środa, 24 lipca 2019

No to do MAROKA!

Od jutra rodzinne wakacje, tym razem w Maroku.

Cala podroz zorganizowal moj maz: zarezerwowal przeloty, hotele, trase, wynajem samochodu, zwiedzania i atrkacje typu wielblady na Saharze przy zachodzie slonca. 
Jak zorganizowal tak bedzie. Cieszymy sie niezmiernie na to nowe, jak dla nas, kolejne odkrycie nieznanej czy malo znanej kultury. 

Bedzie goraco. To juz wiemy, ale chlodniej niz w Bordeaux. W miescie Fes, od ktorego rozpoczynamy wizyte jest tylko 37°C w Bordeaux dzisiaj jest 42°C, wczoraj bylo 39°C a w nocy temperatura nie spadla ponizej 25°C. Zyc sie nie daje. 

W Fes spedzimy 6 pierwszych dni w hotelu Mariott 5*

pod linkiem rodzinny pokoj, w ktorym zamieszkamy. I co ciekawe kosztuje mniej niz miesjce na campingu w Pornichet czy w La Baule o Saint Tropez nie wspomne. 

Plan mamy bardzo intesywny. bedziemy zwiedzac wszystkie miasta cesarskie Maroka: Fes, Rabbat, Meknès, Midlet, Marrakech ale tez Volubilis, Mezourga, Skoura i pewnie Essouira. Pojedziemy, jak dolecimy i dojedziemy w gory Atlas i na brzeg Sahary. Antka urodziny odswietujemy w Maroku. 

Rytm dnia dostosujemy do klimatu... wstawanie przed 6 rano, zwiedzanie od 7 do 11... potem klimatyzowane hotele z basenami i spa. Kolejne wyjscie okolo 21h. Wlasciwie jak w Bordeaux, niewiele sie tutaj roznimy. 

Dzis wstalam o 4h45 by wyprasowac wszystko co wczoraj wypralam. Prasowalam 2 godziny do 6h40 okolo... teraz siedzimy w ciemnosciach i czekamy na noc... by przyniosla ukojenie. Wczoraj popoludniu siedzialam z Antkiem w kinie bo tam jest klimatyzacja... rowne 4 godziny. 

Takze czekamy na te podroz z ogromnym zaciekawieniem... 

poniedziałek, 22 lipca 2019

POLSKA 2019. Od bardzo nieprzyjemnej strony...


Ostatni dzien naszego pobytu... ubiegla sobota. Startujemy z Poznania do Warszawy, pociagiem porannym bo mialam zamiar kilka godzin spedzic z bratem i z bratowa przed niedzielnym odlotem do Bordeaux. Wybralam wiec pociag o 9h42, Inter city... mielismy byc o 13h33 w Warszawie na obiad u brata... 
O 9h 20 bylismy na dworcu poznanskim z moimi rodzicami i zadnej informacji nie bylo, o zadnym opoznieniu na 20 minut przed odjazdem. 
Potem sie zaczelo...
- opzoniony 10 minut
-opozniony 20 minut
-Opozniony 35 minut
- opozniony 50 minut
- opozniony 56 minut
- opozniony 80 minut

Ryczacy glos z glosnika pewnej kobiety wciaz jak katarynka pierdzielil o opoznieniach... ten do Kostrzynia 60 minut spoznienia, ten z Pily 140 minut spoznienia... i tak kazdy pociag, niezalenzie od kierunku spozniony... i na koncu "Przepraszamy".

Na poczatku jakos sie z Antkiem trzymalismy ale pozniej to nas taki szlag trafil, ze myslalam, ze kogos pobije... 

Sprawa pierwsza... dlaczego nie informuja o CALKOWITYM spoznieniu od razu... poszlabym na kawe a nie sleczala na peronie, 500 metrow od dworca... byl swobodnie czas by isc na kawe, cos zjesc przez te 80 minut!

Sprawa druga... nikt mi nie wmowi, ze w dobie telefonow komorkowych o 80 minutowym spoznieniu nie wiedziano o godzinie 9 albo i wczesniej , pociag jechal ze Szczecina!

