sobota, 22 grudnia 2018

Walizki spakowane!!! 3 zdjecia z koncertu i czas do rodzicow, do Polski!


Prosze bardzo... swieze wspomnienia splywaja... w poniedzialek we francuskiej telewizji, na kanale TF1 czyli pierwszym o godzinie 13, w waidomosciach - reportaz z ostatniego koncertu antkowego choru... Az sie spiewac chce. 
Tymczasem, obok mnie 3 spakowane walizki i dopakowywany plecak... jutro lot do Berlina, dalej autobus na Poznan i dalej juz Poznan, he, he... doczekac sie nie mozemy. 
Choinka czeka na Antka na balkonie, bedzie z Dziadkiem swym kochnaym ja ubieral! Mama pichci... rolada czekoladowa, tort WZ, pierogi juz sa... eh... Swieta, swieta... ida wielkimi krokami! 
Pozdrawiam was przedswiatecznie i zycze samych dobrych chwil, radosci i POKOJU!





piątek, 21 grudnia 2018

Po koncertowo i po pracowo... Wakacje swiateczne rozpoczete! Francuska codziennosc: czesc 227

To tort zrobiony przez moja uczennice, 1 klasy liceum, Léa, na dzisiejszy nasz klasowy podwieczorek! Merci Léa!

Zdjec z wczorajszego koncertu jeszcze nie mam. Czekam na oficjalne bo z miejsca, z ktorego siedzialam wyszly nieciekawe fotki. Mam za to kilka nagran na telefonie - odsluchuje sobie... i tez czekam na oficjalne nagrania RCF i TF1 by moc udostepnic!

Koncert byl radosny, cudowny choc nie slyszalam mojego syna samodzielnie spiewajacego jakas partie solowa... owszem slyszalam go spiewajacego tzw: contre-chant i klaniajace sie nisko publicznosci, ale partie solowe zastapila profesjonalna solistka... Znakomita zreszta Clara Pertuy! Koncert byl nagrywany, powstanie CD i DVD plus radio i telewizja udostepnia fragmenty wiec czekamy i jak tylko bede miala linki to je podam.

I tak mocno zapachnialo Swietami wczoraj! Najwspanialsze momenty koncertowe. Chor, w zredukowanym skladzie uswietni czuwanie Bozonarodzeniowe w Wigilie o godzinie 18 i nastepnie Msze Swieta Bozonarodzeniowa o godzinie 19 w katedrze Swietego Andrzeja w Bordeaux... my bedziemy juz jednak w Polsce.

Ja tymczasem prace zakonczylam na cale 2 tygodnie...
Wczoraj ostatni dzien w liceum hotelarskim... hm, hm... na stolowce posilek tzw: Bozonarodzeniowy bez smaku i wyrazu a przede wszystkim bez atmosfery. Uczniowie tam tez jakos niespecjalnie nastrojeni wlasciwie nic sie nie dzialo oprocz aperitiwu zorganizowanego przez jednego ucznia mojej klasy maturalnej... Dostalam zato niespodziankowa oferte... i to pomimo wywalania z klasy... mam zostac wychowawca mojej klasy maturalnej gdyz dotychczasowa wyjezdza do Nowej Kaledonii od lutego wiec chcieli mnie zaprzasc do tej fuchy, ale odmowilam... i odmowie po wakacjach po raz drugi.

W Ogolniaku dzis rano, ostatni poranek... i tutaj niespodzianka! Moi uczniowie napiekli nalesnikow, roz czekoladowych i Léa zrobila tort! Mielismy wiec podwieczorek... kawalek filmu i pospiewalismy tez odrobine "Petit papa Noël"... i bylo fajnie, milo, przyjemnie, z kolegami na kawie w przerwie tez sporo zyczen i smiechu.

Teraz juz zakupy zrobione, sprzatanie zrobione... zaraz prasowanie. W niedziele lot do Polski a raczej do Berlina najpierw... szykowac sie czas!

Powrot do pracy 7 stycznia.

wtorek, 18 grudnia 2018

Dzisiaj w pracy...

Dzisiaj w pracy... zanioslam kolegom z historii-geografii... co nieco... a wieczorem zebranie z rodzicami do 21 godziny... uf, uf...

