Prostota i ty Agnieszko to jak polnoc i poludnie, wschod i zachod. Wszystko musi byc u ciebie przemyslane, przeanalizowane, zintelektualizowane, zaplanowane najlepiej w najdrobniejszych detalach i cale miesiace naprzod inaczej niepokoj ogarnia caly byt.
Jak to wszystko uproscic? I czy to jest trudne?
Mysle, ze to bardzo trudne. Nasz mental robi wszystko by byt skomplikowac... bo mysli, porownuje, wymysla rozne wersje okolicznosci, ktore nigdy sie nie zdarza, wciaz zaluje tego co bylo, wypomina stare bledy pomimo faktu, ze przeszlosc jest przeszloscia i przyszloscia NIGDY nie bedzie!
Prostota to zycie ze soba, takim jakim sie jest ale to niekoniecznie akceptacja siebie... tylko bycie z tym dobrym spojrzeniem na siebie, na to cos nieperfekcyjnego, zagmatwanego i przypominanie mu w chwili medytacji Badz tylko tu i teraz, nie oceniaj, nie porownuj, nie zaluj, nie chciej wszystkiego bez ladu i skladu. Tylko badz.
To cholernie, cholernie trudne! Udaje sie tylko momentami, gdy o mnie chodzi...
czwartek, 22 sierpnia 2019
Chce i pragne! Rozwoj osobisty: czesc 5
Ilez to ja sytuacji, rozwiazan i rzeczy chce ba wiecej niz chce pragne! Mam tak juz od dziecka... niestety. Pragnelam kiedys byc "Pania" z okladki Burdy; chcialam miec czerwone adidasy zamszowe, pozniej pragnelam dzinsow, mieszkania nad morzem, willi komunistycznej czytaj klocka z plaskim dachem, niemieckiej kuchni z "przesliczna" kanapa naroznikowa obudowana drewienkiem; pragnelam by rodzice mieli wiecej pieniedzy i spokoju, potem by mieli samochod... i tak moglabym napisac tutaj cala litanie!
Ba do dzisiaj pragne i chce tylko... jakos mniej a moze inaczej?
Spinoza w swojej "Etyce" rozroznia dwa rodzaje pragnien: adekwatne i nie adekwatne. Te pierwsze wychodza, pochodza od nas, wyplywaja z naszego wnetrza a nie sa importowoane z zewnatrz. Czesto istnieje roznica miedzy tym czego chce naprawde a tym za czym codziennie, nieustannie biegne i podazam.
Spoleczenstwo, w ktorym zyjemy popycha nas wciaz do tego biegu, do tego wiecej i zazwyczaj dzieje sie to bezrefleksyjnie. Gdy statystyczny Polak widzi przez kilka godzin reklamy PIWA ( patrz ostatni numer Tygodnika Powszechnego) to chce piwa... i spozycia tego trunku z roku na rok w narodzie polskim rosnie. Czy rzeczywiscie to piwo jest kluczem do szczescia Polaka?
Obawiam sie, ze wielu z nas pytania sobie nie zadaje!
Statystyczny Francuz ma za to reklamy... hm juz tak dawno TV nie ogladalam, ze nie wiem... ale pamietam z okresu Bozego Narodzenia, ze szly non stop reklamy czekoladek i perfum... I tez obawiam sie, ze najedzony czekoladkami wyperfumowany Francuz szczescia nie zazna, ale produkty owe pragnie i zakupi.
Warto wiec Agnieszko, gdy w glowie twej jakas chetka czy pragnienie sie pojawia :
1. Zachowac spokoj
2. Popatrzec na to pragnienie jakby z boku albo clakiem na przeciwko ale umiescic je mentalnie na bialym ekranie i przyjrzec mu sie: czy rzeczywisicie tego pragne? Czy to jest to co jest mi potrzebne? Czy odczuwam brak, pewnego rodzaju cierpienie spowodowane tym brakiem czy moze jednak nie?
Nie chodzi oczywiscie o zaden fatalizm z cyklu: niczego nie pragne, niczego nie chce, jest jak jest... ale by to pragnienie stalo sie instrumentem mojej osobistej WOLNOSCI. Pragne troche wiecej wolnosci, troche wiecej dobroci a moze inteligencji i poruszana tym pragnieniem ida moja droga, moja droga nie droga pani Zosi, pani z Burdy czy mediow i tworcow reklam albo katalogow Ikea... MOJA!
Ba do dzisiaj pragne i chce tylko... jakos mniej a moze inaczej?
