Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozwoj osobisty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozwoj osobisty. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 października 2025

Stwierdziłam jednak, ze... znów będę grać na pianinie czyli zmiana numer 2

 



Otworzyłam pianino pomimo zaległej pracy... choć jedna klasę już poprawiłam ale się zestresowałam tym poziomem. Więc co jest znakomite na stres?

MUZYKA

nie tylko ta słuchana ale tez ta grana. Jak pisze Dr Joanna Wojsiat w swojej "Tak działa mózg": mózgi muzyków, przy sekcji zwłok, maja dużo silniej rozwinięte jego części, są po prostu inne. I dzisiejsze badania neurologiczne wskazują, ze gra na instrumencie rozwija te obszary, które żadne inne zajęcia nie są w stanie rozwinąć. Muzycy rzadziej tez zapadają na choroby neurodegeneracyjne. 

Gram nie z dedykacja dla mojego mózgu ale znów gram bo kiedyś lubiłam grać i przestałam od lat bo wciąż coś innego jest ważniejsze jak na przykład ugotowanie zupy albo zakupy albo zaangażowanie w prace zawodowa, w której i tak nikt niczego nie docenia... poza kilkoma uczniami i ich rodzicami. 


Pianino więc będzie kilka razy w tygodniu priorytetem... na rzecz nie ugotowanego, nie zrobionego, nie wyprasowanego itd... 

Czas na mnie... 

niedziela, 26 października 2025

Z cyklu przeczytane "Tak działa mózg" Dr Joanna Wojsiat


Nie przeczytane tylko pochłonięte w niecałe 3 dni! Genialna pozycja, która czytało mi się niezwykle łatwo i lekko i z ogromnym zainteresowaniem. Nawet zadałam sobie pytanie "skąd ta pasja?"

I przypomniało mi się, ze ja na medycynę kiedyś chciałam pójść to znaczy w wieku 15-16 lat. Byłam fanka biologii i chemii w liceum. Pani Dembska dzisiaj dyrektorka Liceum numer 2 w Poznaniu uczyła mnie wtedy biologii a ja się zachwycałam. 


Zaczytywałam się Biologia Villego, robiłam testy na medycynę by się przygotować. 

Dlatego pewnie książka "Tak działa mózg" wywołała we mnie tyle pozytywnych emocji, wspomnień, odświeżenia i odkryć najnowszych badań o tym jak działa mózg. 
Wbrew pozorom jej część praktyczna tez mnie zainteresowała i będę do niej często wracać. 
Zaleta książki jest obszerna bibliografia, która zdecydowanie zachęca mnie do pogłębiania wiedzy na ten temat. 

 

wtorek, 14 stycznia 2025

FLOW!!!


Kolejny raz... kolejny wieczór... Wczoraj... poczułam to, byłam w tym stanie "przepływu". Oczywiście zdałam sobie sprawę z niego dopiero po fakcie... stwierdziłam, ze minęłam się z powołaniem w jakimś stopniu - po raz kolejny zreszta. 

Pewnie wiecie co to za stan bo zdefiniował go węgierski psycholog o niewymawialnym dla mnie nazwisku

Mihaly Csíkszentmihályi

W zeszłym roku miałam podobnie, czasami w ciagu roku mam podobnie ale jest to na tyle rzadki stan, ze bardzo ucieszyła mnie jego wczorajsza obecność! 

A związany był z zajęciami na Uniwersytecie... Historia współczesna, relacje społeczeństwa, religie i kościoły w XIX wiecznej Europie. 2 godziny cięgiem od 18 do 20h15... spora grupa studentów w różnym wieku i nasz pierwszy temat - analiza części pamiętników Klemensa von Metternich. Jego wizja Rewolucji francuskiej i jej ideologii w tym religijnej. 

Studenci zainteresowani, zaangażowani, uczestniczący, debaty, dyskusje, analizy...
Zapomniałam o czasie - dobrze, ze ktoś z sali przypomniał godzinę, zapomniałam o piciu wody więc wysuszyłam się maksymalnie, zapomniałam o bólu nóg bo od 9 rano byłam w pracy w liceum już, zapomniałam o pójściu do toalety a miałam pójść... generalnie byłam w przepływie czyli we flow.. zapomniałam o reszcie świata! 
Endorfiny na maksa, skupienie maksymalne... 
Uwielbiam ten stan choć może dobrze, ze nie doświadczam go zbyt często bo bardzo ale to bardzo uzależnia! 
Jak możecie zobaczy na wykresie to ten stan zaznaczony na żółto, gdy osiągacie wysoki stopień kompetencji ale tez wysoki stopień wyzwania na was czeka i udaje się wam temu sprostać! 

Genialne! Polecam! 
 

wtorek, 10 grudnia 2024

Czy jesteś dojrzały/dojrzała?


Takie sobie dziś rozważania własne prowadziłam sprzątając dom. Bardzo prozaiczna czynność ale dającą mi czas na swobodny przepływ myśli i refleksji, niczym nie skrępowana wolność ich produkowania i rozmawiania ze sobą sama. 

Czy jesteś dojrzałą? Czyli czy dojrzałas, zobaczyłaś, ujrzałas siebie? Siebie taka jaka jesteś bez masek, makijażu, pudru, zakłamywania rzeczywistości, udawania kogoś innego albo zaspokajania potrzeb innych? 
Tak widzę siebie, siebie taka jaka jestem, wieloraka a może wielo-skladowa? Nie wiem jak to jak najdokładniej określić? 

Jesteś dojrzałą bo widzisz w sobie i ta mała dziewczynkę i ta nastolatkę i ta młoda kobietę z ambicjami i ta dorosła dziś osobę, która wie czego chce, wie na co się zgadza a na co nie, która potrafi zadbać o siebie, poświęcić sobie i tyle uwagi i tyle czasu i tyle starań ile ci potrzeba. 