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Przeczytane w tym tygodniu "Le sillon" czyli "Bruzda" Valérie Manteau. Turcja za Erdogana.



Co roku, we Francji specjalne jury przyznaja szereg literackich nagrod. Ta najbardziej prestizowa - Goncourt paralizuje na kilka minut caly kraj, ktory po nowinkach literackich z poczatku wrzesnia wstrzymuje oddech. Czas oczekiwania na jej ogloszenie moze niekotrym wydawac sie dlugi, bardzo dlugi. Dlatego w 1926 roku, czekajac na Goncourt, w restauracji Drouant w Paryzu, 10 krytykow przyznalo po raz pierwszy nagrode Renaudot od imienia Théophraste Renaudot...

Od poczatku XX wieku wiec, w kazdy pierwszy wtorek listopada, w tej samej restauracji oglaszane jest przyznanie obu nagrod i Goncourt i Renaudot.
Fascynujace dzien i fascynujace napiecie w kraju, w ktorym wiekszosc obywateli, jak do tej pory, czyta, nawet w metrze w tloku! 91% mieszkancow Francji czyta i czyta srednio 14 ksiazek rocznie! Tylko uczniowie i dzieci czytaja coraz mniej...

Wracajac do tegorocznej nagrodzonej ksiazki. To druga powiesc: autofikcja i jednoczesnie dokument Valérie Manteau. Slowo "sillon" w jezyku francuskim oznacza: rowek, zleb, bruzde... utworzona w ziemii... wrzuca sie do niej ziarna by wydaly owoc obfity.

To opowiesc o wspolczesnym Istanbule. Narrator przemieszcza sie w nim z czesci azjatyckiej w europejska i z powrotem. Peregrynacje te, naprowadza ja, bo chodzi tutaj o kobiete, na slad zamordowanego ormianskiego dziennikarza Hrant Dink... ostatniego obroncy pokoju i wolnosci przed nadejsciem epoki Erdogana.
Ormianie i Turcy maja za soba tragiczna historie i ten dramat jest widoczny rowniez w tej ksiazce.
Ta ksiazka to typowa literacka hybryda. Portret Francuzki zakochanej w Turku, portret postepowej inteligencji tureckiej - zazwyczaj uwiezionej, portret brutalnej wladzy i Hrant'a... na tle relacji tureckiej wiekszosci z mniejszosciami.

Jak pisze Manteau "Jedyna mozliwoscia konfrontacji ze swiatem pozbawionym wolnosci jest stanie sie WOLNYM i to wolnym do takiego stopnia by nasza egzystencja byla aktem rebeli i buntu" za Camus, strona 100.

Literatura przez duze L... znakomicie napisana ksiazka choc nie latwa w odbiorze.

niedziela, 16 grudnia 2018

Niedziela radosci - GAUDETE. Francuska codziennosc: czesc 226


Po pieknej mszy w Antka szkole i zapaleniu trzeciej juz adwentowej swiecy na naszym i koscielnym wiencu... czas na popoludnie z ciasteczkami i z pianinem. Bede grac i bedziemy spiewac koledy bo wycwiczyc sie trzeba choc to moje granie juz gorsze niz studenta pierwszego roku pianina. Caly rok nie gram... albo prawie po czym siadam i chcialabym by szlo a palce jak z drewna... oj, oj...

Staram sie nie myslec o nadchodzacym tygodniu bo strasznie mnie on stresuje i tylko jedna mysl w glowie "jak to przezyc?" 
Jutro meza nie bedzie cala dzien wiec bede robic za taksowke do nocy... plus sama mam komisje edukacyjna i lekcje tez. We wtorek zebranie z rodzicami do godziny 21... mam nadzieje, ze nie zemdleje. W srode trzeba bedzie od poczatku od 9 do 18 non stop prawie, w czwartek od 10 do 16 ale Antek ma swoj wielki koncert transmitowany przez radio i TV i musze z pracy pedem, zawiezc go wczesniej tam i sami tez mamy byc na 20... potrwa do nocy... w piatek lekcje ostatni dzien, zakupy, prasowanie, walizki i w niedziele do Polski... zmeczylam sie samym pisaniem. 

