do środka systemu i obserwując jak on funkcjonuje. I można ekstrapolować jak funkcjonuje państwo i jego służby administracjne itd. 

Jednym słowem mój dzień był udany i niezwykle ciekawy. 

Gorzej z Antonim moim bo ja nie wiem czy on ten konkurs skończy. Jeszcze cale dwa dni ale on jest w tragicznym stanie. Schudł ponad 5 kg, wymiotuje każdego poranka, nie śpi albo trochę śpi, odmawia wzięcia leków i wspomagaczy. Nie ma już wcale apetytu. Uważa, ze wszystko co napisał jest do bani. Jest tragicznie smutny, nie chce rozmawiać właściwie z nikim poza nami jeszcze trochę. Ja jestem PRZERAZONA i brzydkich słów pisać nie będę ale same się cisna.

Zamiast radość z nauki, poznawania ten system i nie pisze tutaj tylko o klasach prépa niszczy dzieci, młodzież z jednej strony a z drugiej z tym swoim olewajskim i równościom podejściem promuje miernosc i miernotę wszelkiego typu. 
Ja to widzę na codzień więc mnie to już nawet mało co dziwi choć denerwuje. Antoni to strasznie przezywa. A on jest niezwykle inteligetny i refleksyjny i duchowy.
Z perspektywy czasu myślę, ze popełniliśmy ogromny błąd. Powinnismy wysłać go na studia poza granice, do Londynu czy do Stanów zjednoczonych czy do Polski - jak zrobili niektórzy z naszych przyjaciół. Nie bylibyśmy tu gdzie teraz jesteśmy i one tez byłby zdrowszy... 
Chyba trzeba to naprawić. 


 

niedziela, 26 kwietnia 2026

To bylo 40 lat temu...


Mialam 12 lat i nie wiedziałam wtedy czyli 26 kwietnia 1986 roku, ze za kilka dni maszerując w pierwszo-majowym pochodzie zaczną nas straszyć napromieniowaniem i kazać pić płyn Lugola. 

Nic nie wskazywało na to, ze coś się wydarzyło, ze coś się zmieniło. 
W klasach produkowaliśmy kwiaty z bibuły na pochód, jak co roku i spiewalismy piosenkę "Dziś majowe mamy święto, każdy z mina usmiechnieta... każde dziecko trzyma w ręku bibułkowy mak, bibułkowy mak..." czyli propaganda na całego. 

Dotarlo do mnie w przeddzień czyli 30 kwietnia z dziennika telewizyjnego komunistycznego, ze coś złego się dzieje, choć pamietam ten obraz: biało-czarny i 4 siedzących w studiu i jedna pani doktor, babsztyl taki komunistyczny koło 50-tk pewnie, tłumaczyła, ze nie ma żadnego zagrożenia, ze nic nikomu nie grozi. 

1 maja na zbiórce w szkole okazało się już o 8 rano, ze część kolegów z klasy nie ma... a rzekomo obecność była obowiazkowa jak w tamtych latach. I coś ktoś zaczął mówić, ze tych zabrali w nocy z klatki schodowej na jakieś lekarstwo do szpitala i ze nie przyjdą. A my nic... pochód zaliczyliśmy. Jeszcze pamietam, ze wracałam przez jakieś laki obok bloków i ze moja mama opalała się na balkonie. Poszłam wypić płyn jak kazali do pielęgniarki w szkole podstawowej imienia Bojowników PPR w Koszalinie. Pół korytarza było zażygane... co samo w sobie mnie przestraszyło bo i śmierdziało wszędzie okrutnie. 

Potem moja mama włożyła swoje włoskie buty, miała takie słuszne na obcasie i pojechałyśmy do mojej chrzestnej i jej mamy... Było słońce, piękna pogoda i sobie spacerowaliśmy. 

Dopiero z czasem docierało... jak bardzo było to niebezpieczne, jak ukrywano prawdę przed ludźmi... Jakiś czas potem, moja chrzestna przyjęła dziewczynkę stamtąd. Miała na imię Wika. Bardzo ja polubiłam ale nie wiem gdzie teraz żyje i co się z nią stało. 

Od tego 1986 roku te dni są dla mnie trudne. To jak trauma i bardzo, ale to bardzo nie tylko nie lubię, po prostu nienawidzę 1 maja! 
Ten system, komunistyczny, socjalistyczny na sowiecka modle, oparty na przemocy, kłamstwie, manipulacjach i milionach ofiar jest dla mnie i chyba już do końca moich dni tak pozostanie... złem absolutnym. 





 

piątek, 24 kwietnia 2026

Udało się...


Na zdjeciu plakat na moja konferencje, która dam 6 maja... 

Tymczasem po wczorajszej interwencji i mojej i mojego męża udało się poprawić warunki pisania konkursu dla naszego syna i jego wspol-piszacych towarzyszy a czasami tez konkurentów. 

Otoz wczoraj popołudniu zmienili dla części z nich sale a dziś te zmianę potwierdzono. Nie będą już pisać w pełnym słońcu, bez żadnej osłony i w temperaturze zbyt gorącej. Zmieniono również krzesła na owszem szkolne i drewniane ale nie rozkładane tylko takie solidniejsze i bardziej komfortowe. 
Ile się trzeba były wykłócić i napluć na piśmie i w słuchawce telefonu to nasze. Ale przynajmniej młodzi ludzie będą mieli przyzwoitsze warunki zdawania tego konkursu. 
Oczywiście tylko my się wychyliliśmy bo reszta pogada, ponarzeka, popłacze sąsiadowi ale żeby przejść do działania to już nie ma nikogo... eh... 


Nic, wracam do pracy.