Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rodzinnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rodzinnie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 kwietnia 2026

To bylo 40 lat temu...


Mialam 12 lat i nie wiedziałam wtedy czyli 26 kwietnia 1986 roku, ze za kilka dni maszerując w pierwszo-majowym pochodzie zaczną nas straszyć napromieniowaniem i kazać pić płyn Lugola. 

Nic nie wskazywało na to, ze coś się wydarzyło, ze coś się zmieniło. 
W klasach produkowaliśmy kwiaty z bibuły na pochód, jak co roku i spiewalismy piosenkę "Dziś majowe mamy święto, każdy z mina usmiechnieta... każde dziecko trzyma w ręku bibułkowy mak, bibułkowy mak..." czyli propaganda na całego. 

Dotarlo do mnie w przeddzień czyli 30 kwietnia z dziennika telewizyjnego komunistycznego, ze coś złego się dzieje, choć pamietam ten obraz: biało-czarny i 4 siedzących w studiu i jedna pani doktor, babsztyl taki komunistyczny koło 50-tk pewnie, tłumaczyła, ze nie ma żadnego zagrożenia, ze nic nikomu nie grozi. 

1 maja na zbiórce w szkole okazało się już o 8 rano, ze część kolegów z klasy nie ma... a rzekomo obecność była obowiazkowa jak w tamtych latach. I coś ktoś zaczął mówić, ze tych zabrali w nocy z klatki schodowej na jakieś lekarstwo do szpitala i ze nie przyjdą. A my nic... pochód zaliczyliśmy. Jeszcze pamietam, ze wracałam przez jakieś laki obok bloków i ze moja mama opalała się na balkonie. Poszłam wypić płyn jak kazali do pielęgniarki w szkole podstawowej imienia Bojowników PPR w Koszalinie. Pół korytarza było zażygane... co samo w sobie mnie przestraszyło bo i śmierdziało wszędzie okrutnie. 

Potem moja mama włożyła swoje włoskie buty, miała takie słuszne na obcasie i pojechałyśmy do mojej chrzestnej i jej mamy... Było słońce, piękna pogoda i sobie spacerowaliśmy. 

Dopiero z czasem docierało... jak bardzo było to niebezpieczne, jak ukrywano prawdę przed ludźmi... Jakiś czas potem, moja chrzestna przyjęła dziewczynkę stamtąd. Miała na imię Wika. Bardzo ja polubiłam ale nie wiem gdzie teraz żyje i co się z nią stało. 

Od tego 1986 roku te dni są dla mnie trudne. To jak trauma i bardzo, ale to bardzo nie tylko nie lubię, po prostu nienawidzę 1 maja! 
Ten system, komunistyczny, socjalistyczny na sowiecka modle, oparty na przemocy, kłamstwie, manipulacjach i milionach ofiar jest dla mnie i chyba już do końca moich dni tak pozostanie... złem absolutnym. 





 

piątek, 13 marca 2026

Wysyłamy Ci dziś życzenia do nieba...

Na twoje 102 urodziny... Czego życzy się Niebianom? Z pewnością nie szczęścia, nie zdrowia, nie radości bo to wszystko już maja. 
Więc powiem Ci tylko na ucho i w sekrecie, ze twoja historia i twoje życie inspirują... ze wiele ludzi nadal bardzo Cię kocha i już wkrótce nawet Francuzi będą Cię znać. 

A mi Ciebie strasznie brakuje, tak zwyczajnie, na codzień... pogadalabym z Tobą, pojadla twoich pierogów i torta makowego i pośmialibyśmy się razem jak kiedyś... popływali kajakiem na Bukowinie, pojechali gdzieś na rowerze, na jagody na przykład, podlali róże i lilie i nawet coś zaśpiewali.

Bądź tam gdzie jesteś i czekaj tam na nas bo jak dołączymy do Ciebie i te nasze energie miłości się połączą to możesz być pewny, ze wybuch będzie wielki! 
Tymczasem całuje Cię mocno i babcie Teresę i panią Helenę i tak sobie o was myślę...  Świeczek nie zapomnijcie zdmuchnąć bo na 102 płomienie trzeba dużo... oddechu! 