Ide pograc koledy i Jesc ciasteczka! 
Milej niedzieli! 



sobota, 15 grudnia 2018

Zwariowany tydzien: wezwania od dyrekcji, wkurzenie, zmeczenie, sukcesy Antka, dobre wiesci ze strony meza... misz masz. Francuska codziennosc: czesc 226


Dobrze, ze moje wypieki ciesza i oczy i podniebienia i portfele co niektorych... ale coraz ciezej przychodzi mi poradzenie sobie ze wszystkim... bo czasu notorycznie brak wiec robie ciastka o swicie, poznym wieczorem, w porze obiadowej... i jednoczesnie robie tez wszystko inne co do mnie nalezy i nie choruje! 
Ot co, nie choruje! choc polowa kadry nauczycielskiej w moich liceach jak i w gimnazjum Antka na zwolnienieniach lekarskich... ciezko wytrzymac ten rytm a wakacje dopiero od piatku... 

W tym tygodniu dostalam 2 wezwania od dyrekcji liceum hotelarskiego. Pierwsze na Komisje edukacyjna na poniedzialek a drugie w czwartek rano - o 16 mialam byc w gabinecie wice-dyrektorki! Wszyscy, ktorzy zostali wezwani przede mna dostali "opieprz"... wiec o 16 liczylam tez na "opieprz" a okazalo sie, ze byla to wielce mila i konstruktywna rozmowa o tym co zrobic z klasami, dwoma, ktore psuja krew wszystkim... Jedna pani nauczycielka w czwartek rano plakala, doslownie plakala w pokoju naucyzcielskim, gdyz. z jedna z tych klas miala lekcje popoludniu i bala sie strasznie... jak sie to odbedzie... jest juz na zwolnieniu dlugoterminowym... Chodzi o przedostatnie klasy liceum 16-17 latkowie, ktorzy zatruwaja zycie. 

Ja wywalam, tak wywalam na "zbity pysk" jak sie tylko jeden odwazy telefon wyjac, dezodorantem psikac czy spac na lawce. Tez mnie to nerwow kosztuje, ale skoro nikt nie reaguje: ani rodzice tych delikwentow ani dyrekcja - do czwartku tez nie reagowala sic!, to ja wchodze do klasy i jak tylko widze tego typu zachowanie to biore torbe danego ucznia, otwieram szeroko drzwi, wyrzucam torbe z impetem na korytarz i ucznia zaraz za torba. W ubiegly poniedzialek z jednej lekcji wyrzucilam az 6 osob w ten sposob.  I tak trwa to wywalanie, karanie w szkole a rodzice ... milcza... pedagogiczne to, to nie jest, skuteczne wobec tych uczniow to, to nie jest... ale nikt niczego innego, skutecznego nie proponuje wiec jakos trzeba swoje zdrowie fizyczne i psychiczne chronic. Czekam na konkretne propozycje ze strony zwierzchnikow jesli ich nie bedzie to tez pojde na 3 miesiace zwolnienia i sobie ksiazke w domu popisze. Bo skoro tak sie nas nauczycieli traktuje, jak worki treningowe, to nie mam zadnych obiekcji, zadnych. 

Tymczasem Antek pomimo zmeczenia odnosi same sukcesy. Zloty medal z badmintona w ubiegla srode, gratulacje od dyrekcji szkoly w poniedzialek, oceny dosiegajace 19,5 na 20... i to praktycznie ze wszystkich przedmiotow. Ze spiewem tez  chlopiec ma talent. Cudnym dzieckiem jest i NAJPIEKNIEJSZYM PREZENTEM w moim, w naszym zyciu. Z nim jest mnostwo radosci i milosci! 

U meza tez poprawa... w poniedzialek jedzie do Paryza, cos sie kroi... zaciskuje mocno kciuki! 
I kocham te moja mala rodzinke, trzy osobowa bo sie swietnie dogadujemy i nasz domek jest taka oaza spokoju, ciepla i slodyczy!

a propos slodyczy... ide robic florentynki, choineczki z kokosa i kule sniegowe z marcepana... i bedzie koniec... ostatnie porcje dzisiaj! 



środa, 12 grudnia 2018

Trzynastego...