Spinoza w swojej "Etyce" rozroznia dwa rodzaje pragnien: adekwatne i nie adekwatne. Te pierwsze wychodza, pochodza od nas, wyplywaja z naszego wnetrza a nie sa importowoane z zewnatrz. Czesto istnieje roznica miedzy tym czego chce naprawde a tym za czym codziennie, nieustannie biegne i podazam.
Spoleczenstwo, w ktorym zyjemy popycha nas wciaz do tego biegu, do tego wiecej i zazwyczaj dzieje sie to bezrefleksyjnie. Gdy statystyczny Polak widzi przez kilka godzin reklamy PIWA ( patrz ostatni numer Tygodnika Powszechnego) to chce piwa... i spozycia tego trunku z roku na rok w narodzie polskim rosnie. Czy rzeczywiscie to piwo jest kluczem do szczescia Polaka?
Obawiam sie, ze wielu z nas pytania sobie nie zadaje!
Statystyczny Francuz ma za to reklamy... hm juz tak dawno TV nie ogladalam, ze nie wiem... ale pamietam z okresu Bozego Narodzenia, ze szly non stop reklamy czekoladek i perfum... I tez obawiam sie, ze najedzony czekoladkami wyperfumowany Francuz szczescia nie zazna, ale produkty owe pragnie i zakupi.
Warto wiec Agnieszko, gdy w glowie twej jakas chetka czy pragnienie sie pojawia :
1. Zachowac spokoj
2. Popatrzec na to pragnienie jakby z boku albo clakiem na przeciwko ale umiescic je mentalnie na bialym ekranie i przyjrzec mu sie: czy rzeczywisicie tego pragne? Czy to jest to co jest mi potrzebne? Czy odczuwam brak, pewnego rodzaju cierpienie spowodowane tym brakiem czy moze jednak nie?
Nie chodzi oczywiscie o zaden fatalizm z cyklu: niczego nie pragne, niczego nie chce, jest jak jest... ale by to pragnienie stalo sie instrumentem mojej osobistej WOLNOSCI. Pragne troche wiecej wolnosci, troche wiecej dobroci a moze inteligencji i poruszana tym pragnieniem ida moja droga, moja droga nie droga pani Zosi, pani z Burdy czy mediow i tworcow reklam albo katalogow Ikea... MOJA!
wtorek, 13 sierpnia 2019
Sciegno Achillesa... czyli zdrowie!
Czyli bylam u mojej lekarki rodzinnej kochanej z masa pytan... bilans po wrzodzie, ta nowa dieta itd... ale od kilku dni, pod koniec pobytu w Maroku juz sie zaczelo... gdy wstawalam rano z lozka to szlam do toalety kustykajac na prawej nodze bo lewa bolala. Bol szedl od piety w gore miesnia na lyddze. Postanowilam raczej sprawe zignorowac bo po kilku minutach noga i tak dzialal sprawnie, ale dzis wspomnialam o tym mojej doktor.
Obejrzala dokladnie, zrobila mi kilka jakis testow typu wstan tak a tak, zegnij tutaj... i zadzwonila do kliniki obok czy maja miejsce na USG - klinika na przeciwko mojego domu jest. Mieli bo to okres ogorkowy we Francji, pusto na ulicach, wakacje a czesc lekarzy pracuje.
Zrobili mi w kilka minut i potwierdzili diagnoze mojej doktor. Jest to tzw bursite czyli stan zapalny jakiegos plynu co miedzy sciegnem Achillesa a skora piety sie znajduje - ja nie lekarz to dokladnie nie wyjasnie...
A wzielo sie to z przemeczenia nog po prostu jak u sportowcow podobno... i ze starosci pewnie tez! ha, ha... duzo chodzenia czy biegania i moze taki stan zapalny sie pojawic. A w Maroku chodzilam dziesiatkami kilometrow dziennie.
To teraz mam: masc przeciwzapalna 3 razy dziennie przez 8 dni, kataplazmy z zielonej glinki 1 raz dziennie i okladanie lodem tez raz dziennie. Chodzic moge nadal tyle, ze mniej badz plywac. Joge tez moge! o to najwazniejsze. Jogging narazie przez 8 dni niestety nie.
I tyle ... aha i buty 2-3 cm obcas ma byc, nie baleriny plaskie...
A juz sie balam, ze to moze ostrogi pietowe jak u mamy, nawet z mama dzis przez telefon o tym rozmawialam. Okazuje sie, ze nie. Ostrogi to zmiany kostne. Bol jest ogromny i nie da sie go rozchodzic. To moje to nadwyrezone sciegno po prostu i nic wiecej. Przejdzie.
Moj man za to na to... ze Boze, ze Jezus itd... mowi co z toba bedzie jak ty 65 lat bedziesz miala a nie 45, za chwile 46... ale cicho... Ten jak zwykle panikuje po nic...