 

niedziela, 15 lutego 2026

Znalazłam DWIE KUZYNKI....

Zdjęcie przysłane przez Julię. 

Na tym zdjęciu jest moja ciocia Antonina w wieku lat 16 chyba i jej mąż Paweł... Antonina była siostra mojej babci Marysi. Obie urodziły się w Wilnie. Antoninę jednak jej ojciec, macocha i moja babcia, brat Ryszard ( syn ojca i macochy czyli Wiktorii) zostawili w Wilnie obierając kierunek na Polskę i na ziemie odzyskane. 

Dlaczego ja zostawili?

Moja mama mówi, ze nikt nie dal jej odpowiedzi. Nawet moja babcia nie wiedziała dlaczego... Podobno Antonina wychowywała się u ciotki... Stanisław? I w momencie, gdy opuszczali Wilno wyjechali bez niej. 

Dzis po raz pierwszy w moim życiu rozmawiałam z moimi kuzynkami, wnuczkami Antoniny czyli z Julia i z Beata. 

A wszystko zaczęło się od porannej rozmowy z moja mama, która kompletuje dokumenty, drzewo genealogiczne rysuje, szuka dat, przodków, kontaktów, wypisuje i wydzwania  gdzie się da. I tak od słowa do słowa mówi, nie mogę się dodzwonić do Maryji w Wilnie... Nie wiem co u niej. 

Usiadłam przed komputerem i zaczęłam szukać. W kilka minut znalazłam Beatę, po jednym komentarzu u niej Julię. Wysłałam króciutkie informacje po angielsku i w południe już rozmawiałam z Julia przez telefon a popołudniu z Beata!

I wiecie co to jest po prostu NIESAMOWITE! Tyle lat, tyle niby kontaktów a my się nie znamy, nie wiemy nic o sobie. 

Moja babcia i jej siostra nie widziały się przez dziesiątki lat bo ZSRR nie pozwalał na wyjazdy i przyjazdy a PRL tez nie... 
Ja poznalam Antonine w Polsce, na pogrzebie mojego dziadka Wacława, męża babci Marysi. To był dla mnie wtedy szok. Rok 2000!!!!!!!!!

Jak byliśmy ostatnio w Wilnie to znalazłam cudem jej grób na Rosie! 

Trzeba było tej iskry by odnaleźć rodzine....

Zastanawiam się jak to opisać? Brakuje mi słów. Emocje biorą górę. Muszę absolutnie napisać powieść o tych siostrach... i zacznę już dziś. 

Luty 2026 rok.... tyle czasu.... Płakać mi się chce nad tymi straconymi latami. 
Mowia one wiele o relacjach w mojej rodzinie, o SEKRETACH... aż ciarki idą. 

Mysle o bracie dziadka Bolku, którego nigdy nie odnaleźliśmy... a może on tez żył, ma potomstwo i w żaden sposób nie można ich odnaleźć? 

 

niedziela, 14 grudnia 2025

A to mnie zaskoczył...

Moj mąż dziś rano... Udał się po prezenty... co prawda zostało już tylko 5 dni do wyjazdu i powinno to być zrobione przed bo prezenty są na Święta, ale od tygodni nie znalazł czasu. 
Widzac, ze nie robie i ze on ma to zrobić, jak było ustalone w tym roku... wyszedł dziś, stukając i jęcząc jaka to katorga i jaki problem i jaka straszna praca... ale poszedł. 

Ciekawe z czym i jak wróci? 

 

środa, 2 lipca 2025

Znalezione!!! Buciki Antka!


Pisałam już, ze raz w roku... SPRZATAM. Jak skończę matury, egzaminy, lekcje to zazwyczaj mam kilka dni by doprowadzić dom i garaż do porządku. Garaż dopiero w tym roku, po 5 latach dokładnego nic nie robienia w nim. I tak codziennie jakiś kawałek, kawałeczek jest uporządkowany, wyczyszczony. Raz w roku tez myje okna - jeszcze czekają. 