Jutro rocznica: pobudki bez Teleranka, czołgów sunacych od lasu w stronę miasta, generała na ekranie albo czarno-białego śniegu, setek aresztowań, zamkniętych szkół, kolejnych miesięcy na kartki, urwanych połączeń telefonicznych, nie jeżdżących autobusów i pociągów  i prawdy płynącej z PRl-owskich mediów. Jakoś zupełnie, ale to zupełnie mi nie tęskno!!! Włos mi sie na głowie jeży... Jak sobie przypomnę a sobie przypominam automatycznie każdego roku bo mi sie w pamięci wyryło jak TRAUMA, ze szczegółami choc lat 7-8 wtedy miałam... Dla moich dzisiejszych uczniów... Moja opowieść, wspomnienia i kartki zachowane z tego okresu to totalny szok...

wtorek, 11 grudnia 2018

Zaproszenia...

Czesto dostaje takie zaproszenia... wczoraj merostwo w Bordeaux z panem Juppé, dzisiaj zapraszaja do Senatu na konferencje... na wiekszosc niestety nie udaje mi sie udac z powodu... pracy i dystansu geograficznego...

L'Assemblée Européenne des Citoyens est heureuse de vous inviter à la conférence:
« Interpeller l’Europe face au conflit armé à l’est de l’Ukraine :
la parole aux acteurs de terrain »

Lundi 17 décembre 2018 au Sénat de 10h00 à 13h00

Programme détaillé en pièce jointe

Glosowalam na Macron'a... Francuska codziennosc: czesc 225

I nie zaluje, jak do tej pory nie zaluje. To co sie dzieje we Francji od 17 listopada trudno opisac w kilku slowach, ale juz sie tutaj na ten temat wypowiadalam. Wczoraj wieczorem Prezydent zwrocil sie do narodu w 13-sto minutowym przemowieniu, w ktorym zupelnie zmienil swoj styl komunikowania. Byl jasny, czytelny, przejrzysty i wypelniony emocjami, afektem... co u prezydentow jest raczej rzadkoscia. Zaproponowal szereg zmian, uzupelniajac te przedstawione w ubieglym tygodniu przez Premiera.

Zapowiedzial 3 miesieczne konsultacje z reprezentantami calego spoleczenstwa dotyczace miedzy innymi zmian w prawie wyborczym. Nie przepraszal, ale przyznal sie do "winy", gdy chodzi o sposob i styl komunikowania. Osobiscie bardzo mi sie we wczorajszym wystapieniu spodobal jako czlowiek, przede wszystkim.

Zaproponowane ulgi i pieniadze dla najubozszych klas spolecznych juz podobaly mi sie nieco mniej a calkiem mniej, gdy dzisiaj ekonomisci wyliczyli, ze beda kosztowaly ponad 10 miliardow euros i nasz deficyt znowu przekroczy 3%... Ktos bedzie musial predzej czy pozniej za to zaplacic i obawiam sie, ze beda to moi dzisiejsi licealisci, moj syn, dzieci, ktore znam i pewnie my w wieku emerytalnym... Pieniadze na drzewach nie rosna, nie spadaja jak zolte liscie - o czym pewnie mysla ci robiacy rozruby, od wielu tygodni juz.

Mysle, ze potrzeba nam wiecej centrowych politykow u wladzy, ludzi wywazonych, spokojnych i racjonalnie myslacych. Tymczasem czesc spoleczenstwa jak i w Polsce czy na Wegrzech czy w Stanach Zjednoczonych wybiera skrajnosci... a to skrajna prawice jak u nas nad Wisla albo holduje skrajnej lewicy - we Francji, partia Melanchon'a, polityka wystepujace w marynarce - kopii zdjetej z Jozefa Stalina i nawolujacego, bez krzty odpowiedzialnosci, do kolejnej rozruby w sobote, ktora on sam nazywa "Aktem 5".
Czekam na glos Bayrou w tej sprawie... dzisiaj musialam juz isc na lekcje jak mowil na falach radia France Culture. Musze odsluchac w podcascie.