Jesteś dojrzałą bo jesteś mało, bardzo mało zewnątrz sterowna osoba. Nie potrzebujesz zdania, opinii czy aprobaty innych by wiedzieć, ze jesteś wartościowa, piękna, wspaniała osoba. Nie potrzebujesz ich zgody, ich uśmiechu, ich słów, ich wyrazu twarzy by to wiedzieć by tak się czuć! Czujesz się tak bo taka jesteś, bo to jest wewnątrz ciebie i żadna nienawiść, żaden krzyk, żadne dąsy i obrażania innych tego nie zmienia w najmniejszym stopniu. 

Jestes dojrzałą bo uznajesz prawo innych do życia tak jak oni chcą i jak im odpowiada. Nie udzielasz rad. Nie poprawiasz, nie ingerujesz, nie wtrącasz się z tak zwana dobra intencja bądź dobra rada albo już z tym bardziej tak trzeba, tak powinno się, tak zawsze było. Akceptujesz prawo innych do inności bez porównań, bez zazdrości, bez zawiści. Ja jestem OK, jestem fajna ale ty tez jesteś ok i jesteś fajny/a. Ja wybieram swój sposób życia i postępowania, ty wybierasz swój. Szukajmy wspólnego, szukajmy kompromisów.

Jesteś dojrzałą bo wciąż nad sobą pracujesz. Nie spoczywasz na laurach a czytasz, słuchasz, analizujesz, konsultujesz. Nie uważasz się za pępek świata co to wszystko wie. Inwestujesz w terapie, szukasz pomocy jak coś jest nie tak jakbyś chciała. 

Jesteś dojrzała osoba bo nie zwalasz winy na innych, nie obarczasz ich swoim samopoczuciem, swoją złością, wściekłością czy smutkiem. Nie szukasz winy w innych, w otoczeniu. Nie szukasz winy w ogóle. Szukasz odpowiedzialności i wspolodpowiedzialnosci. Bierzesz odpowiedzialność za to jak wyglada twoje życie i twoje relacje bo tylko ty za to odpowiadasz, za to na co masz wpływ. 

Jesteś dojrzala osoba bo budujesz relacje na zasadzie za 50% relacji odpowiadam ja ale za te drugie 50% relacji odpowiadasz ty, z którym ja w te relacje wchodzę. Ty nie możesz zastąpić mnie ale ja tez nie mogę zastąpić Ciebie. Jeśli ty nie chcesz tej relacji ze mną to twój wybór. Ja go uszanuje. Wycofam się. Jeśli ty chcesz zwalić na mnie 100% odpowiedzialności za nasza relacje wspólną to tez się wycofam bo zobaczę, dojrze czyli jako ta dojrzałą wyciągnę wnioski, ze relacja z tobą jest niemożliwa bo ty nie bierzesz za nią odpowiedzialności. 

Jestem dojrzałą osoba bo moje refleksje, myśli, mózg nie są stanie zamrożenia i wiecznego spoczynku. Mój duch nie jest zafiksowany na jednym, na stałym. On wciąż szuka, wciąż próbuje, wciąż się porusza, wciąż ulepsza, wciąż ewoluuje. 

Kocham siebie taka dojrzałą jaka jestem! 
Kochajcie siebie by moc kochać innych! 



 