Nie wiem dlaczego to pudełeczko było w pudle z butami w garażu. 
Wyciągam a tam... pierwsze buciki Antosią robione z włóczki prze moja kochana mamę! Pamietam te zapięcia na guziczek. Są błękitne i białe. Następnie te ze skorki błękitnej od Jacadi i te granatowe, które nosił od 8 miesiąca życia i w nich chodził po raz pierwszy - dlatego takie zniszczone! 

To sie rozczulilam... Bo w domu mam jeszcze jedna pare, białych ze skorki tez od Jacadi. 

Kawałek życia naszego i to tego najwspanialszego. 
Jak cudnie jest trafić na takie ślady przeszłości. 



 

wtorek, 1 lipca 2025

Cieszę się na pobyt w Polsce! O korzeniach.


Dwa lata jak nie byliśmy w Polsce... Dużo się pokomplikowalo i tu i tam. Czuje się zablokowana w mojej własnej egzystencji i to pod wieloma względami. Pomimo tego... bardzo cieszę się na wyjazd i na pobyt w Polsce. 
Pisałam ostatnio do mojego brata, ze trudno jest zrozumieć komuś kto nie żył i nie żyje na emigracji, ze powrót do korzeni jest wartością sama w sobie, ze jest ważny, ze jest potrzebny, ze nie można go zastąpić wyjazdem w inne części świata. 
Nie mam takiego pędu na Polskę jak niektórzy moi znajomi i przyjaciele, którzy jeśli wakacje to TYLKO w POLSCE bo inaczej sobie nie wyobrażają. Ja potrafię się cieszyć z różnych miejsc i z różnych ludzi, ale Polska jest częścią mnie i jest mi potrzebna. Czuje się ogromnie związana z moim krajem, jego językiem i kultura i mój syn, Antoni tez. 
Mam tez osoby w rodzinie i to bliskiej, które jak już na te emigracje wyjechały to do Polski NIGDY nie wracają, przez cale dziesiątki lat. Tej postawy nie rozumiem. Jest dla mnie forma odrzucenia i ucieczki ale nie te zdrowa i przemyślana forma a te tracąca schizofrenia. 

Oddalając się od Polski, ale pozostając w temacie... mój teść na przykład urodził się i wychował we francuskiej Algerii, w rodzinie kolonialistów. Gdy ich stamtąd wypędziła wojna dekolonizacyjna to odciął się od tych korzeni. Nigdy tam nie pojechał, nigdy nie szukał najmniejszego kontaktu, śladu... Nosi w sobie do dziś ogromny żal i nienawiść. Inni, w tej samej sytuacji zachowali się zupełnie inaczej... Jeździli tam, odwiedzali rodzinne groby, utrzymywali kontakty. 
Jake rozne są nasze postawy i nasze relacje z osobistymi korzeniami...

 

czwartek, 5 czerwca 2025

Książka mojego taty


Przeczytałam i znakomicie mi się ja czytało. Tata pisze takim językiem, który do mnie dociera i wzbudza we mnie (teraz to po francusku mi wchodzi w głowę błyskawicznie) "tiens, je n'ai pas pensé à ça" czyli kurczę, nie pomyślałam o tym w ten sposób... 