Na przerwie o godzinie 10 mielismy wielka debate wsrod nauczycieli historii-geografii-wosu w moim ogolniaku. Wlasciwie wszyscy sie zgadzamy. Mamy serdecznie dosc kamizelkowcow, rozrub i portestow, chcemy normalnie pracowac. Ci ludzie, ktorzy rujnuja ten kraj od kilku tygodni w naszych oczach chca... albo sami nie wiedza czego, albo jak twierdzi Jean-Luc daza do obalenia Republiki i wprowadzenia tutaj jakiegos rezimu totalitarnego - bo ma byc po rowno dla wszystkich, bo rzad ma upasc, bo parlament ma zostac rozwiazany, bo oni nie "odpuszcza"... "zacietrzewiona holota" jak uznala wiekszosc z nas.
Z drugiej strony cieszymy sie bardzo z defiskalizacji godzin ponad-etatowych. Dla nas to ogromny plus. I dla naszych uczniow tez bo to otwiera dodatkowe mozliwosci wiec jest iskierka nadziei.

Byle sie ta przemoc i ta agresja w koncu skonczyla... w innym wypadku trzeba bedzie sie rozejrzec za innym krajem. Obralam kierunke na Niemcy i na Kanade... tu czy tu? w razie co?

niedziela, 9 grudnia 2018

Z przyjemnoscia... LEPIEJ... odnajduje sens. Francuska codziennosc: czesc 224


Dzisiaj Druga niedziela Adwentu. Jest lepiej, czuje sie lepiej. Dobrze przespana noc, brak kontaktu ze swiatem francuskich wandali, przyjemna rozmowa z rodzicami wczoraj, msza swieta dzisiaj rano, pyszne pierniczki... Czegoz chciec wiecej? 

Do Polski przyjedziemy. Wczoraj zarezerwowalismy hotel, autobus z i do Berlina. Bardzo sie ucieszylam z wczorajszej rozmowy z rodzicami i ciesze sie, ze jedziemy. 

Dzisiaj rano ruszylismy z Antkiem, ktory wczoraj podobno swietnie spiewal... na msze swieta do jego szkoly. A tam uczniowie zrobili juz cudna szopke, wielka... na 20 m kw. Nad olatrzem wisza wykonane przez uczniow wielkie gwiazdy i calosc wyglada po prostu slicznie.  Msza byla radosna. Chorek spiewal, druga swiece na podwieszanym adwentowym wiencu zapalili mnistranci. Spotkalismy kilka znajomych osob z usmiechem, spokojem... 

Jak to dobrze, ze sa miejsca, gdzie mozna sie przed ta francuska przemoca skryc. Slyszalam tylko jak ludzie mowili, ze znow zniszczyli sklepy, ulice w Paryzu i podobno strasznie tez w naszym miescie czyli w Bordeaux. Zlodzieje spladrowali sklepy w imie "wyzyszych wartosci". Rece czlowiekowi opadaja. Chcialbym uslyszec jakiegos madrego psychiatre, ktory moglby wytlumaczyc SKAD w ludziach tyle zla i agresji? Akurat teraz, akurat w tych ludziach? 

Od jutra znowu do pracy... mam wrazenie, ze jeszcze z niej wyszlam a juz trzeba wracac. Ide na luz... zrobie co zrobie w warunkach jakie bede miala i tyle. Byle przetrwac i odzyskac dawna energie i entuzjazm. A teraz powypisuje kartki swiateczne i upieke cynamonowe serca. 
Dobrej niedzieli.




sobota, 8 grudnia 2018

Z tegorocznego piernikowania...






W krainie PRZEMOCY... Francuska codziennosc: czesc 223



Za mna okropny tydzien... jakis koszmar w calej swej okazalosci. Jedynym milym akcentem bylo to co na zdjeciu wyzej... Koszalinska Biblioteka Publiczna wlozyla i moja ksiazke do worka z prezentami - drobiazg, ktory cieszy, a o ktorym powiedziala mi moja chrzestna mieszkajaca w Koszalinie! Dzieki ciocia!

A poza tym? Poza tym... zewszad plyna skargi, reklamacje, napiecie, stres, agresja a i zdarza sie, ze i kamienie, piana z gasnic czy plomienie ognia z licealnych smietnikow. Gdzie sie nie rusze, jakiego tematu nie podejme plynie zlosci, wkurzenie, brak zdrowia i przemoc. 

Nie wiem czy sama tego nie przyciagam? Zaczynam sie juz zastanawiac, ale skonsultuje z moja psychiatra tudziez lekarzem rodzinnym tak zwanym. 