Sprawa trzecia... nikogo nie poinformowano z glosnika czy przez kontrolerow, ze za takie spoznienia przysluguje zwrot pieniedzy i odszkodowanie! Wolano oszukac pasazerow nie sprawdzajac ani razu biletow na trasie Poznan-Warszawa by nie bylo dowodu na bilecie, ze dana osoba rzeczywiscie tym pociagiem jechala! i to jest SKANDAL!

Sprawa czwarta... wiele osob nie zdazylo na mniejsze polaczenia... nie zaproponowano ZADNYCH ROZWIAZAN ani ODSZKODOWAN! W glowie mi sie to nie miesci!

Sprawa piata... pociag byl rzekomo objety calkowita rezerwacja miejsc... tymczasem ludzie siedzieli na podlogach, miedzy wagonami, w korytarzach, ba nawet psy lazily po korytarzach co jest PRAWNIE zabronione!

Sprawa szosta... klimatyzacja w naszym wagonie, numer 17 byla... popsuta... otwierala sie tylko czesc okien... byl wiec przeciag i goraco na zmiane... mamy zaatakowane gardla...  kierownik pociagu probowal naprawiac naciskajac na jakies guziki, ale rzekomo sie nia dalo...

Sprawa siodma... Toaleta w naszym wagonie byla ... zatkana... wiec zamknieta trzeba bylo przechodzic przez mostki miedzy wagonami do innej toalety, niestety nie czystej... nikt tego po drodze nie sprzatal... - mam zdjecia.

Sprawa siodma... nie bylo wagonu z woda, czy kawa... nie przechodzil przez 4 godziny NIKT  z wozkiem, ktory by te produkty sprzedawal... we wspomnianych wyzej warunkach to jak podroz na Sybir w wagonach bydlecych prawie... tyle, ze za pieniadze ta!

Sprawa osma... wsiadajac do wagonu, na naszych miejsach siedzial sobie okolo 30 letni pan, ktory na moja prosbe opuszczenia miejsca stwierdzil, ze "zrobi to pozniej"... musialam sie bardzo stanowczo powiedziec, "ze nie pozniej a natychmiast"... na siedzeniu lezaly czyjes gazety i puste butelki po wodzie... widocznie za ciezko bylo je wyrzucic...

Jedyny POZYTYW... spotkalismy pania profesor z uniwersytetu z Marylandu, muzykolozke, specjalistke od muzyki sredniowiecznej... ktora wracala ze Szczecina, z odkrywania rodzinnych ziem przodkow... na samolot do Warszawy. To byla ponad 70 letnia kobieta. Miala meza Francuza wiec rozmawialismy troche po francusku troche po angielsku... i to bylo mile!

Ale juz duzo mniej mile byly slowa tej pani, ze do Polski... to juz nigdy bo te warunki podrozy i ta agresja to ja... przeroslo... 

Dojezdzajac do warszawy... spoznienie pociagu osiagnelo 115 minut... 

Rozpoczelam kroki prawne. Domagam sie zwrotu kosztow biletu u spolki Inter city jak i odszkodowania. W przypadku braku usatycfakcjonowania wystapie na droge prawna i nie odpuszcze.  I nie o pieniadze mi chodzi bo 20 euros za 2 bilety to dla mnie jest tyle co nic. Chodzi o
mi o zasady, o szacunek i o przestrzeganie prawa!


Dobrze, ze zkrocony pobyt u brata przebiegl wesolo i sympatycznie... choc taki pozytywny akcent na koniec. 




POLSKA 2019. SUKIENKI od TATY!


Po wizycie krakowskiej pojechalismy pociagiem do Poznania. Trasa 487 kilometrow, czas jazdy 6h45 minut... czyli bardzo, bardzo wolno. Jak widac pod tym wzgledem nic sie jeszcze w Polsce nie zmienilo pomimo ciaglego wzrostu gospodarczego, kupowania pendolino i innych zabiegow... panuje transportowy zastoj i kilkudziesiecioletnie opoznienie w rozwoju. 

Pomimo tak dlugo trwajacej podrozy wspominamy ja milo bo nie bylo tloku, pociag byl na czas, mozna bylo kupic wode i kawe oraz batoniki Princessy, nikt nie siedzial na podlodze i toalety dzialaly... - zaraz wrzuce zupelnie co innego o innym pociagu co to do stolicyyy jechal... 