No to GDZIE TERAZ?
Karnet po prawej zapisany! To ten kupiony w domu Goethego we Frankfurcie w pazdzierniku! Karnet po lewej, kupiony w Marrakechu czeka na swoja kolej... kolejna podroz...
Pytanie tylko GDZIE? i Kiedy?
W planach najblizszych pozostaja:
- ZIEMIA SWIETA czyli Izrael wraz z Jordania
- Japonia
- Tajlandia
- Kraje baltyckie: Litwa, Lotwa, Estonia
W Europie bylismy juz prawie wszedzie... w Ameryce polnocnej tz. W Azji tylko w Dubaiu i w Wietnamie. Ameryka poludniowa pozostaje nieznana... I Afryka poza dwoma miejscami rowniez... wiec jest duzoooo nam zostalo do zobaczenia i checi tez duzooo zostalo...
Tymczasem dzis wieczorem albo jutro pojedziemy znow do Bretanii, do Pornichet i do Rennes na jakies 10 dni. Rozpoczynamy szukanie meiszkania w Rennes... owtwieramy nowy rozdzial w naszym zyciu i ciesyzmy sie!
poniedziałek, 12 sierpnia 2019
MAROKO: NEGATYWNIE. Czesc 13 i ostatnia
Bez najmniejszej watpliwosci Maroko to kraj do odwiedzenia! Jest w nim tak wiele do zobaczenia, do podziwiania... Mozna sie zachwycic, mozna odpoczac, mozna odkryc...
Jak jednak kazdy inny kraj na swiecie i Maroko ma swoje negatywne strony...
1. ANALFABETYZM - ponad 53% populacji nie potrafi ani czytac ani pisac! Tylko 13% populacji ma poziom = matura. Wielu kierowcow taksowek okazala sie analfabetami nie potrafiacymi niczego przeczytac ani rozpoznac na mapie... Bylo mi osobiscie niezywkle przykro, gdy nieswiadoma widzialam ich zmieszanie i zaklopotanie...
2. PRACA KOBIET - tylko 13% kobiet jest aktywnych zawodowo... to wiele mowi o spoleczenstwie, jego rozwoju i mentalnosci jego mieszkancow.
3. PRACA DZIECI - wiele dzieci pracuje albo "dorabia"... rodzicie wysylaja ich na zebry badz na sprzedaz paczek chusteczek higienicznych na krzyzowkach miast badz na sprzedaz uplecionych z galazek palmowych wielbladow wokol obiektow turystycznych... to latwe pieniadze... satysfakcjonujace rodzicow tych dzieci.
W tym temacie, odbylam dyskusje z przewodnikami jednego Ksaru... w Atlasie, ktorzy naswietlili mi ten problem... proszac o absolutne nie dawanie pieniedzy dzieciom ani o nie kupowanie czegokolwiek od dzieci! Wedlug nich rozwiazaniem doraznym bylo danie tym dzieciom jedzenia, szczotek do zebow, pasty czy notesika, olowka, dlugopisu... tak tez robilismy.
4. PSEUDO PRZEWODNICY i HANDLARZE - jesli masz europejski wyglad to znaczy, dla wielu tam w Maroku, ze jestes BOGATY/A na czole zamiast zmarszczek ma wyrysowane Euro albo Dolary... za wskazanie drogi, za kilka zamienionych slow wyciagaja reke po... pieniadze, sa nachalni, potrafia za toba isc 300 metrow... grzeczne odmawianie zazwyczaj nie dziala, tym bardziej ze strony kobiety... Mezczyzna musi stanac i stanowczo ale uwaga nie agresywnie!!! - moze dojsc do bojki albo moga ci przebic opony w samochodzie!!! podziekowac...
Ten stan rzeczy czesto utrudnia nawiazanie normalnych ludzkich kontaktow z lokalna populacja... ciezko wyczuc kiedy ta relacja jest pieniezna a kiedy moze byc zwyczajna, ludzka, przyjacielska... To bardzo mi ciazylo, nam ciazylo... Jednakze kilka zupelnie przyjacielskich, bezinteresownych relacji udalo nam sie nawiazac... i te ciesza!
5. STAN DROG - szczegolnie w gorach... napisy tylko po arabsku, kamienie i piach, roboty na dziesiatkach kilometrow... eh... w miescie NIKT nie zapina PASOW, na rondach NIKT nie przestrzega pierszenstwa... trzeba miec oczy dookola glowy albo jechac z kierowca...
