W ubiegła
sobotę spędziłam kolejne popołudnie na kortach tenisowych. Antek ze swoim
partnerem, ze szkółki tenisowej Bordeaux CAM, rozgrywali ostatnią część departamentalnego
turnieju grupowego.
Wygrali.
Sporty i dzieci,
dzieci i sporty? Jak to wygląda od francuskiej strony?
Biorąc pod uwagę fakt, że ponad 65% Francuzów, w każdym wieku, uprawia
sport przynajmniej raz w tygodniu (o jest dużoooo więcej niż wierzących i praktykujących!)
to sportem zaraża się całkiem malutkie dzieci. Od pływania dla niemowląt i
innych gimnastyk dla nosicieli pieluch po pierwsze zajęcia sportowe w szkołach,
które jak wiadomo są tutaj od 3 roku życia albo i od 2,5 lat.
W tych szkołach zwanych maternelles czyli czymś w rodzaju naszych
przedszkoli sport jest obowiązkowy i zajęcia odbywają się kilka razy w
tygodniu. Poza tym, we francuskich szkołach aż do liceum każda przerwa szkolna
oznacza obowiązkowe wyjście na szkolne podwórze, gdzie dzieci biegają i się
bawią: nawet jak pada albo jak jest 40°C na plusie, u nas w Bordeaux .
Od wspominanego wieku czyli tych 3 lat zaczynają się zapisy na
pozaszkolne zajęcia sportowe. Odbywają się one zazwyczaj w środowe popołudnia
(po reformie likwidującej wolne środy), w sobote a czasami też w inne dni
tygodnia po szkole czyli po 16h30. W tym wieku dziecko zazwyczaj zaznajamia się
z jednym sportem. Mój Antek od razu zaczął z grubej rury bo od 2 sportów: judo i
pływanie! Był jeszcze całkiem malutki, w petite section czyli w najmłodszej
szkolnej grupie ale na sporty już chodził. Później doszła mu szermierka. Uwielbiał sporty
i z nami też coś ciągle uprawiał: rower, bieganie w parku, narty od 4-roku
życia, strzelanie z łuku, raffiting w Alpach jak miał 6 lat, wspinaczkę w
Alpach rozpoczął jak miał lat 5… generalnie wszystko co się dało to Antoni tego
chciał i nawet raz jak miał lat 7 poszedł na Via Ferrata, też w Alpach.
Nie wszystkie francuskie dzieci mają taki pęd sportowy ale mój miał.
Szkoła i stowarzyszenia sportowe – kluby ( większość z nich funkcjonuje
zgodnie z ustawą z 1901 roku!) są bardzo aktywne we Francji. Przyciągają,
działają… i są często dofinansowywane ze środków publicznych.
I tak rok tenisa kosztuje w średnim klubie około 250 euros ( dziecko ma
wstęp na korty kiedy chce, poza lekcjami bezpłatny, lekcji jest 1,5 h w
tygodniu), rok pływania kosztuje około 200 euros ( wstęp na pływalnię kiedy i ile
dziecko chce poza lekcjami, lekcji 2 h w tygodniu), rok golfa kosztuje około
350 euros ( wstęp na pole golfowe dla dziecka bezpłatny w dowolnym wymiarze
czasowym, lekcje 2 h w tygodnu)… Ceny oczywiście z Bordeaux
i z okolic, dla dzieci uprawiających sport rekreacyjnie, nie w ligach
sportowych.
Ceny dla początkujących małych sportowców, wytypowanych przez ligii do
szkółek zaowodowych są podobne ale im dalej w las tym więcej bezpłatnych zajęć,
sprzętu itd…
I tak, nasz mały Antoś im więcej wygrywa, im zdobywa lepsze
kwalifikacje i notowania tym mnie płacimy i dostajemy: ubrania za darmo, sprzęt za darmo,
treningi za darmo… Ale też inwestyujemy w buty, w kluby golfowe – nie ma
sponsora tutaj… czy kolejne rakiety, najnowsze modele…
To co cenię sobie we francuskich klubach sportowych to … poczucie
wspólnoty, przyjaźnie, jak i taką wyjątkową atmosferę, które te miejsca mają… W
club House jest zazwyczaj i kawiarnia-bar i restauracja… można zorganizować
urodziny, imprezy… I wszyscy się znają…
Mój Antek, nasz Antek jest wyjątkowo sportowo uzdolniony. Takich dzieci
jest mało. Większość uprawia sport rekreacyjnie uzyskując też całkiem niezły
poziom bo najważniejsze to nie gnuśnieć na kanapie i narzekać jak ciężko a się
ruszać! Nie posiadałam tej kultury ruchu i sportu w latach mej młodości w
Polsce. Możliwości było o niebo mniej i ogolna atmosfera była siedząco –narzekająca…
ale z tego co słyszę i widzę w Polsce to się też diamteralnie zmieniło. I tym lepiej.