Wizyta u rodzicow choc krotka byla pelna ciepla i dobrych chwil. Dziadek i babcia cieszyli sie z Antka jak widac na zalaczonych z Zaniemysla zdjeciach... 
Nigdy tam wczesniej nie bylismy i sprawilo mi wielka przyjemnosc odkrycie wyspy ksiecia Edwarda! Bardzo urokliwe miejsce! 

Bylismy tez na starym rynku w kawiarni Wedla - mistrzostwo swiata! jak dla mnie najlepsze kawiarnie w Polsce! Pogralismy w koszykowe i w pilke nozna - tu juz gorzej bo grajaca na tuleckim orliku mlodziez ukraszala to grania mniej wiecej co 3 sekundy slowami "ku... i chu... i innymi jeszcze". Widzialam sie z bratem i bratowa i jedna ich corka a antkowa kuzynka niestety krotko, jeden wieczor. 

I tak w czwartek... tata postanowil cos mi kupic... pojechalismy razem do Cybiny i spedzilam kilkanascie minut w przymierzalni bo wiele rzeczy mi sie podobalo.. wybralam te dwie sukienki i pewnie z czasem sfotografuje sie w nich, narazie sfotografowalam je na mojej biurowe kanapie. Sa cudne!!! Leza pieknie! ta rozowa, z lnu, wyglada dziewczeco i zachwyca lekkoscia a ta biala jest bardzo dopasowana do sylwetki i elegancka... oj bede je dlugooo nosic... juz w srode pakuje je do Maroka! 
Takze Tato dziekuje bardzo! Mamie tez dziekuje za wszystko i za ten jej usmiech szczegolnie bo bedzie mi go brakowalo teraz do nastepnego spotkania!

fajny czas!




niedziela, 21 lipca 2019

POLSKA 2019. WIELICZKA


Z cudowna osoba czyli z Kinga! Wielka radosc z tego spotkania i duzooo wieksza niz ze zwiedzania kopalni!

Tez bylam tutaj po raz  kolejny i tez wiele sie zmienilo! Niestety na gorsze. 
Nie chce napisac, zeby kopalni nie odwiedzac, wrecz przeciwnie! Kopalnia jest piekna sama w sobie, jest zaklasyfikowana przez UNESCO i jest miejscem na miare swiatowa - ach te miary o ktorych pisal Gmbrowicz, a ktorego juz dzisiaj cytowalam. 

Natomiast to co zrobiono ze zwiedzania kopalni wola o pomste do nieba. Po pierwsze tlok, niemilosierny tlok juz na schodach w dol... grupa za grupa i za grupa... Dobrze, ze chca zwiedzac bo za 120 zlotych ( kupione z poltora miesiecznym wyprzedzeniem na stronie internetowej)  za 2 osoby to wydatek w budzecie. 
Problem w tym, ze bez przewodnika zwiedzac nie wolno a przewodniczka nasza akurat glownie skupiala sie na krasnoludkach z soli niz na tym co jest tam na swiatowa miare. W kaplicy Swietej Kingi spedzilismy cale 3 minuty... natomiast w nastepnej grocie, gdzie zainstalowano budke z frytkami, chipsami oraz napojami wraz z butikami z "pamiatkami" mielismy 15 sto minutowa przerwe!!!!sic!!!

Mysle, ze komus cos sie pomylilo, ale oczywiscie napisze w tej sprawie. Po przerwie na napitek - a swoja droga nie rozumiem, ze bez jedzenia czy picia ktos 3 godzin wytrzymac nie moze??? - no chyba, ze ciezko chory... kolejna grota i zaraz za nia... uwaga, uwaga restauracja podziemna... tutaj sa golabeczki i bigosik oraz udeczka z kurczaczka... 
a po drodze mozna sobie krasnale z soli za 10 zlotych dodatkowych sfotografowac...

Zniesmaczona wyszlam i to na ostro! 
Ale dobrze, ze Antek kopalnie widzial... wiedze uzupelnilam mu sama bo od pani przewodniczki NIC sie nie dowiedzialam... poza tym, ze z epoki kopalnia jest... nie to tez juz wiedzialam!