Historia tworzenia się społeczności w Keszyscy Leśnej jest dla mnie odkryciem tego terenu, to po pierwsze. terenu, którego nie znam i nie miałam pojęcia o istniejących tam umocnieniach, kilometrach korytarzy podziemnych i ukrywaniu naszych dzieł sztuki w nich. Trochę więc jak odkrycie pewnej historycznej tajemnicy. 
Z drugiej strony to praca transdysyplinarna łącząca antropologię, historie, socjologie i jeszcze kilka nauk humanistycznych, które ja osobiście holubie w swoich pracach. 
Podstawowe pytanie to oczywiście to dotyczące tego co LACZY człowieka z miejscem? Choć to nie jest proste pytanie bo tata różnicuje miejsce od przestrzeni, wspólnotę od społeczności... rodzaje więzów, rodzaje tożsamości. 
Dywagacje i poszukiwania, nie będę ukrywać, ze ogromnie to przyciąga, interesuje, zachwyca! Sama nawet sobie pomyślałam i mu powiedziałam "kurczę, ze tez bym coś popadała, poszukała, postudiowała". Eh, tęsknota za tym co kiedyś dla mnie ale do czego pewnie jeszcze wrócę. 
Te miasta, w których stacjonowały wojska sowieckie i zamknięte w latach PRL da ludności polskiej są jak widma, jak sekrety na mapie Polski. Keszyca jest jednym z nich, niemiecka, nazistowska, sowiecka rosyjska a od niedawna polska. I cale to dobrodziejstwo przynależności, dominacji, okupacji, zamknięcia nagle otwarte od 1994 roku rodziło nadzieje, na cala nasza Polskę, na Polaków tutaj, na polskość... w Keszycy po początkowych sukcesach dziś jest do pewnego stopnia porażką nas Polaków, którzy nie potrafimy się dogadać, rozwinąć, nie wiemy czego chcemy a przede wszystkim w tak małym stopniu angażujemy się w sprawy wspólne. 
Dobro wspólne, dobro ogółu... wydaja się być jakimiś staroświeckimi hasłami. 
Serce peka, duch boli... pytanie dlaczego? I czy da się to kiedyś scalić, naprawić? 

Znakomite zdjęcia mojego brata Igora w niej!



 

środa, 14 maja 2025

I znowu pojechał...


Cieżko... Wczoraj przylecieli koło 19... Pojechałam po nich na lotnisko w Nantes - to jest masakrycznie WKURZAJACE, ze w stolicy Bretanii nie ma lotniska! To znaczy jest, ale malutki wypierdek z trzema przelotami dziennie. Zero jakiś sensownych połączeń. W Nantes lotnisko typu "pożal się Boże"... brzydota, niefunkcjonalna, tez mało lotów... Żeby się stad ruszyć i nie zapłacić walizki banknotów to trzeba jechać do innych miast, najlepiej w reigion paryski albo do Bordeaux. 
Coz, nie zmienię tego. 

Dzis ja znow musialam do pracy a jak tylko przyszłam i zjedliśmy obiad, to Antoni do Wersalu, na przygotowanie ustnych konkursów. Kolejne 3 tygodnie teraz bez niego. Ale tylko 3 to dla mnie jak rzut beretem! 
Wczorajsze zdjęcia z Minorki znów mnie zachwyciły a przedwczorajszy zachód słońca na plaży Santa Andrea jeszcze bardziej. 






 

czwartek, 8 maja 2025

Minorka i egzaminy


Tata z synem korzystają z uroków Minorki! Maja cudna pogodę, chodzą w krótkim rękawku i w szortach, kąpią się, jedzą maliny, jagody i truskawki po 3,5 euro za kilogram... zamiast 14 euro - cena z rynku z poprzedniej soboty. 
Niech odpoczywają, bawią się i nabierają sił: Antek na dalsza część konkursu a Stéph na prace. 

Ja tymczasem poprawiam 75 egzaminów studentów. Trochę inna bajka. Zdołam poprawić 4-5 na 1 godzinę więc hm... są jeszcze sprawdziany ostatnie uczniów, ale te muszą poczekać, lekcje oraz przygotowania do wyborów prezydenckich. Jednym słowem mam co robić. 

Ale mi teskno do morza Śródziemnego... eh... 


 

środa, 30 kwietnia 2025

Czekam...


Konkurs BCE skończył się dziś w południe. 
Czekam na powrót syna... 2,5 miesiąca bez widzenia się... jak dla mnie to stanowczo za dużo. 
Ale radons ze spotkania już buzuje...
Ide pichcić! 

 

środa, 23 kwietnia 2025

Nowa ksiazka mojego taty

Przyszla w końcu bo już doczekać się nie mogłam! 2 tygodnie szła... To kolejna monografia. Tym razem Keszycy Leśnej. Będę czytać i opisze. Jest dużo zdjęć mojego brata w niej tez. 
Historia Polski jest niesamowita... ta w wersji mikro-historii. 