wtorek, 26 listopada 2024

Przepiękny tekst Magdy Wdowiak - na te porę, na analizę i na działanie

Jak często zastanawiasz się, który Twój Przodek jest Tym, Od Którego Się Wszystko Zaczęło?
Tym, po którym dziedziczysz swoje słabości, dolegliwości a może nawet choroby?
Tym, po którym niesiesz wspomnienia i nieuwolnione emocje?
Tym, wobec którego jesteś lojalny w doli i niedoli?...
A czy zastanawiałaś/eś się kiedykolwiek nad tym, czy te same pytania będą sobie zadawać Twoje Wnuki?
I co wtedy przyjdzie do nich w odpowiedzi?...
Czy chciałabyś być wtedy w Ich oczach Tą, Która Nigdy Nie Wybaczyła?
Tą, Która Nie Potrafiła Stawiać Granic i Dbać O Swoje Terytoria?
Która Nie Umiała Kochać Siebie Miłością Bezwarunkową?...
Czy chciałbyś być Tym, Który Pozwalał Innym Się Nie Szanować?
Lub Tym, Który Uciekał Od Swoich Słabości w używki, nałogi czy inne uzależnienia?
Albo Tym, Który Nigdy Nie Przepraszał?...
Nie.
Pewnie nie.
Na pewno nie!
Ale czy masz pewność, że ZROBIŁAŚ/EŚ WSZYSTKO, by na takie miano nie zasłużyć?
Czy jesteś pewna/pewien, że NIC WIĘCEJ nie było do zrobienia?
Na 100%?
Bo jeśli tylko została Ci jakakolwiek rzecz do poprawy, do zmiany i do zrobienia – zrób to!
Czasem łatwiej nam zrobić coś z myślą o innych niż z myślą o sobie samej/samym.
To wciąż o tym kawałku miłości własnym, o którym tu ostatnio bardzo dużo.
I dobrze.
Bo wciąż potrzebujemy jej więcej i więcej! 🩷🩷🩷
Jeśli więc nie z miłości do siebie, zróbmy co w naszej mocy z miłości do naszych Potomnych!
Myśląc o naszych Potomnych, serce się samo otwiera 🩷
Myśląc o naszych Dzieciach, Wnukach i Prawnukach, chcemy dla nich zawsze jak najlepiej.
Pragniemy, by mieli dobre życia, lepsze niż nasze własne, by Im się powodziło.
Czy zatem dziś robimy absolutnie wszystko, by Im tą świetlaną przyszłość zapewnić?
Czy budujemy wyłącznie te relacje, które nam służą?
Czy dbamy o zaopiekowanie wszystkich naszych potrzeb?
O nasze ciała?
Naszą psychikę?
Dobro emocjonalne i duchowe?...
Czy pracujemy nad uwolnieniem swoich traum, konfliktów lub programów?
Czy rozwijamy swoją świadomość?
Podnosimy wibracje?
Otulamy uwagą emocje?...
Jakie sprawy pozostały jeszcze zepchnięte na bok?
Co czeka na przysłowiowe "jutro"?
Który nawyk prosi Cię o zmianę od dawna, lecz wciąż jej się jeszcze nie doczekał?...
Ile rzeczy w Twoim domu czeka na wyniesienie?
Ile spraw na posprzątanie?
Ile dokumentów na uporządkowanie?
Komu zostawisz to wszystko do zrobienia za Ciebie?...
Mądre Głowy mówią, że dzieci, które rodzą się z chorobami wrodzonymi, ciężkimi obciążeniami psychicznymi lub fizycznymi, zmianami genetycznymi albo deformacjami ciała, jednym słowem dzieci, które rodzą się z dysfunkcjami wysokiego stopnia, przychodzą do rodzin po to, by podnieść tam świadomość.
One w pewien sposób zatrzymują swój klan w biegu.
Są jak śluza, przez którą dalej przejdą tylko ci, którzy zdadzą egzamin z rozwoju i nie staną w miejscu. Dlatego życie rodziców takich dzieci jest mocno dla nich obciążające: wymaga bowiem nie tylko ogromnej pracy fizycznej ale i pracy duchowej.
Szczęściarze z tych, którzy nie potrzebują aż tak poważnych życiowych doświadczeń, by móc coś zmienić w swoim rodzie!
Wspaniali ci, którzy podnoszą wibracje w swojej genealogii poprzez świadomą pracę nad sobą już teraz.
🩷Czy do nich dołączysz?
Czy zrobisz wszystko, by móc przez swoje Potomstwo być kiedyś nazwaną Tą, Która Przeskoczyła Sama Siebie?
Tą, Która Uwolniła Ród Z Patologicznego Matriarchatu/Patriarchatu?
Tą, Która Zmieniła Wzorce Budowania Więzi W Rodzinie?
Czy już dziś postarasz się w swoim rodzie zostać Tym, Który Zaprowadził Porządek, Szacunek i Spokój w Domowym Ognisku?
Tym, Który Umiał Nad Sobą Panować i Miał Nieograniczone Pokłady Cierpliwości?
Lub Tym, Który Przerwał Ciąg Nieszczęśliwych Wypadków?
Jak chciał(a)byś być nazwana/y przez swoje Dzieci, Wnuki, Prawnuki?...
💌............................................................................
Zapiszesz to sobie?
Czy jesteś już całkiem gotowa/y na to, by Cię tak nazwano?
Kiedy będziesz na to gotowa/y?
Co musi się jeszcze wydarzyć, byś czuł(a) się na to gotowa/y?...
Niedługo nadejdzie pora Adwentu.
W niektórych religiach, tradycjach czy środowiskach to czas rachunku sumienia, postu i wyrzeczeń.
To też czas refleksji nad swoim życiem i swoim postępowaniem...
Przed nami Święta Bożego Narodzenia.
Idzie Nowe.
Czy wszystko stare znalazło już swoje miejsce w przeszłości?...
Jeśli nie z miłości własnej,
to może z miłości do Potomnych zrobisz teraz to, co woła do Ciebie od dawna?
Twoi Potomni już dziś Ci za to dziękują. 🩷
Przypomnij sobie: miłość w rodzie płynie w dwie strony.
I nawet jeśli głową tego jeszcze nie pojmujesz, Twoje Serce wie.
Twoi Potomni już dziś są Ci wdzięczni za Twój wysiłek, trud i podejmowanie wyzwań.
Widzą Twoje starania, zaangażowanie i dobre intencje.
Cenią Twoją świadomą pracę nad sobą i nad całym rodem.
I dziękują Ci za to wszystko, co wnosisz do rodowych zapisów w Waszym klanie.
I pamiętaj:
nie z poczucia winy ma to popłynąć, a z miłości.
Jak nie do siebie, to może do Twoich Potomnych...
A jak do siebie,
to tym lepiej...
Z Miłością i Światłem ❤
Magda Wdowiak
P.S. A jeśli może (jeszcze) nie masz swojego potomstwa:
obejmij swoją uwagą całe potomstwo w Twoim szerokim klanie,
obejmij wszystkie inne dzieci i kolejne pokolenia w Twoim mieście, kraju czy na świecie...
Jeśli patrząc na nie, poczujesz jak otwiera Ci się Twoje serce, zrób to dla nich.
A potem przyjmij ich wdzięczność do siebie.
Z miłości do siebie.

poniedziałek, 17 czerwca 2024

Związki normalnych z nienormalnymi...



Dwie szafki nocne. Nikt nie odgadł, która jest moja. Wszyscy się pomylili. To, ze dużo czytam nie oznacza, ze moja szafka nocna jest pokryta pół-metrowa sterta książek i publikacji. Jak to łatwo przychodzi normalnym interpretowanie, niestety nieprawdziwe, danych! Dlatego my, nienormalni, nie ufamy żadnemu feed-backowi od normalnych bo oni najcześciej nie potrafią nas zrozumieć tylko projektują na nas to co sami odczuwają i to czym, kim sami są. 

Osoba nadwydajna mentalnie może otrzymywać krytykę, opinie tylko od osoby nadwydajnej mentalnie. Od osoby normalnej ten feed-back będzie po prostu nieprawdziwy i mylny. 

Moja szafka jest prawie pusta szafka. Jest na niej lampka, budzik świetlny i mały słoiczek kremu. Za to w szafce jest mnóstwo książek i publikacji. 
Szafka mojego męża, który jest normalny, jest pokryta sterta książek, których mój mąż zazwyczaj nie czyta, tylko je przerzuca, przegląda dokładnie tak jak robi to z kanałami TV. Jego poczucie estetyki jest na tyle inne od mojego, ze ta sterta mu nie przeszkadza ani kurz z nią związany. On tego w ogóle nie sprząta, nie układa, nie odkurza. Po prostu go to nie interesuje i mu to nie wadzi. 