Po kopalni czekalo nas cudowne spotkanie, rozmowy i refleksje... i desery na 3 osoby w 1 porcji! 

Informacje praktyczne
1. Z Krakowa - z powodu remontu kolejki na dzien dzisiejszy, najlepiej dojechac autobusem 304, przystanek przy dworcu Zachod zaraz po drugiej stronie ulicy! Uwaga - przeboje mielismy... bilety za 4,6 zl od osoby, strefy 1 i 2 nalezy kupic w automacie wczesniej... mozna tez w automacie w autobusie ale trzeba miec co do grosza odliczone pieniadze bo inaczej automat nie polknie... aha i czasem jak sie je ma to tez nie polknie monety wiec lepiej miec zapas... u kierowcy kupic nie mozna!
2. Toalety sa bezplatne! - to plus!
3. Przy kopalni sa kioski z pamiatkami i budki z jedzeniem... ale... lepiej pojsc 100 metrow dalej na Rynek Wieliczki... tam sa fajnie 3 czy 4 knajpki... my bylismy w Crêperie... ceny dosc niskie, smacznie i milo!


POLSKA 2019. AUSCHWITZ.


Zdjec oczywiscie nie bedzie. Nie zrobilam ani jednego z przyczyn oczywistych. Szacunek... przede wszystkim. 

Antkowi bardzo zalezalo na wizycie w Auschwitz wiec zarezerwowalam ja z poltora miesiecznym wyprzedzeniem. Bylismy tam w sobote, 13 lipca. 
Z Krakowa wyjechalismy autobusem z dworca MDK i w mniej wiecej poltorej godziny dotarlismy pod Auschwitz 1. Bylam tutaj juz po raz kolejny, ale od mojej ostatniej wizyty wiele sie zmienilo. Niestety nie na lepsze, gdy o mnie chodzi. 

Jest coraz tloczniej, coraz pelniej... parking sasiaduje z obozowymi blokami, przy nim otwarto restauracje wiec mozna sobie lodzika albo kawusie kilka metrow od bramy wjazdowej "zafundowac"... przeraza mnie to do dzisiaj... nie wiem kto podjal taka decyzje? 
Toaleta kosztuje 3 zlote a zostawienie malego plecaka 4 zlote... Miejscie pamieci staje sie coraz bardziej miejscem zarabiania pieniedzy i chyba cos tutaj nie gra. 

Zwiedzanie z przewodnikiem w jezyku francuskim wykupilam na 12h45. Najkrotsza wizyta to 3,5 godziny wraz z przejazdem do Birkenau. 

Trafila nam sie fantastyczna grupa, skupiona, zainteresowana, pytajaca i trafila sie nam tez FANTASTYCZNA PRZEWODNICZKA pani Jadwiga Sadowska. 

Oczywiscie nie da sie opisac tego co sie tam widzi, tego co sie tam czuje, nie da sie chocby mysli poszarpanych jak nitek z rekawa wysuplac. Tam trzeba BYC, zobaczyc, przezyc, pomyslec i koniecznie przekazac dalej...
To doswiadczenie uniwersalne, poza wszelkimi jezykami, kulturami i sporami. To doswiadczenie gleboko ludzkie i drastycznie nieludzkie zarazem. 

Slow mi tylko brak...

Informacje praktyczne:
1. Trzeba rezerwowac zwiedzanie duzooo wczesniej. Pula biletow bezplatnych jest silnie ograniczona, na 4-6 miesiecy wczesniej brak miejsc na bezplatne zwiedzanie. 
2. Zwiedzanie 3,5 godziny z przewodnikiem 130 zlotych za 2 osoby - jezyk francuski. Z jezykiem polskim jest ciut taniej. Uczniowie maja znizki.
3. Muzeum zaleca zwiedzanie od 14 roku zycia, nie wczesniej. Wedlug mnie wszystko zalezy od dojrzalosci i wiedzy dziecka. 
4. Takie 3,5 godzinne zwiedzanie pozwala tylko na ogolne zapoznanie sie z tematem... lepiej skorzystac ze specjalnych 6 czy 9 godzinnych programow dla zainteresowanych... 
5. Dojaz z Krakowa: autobusem - u nas firma Lajkonik, 1 badz 2 autobusy na godzine, bilety po 15 zlotych do kupienia na ich stronie internetowej badz u kierowcy ale w sezonie czesto brak juz miejsc. 