 

wtorek, 15 kwietnia 2025

Nienormalni a może normalni? Rodzice?


Co jest NORMA? To bardzo trudne pytanie gdy o relacje dziecko-rodzice chodzi. Pewnie tyle norm ile rodzin albo jeszcze więcej bo z każdym dzieckiem inna relacje rodzice budują. 
My zbudowaliśmy to... to co mamy. 
I dlatego nie spaliśmy poprzedniej nocy, to znaczy spaliśmy ale mało... bo najpierw myśli wokół Antka krążyły przed dzisiejszym startem w konkursach i zasnąć się nie udawało. Potem chyba zasnęliśmy ale o 4:31 byliśmy na nogach bo czy aby nie zaśpi, wstanie, czy śpi, czy dokumenty wziął, czy nie jest zbyt zdenerwowany. Tysiące pytań w głowach a mało odpowiedzi. 
Może jest to nienormalne a może jest to normalne? 
Nie mnie oceniać. Dla nas, mojego męża i dla mnie to jest właśnie normalne! 

Zreszta ile to razy sam Antek podkreśla, ze nasza relacja jest wyjątkowa i bardzo taka odpowiadającą fuzji, połączeniu elementów. To dlatego zreszta Antek odmówił mi pojechania do nich na grupę wiosenna nauki i gotowania im... bo twierdził, ze on ze mną obok i z ta nasza relacja to dla niego może być emocjonalnie za dużo. Ja to rozumiem i szanuje. Nie ma problemu. 

Wiem tez od Antka i nie od dzis, a od wielu lat, ze wielu jego przyjaciół znając nasz dom cytuje "bardzo mu zazdrości" tej relacji z nami i tego jak nam się układa. To fajni młodzi ludzie ale z innych, bardziej zimnych domów. Było kilka podbramkowych sytuacji w przeszlosci, ze jego przyjaciele nie chcieli od nas wyjeżdżać czy wychodzić... było kilka awantur na tym tle. 

Dla mnie to ogromny komplement, dla innych może przyczyna gniewu czy złości. 

W każdym razie, tak sobie mysle... jak się kocha to się przezywa, to się inwestuje, to się kibicuje nawet kosztem swojego snu czy komfortu. 
To dla mnie oznacza bycie rodzicem, jego rodzicem. 






 

sobota, 8 marca 2025

Babcia Marysia... odeszła.


W ubiegłą środę, 5 marca... dziś jest jej pogrzeb i moje obie Babcie zostały pochowane 8 marca. Ciekawa jestem czy to ma jakiś ukryty sens? 

Przeszukałam dwie szuflady zdjęć. Niestety prawie nie mam jej zdjęć. Znalazłam tylko te dwa. 

Babcia Marysia, Wilnianka miała długie życie. Jego początek nie należał do najszczesliwszych bo  straciła swoją mamę - przy porodzie jej siostry Antoniny. Potem była wojna i przymusowe przesiedlenie na ziemie odzyskane, do Walcza. 
Uciekając z Wilna... nie wiem zreszta jak to się stało została rozdzielona na prawie 50 lat sic! ze swoją siostra, która została w Wilnie. Reżym komunistyczny nie pozwolił na kontakty. Jej brat Kazimierz zginął gdzieś pod Olsztynem, a drugi, przyrodni brat, Ryszard żył gdzieś na Śląsku. Kontaktów w tej rodzinie było mało, to znaczy ja poznałam mało jej członków. 

Dalsza część życia babci była dość szczęśliwa i spokojna. Mój dziadek, Wacław, był człowiekim bardzo dobrym, zapobiegliwym i odpowiedzialnym. Więc w ich domu, z moich wspomnień, niczego nie brakowało. Ba, babcia nie musiała nawet specjalnie pracować i okresy jej pracy były krótkie. Mogła sobie pozwolić na bycie w domu i opiekę nad trojka dzieci, córek. 