Gdy sie wlaczy francuskie media plynie POTOK zlosci i agresji. Juz nie wiem jak sie przed tym bronic. Kazalam wszystko powylaczac, sluchamy plyt... radio wylaczone nawet w samochodzie, TV w ogole nie wlaczam - zreszta czasu tez nie mam; gazet nie czytam. Tyle co musze wiedziec, minimum. 
W szkolach, gdzie pracuje AGRESJA... Moi uczniowie 16-17 latkowie mowia mi w prost na lekcji "Powiesic Macron'a" i tym podobne hasla... Ja notuje to skrzetnie duzymi literami na tablicy "IL FAUT PENDRE MACRON" i pytam... jaka za tym stoi tresc? Skad ten jezyk Nienawisci? Skad ta zlosc, ta przemoc? Analizuje slowo po slowie z nimi... i wtedy powolutku, dla wiekszosci sprawy zaczynaja wygladac nieco inaczej. 

W srode zemdlalam na Radzie pedagogicznej numer 5, okolo godziny 20h30 ale w sumie nic w tym dziwnego, bylam w pracy od 8h30 wiec po 12 godzinach trudno sie dziwic, ze czlowiek "wysiada z tego pociagu". Problem w tym, ze jak wylozylam sie na brudnych kafelkach PVC pani wice-dyrektor szkoly chciala dzwonic po karetke, ale zasugerowalam zadzownienie po mojego meza bo on musial po mnie przyjechac i zabrac moj samochod z parkingu szkolnego. Maz jednak jak odebral to zjechal, doslownie zjechal pania wice-dyrektor, opieprzyl ja z gory do dolu i slyszeli to wszyscy... obecni nauczyciele, rodzice uczniow i dwoch uczniow, ktorzy nie omieszkali podac tego dalej. Tak wiec w czwartek wszyscy uczniowie byli murem za mna... i przeciwko tej pani... bo jest wyjatkowo nielubiana. 

Ja jednak w czwartek mialam kolejna przyjemnosc spotkac ja na szkolnej stolowce i powiedziec jej o kilku sprawach, ktore budza moj niepokoj w funkcjonowaniu liceum i znowu bylo ostro... z jej strony : nabijanie sie, pewna pogardliwosc, podkreslanie, ze ona pracuje po 14 godzin dziennie i nie mdleje wiec chyba musze byc "mieczakiem". Z mojej strony padly slowa o braku organizacji i odpowiedzialnosci. Wiec znow bylo nieprzyjemnie. 

Dzisiaj bylo srednio przyjemnie na zebraniu z rodzicami bo sobota rano jest zazwyczaj czasem dla mnie i mojej rodziny wiec byla sama sytuacja wkurzona. Widzialam kilku rodzicow oczywiscie nie tych z wiekszymi problemami... jak zwykle. 

W miedzyczasie poziom napiecia podniosl sie tez w zwiazku z malowaniem czesci mojego domu po majowym zalaniu... smrod, poprzestawiane meble, bibeloty... dodatkowa praca. Poziom spiecia podniosl sie tez z powodu wizyty zony mojego kuzyna z Kanady, gdyz uprzedzila nas w sobote, ze we wtorek i w srode bedzie w naszym miescie... i nie moglam jej nawet w domu przyjac bo mialam malowanie, w kuchni nie moglam nic przygotowac, pokoju dla niej tez nie mialam... a ja nie lubie takich sytuacji, gdyz sa nieprzyjemne i wolalabym moc wiecej. A tak bylisy w miescie, restauracje dwa razy... czyli spore koszty. 

Caloksztalt tej sytuacji sprawia, ze raczej zrezygnujemy z przyjazdu na Swieta do Polski bo wyczerpanie fizcyzne i psychiczne, bo koszty, bo skomplikowana coraz bardziej podroz ze wzgledu na ceny aut do wynajecia w Berlinie... bo tez nieobecnosc mojego brata i jego rodziny podczas swiat i krotka wizyta drugiego... 
Wiem, ze moi rodzice na nas czekaja - czytaja ten blog wiec wiedza, ze ja tez to wiem... reszta jednak nie wyglada juz tak cieplo i przyjemnie jakbym sobie tego zyczyla. Dlatego wolalabym zrobic Swieta dla moich rodzicow u mnie w domu bo to sprawiloby mi wielka przyjemnosc i rozwiazalo pewna ilosc klopotow zwiazanych z naszym przemieszczaniem sie i z wysilkiem, ktory moja mama czy ojciec w organizacje swiat wkladaja. 