Wracajac do związków... nadwydajni mentalnie powinni raczej się wiązać z podobnymi sobie albo żyć samotnie. 

Mój związek z osoba normalna jest związkiem stabilnym. Z pewna doza fatalizmu mój mąż akceptuje moja nadwrażliwość. Ja doceniam stabilność i opiekę, która mnie otacza. Jednakże, już dawno zrozumiałam, ze nie mogę mu narzucać w żaden sposób mojego dynamizmu, mojej energii ani moich wymagań intelektualnych. Ja to znajduje poza naszym związkiem. W innym wypadku bym umarła z nudów po prostu. Wiem tez dokładnie o całej masie aspektów, których z moim normalnym partnerem dzielić nie mogę i nigdy nie podzielę. Żałoba nad tymi stratami została zakończona. Dlatego od pewnego czasu, kilka lat już, mój związek jest po prostu szczęśliwy z tym jaki jest i jacy my w nim jesteśmy. Choć ci, którzy znają mnie dłużej wiedza, ze przez lata biłam się z wiatrakami i kilka razy ocierałam o rozwód czy o separacje. 

Doceniam i cieszę się bardzo z tego, ze nie trafiłam na narcyza albo na wampira energetycznego bo większość nadwydajnych mentalnie wlaśnie na takie osoby trafia i czasem są to bardzo dramatyczne sytuacje. Są szykanowane, prześladowane, czasem wręcz bite czy mordowane...

To bardzo trudne kwestie ale rozwiązywalne przy dużej dozie pracy nad sobą. 

Miłego tygodnia! 





 

sobota, 15 czerwca 2024

Kim sa NIENORMALNI? Czyli Ja...


Jesteśmy mniejszością. To fakt.  Z bardzo prostej przyczyny... wszystkiego jest w nas za dużo:
- mysli
- pytań
-emocji
- spostrzeżeń
Wszystko wykracza poza normę, o której była mowa w poprzednim wpisie. 
Cierpimy na hiperestezje czyli na wyostrzenie wszystkich 5 zmysłów a szczególnie zmysłu węchu. 
Nie na darmo mój mąż, syn, rodzina i przyjaciele nazywają mnie pieszczotliwie "nosem na łapach". 
To wyostrzezaenie zmysłów prowadzi do wielkiej uważności. Niestety nie tylko na to co piękne i estetyczne ale tez na to co brzydkie, wstrętne i śmierdzące. 

Ci, u których dominuje prawa półkula mózgową, są tez bardzo wrażliwi, nadwrażliwi i bardzo szybko się męczą.

Normalni, czyli większość ludzkości mówi o nas "zbyt wrażliwi albo przewrażliwieni", "niedojrzali", "impulsywni", "naiwni", "idealiści" czasem z przymiotnikiem "zasrani" albo "zbyt czuli i kochający bez granic"  a czasem wręcz "głupi, depresyjni, schizofrenicy". Gdy dzielimy się z normalnymi naszymi przemyśleniami czy intuicja mówią "Co ty wymyślasz, jesteś przewrażliwiona, na pewno tak zle czy tak dobrze nie będzie". 

Od urodzenia słyszymy jacy to jesteśmy niedostosowani, jacy jesteśmy naiwni, niedojrzali i w ogóle do niczego. Z biegiem czasu i w obliczu tych uwag zaczynamy w to wierzyc i oraz częściej chorujemy na depresje. Wtedy te łatki od Normalnych wydają się być takie "prawdziwe".  Niestety nie są!

Czesto przeżywamy doświadczenia metafizyczne bądź duchowe zupelnie niezrozumiale dla Normalnych. 
Niektórzy Normalni uważają, ze się chwalimy bądź wywyższamy... a my ZUPELNIE nie rozumiemy tych zarzutów bo w naszym wnętrzu, głowie i sercu nawet nie narodziła się taka myśl by się wywyższać... dla nas to jest właśnie NORMA, zwyczajne mówienie o sobie, o swoich wartościach, zachwytach, dramatach i miłościach. Normalni tego nie postrzegają, dla nich to jest właśnie dziwne. 

Czego potrzebujemy najbardziej by z ta nienormalnością w społeczeństwach zdominowanych przez Normalnych funkcjonować? 

- żyć w bardzo intensywnym rytmie, z wieloma projektami jednocześnie bo jesteśmy nadaktywni i wyjątkowo dynamiczni
- musimy wciąż się uczyć, poznawać, odkrywać, im więcej tym lepiej dla nas ( Normalni leżąc na plaży, któryś dzień z rzędu zupełnie tego nie rozumieją...)
- uprawiać sport, codziennie
- tworzyc, kreatywnosc to wielka cecha prawo-mózgowców i tutaj uwaga pani Petitcollin, która doprowadziła mnie do łez... tacy jak ja nie mogą pracować w żadnych strukturach i pod żadna dyrekcja... muszą pracować autonomicznie, sami i najlepiej tworząc właśnie... 
- potrzebujemy SZTUKI jak powietrza: literatury, malarstwa, muzyki, sztuki kulinarnej... KOCHAM!!!
- I potrzebujemy dużo miłości i afektu.

Niestety często, bardzo często żyjemy i cierpimy na SAMOTNOSC bo z Normalnymi ciężko nam się dogadać a oni jednak dominują... 
Jesteśmy niezwykle często ofiarami manipulatorów i narcyzów bo oni tworzą grupę normalnych... 
Jesteśmy niezwykle często odrzucani... bo inni...  jak sobie przypomnę moje klasy szkolne... ileż to razy byłam na celowniku i ofiara mobbingu innych Normalnych dzieci, które wolały na mnie "kujon"... eh! 

Lekture nadal i nieustannie polecam. 


 

czwartek, 6 czerwca 2024

Skąd się bierze ZLO? I PRZEMOC?

 


 W 80-ta rocznice lądowania aliantów w Normandii na pewno warto i trzeba zadać sobie to pytanie, które gnębi ludzkość od tysiącleci i nad którym wszyscy wielcy myśliciele, filozofowie, pisarze, guru religijni głowili się przez setki lat. 