Z dzieciństwa zapamiętałam ja jako "surowa babcie". Surowa z dwóch powodów... Po pierwsze, jak w wakacje przyjeżdżaliśmy do Walcza i szliśmy z braćmi ja odwiedzić to już w progu słyszeliśmy: 
"a wy tu czego"
Nie bylo to mile. Dlatego przynosiliśmy jej kwiatki z ogrodu dziadka Henia i babci Teresy by nieco złagodzić to powitanie. 
Drugim powodem było nierówne traktowanie nas i wnuków, które mieszkały w Wałczu. Zawsze porównywała mnie do mojej starszej kuzynki Edyty. Edyta była wspaniały bo potrafiła szyć a ja byłam do niczego bo szyć nie umiałam i tylko dobrze się uczyłam w szkole a to było niewystarczające. W obecności babci Marysi czulam się zawsze niewystarczająco dobra. Nie mieliśmy w dzieciństwie jakiś wspólnych zajęć z nią. Nie byliśmy razem na lodach czy w kinie, czy nad jeziorem. Widzieliśmy się tylko w domu albo w kościele. Pamietam jednak jej kuchnie, jej kiszona kapustę, placek drożdżowe czy talerze wypełnione agrestem czy wiśniami! 

Mijały lata. Wyjechałam do Francji, wyszłam za mąż, urodziłam Antka. Na początku odwiedzaliśmy babcie i dziadka do jego zgonu w 2000 roku, raz albo dwa razy w roku. 
I potem, potem ostatni raz widziałam ja w dniu jej 90 urodzin. Czyli nie widziałam jej przez ostatnie 8 lat. 
Po tych urodzinach doszło do spiec, wielkiej kłótni z moja mama, podczas, której babcia stwierdził, ze mnie i mojej rodziny nienawidzi i ze więcej nie chce nas widzieć. 
W ciagu tych 8 lat, 2 czy 3 razy byliśmy pod jej domem. mama wchodziła na górę, mowila, ze jesteśmy i pytała czy możemy wejść. Niestety nigdy babcia Marysia nie wyraziła zgody na nasza wizytę u niej. 

Nie będę ukrywać, ze mam o to ogromny żal. Zreszta nigdy nie udało mi się zrozumieć skąd ta nienawiść do mnie, mojego męża i mojego syna? Może nie powinnam nawet starać się tego zrozumieć ? 

Gdy patrzę wstecz widzę babcie, która jako dziecko KOCHALAM... chciałam mieć z nią relacje, miałam do niej ogromny szacunek... Potem z biegiem lat narastał we mnie żal... Nigdy ta babcia nie przeczytała żadnej mojej książki po polsku, nigdy nie interesowała się czy mam co jeść, z czego żyć, tym co robię. Mam wrażenie, dziś, ze po prostu nie byłam, nie byliśmy dla niej ważni. Czy byliśmy czy nie? Chyba nie sprawiło to dla niej różnicy. Chciałabym wierzyc, ze było inaczej, ale tego nie czuje. 

Pozostanie w mojej pamięci jako babcia Marysia z dzieciństwa, trochę surowa ale jeszcze babcia, jeszcze w relacji z nami. Ostatnich lat wole chyba nie pamiętać. 




 

niedziela, 23 lutego 2025

Antoni w domu!!!

Radosc ogromna od piątkowego wieczoru bo Antoni pojawił się w domu na kilka dni! Co prawda dziś już ze swoim tata korzysta z uroków nadoceanicznych, ale każdą godzina z nim jest po prostu CUDOWNA!  Gotujemy, gadamy, jemy, śmiejemy się śpiewamy a przede wszystkim słuchamy tego co ma nam do powiedzenia bo ma bardzo dużo! 

Po raz kolejny stwierdzamy, ze mamy po prostu genialnego syna i to bardzo cieszy. 

Takze fajny czas przed kolejnymi wiosennymi wyzwaniami!


 

sobota, 19 października 2024

Wakacje jesienne czas zacząć!