Takze mysle troche... jak mam chwile czasu... ale ja tez potrzebuje spokoju, odpoczynku, radosci wiec musze tez pomyslec o sobie... o mezu pograzonym w klopotach, o Antku, ktory potrzebuje naszej uwagi, ktory ma wysoki poziom stresu ze wzgledu na rozpoczynajacy sie sezon... dzisiaj pierwszy koncert, na ktorym nas nie bedzie bo jest za daleko, ale dla Antka to wyzwanie bo dwa spiewy solowe i choc to uwielbia to ci, ktorzy przed pelnymi kosciolami czy salami juz sie w jakis sposob prezentowali wiedza co to oznacza... 
Na dzien dzisiejszy zupelnie nie pisze sie na zderzenie z polska rzeczywistoscia, nie odnajduje w niej spokoju i pokoju, nie odnajduje w niej radosci, nie odnajduje w niej przezyc religijnych i duchowych, do ktorych w okresie Swiat aspiruje. Centra handlowe mnie nie interesuja, propaganda medialna wcale, glupie programy w TV jeszcze mniej, ludzi szalejacych na drogach, zderzenia z polska sluzba zdrowia, brakiem lekow mam serdecznie DOSC itd... 
Jak napisalam wyzej mam wystarczajaco problemow we Francji i w moim zyciu osobistym do ogarniecia. Nie jestem w stanie, na dzisiaj, wykrzesac z siebie zadnej energii by stawic czola przeciwnosciom... zamykam sie wiec w moim domu, w mojej przestrzeni, gdzie czuje sie bezpieczna i w miare spokojna. 
A co dalej? czas pokaze...










niedziela, 2 grudnia 2018

Powstanie profesjonalnych wandali i... nieodpowiedzialnych. Francuska codziennosc: czesc 222

Jeszcze tydzien temu pisalam na Facebooku, ze rozumiem ba nawet sympatyzuje z postulatami zoltych kamizelek z 17 listopada! Od tego czasu zmienilam zdanie... a juz wyraznie zmienilam je dzisiaj rano.

Zaczelo sie niewinnie od manifestacji i blokad w sobote 17 listopada by spoleczenstwo obywatelskiego tego kraju wyrazilo swoj sprzeciw przeciw planowanym na styczen kolejnym opodatkowaniom paliwa.
W ubiegla sobote czyli 24 stycznia do manifestujacych - pokojowo- dolaczyli wandale wszelkiej masci, ktorych celem jest niszczenie. Sami protestujacy w zoltych kamizelkach choc rownie dobrze moglby byc one pomaranczowe, blekitne czy sraczkowate - akurat nie ma to tutaj zadnego znaczenia, dzisiaj juz nie ma bo 17 listopada jeszcze mialo - zamiast wziac ODPOWIEDZIALNOSC za swoj protest i za swoje czyny i postulaty, zaczeli sie rozdrabniac... Chca wszystkiego i chyba tak do konca to sami nie wiedza czego... poza jednym
WSZYSCY CHCA MIEC WIECEJ PIENIEDZY!
Tak ja tez! I sam w sobie ten postulat moze byc uznany za legitymny. Problem w tym KTO MA IM JE DAC?

Kamizelkowcy domagaj sie tego od rzadu... krzyczac jednoczesnie precz z Macron'em i z rzadem... gdy rzad chce z nimi rozmawiac, jak w ubiegly piatek okazuje sie, ze jest ich 2, slownie DWOCH... jeden chce byc filmowany non stop by opinia publiczna wiedziala o czym z Premierem "gada", ale skoro nie ma kamer to wychodzi... drugi rozmawia... ale w czyim imieniu? Co soba reprezentuje? Kto go wyslal? Czego chce? Jeden mowi, ze ci sami kamizelkowcy co go wyslali grozili mu represjami w tym aktami przemocy SIC!


Zyjemy w demokratycznym kraju, jak do tej pory, wybory sa organizowane regularnie, istnieje prawo do manifestacji, do negocjacji, do wolnosci slowa...