Moja odpowiedz na nie płynie dziś z pracy chyba najbardziej znanego francuskiego neuropsychiatry, człowieka, który przeżył Holocaust i którego znajomość ludzkiego umysłu nie budzi żadnych wątpliwości. Pisze o Borysie Cyrulniku i także o jego książce z 2023 roku, która przeczytałam w ubiegłym tygodniu. 

Cyrulnik pisze, ze są dwa źródła ludzkiej przemocy. Pierwsze jest silnie związane z biologia czyli z rozwojem człowieka. Braki afektywne, których ludzi mózg doświadcza w pierwszych 1000 dni życia         ( liczenie rozpoczynamy od poczęcia, czyli wliczamy okres ciąży) uszkadzają ten mózg już w pierwszym etapie życia. Drugim źródłem ludzkiej przemocy jest faktor kulturowy związany z ograniczeniem świadomości, która w procesie wychowania człowieka i jego edukacji poprzez czynniki zewnętrzne zostaje zredukowana do JEDNEJ PRAWDY, często połączonej z istnieniem figury SZEFA czy to rodzinnego czy to politycznego czy to religijnego. Taka redukcja prowadzi do powstawania nienawiści, gdyż wytwarza poczucie, ze z innymi osobnikami ludzkimi nie dzielimy tych samych wierzeń i przekonań. Brak konfrontacji z INNYM, innym człowiekiem, innym wierzeniem, inna praktyka wywołuje w zetknięciu z nimi PRZEMOC. 

Każdą społeczność ludzka zbudowała swoją tożsamość w i na przemocy. I każdą tez próbowała i próbuje ukierunkować te przemoc. Jest ona związana z biologicznego punktu widzenia z poziomem hormonów w organizmie oraz z determinizmem kulturowym. 

Czy istnieje jakieś rozwiazanie, jakiś sposób wyjścia ze spirali przemocy na poziomie indywidualnym czy kolektywnym? 

Według Cyrulika istnieje. To zmiana środowiska, zmiana otoczenia, która pozwoli  na nowy rozwój. Cyrulnik dodaje tutaj woj koncept rezyliencji i przywołuje masę badań naukowych z różnych dziedzin. 

Lekture goraco polecam! 
I życzę sobie i nam wszystkim by już nigdy nie były potrzebne lądowania aliantów ani tez karabiny, działa, czołgi, samoloty bojowe, bomby... armie, wojska, bitwy. By ludzkość w końcu zaczęła się również w tej dziedzinie kształcić i rozumieć... 



środa, 13 marca 2024

Wolisz opakowanie czy wnętrze?


Tak sobie wczoraj myślałam o tym co wybieramy i co ja wybieram w życiu. Jak ważne jest dla mnie opakowanie? Forma?  A jak ważny jest środek, to co wewnątrz? 

W mojej edukacji i wychowaniu dominowała forma. Ubrania galowe do szkoły, stroje na niedziele do kościoła, jak ty wyglądasz, znowu nie uczesana, jak ty się zachowujesz, co ludzie powiedzą, jaki masz koszyczek na święconek, mój ładniejszy, u mnie okna pomyte i takie baby i mazurki a u ciebie... u nas taka choinka... to dużo tego było ale mimo wszystko było miejsce na to co w środku tez. W czasach PRL w małym miasteczku przybierało to wielka formę...

Teraz, to znaczy od jakiś 20 lat forma coraz wyraźniej przygniata treść i to co w środku ale z drugiej strony i może paradoksalnie jesteśmy coraz bardziej świadomi tego co w środku: naszych emocji przede wszystkim, naszych uczuć, naszych myśli. Jednakże nasza młodzież i nasze dzieci są z jeszcze większą mocą zależne od formy. Szczególnie wyraźnie widać to w szkołach, w naszych klasach oraz w mediach społecznościowych. Zagłusza się w nich to co w środku, to co wewnątrz, unika się emocji, unika się uczuć i zastępuje forma, wyglądem, gadżetami, zachowaniami bądź zwykła ignorancja, cisza, bezradnością. 

Forma jest ważna ale nie najważniejsza dla mnie. Gdzie stawiam kursor moich priorytetów, co jest dla mnie ważne, ważniejsze, najważniejsze? Co wymaga mojej uwagi? 




 

wtorek, 12 marca 2024

Rezyliencja




Jak twierdziła moja terapeutka w Bordeaux moje życie wymaga jej dużo więcej ode mnie niż średnia... Ta zdolność adaptacji, stawiania czoła nieprzewidywanym wydarzeniom, ta zdolność dostosowywania się bez przeryw, bez kawałka stabilizacji do nowych ludzi, wydarzeń, nowych okoliczności... jest mi tak bardzo bliska a jednocześnie tak bardzo daleka. 
Paradoks? 

Mój obecny terapeuta twierdzi, ze muszę to w końcu zmienić, ze muszę podjąć decyzje, które pozwolą mi na większy spokój ducha i ciała, na dużo większą stabilizację życiową. Muszę sporo stracić by, być może, coś zyskać. Taka jest jego teza. Do tych strat tez potrzeba sporo rezyliencji. 
W ciagu mojego życia nabyłam dość spora sprężystość psychiczna. Jestem i to pomimo przeżytych traum dość odporna na porażki i dość silna psychicznie. Dotarłam jednak do takiego momentu w mojej egzystencji, ze wyraźnie nie chce już bez przerwy się dostosowywać, nie chce czekać na nic ani na nikogo, nie chce ustępować, szukać kompromisów zbyt wiele. Aspiruje do dużo większego poczucia wolności i sprawczości, do dużo większego szacunku wobec siebie i wobec mojej osoby. 
By to glebiej i bardziej osiągnąć "powinnam" dużo więcej decydować a nie czekać na tak zwane okazje czy  szczęście a pogodzić się ze stratami i decydować, decydować. 