POLSKA 2019. KRAKOW.


Ksiazke zatytulowana "Cracovie" zakupilam w ksiegarni zydowskiej w dawnej synagodze Poppera przy ulicy Szerokiej na krakowskim Kazimierzu. Przeczytalam ja cala w pociagu relacji Krakow-Poznan, dwa dni pozniej... I znalazlam w niej wiele inspiracji, tekstow, czarno-bialych zdjec i pustych bialych stron... Nie daja mi one spokoju. Powinny zostac zapisane...

Tymczasem Witold Gombrowicz pisze na 48 stronie tak (tlumacze z francuskiego): 

"Dobrze, Wawel byl skarbem, zgoda, ale czasami te skarby swiadcza o naszej biedzie. Gdy sasiad pokazuje wam z duma pierscionek pra, pra dziadka, mozecie z cala legitymnoscia przypuszczac, ze obecne zycie tej rodziny jest bardzo brzydkie, gdyz przeszlosc pokazuje sie z taka sila. (...)

Poszedlem do katedry. Czy mialem upasc na kolana jak Zeromski krzyczac "Wielka swiatlosci"?Czas, ktory uplynal od tego romantyzmu naznaczony byl powaga, trudnoscia, nie mogle sobie pozwolic na latwa egzaltacje, moja epoka wymagala ode mnie krytycznego podejscia, niemilosiernej jasnosci spojrzenia. Wszystko zalezalo wiec od tego jaka miara zmierze te sarkofagi? 
Czy miara polska, lokalna czy moze te europejska albo swiatowa? 

W naszej malej skali, rzeczywiscie ta katedra jest wielkim osiagnieciem - ale w skali unwiersalnej ta katedra jest tylko jedna sposrod wielu katedr, pochowani tutaj wodzowie, krolowie czy poeci byli tylko jednymi sposrod wielu...

Czy powinieniem wiec zapomniec tutaj o swiecie i zamknac sie w polskosci?
A moze moim obowiazkiem  bedzie stac sie POLAKIEM na skale swiatowa, bez zapominania o istnieniu reszty swiata? "



Niesamowity tekst! Wyraza dokladnie to co czulam i czuje chodzac po krakowskich uliczkach czy po Wawelu. 

Krakow nas zachwycil! Wszystkim wlasciwie... zabytkami, zielenia, muzyka, kawiarniami i tymi pustymi, bialymi kartkami... z cala dzielnica zmieciona z powierzchni ziemii wraz z jej mieszkancami. 

Zdolalismy zobaczyc z 1/10 tego co zobaczyc powinnismy. Jeszcze wiec przyjedziemy!

Mariola dziekuje za spotkanie! Pozdrow przyjaciol bo wdzieczna jestem za to spotkanie, poznanie ich... przechowuje w sercu i w pamieci!


Z uwag praktycznych:

1. Zatrzymalismy sie w hotelu Batory - link w poprzednim wpisie. Miejsce idealne bo spokojne, w miare, jak na centrum duzego miasta przystalo. 15 minut spacerem od Rynku glownego, 15 minut spacerem od Dworcow - wazne, gdy sie jedzie do Auschwitz i do Wieliczki, 20 minut od dzielnicy Kazimierz i od Wisly. Cena 189 euros za 3 noce ze sniadaniami - zdjecia na dole. 

2. Z lotniska na dworzec bardzo latwo dojechac kolejka jak nie ma remontow albo miejskim autobusem za 4,6 zlotych - tak tez zrobilismy. 

3. Na Rynku glownym ceny sa wygorowane: pizza 31 zlotych, gnocchi podobnie, napoje powyzej 10 zlotych... ale mozna na zywo posluchac jazzu... hm! albo poszukac czegos na uliczkach obok.

4. Wawel - godziny otwarcia sa dosc dziwne... o 16h45 zamykaja katedre i zamek... nie zdazylismy zwiedzic... i to w pelni lata... trzeba bedzie wrocic i to uwzglednic. 