6. TO NIE DEMOKRACJA - dla jednych nie bedzie to mialo znaczenia, dla mnie ma... portrety krola na kazdym kiosku i sklepie, flagi wszedzie... hm... to widac, to czuc... o monarchii sie zreszta nie rozmawia, to temat tabu... Marokanczycy go nie porusza... i nietaktem jest sie dopytywac...
7. CZYSTOSC A RACZEJ JEJ BRAK - jest strasznie brudnoooo... wszedzie poza zagrodami dla bogatych czyli 5* hotele, palace... nawet 4* hotele - jedlismy raz w takim ociekaja brudem... mozna sie przyzwyczaic albo i nie. Wode pijemy tylko mineralna, zadnych sokow na ulicy i w barach, zadnych swiezych owocow bez skorki w podobnych miejscach, salatek tym bardziej, o lodach zapomnijcie... te mozna sobie zamowic w jakims palacu ewentualnie. Pic duzo herbaty mietowej, goracej, jesc tylko gotowane dania... i brac probiotyki tydzien przed wyjazdem, podczas wjazdu i kilka dni po powrocie. Nasza lekarka zalecila nam po powrocie 24h z bananami... tak tez zrobilismy. NIKT CHORY NIE BYL!
Jak jednak kazdy inny kraj na swiecie i Maroko ma swoje negatywne strony...
1. ANALFABETYZM - ponad 53% populacji nie potrafi ani czytac ani pisac! Tylko 13% populacji ma poziom = matura. Wielu kierowcow taksowek okazala sie analfabetami nie potrafiacymi niczego przeczytac ani rozpoznac na mapie... Bylo mi osobiscie niezywkle przykro, gdy nieswiadoma widzialam ich zmieszanie i zaklopotanie...
2. PRACA KOBIET - tylko 13% kobiet jest aktywnych zawodowo... to wiele mowi o spoleczenstwie, jego rozwoju i mentalnosci jego mieszkancow.
3. PRACA DZIECI - wiele dzieci pracuje albo "dorabia"... rodzicie wysylaja ich na zebry badz na sprzedaz paczek chusteczek higienicznych na krzyzowkach miast badz na sprzedaz uplecionych z galazek palmowych wielbladow wokol obiektow turystycznych... to latwe pieniadze... satysfakcjonujace rodzicow tych dzieci.
W tym temacie, odbylam dyskusje z przewodnikami jednego Ksaru... w Atlasie, ktorzy naswietlili mi ten problem... proszac o absolutne nie dawanie pieniedzy dzieciom ani o nie kupowanie czegokolwiek od dzieci! Wedlug nich rozwiazaniem doraznym bylo danie tym dzieciom jedzenia, szczotek do zebow, pasty czy notesika, olowka, dlugopisu... tak tez robilismy.
4. PSEUDO PRZEWODNICY i HANDLARZE - jesli masz europejski wyglad to znaczy, dla wielu tam w Maroku, ze jestes BOGATY/A na czole zamiast zmarszczek ma wyrysowane Euro albo Dolary... za wskazanie drogi, za kilka zamienionych slow wyciagaja reke po... pieniadze, sa nachalni, potrafia za toba isc 300 metrow... grzeczne odmawianie zazwyczaj nie dziala, tym bardziej ze strony kobiety... Mezczyzna musi stanac i stanowczo ale uwaga nie agresywnie!!! - moze dojsc do bojki albo moga ci przebic opony w samochodzie!!! podziekowac...
Ten stan rzeczy czesto utrudnia nawiazanie normalnych ludzkich kontaktow z lokalna populacja... ciezko wyczuc kiedy ta relacja jest pieniezna a kiedy moze byc zwyczajna, ludzka, przyjacielska... To bardzo mi ciazylo, nam ciazylo... Jednakze kilka zupelnie przyjacielskich, bezinteresownych relacji udalo nam sie nawiazac... i te ciesza!
5. STAN DROG - szczegolnie w gorach... napisy tylko po arabsku, kamienie i piach, roboty na dziesiatkach kilometrow... eh... w miescie NIKT nie zapina PASOW, na rondach NIKT nie przestrzega pierszenstwa... trzeba miec oczy dookola glowy albo jechac z kierowca...
6. TO NIE DEMOKRACJA - dla jednych nie bedzie to mialo znaczenia, dla mnie ma... portrety krola na kazdym kiosku i sklepie, flagi wszedzie... hm... to widac, to czuc... o monarchii sie zreszta nie rozmawia, to temat tabu... Marokanczycy go nie porusza... i nietaktem jest sie dopytywac...