Nauka rezyliencji...

 

 

wtorek, 30 stycznia 2024

Aspiracje i cele.


Tak sobie wczoraj wieczorem rozmyślałam jaka jest różnica i na czym najbardziej w życiu mi zależy? 
Odpowiedz jest jednoznaczna na aspiracjach, na wartościach ale nie na celach. 

Bo jest różnica pomiędzy na przykład
 Zgubic 3 kilogramy = cel na przyszłość A
Zdrowo się odżywiać - aspiracja, wartość na dziś i na jutro...

Wyjść za mąż - cel na przyszłość
Kochac i rozdawać miłość - aspiracja wartość na dziś i na jutro

Kupic dom z ogrodem - cel na przyszłość
Nie przywiązywać się do materii i żyć po swojemu - na dziś i na jutro


Nikt z nas nie musi więc być członkiem tego stada baranów, które odchaczaja CELE. A każdy z nas może żyć zgodnie ze swoimi wartościami i swoimi aspiracjami wiedząc, ze nie zawsze jets to łatwe. 

Praca nad swoimi osobistymi wartościami i aspiracjami jest jednak dużo bardziej satysfakcjonujaca i nadająca sens naszej egzystencji niż realizowanie kolejnych punktów programu szeroko uznawanego za słuszne. 
Kazdy z nas to zna... trzeba:
- zdobyć wykształcenie i dyplom by
- miec dobra prace
- by kupic dom
- wyjść za mąż czy się ożenić i mieć 2 dzieci bo taki model w naszych spoleczenstwach, bo kto szklankę wody na starość poda? albo jak jedynak to egoista albo jak bez dzieci to egoiści...
- Mozna tez się rozwieść bo co drugie małżeństwo dziś się rozwodzi
- kilka razy gdzie pojechać bo inni tez jeżdżą
- pójść jak najwcześniej na emeryturę bo trzeba tez trochę skorzystać z tego życia czyż nie?
- bawic wnuki bo przecież trzeba pomagać nawet jak się ma inne plany

Czy tego chce???
Ja nie!!! a ty? 
Wole więc żyć zgodnie z moimi wartościami i aspiracjami. 

Czego wam tez życzę. 
Miłego dnia! 
Wracam na Uniwersytet dziś! 


 

środa, 24 stycznia 2024

By pokochać życie trzeba przynajmniej jeden raz umrzeć...

 Pisała malarka Charlotte Salomon, której nieszczęść życie nie szczędziło. 

Bardzo wzrusza mnie to zdanie, to przesłanie. Niektórzy robią próbne ceremonie swoich własnych pogrzebów - w Korei południowej - by fizycznie dotknąć śmierci na tyle na ile jest to możliwe. Inni wychodzą ze stanu śmierci klinicznej, z bardzo ciężkich chorób czy wypadkow. 

Zazwyczaj ludzie po takich doświadczeniach odżywają na nowo, zaczynaja doceniać, być wdzięczni, korzystać z radością z każdego dnia. 

Pytanie czy każdy z nas musi przejść przez coś bardzo trudnego by pokochać życie? 

Może niekoniecznie... ale staniecie na granicy życia i śmierci, własnego końca, pewnie bardzo pomaga w uświadomieniu sobie wartości naszej egzystencji. 

Robi się często badania pytając ludzi bardzo starych czego żałują, co było dla nich najważniejsze? I za każdym razem, obojętnie od kraju, czasu, w którym żyją, padają te same odpowiedzi. Najważniejsze są relacje, relacje z innymi ludźmi, przyjaźnie, znajomosci, to co się zrobiło dla innych i co inni zrobili dla nas. Praca liczy się średnio albo mało, pieniądze również, posiadanie smartfona czy nowego komputera nie ma znaczenia. Liczą się relacje. Nawet zdrowie choć ułatwia fajne życie nie jest ważniejsze od relacji. 

Tymczasem jak pokazują ostatnie badania ( cf Christoph André) liczba narcyzów wokół nas nieustannie wzrasta. W latach 1990 i 2023 to wzrost około 30% -towy... Psychiatrzy załamują ręce bo jest to forma patologii, która niszczy relacje na wszystkich poziomach. Rzekomo wpływa na to rozwój naszych społeczeństw ale tak sobie myślę, ze społeczeństwa tworzymy my więc od nas zależy jakie one będą? Czy otwarte i empatyczne czy zamknięte i narcystyczne. 

Hm...

niedziela, 31 grudnia 2023

Czy będę lepsza w 2024 roku?

Oto jest pytanie! Bo rok jako rok nie może być ani lepszy ani gorszy... to nie podmiot działający i myślący  tylko nazwa okresu czasu. 
Ja za to mogę go uczynić lepszym bądź gorszym według moich myśli, postępowania, działań. 

Tak sobie myślę dzisiaj, czy stać mnie będzie w końcu i w większym stopniu na robienie tego co mi SIE OPLACA?  Czy może nadal będę popełniać te same błędy a potem zwalać winę na los, na geny czy na innych ludzi? 

Myślę, ze warto sobie to tak uświadomić, ze 90% mojego roku, mojego życia, mojego losu zależy TYLKO i wyłącznie ode mnie a 10% pozostałych od decyzji wielkich tego świata czy losu, czy pogody czy ocieplenia klimatu... Jak 70% mojej wagi ciężkiej zależy od tego co jem a 30% od tego ile i jak się ruszam. 
Jeśli bede lepsza w 2024 roku to będę lepsza przede wszystkim dla siebie, ta lepszością udzieli się innym, tym co wokół mnie. 

I tutaj pojawia się zasadnicze pytanie czy mam w sobie, w swoim czasie, w swoich umiejętnościach, w swoich środkach finansowych miejsce na te lepszością czyli na to co chce, na te drogę do stawania się wciąż pełniej sobą? 
Wiem, ze mam jeszcze dość sporo tych zasobów więc dziś i jutro je zapisze, umieszczę w kalendarzach, zaplanuje i zrobię bo CHCE. Nie chciałbym a chce, nie może, ale zrobię... nie bym a tak, nie jak się uda czy jak wyjdzie czy jak się ułoży ale TAK jak ja o tym zadecyduje i kiedy o tym zadecyduje. 