5. Oltarz Wita Stwosza - aktualnie w remoncie widac tylko 2 figury... rozczarowanie!

6. Genialny butik Uniwersytetu Jagielonskiego na Florianskiej, tuz przy Jamie Michalika ( tu mozna zjesc! niezwykle miejsce, ceny srednie) ... piekne rzeczy, pamiatki i nie tylko zamiast tych z Sukiennic!!!

7. Na Kazimierzu - wiele artystycznych butikow z pieknymi rzeczami recznie malowanymi oraz wspaniale ksiegarnie!!! Ksiazki, mapy, ryciny... kupilabym wszystko! gdybym mogla. 









































czwartek, 11 lipca 2019

No to do Krakowa...


Poczytalismy z Antkiem wszystkie albumy jakie o Polsce w domu mamy... w jezykach naszych czyli ja po polsku a on glownie po francusku... 
Bylismy wczoraj w bibliotece po przewodnik Michelin po Polsce... i jutro powinnismy doleciec do Krakowa. 

Bilety zarezerwowane od ponad miesiaca juz sa... do Auschowitz - zwiedzanie po francusku, ktore Antek chce bardzo odwiedzic a mi na sama mysl ciarki ida po plecach... bo juz bylam 3 razy i raczej wiem czego oczekiwac po tym zwiedzaniu... 

Wczoraj, na kolacji u przyjaciolki... rozmawilismy na ten temat i koledzy po fachu czyli profesorowie pocieszali mnie, ze dzieci i mlodziez w inny sposob odbieraja te miejsca... przywolywano przyklady wycieczek szkolnych i tym podobne... hm... jakos mnie to nie przekonalo... 

Na niedziele zarezerwowalam Wieliczke - tu zwiedzanie po polsku. I moze uda sie spotkac z kims kogo cenie... i znam od lat...

W sumie to sie ciesze i martwie jednoczesnie... ale najbardziej martwi mnie POGODA... maja byc burze, ma padac i jest bardzo zimno. PO 5 tygodniach temperatur tutaj powyzej 33°C dzien w dzien i sloncu przeniose sie w klimaty listopada... 

Hotel w Krakowie mam ten...


Tak wiec... kilka dni w "Polsce" przed rodzinnymi wakacjami w Maroku. 

środa, 10 lipca 2019

Francuski, publiczny dom dla osob starszych i schorowanych. Francuska codziennosc: czesc 300


Kilka lat temu z moja ciocia Marysia... dzis lat 105

W ostatnia niedziele czerwca odwiedzilam babcie mojego meza w domu opieki w Rennes. 
babcia Gisèle trafila tam po miesiecznym pobycie w szpitalu uniwersyteckim, na oddziale geriatriii, o ktorym pisalam w maju. Lekarze nie wyrazili zgody na jej samodzielne mieszkanie i skierowali ja do domu dla osob starszych co bylo problematyczne bo miejsc w tych domach jest malo i czasem trzeba dlugo czekac  by cos wolnego znalezc. 

Babci Gisèle akurat sie poszczescilo i dostala miejsce przy Hôtel Dieu w Rennes, w centrum miasta. 

Po raz kolejny bylam mile zaskoczona, ktoryms juz domem opieki, ktory odwiedzam w tym kraju. Miejsce piekne, ukwiecone, wygodne. Babcia Gisèle ma spory, 20 m2 pokoj z lazienka... ma w nim swoj fotel ulubiony, komode, szafe, lozko, rzeczy osobiste. 

Jak tylko wjechalismy winda na pierwsze pietro zobaczylismy ja siedzaca w sali, przy stole, i grajaca w karty z innymi pensjonariuszami. Byla ladnie umalowana, ubrana, z nowa fryzura i bardzo sie uradowala na nasz widok. 

Razem pojechalismy do ogrodow... my spacerowalismy a ja pchalismy na wozku, posiedzielismy na ogrodowych fotelach, porozmawialismy i dalej zainstalowalismy sie w kawiarni przynalezacej do domu opieki. Tam, za darmo, serwuja wszystkim zimne i cieple napoje oraz bretonskie ciasteczka. Bylo niezwykle milo i bylam zachwycona personelem... te usmiechy, ta radosc, ta delikatnosc i czulosc... pielegniarek, salowych i innego personelu... 
Pracuja w warunkach... hm... konca ludzkich egzystencji a zachowuja sie tak jakby w kazdej minucie celebrowali ZYCIE i jego PIEKNO. 