Na tak blekitne niebo nie mamy raczej co w tym roku liczyć! Ale kilka dni wakacji weźmiemy tak czy siak! Leje znów od rana, garaż zalany wlasciwie non stop teraz mamy. 
Czekamy dziś na przyjazd Antoniego bo od 1 września się nie widzieliśmy i tęsknota jest ogromna! I radość wielka na jego przyjazd. 
Wakacji będzie dokładnie 4 dni zamiast 2 tygodni ale lepsze to niż nic. Antek jest na drugim roku prépa, ma konkursy od kwietnia i w tym roku na wakacje nie może sobie po prostu pozwolić. 
Ale te kilka dni spędzimy na zabiegach w Thalassothérapie: masaże, kąpiele, okłady z glonów i błota morskiego. To nam wszystkim dobrze zrobi. 
Zamówiłam już dawno, kupę pieniędzy zapłaciłam ale uważam, ze warto. 

Bede mu gotować to co lubi... i chociaż przy posiłkach pogadamy bo resztę godzin spędzimy na pracy. 

Wczoraj moje odkrycie- zupa z selera z jabłkami i orzechami laskowymi. Takie jesienne pysnzoci. Przepis na blogu kulinarnym obok. 

Dobrego weekendu. 






 

niedziela, 13 października 2024

Jesienne bułeczki dziś...



Tak mnie naszło... i szykując sporo jedzenia na wakacje jesienne i na powrót Antoniego już za tydzień... zrobiłam bułeczki drożdżowe z dwoma nadzieniami i oczywiście większość zamroziła dla największego łasucha w rodzinie. 



Przepis na 20-21 bułeczek

Ciasto

500 g maki
25 g świeżych drożdży
250 ml cieplego mleka
100 g ciemnego cukru
3 zoltka
1 jajko
80 g stopionego masła
szczypta soli

Ciasto drożdżowe , na zacznie, klasyczne.  Drożdże nastawić z ciepłym mlekiem i lyeczeka cukru i maki do wyrośnięcia w kubeczku. Jajko i żółtka utrzeć z cukrem. Dodać do maki oba rozczyny. Na koniec połączyć z masłem. Musi podwoić objętość. 

Nadzienia:

Na marcepanowo-żurawinowe

150 g marcepanu
1 lyzka konfitury - dalam figowa
1 lyzka rumu
100 g suszonej bądź świeżej żurawiny
Zmiksować razem oprócz żurawiny. Rozsmarować na połowie rozwalkownego cienko ciasta. Posypać żurawiną. Zwinąć w rulon i pokroić na plastry. Ułożyć je na blasze. Jak podrosną upiec w 170°C. 

Na czeokoladowo-orzechowe

3 lyzki czekoladowo-laskowego kremu - lizelam Nocciolate
100 g posiekanych orzechów laskowych
50 g kropelek gorzkiej czekolady

Jak przy poprzednim nadzieniu - ten sam sposób postępowania. 




niedziela, 29 września 2024

Obiad z teściami i sernik cytrynowy z figami.



Dzis niedziela rodzinna z teściami na obiedzie. 
Podalam na aperitif: tosty z chleba gryczanego z pasta z mięsa i z grzybów typu pasztet i korniszony oraz koreczki z sera alpejskiego z winogronami. 
Na przystawkę sałatka z kaszy bul gur, pstrąga wędzonego, fasolki szparagowej, pomidorków, migdałów z sosem tahini. Na danie główne były befsztyki wołowe z ziołami i frytki z piekarnika, z batatów. 
Na deser nowy przepis - na blogu, przepis na dole, znakomity sernik mocno cytrynowy ze świeżymi figami. Poszedł cały choć porcji 8 a nas 4 to wszystko zjedzone. 

Pogadane, posiane, opłakane...Antoni zadzwonił w miedzy czasie. 
Fajnie było! 





 Przepis tu: https://est-ouest-est-ouest.blogspot.com/2024/09/cytrynowy-sernik-z-figami.html



niedziela, 8 września 2024

Niedzielny obiad: kurczak w winogronach i marsali, Browni z mirabelkami.