Jak mówił nieodżałowany Philippe Noiret: "Życie jest podróżą w jedna stronę więc lepiej podróżować w pierwszej klasie". 

Będę lepsza w 2024 roku! A wy? 

 

piątek, 1 grudnia 2023

Kto kocha swoje dziecko?


Nie tylko to dziecko czy dzieci, które mamy, mieliśmy jako mamy czy ojcowie ale to własne, wewnętrzne DZIECKO, które każdy z nas ma wewnątrz i które tak często domaga się naszego szacunku, uznania, głosu... Wiecie jak to jest... każdy z nas ma wewnętrznego dorosłego, wewnętrznego nauczyciela i wewnętrzne dziecko. Zazwyczaj temu ostatniemu poświęcamy najmniej uwagi. Większość z nas kieruje się w życiu tym co trzeba, co wypada i co należy. 

Warto jednak znaleźć harmonię miedzy tym nauczycielem i tym dorosłym a nasza dziecięca częścią, która tak naprawdę jest NAJWAZNIEJSZA częścią naszej osobowości bo od niej... wszystko zależy! Dobrostan naszego dorosłego czyli nasz. Lubię utulić to moje wewnetrzne dziecko, lubię je rozpieszczać kazdego dnia, od nowa, lubię je głaskać, lubię mu mówić same dobre słowa:
jestes WSPANIALY/ WSPANIALA
jestes zdolna
jestes kochana
zaslugujesz na to co najlepsze
dziękuję Ci za to, ze jesteś

Wczoraj moje wewnętrzne dziecko i mój dorosły i mój nauczyciel skorzystał z kilku godzin radosnej twórczości przy malowaniu pierników... a dziś od rana korzysta z kalendarza adwentowego takiego z czekoladkami! 

A dziś byłam jak radosny ptak z moim wewnętrznym dzieciątkiem, które wysyłało paczkę swojemu dziecku Antosiowi z niespodziankami na Świętego Mikołaja!!! 

Dbajcie o siebie bo czasy niełatwe i problemów u każdego z nas nie brakuje... ale zatroszczscie się o wasze wewnętrzne dziecko! 

Dobrego weekendu! 






 

poniedziałek, 20 listopada 2023

Co planujesz zrobić ze swoim dzikim, wyjątkowym i cennym życiem? Film "Nyad"


Obejrzałam wczoraj w ramach niedzielnego odpoczynku na Netflixie ten film... Niesamowity film!!!

To historia Diany Nyad, jednej z najlepszych pływaczek świata, której w wieku 28 lat nie udało się przepłynąć z Kuby na Florydę. Ale, gdy Diana Nyad skończyła 60 lat... postanowiła powrócić do swojego marzenia sprzed ponad ćwierć wieku. I znów rozpoczęła treningi pływania. 
Miedzy 60 a 63 rokiem życia podjęła 5 prób przepłynięcia tego dystansu 166 km, bez przerwy i bez wychodzenia z wody czy dotykania płynącego obok statku. Dopiero za 5-tym razem jej się to udało! 

Co za sila woli, coz za determinacja, coz za sila życia! 
Tyle osób wokół mówiło, ze to niemożliwe, tyle lekarzy, specjalistów z każdej dziedziny, ale ona wierzyła i wiedziała, ze to możliwe. I zrobiła to! 

Bardzo podoba mi się więc zdanie przez nią cytowane w filmie, które umieściłam w tytule oraz to drugie, które powtarza 
"Nie musimy się skazywać na przeciętność tylko dlatego, ze wszyscy idziemy ta sama droga, która podąża w tym samym kierunku, w kierunku śmierci". 

Goraco polecam! Daje moc! 

 

wtorek, 3 października 2023

Kogo słuchasz w swoim życiu?


Na początku każdy z nas słucha rodziców czy opiekunów. Aż do wieku tak zwanego rozsądku czyli 6-7 roku życia. Choć już wczesnej dzieci potrafią wyrażać swoją niezgodę na to co mówią rodzice czy opiekunowie na przykład płacząc czy tupiąc. 

Potem słuchamy nauczycieli, wychowawcy w klasie, księdza proboszcza czy ogólnie instytucji, które nas kształtują, pokazują nam świat w taki czy inny sposób. 

I w tych właśnie dziecięcych i młodzieżowych latach rozgrywa się to co zdeterminuje nasza egzystencje w dość znacznym stopniu. Staniemy się bowiem albo zewnątrz-sterowni albo wewnątrz-sterowni. Na tej podstawie zbudujemy sobie naszego wewnętrznego dorosłego, ale tez nasze wewnętrzne dziecko. I z nim spędzimy cale nasze życie. 

Ludzie z dominującą zewnątrz-sterownoscia są bardzo podatni na wpływy innych, boja się mieć własne zdanie, wciąż uważają na to co kto powie, co pomyśli. Owo słynne "co ludzie powiedzą". Ci ludzie maja bardzo ograniczona wolność osobista i zazwyczaj dość niskie poczucie własnej wartości. Ich dobre samopoczucie zależy od opinii innych, czasem wręcz wystarczy ze ich mąż czy żona czy dziecko są w złym humorze w domu by oni tez stali się automatycznie smutni i przygnębieni. 

Wydawałoby się, ze ci ludzie powinni sami zobaczyć jak jest im zle i zacząć pracować nad ta zewnątrz-sterownoscia by ja ograniczyć. Jednak zazwyczaj tak nie bywa. Bo ci zewnątrz-sterowni znajdują swoje zyski w tym, ze tacy są. Czuja się bezpieczniej, nie muszą odpowiadać za swoje błędy bo ktoś inny jest przecież winny, ktoś mi powiedział bądź nie powiedział więc to ten ktoś, to nie ja! Tak jest tym osobom lepiej, wygodniej. 
Każdy z nas zna ze swojego życia tego typu zachowania i ja tez. Ja tez czasami bywam a kiedyś bywałam dużo częściej zewnątrz-sterowna. Aż zaczęłam sobie zadawać to pytanie: 
Czyim życiem żyje? Czy jest mi z tym dobrze? Komu staram się przypodobać i czyje oczekiwania spełnić? 