Ale nie ma prawa do niszczenia, plandrowania, palenia, burzenia. To sa akty KRYMINALNE, prawnie zabronione i za to idzie sie przed sad i do wiezienia.

To co dzialao sie wczoraj w calym kraju w wiekszosci nalezy wlasnie do kategorii : PRZESTEPSTWA. I mam nadzieje, ze wymiar sprawiedliwosci dosiegnie sprawcow tych rozrub.

Z drugiej strony, kamizelkowcy okazali sie byc ludzmi kompletnie pozbawionymi odpowiedzialnosci za postulaty, czyny czyli za sam protest, ktory wywolali. Ci ludzie sa na tyle niewyksztalceni, ze nawet nie zdali sobie sprawy z odpowiedzialnosci obywatelskiej, tej podstawowej, ktora ponosza w tym co dzisiaj nazywam powstaniem profesjonalnych wandali.
Psychologia tlumu, o ktorej juz w 1920 roku pisal Gustave Le Bon, wypisz, wymaluj pokazala swoje prawdziwe oblicze na ulicach Francji. Tlum nigdy nie reaguje jak jednostka, tlum nigdy nie zachowuje wiernosci swoim postulatom, tlum rzadi sie zupelnie inna logika a przede wszystkim manipulowanymi i podscynami emocjami - wczorajsze wyrwanie plotu w ogrodach Tuilerie bylo doskonala ilustracja tych faktow. To juz nie byl tlum, ktory protestowal przeciwko cenom paliw choc mial "zolte kamizelki" to byl dziki, agresywny tlum, ktory zgniotl owym plotem jednego ze swych czlonkow.
Dlatego uwazam z cala stanowczoscia, ze odpowiedzialnosc za to co sie dzieje obecnie nad Sekwana ponosza nie tylko wandale, ale i organizatorzy protestow ze szczytnymi postulatami, ktore zmienili sie w zwykla idee "CHCEMY WIECEJ"!!! Dlaczego? "BO NAM SIE NALEZY"...

Wiec maja wiecej ognia, zadymy, policji na ulicach, zniszczen... za to wszystko trzeba bedzie jeszcze wiecej zaplacic i niestety wszyscy znowu zamiast zyskiwac bedziemy placic... i w pierwszej kolejnosci kamizelkowcy tez... Niestety wiekszosc nie jest zbyt inteligentna by to zrozumiec... wydaje im sie, ze Macron zaplaci ze swojego... czy tzw "panstwo"...

Macron zostal wybrany na prezydenta przez ludzi, ktorzy chcieli pewnego przerwania ciaglosci politycznego systemu... prawica-lewica z ciaglymi kryzysami... to nie satysfakcjonowalo wiekszosci spoleczenstwa. Droga "srodkowa"... reprezentowana przez Macron'a i czlonkow jego parti wywodzacyh sie ze spoleczenstwa cywilnego w wiekszosci jak widac rowniez nie satysfkacjonuje...

Czego chca Francuzi?
Chca wiecej... dopisac co kto woli...

sobota, 1 grudnia 2018

Poczatek adwentu... Francuska codziennosc: czesc 221


Czyli najmilszy, najweselszy okres w roku... zazwyczaj taki bywa choc z roku na rok nie wiadomo co przyniesie! 

Dzisiaj rano napoczete kalendarze adwentowe ciesza oczy. Korona na drzwiach a wlasciwie przy drzwiach zawisla na znak faktu, ze w tym domu, w moim domu czekamy na Swieta i je celebrujemy. 

Popolduniu wyskoczylam do ogrodniczego i zakupilam slomkowa korone, z ktorej zrobilam wieniec adwentowy na nadchodzacy czas grudniowy. Dzis tez siegniemy po nowa ksiazeczke- modlitewnik. Jutro Pierwsza niedziela adwentu, zapalimy Pierwsza swiece i bedziemy sie grzac w jej blasku. 

Przed chwila zajrzeli przyjaciele... zjedlismy upieczony przeze mnie rano Miodownik i wypilisymy kawe z odrobina szampana... Gdyby zycie moglo byc tak proste, tak fajne... ide pograc koledy na pianinie i zycze wam dobrego pierwszego adwentowego dnia i jutrzejszej niedzieli!