Kurczak w marsali i w winogronach

Bardzo fajny i dość szybki przepis na bardzo soczystego i sezonowego teraz - wingrona! - kurczaka.

https://est-ouest-est-ouest.blogspot.com/2024/09/kurczak-w-marsali-i-w-winogronach.html









Szybkie browni z podsmażonymi mirabelkami
Deser na dokładnie 2 osoby. Szybko się robi, jest fantastycznie czekoladowy i orzechowy i jak zwykle połączenie śliwki i czekolady jest... niezwykle!

https://est-ouest-est-ouest.blogspot.com/2024/09/szybkie-browni-z-podsmazanymi.html

sobota, 29 czerwca 2024

Spotkanie z polska pisarka Daria Galant... Powrót Antoniego...


Wczoraj rano... czekając na przyjazd Antka, przyjazd z przygodami bo na ostatnia chwile jego pociąg odwołali i trzeba było się przeorganizować błyskawicznie, udałam się na spotkanie z Daria Galant. Daria jest polska pisarka, autorka wielu powieści i scenariuszy na przykład telewizyjnych. Jest tez właścicielka pracowni literackiej w Warszawie oraz rancza z końmi pod Warszawa. 
Cudowny moment bo Daria jest fantastyczna osoba! Także obgadałyśmy wiele spraw na tarasie kawiarni w Rennes. 

Potem pędziłam od razu na dworzec odebrać synusia... któremu zrobiła o 6 rano wczoraj charlotte z truskawkami - przepis na blogu kulinarnym, pierogi ruskie, wołowinę po meksykańsku itd... 

dzieje się...




 

czwartek, 6 czerwca 2024

Mój chrześniak

Leżę sobie wczoraj wieczorem w łóżku. czytam Kundere a raczej odczytuje po raz kolejny. Dzwoni telefon tuż przed 22-ga. Klemens... mój chrześniak, cały uradowany krzyczy mi w słuchawke "skończyłem i dobrze poszło!"
Ulamek sekundy, tak kilka dni temu pisał, ze zadzwoni jak skończy sesje egzaminacyjna. Cieszę się razem z nim. 
I tak sobie gadamy... dobra godzinę śmiejąc się jak wariaci trochę bo tematów jak zwykle mamy mnóstwo do poruszenia. Zasypiam dobrze po mojej tradycyjnej godzinie zasypiania ale rozmowy z Klemensem są dla mnie bardzo, bardzo ważne! 

Klemens za chwile będzie miał 22 lata i właśnie skończył 3 rok studiów w jednej z dobrych, by nie napisać prestiżowych, szkół inżynierskich w Paryżu. W tym roku przez jeden semestr studiował w Seulu. Matematyka, informatyka - on jest specjalista i czasem pomaga mi nawet rozwiązać moje problemy informatyczne. 

Najbardziej jednak lubię jak przyjeżdża do mnie. Czasem na weekend czasem na kilka dni dłużej. Wtedy wiem, ze będziemy gadać i gadać do pozna w nocy bo to nocny Marek tez. Wiem ze muszę zrobić dużo dobrego jedzenia bo oboje lubimy jeść i ze będziemy jeździć po jakiś zapadłych bretońskich wioskach i odwiedzać stare kościoły i cmentarze i włóczyć się po polach a jak pojedziemy do Pornichet to leżymy na plaży godzinami. Opowiadam mu o swoich problemach w edukacji narodowej na przykład a on mi o swoich. Ja mam 50 lat on 22, ale trudno mi odczuć te różnice wieku miedzy nami bo relacje mamy bardzo przyjacielskie i nie ma miedzy nami tematów tabu. 

Taki jest mój kochany Klemens. W tym roku jeszcze będziemy się widzieć tez u nich w domu, pod Paryżem, podczas Igrzysk... i z Antonim moim tez... a pod koniec czerwca Klemens wpadnie do chrzestnej jak zwykle... zadzwoni dwa dni przed i zapyta "hej mogę cię odwiedzić" no jasne! czekam! O której mam wyjść na dworzec? 
Zawsze na niego czekam.