Jak zaczynamy sobie odpowiadać na te pytania i nad sobą pracować stajemy się coraz bardzie wewnątrz-sterowni. W pierwszej kolejności słuchamy siebie, tego co my chcemy, tego co nam w duszy i w umyśle gra. To nie oznacza, ze mamy wszystkich innych w poważaniu, ze przestajemy przestrzegać prawa czy już nigdy, nikogo słuchać nie będziemy. To oznacza, ze za każdym razem przepuszczamy wszystko to co wokół nas przez nasz wewnetrzny filtr, nasze głębokie ja. Powoli odchodzimy od sterowania z zewnątrz a wchodzimy w sterowanie z wewnątrz. Stajemy się w pełni sobą, pewni tego co myślimy, jak działamy, co chcemy. To długi proces. Tym dłuższy im mniej w dzieciństwie i w młodości pozwalano nam na bycie sobą, na wyrażanie swojego zdania, swojej wściekłości, swojego smutku i zalu. 

Znam osoby, które maja ponad 90 lat i wciąż są całkowicie zewnątrz-sterwone: bo kazali, bo trzeba, bo tak zawsze było... a znam takie, które maja 18 lat i są wewnątrz-sterowne bo im mówiono zrób jak uważasz, spróbuj, jak ci nie wyjdzie to nic takiego wyciągniesz wnioski, rób tak by tobie było dobrze... 

Więc to nie kwestia wieku tylko pracy nad sobą i osobistych wyborów. Myślę, ze warto ich dokonywać tak by nam się opłacały. 

 

czwartek, 28 września 2023

Skała i haki...

 


Jest tak ciemno, tak strasznie ciemno wokół. Ledwie palcem stopy mogę wyczuć kawałek śliskiej skalistej powierzchni. Nie wiem jak jest wysoka? Nie wiem jak jest szeroka? 
Gdzie mam pójść? Nic nie widzę. Wokół ciemno, strasznie gęsta czarność. 

Chce jednak iść. Chce stad wyjść. Skała  mnie jednak przeraża. Nie znam jej. Jej ogrom i jej ciemność powoduje, ze tracę oddech. Cale moje ciało jest jak z waty. Trudno mi uwierzyć, ze kiedyś chodziło, biegało, wiedziało, gdzie postawić stopę. 

Macam ciemność. Po prawiej stronie wyczuwam metalowy hak, dość śliski ale gładki. Ten hak mówi mi "kocham cię". Nie wierze mu. Jak wierzyc takiemu mówiącemu metalowi? Chwytam się jednak go wątpiąc. Hak powtarza "kocham cię". Ściskam go mocniej. Trzymam już dość pewnie. Lewa dłonią wymachuje w ciemności. Zabolało. Co to? Kolejny hak. On dzwoni jak telefon. Odbieram. Przyjaciółka. Zaczyna mówić. 

Te haki są tak bardzo cenne... a skala straszna i ciut mniej straszna bo z hakami. 
Trzeba się wspiąć. W swoim rytmie. Może tez się spadnie raz czy cztery razy... może pomoże jakiś hak? 

czwartek, 21 września 2023

Obsesja FORMY.


Obsesja formy... widoczna wszędzie bądź prawie, spotykana wszędzie, wśród biednych i bogatych, tych co u władzy i tych co maja jej mało; pod każdą szerokością geograficzna, w każdej klasie społecznej, dominującą w literaturze czy ogólnie w sztuce albo podczas konkursów czy egzaminów, częsta w przypadku rozmów o prace. 
Forma? 
Czy jest PUSTA? czy jest POTRZEBNA? Czy ma ZNACZENIE? Czy ma SENS? 

Takie pytania naszły mnie wczoraj wieczorem przy kilkuminutowym oglądaniu pochodu gości i króla Karola III przed zamkiem w Wersalu. 

Tutaj było bardzo dużo, ogromnie dużo formy. Czy pustej? Czy znaczącej oto jest pytanie? 

Ze swojego dzieciństwa pamietam tez sporo tych form choć nie maszerowaliśmy przed Wersalem i nie posiadaliśmy tytułów królewskich. 
Formy były w szkole w postaci strojów galowych czy innych fartuchów z tarczami, formy były związane z apelami czy nawet z kazdym początkiem lekcji. 
Pamietam formy z życia codziennego jak na przykład nowe buty czy ubrania to tylko na niedziele i na msze! W języku francuskim istnieje tez słowo, które to określa "endimanché/er". Czyli ktoś jest wyniedzielniony... ubrany na niedziele czyli w jakimś sensie wystrojony ale wystrojony, ze się tak wyrażę biednie, widać, ze na niedziele, bije od niego, ze nie ma i ze ma tylko to... 

Trzymanie formy, trzymać formę, utrzymać formę czy może poziom.. ubrania, wyglądu ogólnego, wypowiedzi, zachowania, grzeczności. 
 Dlaczego? 
Bo to pozwoli nam na wykluczenie TYCH, którzy tej formy nie trzymają. To pozwoli nam rozpoznać swojego i swoją w gąszczu obcych naszej formie. 

Ale tez może... czasami... pozwoli nam wyemancypować się z danej formy. Bo tak chcemy, tak zadecydowaliśmy. Wiąże się to oczywiście z masa konfliktów, sporów, wyrzeczeń, pożegnań i powitań. 

Bardzo ciekawa jest dla mnie ta kwestia FORMY i naszego wpisywania się w nią, mniej lub bardziej świadomie. 

Jakich form przestrzegacie w waszym życiu? W co się wpisujecie? Czego się trzymacie? I czy to ma dla was sens?