7. CZYSTOSC A RACZEJ JEJ BRAK - jest strasznie brudnoooo... wszedzie poza zagrodami dla bogatych czyli 5* hotele, palace... nawet 4* hotele - jedlismy raz w takim ociekaja brudem... mozna sie przyzwyczaic albo i nie. Wode pijemy tylko mineralna, zadnych sokow na ulicy i w barach, zadnych swiezych owocow bez skorki w podobnych miejscach, salatek tym bardziej, o lodach zapomnijcie... te mozna sobie zamowic w jakims palacu ewentualnie. Pic duzo herbaty mietowej, goracej, jesc tylko gotowane dania... i brac probiotyki tydzien przed wyjazdem, podczas wjazdu i kilka dni po powrocie. Nasza lekarka zalecila nam po powrocie 24h z bananami... tak tez zrobilismy. NIKT CHORY NIE BYL!
MAROKO: groby Saâdiens i meczet El_mansour czyli Kasbah. Czesc 12
Meczet El-Mansour to drugi najstarszy w miescie, wybudowany w XII wieku przez Yacoub el -Mansour obiekt sakralny. W XVI wieku zostal on spalony i odbudowany. Dochodzimy tutaj przez brame Bab Aguenaou - widoczna na dwoch pierwszych zdjeciach. Ta brama ma zla slawe, gdyz umieszczano na niej sciete glowy przeciwnikow sultanow i wizirow!
Groby Saâdiens znajduja sie tuz obok meczetu. Spoczywaja tutaj czlonkowie dysnatii Saâdiens z XVI wieku i miedzy innymi Ahmed El-Mansour o ktorym juz byla mowa, a ktory nazywany jest "Zlotym". Po jego smierci, dynastia Allaouitow rzadzaca do dzisiaj Marokiem, zdecydowala sie na zamurowanie grobowcow i wybudowanie wokol olbrzymich murow. Jedyne wejscie jakie istnialo to te przez meczet El-Mansour... ono pozwolilo na przypadkowe odkrycie grobowcow i ich sal w 1917 roku.
Mauzolemu sklada sie z 3 sal, wokol nich ogrod rozany - co symbolizuje w islamie raj. Pelno tutaj rzezb, sztukateri, marmurowych kolumn z Carary, zelliges, drzewa cedrowego... Najpiekniejszy jest grob matki "Zlotego" czyli Lalla Messouda znajdujacy sie w trzeciej sali i otoczony grobami dzieci.
Mury wokol mauzoleum wzniesione przaz Allaouitow.
Grob Lalla Massaouda.
MAROKO - PALACE Marrakechu. Czesc 11
Jest ich w miescie sporo, w czesci mieszcza sie dzis luksusowe hotele 5* z dodatkiem "Palace". Niestety nie bylo nas stac by w jednym takim zamieszkac... najtansza noc 600 euros w La Mamounia! Ale chodzilismy je zwiedzac, spijac tam herbate mietowa i zjadajac marokanskie ciastka.
Pierwszy palac, widoczny na 25 zdjeciach ponizej to Bahia. Nie hotel a palac do zwiedzania. Co prawda najstarszym jest El Badia ale nic w niej sie nie zachowalo z XVI wieku wiec nie wchodzilismy tam tylko obejrzelismy z zewnatrz. Ten palac La Bahia zachowal caly wystroj z XIX wieku wraz z ogrodami. La Bahia znaczy tyle co PIEKNA. Palac nalezal do wizira Ba Ahmed'a. Jego zwiedzanie pozwala na zrozumienie struktury arabskich palacow: apartamentow mezczyzn i zon w tym tej pierwszej, polozenie ogrodow, riadow dla gosci i innych pawilonow. Zdobiony sztukateriami, drewnem, malowidlami, moziakami oraz plytkami zwanymi zelliges czyli cos w rodzaju "kafelkow" tyle, ze tutaj to prawdziwa sztuka a nie kafelki lazienkowe!

Kolejnym palacem jest slynna La Mamounia - wybrany najlepszym hotelem na swiecie w 2018 roku obiekt otwarty w 1929 roku byl wlasnocia kalifa Mamoun, z Fès. Dwoch francuskich architektow przebudowalo pozostalosci z XVII wieku by stworzyc ten palac. W okresie miedzywojennym bywali tutaj: Edith Piaf, Joséphien Baker, Colette, Paul Valéry, Marguerite Yourcenar czy Winston Churchill, ktory posiadal tutaj swoja suite.
Ostatnim palacem i chyba najbardziej luksusowym, ktory odwiedzilismy byl Royal Monsour ze swoimi riadami do wynajecia o powierzchni 700 m2... Trudno opisac ten luksus...
Subskrybuj:
Posty (Atom)







































