W kawiarni jest pianino... jeden starszy pan na nim wlasnie gral ale sa tez organizowane koncerty. jest mnostwo gazet, tygodnikow do dyspozycji pensjonariuszy i jest PROGRAM...

Kazdego dnia cos sie dzieje... gry, przedstawienia, lektury, muzyka i raz w tygodniu wycieczki poza dom opieki... da osob na wozkach tez! Jada do parkow, do muzeum, do kawiarni, nad ocean...

Sa tez msze swiete raz w tygodniu w piatki i inne nabozenstwa dla wyznawcow islamu i judaizmu. 

Widzielismy wyraznie, ze Babci Gisèle tam jest dobrze, ze wygladala ladnie i zdrowo, ze nie byla sama, ze miala wspaniala opieke i ze byla zadowolona z tego co przezywala. Codziennie ma zabiegi fizjoterapeutyczne, ktore utrzymuja ja w jakiej-takiej sprawnosci. 
Posilki opracowuje dietetyczka i sa w liczbie 4 w ciagu dnia choc do kawiarni mozna chodzic ile sie chce jest otwarta caly dzien. 

Tak sobie z mezem pozniej rozmawialismy i stwierdzilismy, ze tez chcielbysmy konczyc nasza ziemska wedrowke w takim domu, otoczeni opieka, usmiechem i zyciem...

I strasznie mnie BOLI, ze zadne z moich dziadkow, ktore odeszlo nie mialo nawet czesci takich warunkow... nie wiem czy to Polska? Czy to mentalnosc? czy co to... ale no wlasnie...
Pisalam o tym w "Odchodzic". 

Czy francuskie DZIECI przy stole nie grymasza? Francuska codziennosc: czesc 299


Pewnie niektore z nich grymasza... choc musze przyznac, ze te dzieci, ktore znam grymasza malo. 
W ubiegla niedziele tesciowie z Antkiem i z Diana dojechali do mnie do Pornichet akurat na obiad. 
Diana bedzie miala 2 latka w sierpniu i jest przeurocza dziewczynka, ktora mowi juz plynnie i to zdaniami. 

Obiad podalam na tarasie i skladal sie jak to we Francji klasycznie: z przystawki, dania glownego, serwo z salata i deseru oraz kawy z kostka czekolady. 

Diana zajela miejsce na normalnym krzesle, przy stole, ze wszystkimi, okolo godziny 13. 
Jak sie okazalo pije wode ze szklanki a nie z plastikowych kubkow dla niemowlat i znakomicie sobie z tym radzi. Je na normalnym, porcelanowym talerzu i uzywa widelca oraz lyzeczki. Nie nosi sliczniakow tylko uzywa serwetki jak dorosli. 

Bylam bardzo, ale to bardzo mile zaskoczona! 
A mala wprawila mnie w lekkie oslupienie jak widzialam co i ile je i jak mozna bylo zauwazyc, ze to dziecko siedzi cala godzine przy stole i rozmawia, z innymi rozmawia. 

Wiekszosc francuskich dzieci jest w ten sposob wychowywana i do jedzenia przyuczana. Moj syn wyjtakiem nie byl. Jego kuzyni maja podobnie. 

Co zjadla niespelna 2 letnia Diana... oczywiscie nie zadne specjalne menu na zyczenie tylko jak wszyscy:

Na przystawke: melona i salatke z zielonego groszku, kukurydzy, orzeszkow piniowych, pomidorkow i dwoch rodzajow sera: starej mimolette i emmentalera. 
Na danie glowne: pieczonego na pomidorach i kaparach dorsza wraz z ryzem
Sera nie chciala
Na deser byla tarta babci z kremem waniliowym i beza wiec Diana wsunela pol doroslej porcji.

Wszystko popila woda i poszla na poobiednia sjeste... 

To mi sie we Francji bardzo ale to bardzo podoba... te zasady, ten sposob wychowania. Podziwiam do dzisiaj i uwazam to za bardzo sluszne.